search
REKLAMA
Artykuł

CZŁOWIEK, KTÓRY WIEDZIAŁ ZA DUŻO. 65 lat od premiery niedocenianego filmu Hitchcocka

Mija właśnie 65 lat od premiery Człowieka, który wiedział za dużo Alfreda Hitchcocka z 1956 roku, niedocenianego filmu szpiegowskiego, który opowiada także o małżeńskich problemach.

Michalina Peruga

16 maja 2021

REKLAMA

W 2007 roku Austriak Michael Haneke zrealizował amerykański remake swojego kultowego filmu Funny Games z 1997 roku. Podobnie zrobił Japończyk Takashi Schimizu, reżyser Klątwy Ju-On (2002), którą dwa lata później wyreżyserował ponownie w wersji na rynek amerykański za namową Sama Raimiego. Wielu reżyserów chętnie realizuje remaki swoich własnych filmów – dla korzyści finansowych, w celu dotarcia do szerszej widowni, przebicia się na rynek amerykański czy po prostu zrealizowania nowej koncepcji i poprawienia samego siebie. Tak było w przypadku Alfreda Hitchcocka, który zaproponował wytwórni Paramount zrealizowanie remake’u swojego własnego filmu z 1935 roku, wyprodukowanego jeszcze w Wielkiej Brytanii – Człowieka, który wiedział za dużo, pod tym samym tytułem. Dokładnie 65 lat temu, 16 maja 1956 roku, odbyła się jego uroczysta premiera w Nowym Jorku, a kilka dni później – w Los Angeles.

UWAGA NA SPOILERY!

Aktorskie stery objęli James Stewart, czyli drugi po Carym Grancie ulubiony aktor Hitchcocka, oraz Doris Day, po raz pierwszy w filmie mistrza suspensu. Aktorzy wcielili się w rolę Bena i Jo McKenna, amerykańskiego lekarza i jego żony, byłej słynnej śpiewaczki, którzy po pobycie w Europie postanawiają przedłużyć sobie wakacje i udać się z kilkuletnim synkiem Hankiem w dalszą podróż do Maroko. W podróżującym do miasta autobusie turyści spotykają uprzejmego Francuza, Louisa Bernarda (Daniel Gélin), który rozwiązuje nieporozumienie, jakie zaszło pomiędzy synem McKennów a jadącym autobusem Marokańczykiem. Chociaż uprzejmość i zbytnie zainteresowanie Francuza budzi podejrzenia Jo, Ben chętnie przystaje na jego propozycję wspólnej kolacji. Wieczorem mężczyzna jednak zmienia plany, a do stolika McKennów dosiada się uprzejme małżeństwo Anglików, państwo Draytonowie. Następnego dnia Ben i Jo są świadkami morderstwa Louisa Bernarda na lokalnym targu. Dźgnięty nożem mężczyzna, umierając w ramionach Bena, zdradza mu, że pewien polityk ma zostać wkrótce zamordowany w Londynie. Ben, od teraz tytułowy „człowiek, który wiedział za dużo”, udaje się z Jo na posterunek policji, aby złożyć zeznania, ale tam tajemniczy mężczyzna informuje go przez telefon o porwaniu jego syna. Zaszantażowani Ben i Jo chcą ocalić swojego syna i na własną rękę zaczynają rozwiązywać zagadkę, w którą wbrew swej woli zostali wplątani.

Fabuła pierwszego Człowieka, który wiedział za dużo jest podobna, choć to z pewnością odmienne filmy. Zamiast Maroka jest Szwajcaria, porwana zostaje córka, a nie syn. Sam Hitchcock w rozmowie z François Truffautem stwierdził: „Powiedzmy, że pierwsza wersja została zrobiona przez utalentowanego amatora, a druga – przez profesjonalistę”[1]. Pomimo istotnie profesjonalnej realizacji, świetnych zdjęć i doskonałych kreacji aktorskich drugiej wersji Człowieka, który wiedział za dużo nie poświęca się zbytniej uwagi, pisząc o twórczości Alfreda Hitchcocka. Lata 50. to w końcu czas jego największych reżyserskich sukcesów, zwieńczonych Psychozą w 1960 roku, nic więc dziwnego, że na plan pierwszy wysuwają się jego inne doskonałe filmy z tego okresu, jak Okno na podwórze, M jak morderstwo czy Zawrót głowy. Być może też dlatego, że jako film szpiegowski Człowiek, który wiedział za dużo stoi w cieniu innego filmu z tego gatunku zrealizowanego przez Hitchcocka także w latach 50. – Północ, północny zachód z Carym Grantem i Evą Marie Saint. Jednak podobnie jak inne filmy mistrza suspensu Człowiek, który wiedział za dużo kryje w sobie drugą warstwę, dużo ciekawszą od gatunkowej konwencji, odkrywającą zawiłości międzyludzkich relacji. Międzynarodowy spisek mający na celu zabicie polityka i związane z tym porwanie syna Bena i Jo to tylko tło, na którym ukazane jest ich małżeństwo.

Ich związek, choć pozornie udany i szczęśliwy, zmaga się ze swoimi problemami. Jo zarzuciła swoją karierę piosenkarki na rzecz rodziny i kariery lekarskiej Bena. Podczas kolacji w Marrakeszu Draytonowie natychmiast rozpoznają Jo jako słynną śpiewaczkę i od tego zaczynają rozmowę. „Pani jest Jo Conway, tą Jo Conway?” – zapytuje ją z lekkim niedowierzaniem Lucy Drayton, używając jej panieńskiego i scenicznego nazwiska, na co chwilę później Ben natychmiast reaguje, poprawiając ją i przedstawiając się: „Jesteśmy doktor i pani McKenna”. Cała rozmowa o przeszłości scenicznej Jo i zachwyt nad jej karierą i talentem wyraźnie wydają się wytrącać Bena z równowagi, szczególnie kiedy Draytonowie dopytują Jo o jej powrót na scenę. Kiedy kobieta wyjaśnia, że prawdopodobnie już nigdy nie powróci na scenę, jej mąż wcina się w jej wypowiedź i zaczyna się tłumaczyć, że żony lekarzy nigdy nie mają zbyt dużo czasu. Jo nie pozostaje dłużna i również przerywa mu wpół zdania, nieco uszczypliwie zauważając, że przecież mogliby mieszkać w Nowym Jorku, a nie Indianapolis, dzięki czemu obydwoje mogliby realizować się zawodowo. Ta scena to pokaz gierek pomiędzy małżonkami, która wyraźnie daje do zrozumienia widzom, że porzucenie przez Jo kariery było dla niej poświęceniem, przez co wciąż czuje żal do męża.

Tych świetnie rozpisanych przez scenarzystę Johna Michaela Hayesa małżeńskich przepychanek w filmie nie brakuje. Sporem jest dla małżonków także przyszłość ich syna. Kiedy w jednej ze scen mały Hank podchwytuje nuconą przez matkę piosenkę „Whatever Will Be, Will Be”, czyli “Que Sera, Sera”, Jo uśmiecha się pod nosem. Gdy chłopiec dochodzi do wersu: „I asked my mother what will I be” („Zapytałem moją mamę, kim będę”), Jo znacząco spogląda na Bena, a ten stwierdza: „Będzie z niego dobry lekarz”. Kobieta uśmiecha się tylko znacząco, jakby wcale nie wierząc w przepowiednię męża, i zaczyna śpiewać z synem na dwa głosy. Warto tutaj wspomnieć, że za napisaną przez Jaya Livingstona-Raya piosenkę film otrzymał Oscara. Dla Doris Day stała się ona znakiem rozpoznawczym i wykonała ją jeszcze w dwóch innych filmach – w Nie jedzcie stokrotek (1960) i Kosmicznych przygodach Jennifer (1966).

Jedną z najbardziej wstrząsających scen w filmie jest ta, w której Ben musi powiedzieć Jo, że ich syn został porwany. Nalega, aby Jo wzięła tabletki uspokajające, zanim przekaże jej druzgocące wieści, czemu nieświadoma niczego kobieta oczywiście się sprzeciwia. „Pół roku temu powiedziałeś mi, że wzięłam za dużo tabletek” – mówi do niego, co brzmi co najmniej niepokojąco. Choć można uznać, że Ben chce jedynie pomóc swojej żonie, jego zachowanie tak naprawdę wskazuje na to, że jej nie ufa.

Ten brak zaufania co do uczuć i rozumu żony widać w filmie w kilku różnych scenach. Ben przez większą część czasu dyskredytuje przeczucia Jo i jej szósty zmysł – ignoruje jej podejrzenia co do Louisa Bernarda czy Draytonów, nie chce pokazać jej kartki, którą przekazał mu umierający Bernard („Kochanie, nie jestem policjantką, tylko twoją żoną” – mówi wtedy do niego stanowczo). Poprzez takie traktowanie Ben nie daje Jo dojść do głosu, dosłownie i w przenośni. Z jednej strony ignoruje to, co mówi, z drugiej – nie pozwala jej wrócić do śpiewania. Ostatecznie jednak to ciągle ignorowana przez Bena Jo przyczynia się do rozwiązania zagadki – to ona odkrywa, że słowa „Ambrose Chapell” zapisane na kartce od Bernarda nie oznaczają personaliów, lecz miejsce. Wreszcie to ona, a raczej jej nagły krzyk na widok wycelowanej w pierś ambasadora broni, uniemożliwia zamach na polityka w operze i ratuje go przed śmiercią. Pozbawiona głosu Jo odzyskuje go w właśnie wtedy. W końcowej scenie Jo wykonuje przy fortepianie „Que Sera, Sera”, którą wcześniej w filmie śpiewała razem z synem, i to ta piosenka ratuje życie Hanka. Koniec końców, jak w prawie każdym filmie Hitchcocka, to kobieta, a nie dominujący mężczyzna, ratuje świat i doprowadza do happy endu.

Bibliografia:

[1] Hitchcock/Truffaut we współpracy z Helen Scott, tłum. T. Lubelski, Izabelin 2005, s. 85.

Michalina Peruga

Michalina Peruga

Filmoznawczyni, historyczka sztuki i miłośniczka współczesnego kina grozy i klasycznego kina hollywoodzkiego, w szczególności filmu noir i twórczości Alfreda Hitchcocka. W kinie uwielbia mieszanie gatunków, przełamywanie schematów oraz uważne przyglądanie się bohaterom.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA