search
REKLAMA
Felietony

O tym, jak THE MANDALORIAN w końcu oddaje sprawiedliwość BOBIE FETTOWI

Mikołaj Lewalski

9 grudnia 2020

REKLAMA

Boba Fett. Według niektórych to jeden z najciekawszych bohaterów uniwersum Gwiezdnych wojen. Inni uważają, że trudno o bardziej przereklamowaną postać nie tylko w kosmicznej sadze Lucasa, ale i w całej historii popkultury. Moim zdaniem prawda leży gdzieś pośrodku: debiutujący w Imperium kontratakuje (pomińmy występ w The Holiday Special) Fett był fascynującym złoczyńcą o wielkim potencjale, który następnie kompletnie zmarnowano w Powrocie Jedi. Fani Rozszerzonego Uniwersum wiedzą jednak, że w starym kanonie historia tajemniczego łowcy nagród nie kończy się komicznym wpadnięciem do paszczy Sarlacca (odsyłam też do artykułu wprowadzającego w uniwersum The Mandalorian).

Uwaga – spoilery z odcinka zatytułowanego The Tragedy.

W niekanonicznym już uniwersum powoli rozpuszczający się w żołądku potwora Boba ani myśli pogodzić się ze śmiercią, wysadza więc w powietrze swój plecak odrzutowy i używa granatów, by wydostać się na wolność. Na pamiątkę zostają mu koszmarne blizny, a przez następne cztery dekady przeżywa wiele przygód; w pewnym momencie nawet sprzymierza się ze swoim odwiecznym wrogiem, Hanem Solo, przeciwko straconemu na rzecz ciemnej strony Mocy synowi słynnego przemytnika (Solo nie ma szczęścia do synów zarówno w nowym, jak i starym kanonie). W nowym kanonie do niedawna pozostawaliśmy jednak w niepewności. Przez osiem lat od wykupienia marki przez Disneya nie mieliśmy pojęcia, co stało się z ostatnim żyjącym Fettem, i choć nikt nie potwierdził jego definitywnego zgonu, postać ani razu nie pojawiła się w historiach rozgrywających się po niesławnej wtopie z plecakiem odrzutowym. Można było się domyślać, że Lucasfilm czeka z powrotem słynnego łowcy nagród na odpowiedni moment (bez sensu marnować taki potencjał na jakiś komiks), ale skasowany spin-off odłożył te plany w czasie na kolejne kilka lat. Wreszcie, wraz z rozpoczęciem drugiego sezonu The Mandalorian, Boba Fett oficjalnie wrócił do świata żywych. Był to jednak bardziej zwiastun przyszłych wydarzeń niż jakiś znaczący występ – pokiereszowany łowca nagród pojawia się tam tylko na chwilę w ostatniej scenie odcinka. Po premierze ostatniego rozdziału kosmicznej opowieści, The Tragedy, nie ulega jednak wątpliwości, że Fett w pełni zasługuje na uwielbienie fanów.

Trudno mi sobie wyobrazić fana, którego nie przekonałby występ tej słynnej postaci w najnowszym odcinku. Fettowi udaje się nie tylko odnaleźć Dina Djarina, ale także postawić go pod ścianą przy pomocy zaprzyjaźnionej zabójczyni. Łowca nie ma jednak niecnych zamiarów i chce dobić targu – zależy mu tylko i wyłącznie na odzyskanej przez Dina zbroi. W zamian obiecuje, że Grogu nie stanie się żadna krzywda, co pokazuje, że Fett może nie mieć oporów przed grożeniem małemu dziecku, ale nie szuka też niepotrzebnego konfliktu i rozlewu krwi. Do tego ostatniego dochodzi jednak niezależnie od chęci pertraktujących, a to za sprawą interwencji imperialnych, którzy podążali za nadajnikiem przyczepionym do Razor Cresta [*]. Podczas gdy Din i współpracująca z nim snajperka ostrzeliwują szturmowców z blasterów, Boba pokazuje, czego nauczył się podczas życia na Tatooine. Łowca nagród przeobraża się w istną bestię, która z urokiem barbarzyńcy urządza rzeź szturmowcom, wykorzystując pożyczony od Tuskenów kij Gaffi. Broń gruchocze białe pancerze na kawałeczki i przebija bezbronne ciała na wylot – rzadko kiedy Gwiezdne wojny bywają tak brutalne i satysfakcjonujące. Tu pojawia się też interesujące pytanie: w jaki sposób Boba uciekł z wnętrza Sarlacca oraz jak wyglądała jego pięcioletnia tułaczka po Tatooine (o ile był tam przez cały czas)? Jego strój, uzbrojenie i zachowanie podczas walki sugerują, że mógł on zostać honorowym członkiem plemienia Ludzi Pustyni, ale na chwilę obecną nic o tym nie wiemy.

Wiadome jest natomiast to, że pomimo większych niż kiedyś gabarytów stara zbroja wciąż pasuje do swojego właściciela, a ten wie, jak zrobić z niej należyty pożytek. Wspaniale efekciarska scena rozróby wywołanej przez Bobę Fetta w odzyskanym pancerzu to skierowany do fanów list miłosny z przeprosinami za wygłupy z Powrotu Jedi. Łowca nagród jest tu dokładny, zabójczy, niszczycielski i kalkulujący. Przez każdy jego ruch przemawia pewność siebie i to pomimo pięcioletniej przerwy w korzystaniu z mandaloriańskiego uzbrojenia. Bez ani jednego pudła czy nieskutecznego ataku Fett dziesiątkuje oddział szturmowców, zmuszając resztę do odwrotu. Następnie zestrzeliwuje oba odlatujące transportowce jednocześnie i w tym momencie nikt nie ma już prawa wątpić w to, że Boba jest godny swojej sławy (zarówno w świecie Gwiezdnych wojen, jak i tym naszym). Osobiście lubię wierzyć w to, że tamtego felernego dnia na barce Jabby Fett był na kompletnej narkotykowo-alkoholowej bombie – to by tłumaczyło, dlaczego zachowywał się tak pokracznie i bezsensownie.

Zresztą kto wie, być może wylądowanie w żołądku koszmarnej bestii zostanie jeszcze wykorzystane jako interesujący punkt zwrotny w życiu bohatera. Już w The Tragedy możemy zaobserwować honorową postawę łowcy i być może nawet współczucie w stosunku do Dina. Kto jak kto, ale Boba dobrze wie, jak straszne jest pozbawienie dziecka jego opiekuna; Fett z pewnością rozumie także ból po stracie statku (Razor Crest [*]), jako że jest wyjątkowo przywiązany do własnego. Zaoferowanie pomocy Dinowi jest więc nieco zaskakujące, ale w pełni wiarygodne, zwłaszcza po wzięciu pod uwagę znanej wcześniej honorowości łowcy nagród. Myślę, że wciąż mamy do czynienia z niejednoznaczną moralnie postacią, ale podejrzewam, że traumatyczne otarcie się o śmierć zapoczątkowało w Bobie ciekawą zmianę – uratowanie umierającej Fennec Shand to na to kolejny dowód. Ile w tym jest racji, najpewniej przekonamy się już w piątek (a właściwie dwa następne piątki). Niewykluczone też, że na dniach albo przynajmniej w niedalekiej przyszłości poznamy informacje na temat poświęconego Fettowi spin-offa The Mandalorian – być może to z niego dowiemy się czegoś więcej o pięcioletniej luce w życiorysie mandaloriańskiego (wreszcie dostaliśmy potwierdzenie!) łowcy nagród.

Byle do piątku – this is the way.

Avatar

Mikołaj Lewalski

REKLAMA