Publicystyka filmowa
ROZCZAROWUJĄCE występy świetnych AKTOREK
Byli mężczyźni, a teraz czas na kobiety.
Byli mężczyźni, a teraz czas na kobiety. Niektóre z aktorek wybranych przeze mnie mają na koncie role naprawdę kultowe, które nigdy nie zostaną zapomniane, więc tym dziwniej i wstydliwiej było obejrzeć te gorsze, czasem nawet niewyobrażalnie gorsze. Działa tu jednak mechanizm identyczny, jak w przypadku aktorów – żaden aktor nie może grać jedynie wspaniałych ról, a życie niejednokrotnie tak się układa, że trzeba utrzymać się w zawodzie, występując tam, gdzie się da, a nie tam, gdzie się chce.
Niektórzy może stwierdzą, że kobiety mają łatwiej ze względu na np. urodę. Nic bardziej mylnego. Bazowanie w zawodzie aktora na urodzie i branie czego się da tylko ze względu na nią jest równią pochyłą do końca kariery. Aktorka, nawet bardziej niż aktor, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, nie powinna się podporządkowywać kryteriom estetycznym – uroda to składowa talentu, a nie jego baza.
Kathy Bates, „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia” (2008), reż. Scott Derricson
Czas nie oszczędza nikogo, zarówno pięknych aktorów za młodu, jak i tych, którzy zawsze uchodzili za postaci charakterystyczne. Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia nie jest filmem komediowym, tylko poważnym ujęciem katastroficznego tematu. Niestety Kathy Bates w roli sekretarza obrony USA Reginy Jackson mogłaby zagrać raczej w pastiszu tego typu gatunku filmowego, a nie poważnej, umoralniającej widzów produkcji. Jackson jest więc ociężała, powoli myśląca, praktycznie nie dysponuje żadną mimiką oraz nie wchodzi w interakcje z innymi aktorami na planie – przynajmniej tego nie widać. Bardzo źle się to ogląda.
Katarzyna Figura, „Wyjazd integracyjny” (2011), reż. Przemysław Angerman
Ten wyjątkowy pod względem braku jakości produkt filmowy pojawił się już w moim zestawieniu w kontekście roli Jana Frycza. On jednak zajmuje drugie miejsce pod względem aktorskiego obciachu. Podium należy do Katarzyny Figury w roli Pani Jadzi, postaci wymyślonej po to, żeby zabawić widza w najbardziej przyziemny sposób, w jaki można. Pani Jadzia jest specjalistką od gadżetów reklamowych, ale i uwielbia BDSM. Katarzyna Figura więc zaangażowała w rolę swoje całe fizyczne jestestwo, żeby pokazać, jak należy się zabawiać po czterdziestce. Wije się, jęczy, okłada batem niewinne ofiary w postaci podnieconych mężczyzn, a z jej ikonicznego seksapilu, na który pracowała w polskim kinie tyle lat, zostają strzępy. Tylko że Katarzyna Figura to nie tylko ciało, ale i możliwości dramatyczne, które pokazała np. w Żurku i Autoportrecie z kochanką.
Meryl Streep, „Nie patrz w górę” (2021), reż. Adam McKay
To, co bardzo często gubi aktorów niezależnie od ich klasy, to pozycja postaci, którą grają. A rola prezydenta/prezydentki USA jest jedną z najbardziej niewdzięcznych, jakie można sobie wyobrazić. I ta niewdzięczność zgubiła Meryl Streep. W fabule filmu prezydentka okazała się idiotką, ale odegranie tego umysłowego ograniczenia u odbiorcy wzbudza raczej zażenowanie sztucznością niż podziw za kunszt. Nie chcę tu być. Co wy ze mną robicie za tymi kamerami – zdaje się krzyczeć Meryl Streep. Może to przez to, że poziom zidiocenia postaci był aż tak wysoki?
Cate Blanchett, „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” (2008), reż. Steven Spielberg
Wiele sobie obiecywałem po tej odsłonie przygód Indiany. Nadzieje jednak okazały się płonne, chociaż wciąż uważam, że Królestwo Kryształowej Czaszki doskonale nadaje się jako film do wielokrotnego oglądania i jako taki, który się szybko nie znudzi. To jednak nie oznacza, że nie można wytknąć mu słabości, a naczelny antagonista jest najpoważniejszą z nich. Do bólu szablonowy i powielający stereotypy. Nie jestem przyzwyczajony do Cate Blanchett w tak prosto odtworzonych kreacjach bohaterów.
Sean Young, „Ace Ventura: Psi detektyw” (1994), reż. Tom Shadyac
Taki to typ komediowego kina w amerykańskim stylu – sztuczność ma tu być przeteatralizowana, śmieszna i celowo pretensjonalna. Nie powiem, kilka chwytów Jima Carreya naprawdę śmieszy, jednak wprowadzenie do tak szalonej komedii postaci Sean Young jest zaburzeniem równowagi. Jest zbyt poważna, smutna i tandetnie udaje groźną. Jedynym przyjemnym momentem jest ten, kiedy na chwilę rozbiera się do bielizny, chociaż kiedy się potem odwraca…
Grażyna Szapołowska, „Botoks” (2017), reż. Patryk Vega
Podczas gdy Katarzyna Figura była ikoną seksu bardziej w stylu zabawkowym i zdominowanym przez potrzeby mężczyzn, Grażyna Szapołowska zapracowała na to samo miano dużo poważniejszymi rolami, niejednokrotnie w kontrowersyjny sposób rozważającymi, gdzie leżą granice ludzkiej moralności. Co się jednak stało, że aktorka przyjęła angaż do Botoksu? Potrzeba zarobienia pieniędzy nie może być tu wytłumaczeniem, bo rola nie jest duża. Poza tym to „dzieło” Vegi jest filmem wysoce szkodliwym, powielającym nienaukowe kłamstwa i dającym im szansę rozplenienia się w tej mniej wyedukowanej części społeczeństwa.
Posągowa Grażyna Szapołowska jako wyrachowana szefowa koncernu farmaceutycznego nie daje filmowi żadnej wartości. Od aktora, który jest osobą publiczną, powinniśmy oczekiwać, że bardziej zadba o swój wizerunek.
Sigourney Weaver, „Wampirzyce” (2012), reż. Amy Heckerling
Co ciekawe, Wampirzyce są całkiem dowcipnym filmem na niedzielny relaks, czyli świetnie realizują funkcję rozrywkową kina. Dwie główne postaci wampirzyc, które starają się żyć we współczesnym świecie i być cool, świetnie wyczuły klimat komedii wampirycznej, natomiast Sigourney Weaver jako wampir klasy wyższej z aspiracjami wykraczającymi znacznie dalej niż zaliczenie kolejnej imprezy i wysysanie krwi ze szczurów nie odnalazła się w historii. Jeśli ma się w pamięci jej rolę Ellen Ripley, z pewnością nie przypadnie do gustu wampirzyca po przejściach w stylu MILF-a, który za wszelką cenę chce być jeszcze przez chwilę młody.
Tilda Swinton, „Truposze nie umierają” (2019), reż. Jim Jarmusch
Czasem tak bywa, że jeśli jakiś reżyser nagle zachwyci się innym i po latach kariery zacznie kopiować swojego nowego mistrza, zaczynają wychodzi z tego rzeczy o wątpliwej jakości artyzmie. Mam tu na myśli Jima Jarmuscha i Quentina Tarantino. Ten pierwszy oczywiście zachwycił się tym drugim na tyle, że postanowił ubrać aktorskiego kameleona, czyli Tildę Swinton, w fatałaszki białego samuraja likwidującego kataną żywe trupy. Poziom abstrakcji jest tu ogromny, jednak co ciekawe, Swinton nie wyczuła konwencji.
Wystarczy dobrze posłuchać, jak wypowiada swoje aktorskie kwestie. To nie teatr, droga mistrzyni przeobrażeń. Ogólnie zawód, ale taki jest cały film – powoduje zawód sztucznością i pretensjonalnością ujęcia tematu.
Emma Thompson, „Johnny English: Nokaut” (2018), reż. David Kerr
Podobnie jak Meryl Streep w roli prezydentki, Emma Thompson, odtwarzając premierkę, poddała swój talent charakterystyce roli – niewdzięcznej i pozbawionej wszystkiego, co interesujące. Politycy na co dzień muszą udawać, pozować do kamer dla innych polityków, a gdy gra ich aktor, pozowanie jest podniesione do kwadratu. I tak Emma Thompson pozowała na premierkę, i to niezbyt mądrą, co śmiesznie nie wyszło, zwłaszcza że w filmie kręcił się Rowan Atkinson.
To intelektualne zawieszenie odegrane przez Thompson wyglądało tak, jakby zapomniała kupić chleba w spożywczym, a nie nie pamiętała o czymś naprawdę kluczowym dla bezpieczeństwa kraju. A może tej roli się po prostu nie dało inaczej zagrać, niemniej na tle innych dokonań artystki wypada słabo, wręcz B-klasowo.
Jodie Foster, „Elizjum” (2013), reż. Neill Blomkamp
Milczenie owiec, Hotel Artemis, Rzeź, Kontakt, Ministranci, Azyl, Nell – to nie tylko przeszłość, ale i współczesne czasy. Jodie Foster wcale nie złożyła aktorskiej broni. Musiała jednak mieć przekonanie, że tchnie w postać Delacourt jakiś moralny niepokój. Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Postać grana przez Foster do śmierci, całkiem zresztą zaskakującej, gdy idzie o moment nastania, pozostała nieugięta i szablonowo zła.
Żeby chociaż wzięła udział w jakiejś walce, nieco szybciej się poruszała, a nie ciągle paradowała w korporacyjnej garsonce. Jak na aktorkę Oscarową bardzo słabo. I to m.in. o Jodie Foster pisałem na samym wstępie, gdy wspominałem o artystach mających na koncie role legendarne dla kina.
