Top 5 Redakcji KMF | FILM.ORG.PL

Top 5 Redakcji KMF








11.01.2013


Wczoraj były Kraby, a dzisiaj prezentujemy 5 najlepszych filmów według redakcji KMF. Redakcyjne głosy można niejako traktować jako dodatkowe merytoryczne uzasadnienie do wyników tegorocznych Krabów. To oczywiste, że wyniki naszego głosowania nie będą pasowały każdemu, ale mamy nadzieję, że poniższe komentarze pomogą w zrozumieniu  intencji poszczególnych osób, które oddały głos na konkretne tytuły :)

 

Rafał Oświeciński DESJUDI

Bestie z Południowych Krain

Największa tegoroczna niespodzianka, po której co prawda mogłem spodziewać się wiele, ale nie aż tyle, ile dostałem. Bezpretensjonalna historia o powolnej utracie wszystkiego – domu, rodziny, całego świata. I wbrew pozorom Bestie są szalenie optymistyczne, bo obraz tragedii od początku do końca widziany jest oczami naiwnego dziecka, które nie zawsze boi się tego, co dorośli, i z kłopotami radzi sobie inaczej, niż dorośli. Inaczej definiuje strach, nadzieję, ryzyko dodając do wszystkiego szczyptę prostoty i szczerości. Film Zeitlina nie byłby tak wspaniały gdyby nie rola Quvenzhané Wallis – to naprawdę najlepsza rola dziecięca ostatnich lat! Ale wspaniała jest także muzyka Dana Romera i Zeitlina, zdjęcia Bena Richardsona. Wszystko to buduje magiczny świat zalanej Luizjany. Piękny film.

The Master

Ileż to nadziei wiązałem z „Mistrzem”! W końcu jego twórca, PT Anderson, odpowiada za dwa filmy, które w jakimś sensie zbudowały moją filmową wrażliwość. Brzmi to górnolotnie, przepraszam, ale naprawdę „Magnolia”, mocno stojąca na moim osobistym podium filmów wszech czasów, oraz „Aż poleje się krew”, najlepszy film I dekady XXI wieku, wystarczająco dowiodły, że facet ma talent nieprzeciętny. Dlatego byłem wstrząśnięty pierwszym i dotychczas jedynym seansem „Mistrza”, bo z chwilą napisów końcowych, jedyna myśl, która przychodziła mi do głowy, oscylowała wokół „rozczarowania”. Jednak z każdą sekundą od seansu film nabiera mocy, bo wyraźnie widać, że to na niejednoznaczności i niedopowiedzeniach Anderson zbudował swój film – i  to mogło początkowo razić. Wszystko jednak z czasem układa się w zgrabną całość i niekoniecznie musi to dotyczyć samej interpretacji – bo na to jeszcze przyjdzie czas – ale „Mistrz” wydaje się spełniony, dokładnie taki, jaki miał być – dokładnie z tak wykreowanymi bohaterami, dokładnie tak zainscenizowany, dokładnie tak poprowadzony do dokładnie takiego końca. O doznaniu „Mistrza” świetnie napisał swego czasu Fidel i jest to tekst, który znakomicie uchwycił dualizm uczuć. Z tym, że szala przechyliła się na jedną ze stron. Zdecydowanie.

Skyfall

Bond jakiego nikt się nie spodziewał. Bond jako człowiek. Czy to jeszcze Bond? Są przecież pewne archetypy związane z pewnymi zjawiskami, postaciami, których niszczyć nie można, bo to by znaczyło, że archetyp nie jest archetypem, a czymś zupełnie nowym. Może więc Bond jest po prostu dyskusją z przyzwyczajeniami, oczekiwaniami, której efektem będzie Nowy Bond? Jeśli tak, to ja poproszę więcej. Connery’ego, Moore’a, Daltona i Brosnana postawmy na półkę z klasyką, do której wracajmy często, bo na pewno jest tego warta. „Skyfall” to po prostu perfekcyjnie skrojone współczesne kino akcji i jako takie nie ma sobie równych. Craig, Dench, Bardem, zdjęcia, muzyka, scenariusz, Szkocja, Szanghaj, Tajwan – o wszystkim można pisać w samych superlatywach, bo wszystko jest na cholernie wysokim poziomie realizacyjnym, niedostępnym dla Bourne’ów i innych sensacyjnych klonów. „Skyfall” ma klasę, jakiej żaden inny współczesny film akcji nie ma.

Hobbit: Niezwykła podróż

Hobbit jest świetny. Jacksonowi się udało i tyle. Więcej w mojej recenzji.  

Róża

„Róża” uderza. Mocno. Drastycznie. Prosto w trzewia, w zmysły, wyobraźnię, pamięć. To jeden z tych obrazów, przed którymi chce się zamknąć oczy i zasłonić uszy. Niesamowite, jak Smarzowski działa na emocje, jak definiuje na nowo historię, która tutaj nie jest podręcznikowym opisem wydarzeń, a psychologicznie wiarygodnym portretem tamtych czasów. Smarzowski udowodnił „Różą”, że jest naprawdę jednym z niewielu twórców (na świecie! obok chyba Larsa von Triera, Michaela Haneke), którzy potrafią wstrząsnąć treścią, sponiewierać formą i wciąż pozostają w tym niezwykle naturalni, bliscy zwyczajnie ludzkim uczuciom – bez najmniejszego zadęcia i wielkich słów. Prawda – brutalna, lekko histeryczna, niewygodna – to wciąż prawda. I jej wierny jest Smarzowski.  Wstrząsające, ważne kino. „Róża” to klasyk polskiej kinematografii, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. I chyba najlepsze co do tej pory Smarzowski zrobił, choć zawsze robił przecież wyśmienicie („Małżowina”, „Wesele”, „Dom Zły”). Marcin Dorociński zagrał rolę życia (poniżej, w „Obławie”, niemalże pobił samego siebie), tym samym trafił na mój osobisty szczyt najlepszych polskich aktorów 2012.

Rafał Donica DUX

Dredd

Kompletnie nieoczekiwanie na sam szczyt mojego tegorocznego TOP5 wskoczył film, po którym nikt niczego dobrego się nie spodziewał. „Dredd” nie jest w zasadzie niczym więcej niż widowiskową strzelaniną, ale liczy się to, jak został zrobiony. To krwisty kawałek filmowego mięcha, jakiego zdecydowanie brakowało w kinie akcji ostatnich lat. Do tego ciężka muza w tle, narkotyczne slow-motion i główny bohater z jajami ze stali! Takie filmy mogę jeść garściami.

The Avengers

Podobały mi się wszystkie filmy o superbohaterach Marvela. Skoro więc Iron Man, HULK, Kapitan Ameryka oraz Thor spotkali się na jednym planie, musiał z tego powstać film poczwórnie dobry. I to wcale nie efekty wizualne, choć obłędne (a w kinie IMAX podwójnie obłędne!), są najmocniejszą stroną „Avengers”, lecz ludzie; galeria niezwykłych charakterów i tarcia między wielkimi superbohaterskimi indywidualnościami.

Nietykalni

„Nietykalni” to wielka afirmacja życia, wzruszająca opowieść z mnóstwem humoru najwyższych lotów i oscarowym aktorstwem. Francuzi pokazują, że o sprawach bolesnych, tragicznych, ostatecznych, nie trzeba opowiadać z nadęciem i na kolanach.

Frankenweenie

Ten film znalazł się w moim TOP5 nie dlatego, że ma w tytule przedrostek „Franken”. Animacja spod ręki Tima Burtona to po prostu fantastycznie opowiedziana historia, która wyciska łzy z oczu każdemu, kto kocha zwierzęta, a zwłaszcza psy. Piękny, dopieszczony i wizualnie olśniewający kawał czarno-białego kina.

Prometeusz

„Prometeusz” to miłość od… drugiego wejrzenia. W kinie podszedł mi średnio, mimo to sprawiłem sobie najnowszy film Ridleya Scotta na Blu-ray i drugie odwiedziny LV223 wypadły znacznie lepiej. Dałem się ponieść niezwykłej atmosferze z prologu i nie czekałem już na pojawianie się klasycznego Obcego. Pochłonęła mnie znakomita strona techniczna (efekty specjalne i dźwiękowe), bardzo dobra muzyka, no i akcja osadzona gdzieś na krańcach kosmosu, skąd nikt nie usłyszy twojego krzyku.

 

Tomek Urbański TOMASHEC

Róża

Kino wzorowe pod względem technicznym i emocjonalnym. W dodatku polskie. Wstrzymujące dech na 90 minut i wywracające flaki. Mocna rzecz, po której ochłonąć jest niezwykle trudno.

The Warrior

Kapitalny dramat z popularnym sportem w tle. Wyśmienicie zagrany, świetnie poprowadzony i doskonale dawkujący emocje do świetnego finału. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nie było go w naszych kinach.

Hobbit: Niezwykła podróż

Chwała Jacksonowi, że przywrócił kinu magię. Mimo obaw, udało się reżyserowi ponownie wciągnąć mnie w baśniowy świat Śródziemia i przebywać tam przez dwie i pół godziny z rozdziawioną paszczą.

Skyfall

Przeżywający drugą młodość James Bond nie odpuszcza. Mimo półwiecza na karku jest w znakomitej formie. Momentami zaskakujący, momentami tajemniczy, ale wciąż najlepszy w swoim fachu. Mimo dość dramatycznej historii trzyma fason i potwierdza, że konkurencji nie ma praktycznie żadnej.

The Expendables 2

Stare dziady dają radę! Po raz drugi! Emerytowani bohaterowie kina akcji dostarczają kolejnej porcji doskonale odgrzanej rozrywki, pełnej zabawy z własnym emploi. I choć od czasu do czasu pojawi się „suchar” to nie przeszkadza w zabawie, bo wpisany jest w konwencję. Reżyser zza postur retro-herosów, robił wszystko by nie zepsuć szanownym legendom frajdy. Udało mu się, na czym zyskali też widzowie.

tuż za podium: Obława, End of Watch, The Grey

Krzysztof Walecki CRASH

Kochankowie z Księżyca

Ile jest warte uczucie pary dwunastolatków? Wes Anderson mówi, że wszystko, i ma rację. Dorośli mają własne problemy, własne widzenie świata – ich małe umysły nie są w stanie pojąć znaczenia wspólnej ucieczki skauta Sama Shakusky’ego i „trudnego dziecka”, jakim jest Suzy Bishop. Styl Anderson idealnie współgra z opowiadaną historią, w której nic nie jest na poważnie, choć, w rzeczywistości, na poważnie jest wszystko.

Hugo i jego wynalazek

Martin Scorsese o swojej miłości do kina, ale w sposób niekonwencjonalny jak na niego, bo za pomocą fantastycznej historii dla dzieci. Jest tu i magia, i humor, i wspaniała wizja plastyczna, lecz to historia małego Hugo i jego spotkania z jednym z najsławniejszych pionierów kina robi największe wrażenie. Może dlatego, że jest w niej również dużo bólu i niepewności – reżyser oddaje cześć X muzie, jednocześnie ostrzegając, że nawet najwięksi twórcy często okupują sukces wielkim nieszczęściem i rozczarowaniem.

Atlas chmur

Kolaboracja rodzeństwa Wachowskich i Toma Tykwera to najbardziej ekstrawagancka superprodukcja ostatniego roku, a może nawet dekady. Sześć przeplatających się historii, każda inna gatunkowo, ale wszystkie mówiące o tym samym – na świecie liczą się tylko miłość oraz wolność, i jeśli mają ci zostać odebrane – walcz! Z pewnością dla wielu będzie to nauka trywialna i oczywista, lecz trójka reżyserów podaje to w taki sposób, że aż chce się oglądać. Również aktorów, którzy w każdej opowieści grają całkiem inne postacie.

Rzeź

Czyli Roman Polański w świetnej formie – w swoim najnowszym filmie słyszymy echa jego genialnej „trylogii apartamentowej”. Znów zamyka bohaterów w mieszkaniu, i znów każe im popadać w szaleństwo, choć tym razem nikogo nie zabija. Kulturalni, wykształceni i bogaci ludzie w sytuacji kryzysowej inaczej się zachowują od znanej ze „Wstrętu” Carol, czy tytułowego lokatora – ich szał jest cywilizowany (sic!), przemoc jedynie werbalna, ale pamięć o spotkaniu pozostanie z nimi na dużej, niżby tego chcieli. Na dodatek, jest to jeden z najzabawniejszych filmów reżysera „Pianisty”.

Kobieta na skraju dojrzałości

Lubię filmy, w których bohater wraca po latach do swojego rodzinnego miasta. Widzi, że jedne rzeczy pozostały takie same, inne uległy zmianie, ale zwłaszcza w sobie musi dostrzec coś nowego. W ostatnim filmie Jasona Reitmana główna bohaterka, trzydziestokilkuletnia autorka serii książek młodzieżowych, usilnie stara się wrócić do przeszłości, zwłaszcza uczuciowo. Ma jej w tym pomóc zdobycie na nowo swojej szkolnej miłości, ale w końcu będzie musiała zdać sobie sprawę z tego, że wszystko przemija. Słodko-gorzka komedia z fenomenalną Charlize Theron.

 

Filip Jalowski FIDEL

The Master

W artykule poświęconym „Mistrzowi” pisałem: „Mistrz” jest filmem hipnotyzującym, dziwnym, stawiającym opór. To nie jest ten typ kina, któremu wystawia się średnie oceny. Istnieją jedynie dwie możliwości – Anderson stworzył arcydzieło lub pretensjonalny twór, który jedynie mami widza swoją pozorną niezwykłością. Z każdym kolejnym dniem jestem coraz bardziej przekonany co do tego, że druga z opcji jest niemożliwa. Film Andersona po raz kolejny jest wielki.

Moonrise Kingdom

Za to, że w tym całym ekscentrycznym świecie, pełnym pastelowych rekwizytów i miejsc rodem z mapy poszukiwaczy skarbów, szczere uczucie rozsadza dosłownie każdy kadr. Wiele filmów o miłości popada w patos lub kiczowatą ckliwość. Andersonowi to nie grozi.

Opowieści, które żyją tylko w pamięci

Piękna baśń o strachu przed zmianami, śmiercią, ale i hipnotyzująca refleksja na temat życia. W obliczu argentyńskiej dżungli, wizyta młodej dziewczyny w zapomnianym miasteczku starców nabiera cech wielkiego kina.

Róża

„Róża” – film wręcz konwulsyjny. Ilość gwałtu, krwi, zwierzęcej przemocy, nieuczciwości i ludzkiego ścierwa (bo termin „świnia” byłby tu zdecydowanie zbyt delikatny) przekracza poziom „Wesela” i „Domu złego” razem wziętych. Momentami człowiek aż chce wyjść z kina, bo jakoś podświadomie czuje, że to w danym momencie jedyna droga do zamanifestowania swojego sprzeciwu wobec tego, co widzi na dużym ekranie. Niemniej, nie wychodzi. Wydaję mi się, że na kinowej sali zatrzymuje go jedynie fakt, że wśród tego całego obłąkanego świata Smarzowski umiejscawia, chyba po raz pierwszy w sposób tak konsekwentny i wyraźny, ludzi zdolnych do czegoś więcej, aniżeli tarzania się we krwi i błocie. I za tych „ludzi” „Róża” znajduje się w tym miejscu.

Project X

Ponieważ doskonale się na nim ubawiłem. Dobrze to wymyślone, zmontowane, doskonale zilustrowane muzycznie i w fajny sposób odświeżające konwencję „filmu z ręki”, która ostatnimi czasy została mocno wyeksploatowana przez kino grozy.

 

Maciek Poleszak CIUNIEK

Dredd

Za to, że nikt się nie spodziewał krwistego i satysfakcjonującego akcyjniaka w starym stylu, z masą świetnych scen, fajnych patentów i rewelacyjnych postaci. Za Karla Urbana, w którego przed premierą nikt nie wierzył, a który stał się prawdziwym uosobieniem Prawa. Za brak ugrzecznienia i łopatologii. Za niesamowicie klimatyczne zdjęcia. I w końcu – za scenę z minigunami i Dredda zrzucającego bez słowa zbira z balkonu, żeby za chwilę w milczeniu zniknąć w chmurze dymu. Skończyło się na kilkukrotnej wizycie w kinie.

The Avengers

Za to, że pomimo bycia wielkim, drogim, wakacyjnym blockbusterem przepełnionym po brzegi akcją, scenariusz ani na chwilę nie zapomina o bohaterach, w których da się uwierzyć. Postacie, dialogi, sceny – tu wszystko ŻYJE i łączy się ze sobą w tak sprawny sposób, że lepiej już się nie da. Za najlepsze przedstawienie Bruce’a Bannera na ekranie, za Hawkeye’a, który strzela z łuku trzymanego za plecami patrząc w zupełnie inną stronę i za Hulka, który zamiata Lokim podłogę. Popcorn dawno nie był tak smaczny.

Nietykalni

Za absolutnie rewelacyjną chemię między głównymi bohaterami i scenariusz, który pomimo pewnego oklepania i wyświechtania nie robi się ckliwy i tandetny. Za bycie najprawdopodobniej najlepszym poprawiaczem humoru w tym roku. No i za najlepszy suchar w tym roku: „Gdzie znaleźć paralityka? Tam gdzie go zostawiłeś”.

The Cabin in the Woods

Za totalne szaleństwo, nieprzewidywalne zwroty akcji i zabawę konwencją, z której (wydawałoby się) nie da się kompletnie wyciągnąć niczego nowego. Za jednorożca, japońską zjawę i piwnicę ze wszystkimi możliwymi horrorowymi „starterami” fabuł. I, co najważniejsze – za bezbłędną grę postaciowymi stereotypami, które zmieniają się w trakcie filmu, a wszystko to ma swój pokrętny sens. I jeszcze za Richarda Jenkinsa.

Róża

Za świetny scenariusz, który jak zwykle u Smarzowskiego opowiada o ludzkiej podłości. Za zwrócenie uwagi na mniej znany kawałek polskiej historii. Za kapitalne aktorstwo i Marcina Dorocińskiego, który znów udowadnia, że miałby na koncie już ze dwa Oscary, gdyby tylko urodził się za Wielką Wodą.

 

Andrzej Brzeziński AARON

Wstyd

…czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać. A może raczej wszystko, co chcielibyście wiedzieć o uzależnieniu od seksu, ale nigdy o tym nie pomyśleliście. Steve McQueen i Michael Fassbender zabierają widza w mroczną otchłań cielesnych uciech, które pozornie tylko wypełniają codzienną pustkę, a tak naprawdę tylko ją pogłębiają. Z pozoru prostu i banalny, ale koniec końców poruszający i przygnębiający film o nas samych. To naprawdę zaskakujące, że nie trzeba z głównego bohatera robić narkomana, alkoholika czy psychopatycznego mordercy, aby powiedzieć coś interesującego na temat kondycji duszy współczesnego człowieka.

Mistrz

To po prostu Paul Thomas Anderson. Co prawda już nie taki jak za czasów „Boogie Nights” i genialnej „Magnoli”, ale taki jak w swoim ostatnim „Aż poleje się krew”, czyli prawie jak Kubrick. Tyle, że w jego przypadku to prawie, wcale nie robi wielkiej różnicy. Anderson po raz kolejny zderza z sobą dwa światy, dwóch bohaterów i z tej konfrontacji tworzy prawdziwe aktorskie widowisko. Genialny (jak zwykle) Philip Seymour Hoffman i dawno nie widziany Joaquin Phoenix.

Musimy porozmawiać o Kevinie

Nie wiem jak moi koledzy z redakcji, ale wielu z moich znajomych bedzie się pukać w czoło, jeśli napiszę, że film Lynne Ramsay jest jednym z pięciu najlepszych filmów minionego roku. Czy Kevin to Antychryst, następca Damiena Thorna z „Omena”, zło wcielone czy po prostu dziecko skrzywione przez brak matczynej miłości? Kto tak naprawdę zawinił? Film, który można oglądać z dwóch różnych perspektyw, czy to od strony dziecka czy matki. Historia, którą można odczytywać na wiele sposobów i która nie daje łatwych odpowiedzi.

Obława

Ja wiem, że w tym miejscu powinna być „Róża” Wojtka Smarzowskiego, ale wierzę, że on i jego arcydzieło poradzą sobie wystarczająco dobrze w Złotych Krabach i osobistych rankingach pozostałych z redakcji. Film Kryształowicza pokazuje, jak powinno się tworzyć polskie kino wojenne. Bez patosu, nudy i ogólnie przyjętej martyrologii, bez kompromisów i niebanalnie. Oby więcej takich filmów… polskich filmów.

Mroczny rycerz powstaje

Tego filmu powinno tutaj nie być, ale z sentymentu daję mu ostatnie miejsce w moim krótkim rankingu. Nie można odmówić Nolanowi i jego trylogii zasłużonych zachwytów. I to nawet, jeśli znajdzie się w niej sporo minusów, niedociągnięć i zwykłych blockbusterowych baboli. Najlepiej jeśli w tym miejscu zacytuję mojego mistrza Paula Thomasa Andersona: „Nigdy nikt mnie nie prosił, żebym kręcił blockbustery. Jednak kiedy patrzę na to, co Nolan zrobił z Batmanem, jestem pełen uznania – to najwyższy poziom artyzmu, a jednocześnie olbrzymia świadomość wymagań współczesnej widowni”. Nic dodać, nic ująć.

Grzegorz Fortuna MOTODUF

Skyfall

Zatrudnienie Sama Mendesa – reżysera kojarzonego raczej z pełnymi emocji, ale spokojnymi dramatami, rozgrywającymi się na amerykańskich przedmieściach – do pracy przy najnowszym filmie o agencie 007, okazało się strzałem w dziesiątkę. „Skyfall” to dla mnie nie tylko najlepszy film roku i najlepszy Bond w piećdziesięcioletniej historii serii, ale też jeden z najinteligentniejszych i najbardziej stylowych blockbusterów ostatnich lat. Mendes łączy poważnego craigowskiego Bonda z ironicznym agentem z czasów Seana Connery’ego w sposób spójny i przekonujący, a przy tym łamie zasady, które dotychczas organizowały serial o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości. Seans „Skyfall” jest dzięki temu (i nie tylko dzięki temu, bo należy pamiętać o rewelacyjnej kreacji Javiera Bardema i przepięknych zdjęciach Rogera Deakins) doświadczeniem po prostu niesamowitym.

Moonrise Kingdom

Typowy dla Wesa Andersona ekscentryzm (nagromadzenie detali, nasycenie kolorów, charakterystyczna muzyka i sposób filmowania) nie zasłania tego, co w „Moonrise Kingdom” najważniejsze – ponadczasowej i pięknie nakreślonej opowieści o buncie i potrzebie posiadania kogoś blisko siebie. Jeśli dodamy do tego znakomitych aktorów, obsadzonych wbrew ich dotychczasowemu emploi (dość powiedzieć, że Bruce Willis gra tu fajtłapę), otrzymamy małe, niepozorne, wzruszające arcydzieło.

Obława

Brudny, nieprzyjemny, okrutny i porażająco ironiczny film wojenny, spektakularnie demitologizujący portret dzielnego AK-owca, w którym specyficzna reguła narracyjna została przez reżysera solidnie umotywowana. Jedno z największych pozytywnych zaskoczeń roku i jeden z tych filmów – obok „Róży” – które przywracają wiarę w polskie kino wojenne.

Pokłosie

Nie wszystko się Pasikowskiemu w tym filmie udało (sam bym zmienił co najmniej ze dwie sceny), a finał może razić niepotrzebną symboliką, ale nie zmienia to faktu, że „Pokłosie” trzyma za gardło przez bite półtorej godziny, a niektóre sceny to realizacyjne majstersztyki. Poza tym mam wielki szacunek do Pasikowskiego, że zdecydował się zrealizować tak drażliwy temat w gatunkowej konwencji.

Niezniszczalni 2

Sequel o wiele lepszy od oryginału – bardziej zabawny, samoświadomy, nastawiony na czysty fun, podlany do tego hektolitrami nawiązań do życiorysów członków obsady. Nigdy nie bawiłem się w kinie tak dobrze.

 

Jakub Piwoński PIWON

The Warrior

Naznaczone piętnem alkoholizmu losy dwóch braci w końcu się krzyżują, prowadząc na ring MMA. To jednak nie choreografia walk jest tutaj najważniejsza, a to, co dzieje się pomiędzy nimi. Doświadczany przez nas dramat ujmuje prawdziwością, uruchamia skostniałe pokłady męskiej wrażliwości. Choć historia to prosta i o czytelnym przesłaniu, potrafi w sercu wydrążyć dziurę niemałych rozmiarów. Ten emocjonalny ból jest jednak pełen optymizmu, bo daje nadzieje na wygranie ostatecznej walki. Piękne, męskie kino.

Skyfall

Niebo wali się na głowę Bonda. W postępującej dekonstrukcji postaci pogłębiono jego portret psychologiczny, dodano zarost, a nawet postrzelono. Zabiegi proste acz wystarczające do tego, by pozwolić bardziej zaangażować się w losy bohatera. Zaproponowane zmiany nie tyle były ważne, co konieczne, gdyż odświeżyły schemat, który już dawno zaczął zjadać własny ogon. W „Skyfall” najważniejszy jest jednak balans między flemingowską tradycją, a nurtem „neorealizmu”. Rzecz jasna, bondowsy puryści i tak będą niepocieszeni. Cała reszta, szczególnie zdroworozsądkowa część sympatyków serii, nową odsłonę przygód agenta Jej Królewskiej Mości przyjmie z otwartymi ramionami.

Prometeusz

Ranga, z jaką mierzył się ten film, zabiła czystość jego odbioru. Miast cieszyć się seansem, duża część widzów obrała pryzmat, przez który nie była w stanie dostrzec oczywistych zalet tego filmu. Ta wierna tradycji SF produkcja, z unikalnym klimatem, symboliką, galerią pamiętnych scen i postaci, potrafi bronić się samodzielnie, jeśli tylko damy jej na to szansę. Czasem warto nie być przesadnie wymagającym wobec swego ulubionego twórcy.

Hobbit: Niezwykła podróż

Peter Jackson nadal to potrafi. Zdążyliśmy pokochać wizję Śródziemia, którą serwował nam przez lata. Teraz możemy powrócić do tych fantastycznych krain, by raz jeszcze dać się ponieść niezwykłej przygodzie. Muszę uderzyć się w pierś, gdyż nie wierzyłem w twórczy potencjał kolejnej adaptacji prozy Tolkiena. Wątpliwości rodziło przede wszystkim utworzenie trylogii z materiału odpowiedniego jednemu filmowi. Dopóty, dopóki podane to będzie z takim polotem i dbałością o mitologiczny szczegół, myślami o marketingowym chwycie nie będę zaprzątał sobie głowy.

Jeszcze dłuższe zaręczyny (Five-Year Engagement)

Komedia romantyczna potrafi znużyć swoją manierą. Zasada „odgrzewanego kotleta” co rusz daje życie kolejnej produkcji, opartej na tym samym schemacie fabularnym. W rezultacie tego, taśmowo powstające filmy nie są ani śmieszne, ani tym bardziej romantyczne. Od czasu do czasu pojawia się jednak rodzynek, którego powiew świeżości jest na tyle ujmujący, że pozwala zapomnieć o niechlubnym dorobku gatunku, z jakiego się wywodzi. Siła „Jeszcze dłuższych zaręczyn” polega na ukazywaniu miłosnych perypetii takimi, jakimi są. Szczerze i bezkompromisowo. Historia ta nie jest jednak pozbawiona pozytywnego wydźwięku, potrzebnego do budowania trwałych relacji z najbliższą nam osobą.

Szymon Pajdak ARAHAN

Skyfall

Miłośnikiem Bonda nigdy nie byłem, aczkolwiek sentyment do filmów z Moorem i Connerym miałem od zawsze. Wraz z przyjściem Craiga nadeszła nowa era dla 007. Podobało mi się to bardzo, ale jednak czegoś brakowało. Sam Mendes na 50-lecie tej postaci przygotował obraz, który perfekcyjnie połączył czar i wdzięk poprzednich filmów z drapieżnością tych nowych. Duży plus za mrugnięcia okiem do fanów. Oprócz tego piękne zdjęcia, świetna muzyka, efekty, kaskaderka, a do tego fantastyczny Craig i równie dobry Bardem.

The Artist

Film, który przywraca wiarę w magię kina, a jednocześnie coś, za czym w głębi duszy tęskniłem. Prosta historia, która porywa od samego początku do końca, świetni aktorzy, kilka naprawdę niesamowitych scen i magia unosząca się nad całym projektem sprawiły, że ciężko podsumować rok 2012 bez tej pozycji.

Dredd

Mocne, bezkompromisowe kino z twardzielem w roli głównej, gdzie przemoc jest powszednia jak deszcz w listopadzie. Film, podczas seansu którego człowiek czuje się jakby cofnął się w czasie. Gęsta atmosfera, brud, śmieci i rdza. Lata 80. i początek 90. pełną gębą! Klimat, świetne, oszczędne dialogi, główny bohater, antagonista, muzyka i najlepsze slow motion jakie widziałem w kinie od czasów Matrixa.

Hobbit: Niezwykła podróż

Tylko Peter Jackson mógł wrócić do Śródziemia w takim stylu! Wszystko jest tutaj na najwyższym poziomie. Kostiumy, scenografia, obsada, muzyka i magia, która w kilku momentach wręcz daje widzowi po twarzy. Nie jest to poziom Władcy Pierścieni, ale zabrakło naprawdę niewiele.

Argo

Ben Affleck nie przestaje mnie zadziwiać. Po bardzo dobrym „Gone Baby Gone” oraz świetnym „The Town” facet kolejny raz pokazał, że rozwija się w znakomitym kierunku, kręcąc jak dotąd najlepszy swój film. Niesamowicie gęsty klimat, który, zwłaszcza w drugiej połowie, kopie po tyłku, sprawne użycie formy paradokumentu, idealny wręcz casting oraz perfekcyjna oddanie klimatu epoki. Od tej pory czekam na każdy film Bena z niecierpliwością.

 

Radosław Pisula GAMART

The Avengers

Przed przyjęciem roli w El Dorado, Robert Mitchum zapytał Howarda Hawksa o czym ma opowiadać fabuła filmu. Legendarny reżyser odpowiedział, że historia się nie liczy, ważne jest natomiast to, że w scenariuszu są wspaniałe postacie. I na tym właśnie opiera się głównie siła filmu Whedona. To perfekcyjnie działająca maszyna, która kipi chemią między postaciami. Uwielbiam filmy, w których widać wyraźnie, że dla aktorów praca nad obrazem była świetną zabawą. Dodatkowo, gdy wybitna ekipa została podlana sosem z błyskotliwych dialogów twórcy Firefly, ostateczny wynik mógł być tylko jeden – perfekcyjnie zrealizowany blockbuster, na którym w kinie byłem kilka razy. Wielka eskapistyczna przygoda, która definiuje magię kina.

Dredd

Nowa wersja przygód Sędziego z Mega-City One nie bierze jeńców i chwyta za gardło już od pierwszych minut. Niesamowite zaskoczenie, ponieważ Travis i Garland wydali na świat film, jakich już się zwyczajnie nie robi. Maksymalnie krwawy, bezceremonialny, brudny i przedstawiający w głównej roli nieogolonego milczka, który wie, że gdy kończą się naboje to trzeba dać kolbą w twarz. Poległ w kinach, ale na pewno za kilkanaście lat będzie wspominany z łezką w oku, gdy filmy akcji w całości przerzucą się na PG-13 i będą przypominały kosmetyczkę Marii Antoniny. Film powinien znaleźć się w słowniku pod literą „R”, a zahełmionym i wykrzywionym odrazą pyskiem Urbana powinno się straszyć wszystkich domorosłych przestępców, o!

Skyfall

Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę miał okazję to powiedzieć, ale najnowsza odsłona przygód Bonda to wizualna maestria. Mendes obecnie nie ma sobie równych w ekranowych zabawach kolorem, światłem i kompozycją – sceny w Szanghaju wywołują oczny orgazm. Dodatkowo fabuła jest zajmująca, dynamiczna i prawdopodobnie w najlepszy z możliwych sposobów łączy klasyczną formułę z nową wersją. Chciałbym wytapetować sobie mieszkanie zdjęciami ze Skyfall, bez dwóch zdań.

Cabin in the Woods

Idealna rewitalizacja horroru, która w świetny sposób pokazuje, że z tak skonwencjonalizowanego gatunku można zrobić coś całkiem nowego. Zaskakujący kawał bezpretensjonalnego kina, który oddaje hołd chyba wszystkiemu, co związane z historią filmowego straszenia – w błyskotliwy i inteligentny sposób.

The Artist i The Descendants

Trochę oszukam, ale trudno. Dwa oscarowe hity z zeszłego roku, które legitymują się świetnym wykonaniem. Hazanavicius po raz kolejny udowadnia, że pastisz klasycznego kina i współpraca z Dujardenem wychodzą mu fenomenalnie. Kilka lat temu nakręcili razem najlepsze parodię filmów z Bondem i gatunku eurospy – OSS 117: Kair, gniazdo szpiegów i OSS 117: Rio nie odpowiada – a w Artyście z wielką miłością powracają w czasy kina niemego. Przepiękna laurka, która o dziwo zaskakuje fabułą i zniewala świetnym aktorstwem głównych bohaterów.

Payne natomiast nakręcił zniewalająco klimatyczny i niestety niedoceniony film, gdzie z każdej sceny sączą się Hawaje, a George Clooney udowadnia po raz kolejny, że zasłużył na miejsce w pierwszej lidze Hollywood. Urzekają też naturalne dialogi i konflikt na linii ojciec-córka, który angażuje emocjonalnie. Dodatkowo muzyka ze Spadkobierców w moim prywatnym rankingu ustępuje jedynie tej z Dziewczyny z tatuażem.

 

Jakub KOISZ

Moonrise Kingdom

Gdy zmierzasz do kina, a oczekujesz Wesa Andersona, a potem dostajesz kwintesencję esencji Wesa Andersona, wiesz, że dzień był udany. Uroczy film, w którym absolutnie każda postać jest warta zapamiętania. Zdjęcie Billa Murraya w podkoszulku, trzymającego siekierę, już czeka jako nadruk na koszulkę 9/10

Avengers

W tym filmie wszystko mogło nie wyjść, począwszy od konceptu łączącego herosów, którzy mieli oddzielne filmy, aż po przesyt treści. Może i Whedon miał ułatwione zadanie, bo filmy, w których poznaliśmy członków Avengers oddzielnie, były niezłe, ale mimo to udało mu się zrobić o wiele więcej niż „nieźle”. Spójna, logiczna i bardzo klasyczna przygoda, momentami infantylna, ale z każdej postaci wręcz wylewa się jej komiksowy charakter. 9/10

Operacja Argo

Wierzę w Bena Afflecka już od dłuższego czasu, ale to, co ten facet z siebie wydusza, przechodzi najśmielsze oczekiwania. To naprawdę inteligentny, szukający nietypowych tematów reżyser o charakterystycznym, konkretnym stylu. Czekam z niecierpliwością na jego kolejne produkcje. 8/10

Skyfall

Kiedyś myślałem, że dopowiedziany, odmitologizowany Bond będzie mniej ciekawy niż figurka ze starych filmów, ale twarz Craiga, nawet jeśli usta mówią o sobie więcej niż poprzednicy grający 007, ciągle skrywa tajemnice, pozwalające wierzyć, że Bonda czeka jeszcze wiele dobrego. Na plus klasyczny łotr oraz wspaniałe zdjęcia. 8/10

Wstyd

Nie musimy tworzyć metafory Wall Street Czegoś Tam, jak w przypadku „The Dark Knight Rises”, aby ukazać bolączki współczesnego świata. Steve McQueen wkłada kij w mrowisko, każe się zastanowić nad pustką egzystencji oraz zrewidować swoje dotychczasowe życie. Uzależnienie od życia jest bolesne. 8/10

 







  • mejk

    Szkoda, że nie ma żadnego nieanglojęzycznego (poza polskimi) :( Naprawdę nikt z redakcji takich filmów nie ogląda?

    • Mefisto

      Jak nie ma? A Nietykalni i Opowieści, które żyją tylko w pamięci to psy? :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Złote Kraby 2012

Następny tekst

O potworach i ludziach



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE