Connect with us

Publicystyka filmowa

RON HOWARD. Wszystkie filmy reżysera

RON HOWARD. Wszystkie filmy reżysera to pasjonująca podróż przez bogatą filmografię mistrza, który od lat zachwyca widzów swoimi dziełami.

Published

on

RON HOWARD. Wszystkie filmy reżysera

Ron Howard to jeden z największych reżyserów współczesnego Hollywood.

Advertisement

Tego typu teza z miejsca może być uznana za grubą przesadę, bowiem to imię i nazwisko nie jest tak rozpoznawalne jak Steven Spielberg czy Quentin Tarantino. Gdybyśmy zaktualizowali nasz ranking najlepszych reżyserów, to Howard, z dużym prawdopodobieństwem, nie miałby szans znalezienia się w pierwszej 50.

Dlaczego więc tak odważne stwierdzamy, że to jednak czołówka? Otóż powód jest prosty: filmografia. Naprawdę niewielu jest twórców, którzy w ciągu czterech dekad dostarczyli tak dużej liczby bardzo dobrych, rozpoznawalnych filmów. Abstrahując od samych nagród i wyróżnień typu Oskary lub Złote Globy – oczywiście ma je na półce, w tym za najlepszego reżysera – to na jego koncie znajduje się wiele obrazów znajdujących swoje miejsce w dorocznych rankingach lub innego typu podsumowaniach dekad. W ramówce telewizyjnej wciąż możemy się natknąć na jego filmy, bo – podobnie jak dzieła Spielberga czy Zemeckisa – są reprezentantem typowego kina środka, jeśli chodzi o oczekiwania widzów, więc dobrze się je ogląda, są kierowane do jak największej grupy widzów i nie wstydzą się swojej proweniencji.

Advertisement

trailer-ron-howard

Ron Howard to też świetny rzemieślnik, który umiejętnie korzysta z gatunkowych szablonów. Każdy jego film jest dopracowany w szczegółach i sprawnie opowiedziany. Reżyser umie operować emocjami, wie, czym jest kinowy spektakl, ale równie mocno zwraca uwagę na dobry scenariusz. Oczywiście problemem, który prowadzi bezpośrednio do wspomnianego braku rozpoznawalności, jest niezbyt wielka wyrazistość Howarda jako reżysera.

Nie podejmuje on bowiem w kółko tych samych tematów czy gatunków, formalnie nie wiąże się z konkretną poetyką filmową, nie ma ambicji tworzenia nowego stylu, nie zmusza widzów do rzucenia się w wir interpretacji. To na pewno przeszkadza w budowaniu znanego wszystkim wizerunku.

Advertisement

Czy ma na koncie arcydzieło? O ile w przypadku takich tuzów kina popularnego jak Steven Spielberg, Robert Zemeckis, Ridley Scott czy James Cameron łatwo wskazać reżyserskie opus magnum, tak w przypadku Rona Howarda jest z tym kłopot. Wiele znakomitych, ważnych filmów, ale czy arcydzieła?

Odpowiedź jest udzielona poniżej, choć z pewnością sami również jesteście w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Recenzujemy wszystkie filmy Howarda. Pomijamy jednak Made In America, czyli zapis koncertu Jay-Z z 2011 roku.

Advertisement

1977 / GRAND THEFT AUTO

GRAND THEFT AUTO

Jacek Lubiński

Debiut, i to nie byle jaki. Ron nie tylko wyreżyserował tę zwariowaną komedię, ale też napisał do niej scenariusz (wraz z ojcem) i zagrał główną rolę. A wszystko to pod skrzydłami Rogera Cormana – ojca chrzestnego i mentora połowy współczesnego Hollywood. Niestety, niemal w każdym z tych aspektów Howard zawiódł. Film jest chaotyczny oraz niezbyt wciągający, fabuła pretensjonalna i służy jedynie ukazaniu kolejnych pościgów i wypadków, które specjalnego wrażenia po latach nie robią (zwłaszcza gdy zestawić je z konkurencyjnymi tytułami danej tematyki). Pod względem aktorskim również źle się patrzy na nieśmiałego rudzielca z zabawną fryzurą, który wypowiada kolejne kwestie z dużym zaangażowaniem, ale zerową charyzmą.

Advertisement

Całość najlepiej rozpatrywać przez pryzmat guilty pleasure, acz i to niekiedy wymaga sporo dobrej woli od widza. Ostatecznie jedyną wartością projektu pozostaje jego wpływ na świat gier komputerowych – choć z kultową serią ma nie tak znowu dużo wspólnego, z pewnością był dlań inspiracją i dał sobie skraść… tytuł. 5/10

1982 / NOCNA ZMIANA / Night Shift

nightshift nocna zmiana

Agnieszka Stasiowska

Advertisement

Czasy błękitnego cienia na powiekach u wszystkich bez wyjątku kobiet i nauszników u mężczyzn, czyli słodkie lata osiemdziesiąte – albo się to lubi, albo nie. Ja mam do nich szalony sentyment i dlatego Nocną zmianę zawsze będzie mi się dobrze oglądało. Charakterystyczna muzyka, czerwona czcionka w czołówce i Michael Keaton w szczytowej formie obłędu.

Chuck Lumley (Henry Winkler) to nieudacznik, który siedzi pod kapciem chimerycznej narzeczonej, codziennie ucieka przed psem sąsiadów i daje się wygryźć siostrzeńcowi szefa z dziennej zmiany w kostnicy, gdzie pracuje. Kiedy wreszcie postanawia odmienić swoje życie, robi to, organizując za namową kolegi (Keaton) agencję towarzyską w kostnicy. Wśród szuflad ze sztywniakami zaczynają się dziać sceny dantejskie, a nasz bohater dorabia się nie tylko kapelusza alfonsa… Pomimo że całość nieuchronnie zmierza ku cukierkowatemu happy endowi, Howardowi udało się ominąć mieliznę tandety.

Advertisement

Nie jest to dzieło epokowe, ale przyjemne, proste kino, idealne na podróż sentymentalną. 6/10

1984 / PLUSK / Splash

daryl-hannah-splash-1

Jacek Lubiński

Advertisement

Młodziutki Tomek Hanks i śliczniusia Daryl Hanka (a na drugim planie także cukiereczkowy John) w fabularnej wariacji na temat Małej syrenki. Zabawne? Po części. Tandetne? Ciutkę. Żenujące? Ani trochę. Chociaż film z pewnością trąci już dziś nieco myszką (niemniej charakteryzacja pierwsza klasa!), to jednak jest niezwykle uroczym i przyjemnym przykładem niezobowiązującej rozrywki. Dziwić może co prawda oskarowa nominacja za scenariusz (który zły nie jest, ale i bez przesady w drugą stronę), lecz popularność tej produkcji jest jak najbardziej uzasadniona. To klasyczna, lekko zwariowana bajka epoki Reagana. W przekroju całej filmografii mało znacząca, lecz i tak warta polecenia. 7/10

1985 / KOKON / Cocoon

cocoon
Maciej Niedźwiedzki

To film Rona Howarda, ale zdecydowanie bardziej przypomina kino Roberta Zemeckisa czy Stevena Spielberga. Emanuje z niego podobny optymizm, a sam film mógłby razem z E.T. i Bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia tworzyć nieformalną trylogię. Reżyser Pięknego umysłu ma bardzo cenną umiejętność. Biegle zmienia różne konwencje gatunkowe, nie ma własnego charakterystycznego stylu, którym pieczętuje każdy film. Kokon to zręczne połączenie dwóch rodzajów kina: z jednej strony to opowieść o grupie staruszków mieszkających w nadmorskim „domu spokojnej starości”, a z drugiej fantastyczna opowieść o pokojowo przybyłych kosmitach, którzy na Ziemi mają do wykonania pewne zadanie.

Advertisement

Howard w Kokonie w przekonujący sposób połączył ze sobą te dwa wątki, które interesująco ze sobą korespondują. Jego film jest wspaniałą alegorią umierania, niebanalną opowieścią o żegnaniu się z życiem. Kokon ma również wzruszające, piękne, naprawdę magiczne zakończenie. Gdy w ostatniej scenie młody chłopak David spogląda w niebo, autentycznie czuć magię kina. 8/10

1986 / GUNG HO

gungho

Jacek Lubiński

Advertisement

Jeden z najmniej, o ile nie najmniej znany, tudzież najbardziej zapomnianych filmów Howarda, choć swego czasu całkiem nieźle poradził sobie w kinach przy relatywnie niskim budżecie. Produkcja ta, znana także pod tytułem Working Class Man, to jedna z wielu komedii traktujących o zderzeniu kultur. Tym razem wszystko rozbija się o samochody – japońskie, lecz robione przez Amerykanów. Niby nic, ale ogląda się sympatycznie, głównie za sprawą obsady (m.in. John Turturro i Mimi Rogers) oraz głównej gwiazdy filmu. Michael Keaton był jeszcze przed przebierankami u Burtona, ale już popularny i wybitnie w swoim żywiole.

Już choćby dla niego warto całość obejrzeć. Choć nie ma się też co oszukiwać – po blisko trzydziestu latach od premiery całość trąci nieco myszką, zawiązanie akcji dawno się zdewaluowało, a realia i technika zmieniły tak bardzo, że aż trudno w to uwierzyć. Pozostaje jedynie wcisnąć play i cieszyć się niezobowiązującą, ciepłą i zabawną historyjką. Takie też są czasem potrzebne. 7/10

Advertisement

1988 / WILLOW

willow

Krzysztof Walecki

Zanim Peter Jackson nakręcił trylogię Władca Pierścieni, to właśnie Willow Rona Howarda uchodziło za najdoskonalszy przykład kina fantasy. I dla wielu widzów prawdopodobnie jest nim do dziś. Ta wspaniale zrealizowana baśń o przygodach tytułowego karła, który podejmuje się niebezpiecznej wyprawy, aby obalić złą królową Bavmordę oraz zapewnić bezpieczeństwo jej następczyni, jest godnym przedstawicielem powoli już kończącego swój żywot kina nowej przygody.

Advertisement

Akcji jest tu co niemiara, efekty specjalne oraz charakteryzacja robią wrażenie do dziś, a wszechobecny klimat magii wydaje się być niepodrabialny. Tak właśnie powinien wyglądać Hobbit! Lekki, zabawny, ekscytujący, ale także wzruszający i przerażający.

Jest to dzieło, do którego wraca się wielokrotnie, nie tylko z powodu fantastycznej oprawy, lecz również dla genialnego duetu Warwick Davis (Willow) – Val Kilmer (Madmartigan). Zwłaszcza ten drugi jako błędny rycerz poraża dziką energią i nieokrzesaniem, siejąc zamęt gdziekolwiek się znajdzie, jednocześnie zawsze stając na wysokości zadania. Kilmer po tej roli musiał zostać gwiazdą. Davis natomiast po dziś dzień jest kojarzony przede wszystkim jako szlachetny Willow.

Advertisement

Howard w latach 80. nakręcił kilka znakomitych i kasowych filmów, lecz blakną one w porównaniu do jego epickiej przygody. Szkoda, że naówczas uważano wynik finansowy Willow za rozczarowanie – gdyby odniósł większy sukces, doczekalibyśmy się kontynuacji. A tak pozostaje jeden, uwielbiany i czczony przez niezliczone rzesze fanów. 9/10

1989 / SPOKOJNIE, TATUŚKU / Parenthood

parenthood
Agnieszka Stasiowska

Nie uciekniesz od tego, kim byli twoi rodzice, i nie zmienisz tego, kim stają się twoje dzieci… Polski tytuł – Spokojnie, tatuśku – niezbyt dokładnie oddaje istotę tego ciepłego, mądrego filmu Rona Howarda, bo o rodzicielstwo tu właśnie chodzi, o tę delikatną materię stosunków pomiędzy dorosłymi a dziećmi, na którą nie ma jednej, skutecznej metody.

Advertisement

 Gil (Steve Martin) próbuje dla swoich dzieci być tarczą i kumplem jednocześnie, obiecując sobie solennie, że „nigdy nie będzie jak tata”. Jedna z jego sióstr, Susan, bezsilnie patrzy na nowoczesne metody wychowawcze, którym ich córkę poddaje jej apodyktyczny mąż (Rick Moranis). Druga, Helen (Dianne Wiest) samotnie zmaga się z wychowaniem zbuntowanej nastoletniej córki i zamkniętego w sobie (i w swoim pokoju) syna. W życiu rodzeństwa nagle pojawia się najmłodszy z nich, Larry (Tom Hulce), hulaka i lekkoduch, ciągnąc za sobą swoje własne problemy…

Howard przedstawia w Parenthood klasyczny schemat: problem – eskalacja – rozwiązanie – happy end. Robi to z szalonym wyczuciem, pomaga mu fantastyczna obsada (w rolach drugoplanowych pojawiają się Jason Robards, Keanu Reeves czy młodziutki Joaquin Phoenix) i nienachalny moralizatorsko scenariusz. Ten film nie ma prawa się zestarzeć, bo jak świat światem jeszcze nikt sobie z dziećmi bezbłędnie nie radził i krzepiąca jest świadomość, że nie tylko nam nie całkiem wychodzi tak, jak byśmy chcieli… 8/10

Advertisement

1991 / OGNISTY PODMUCH / Backdraft

backdraft

Rafał Oświeciński

W 1993 roku, mniej więcej w czasie hossy wypożyczalni kaset video, kasetę z Ognistym podmuchem zajechałem tak bardzo na średnio udanym magnetowidzie Funai, że panu Antkowi z osiedlowej wypożyczalni musiałem oddać kasę za zniszczenie. Co za film! Takiego ognia w kinie jeszcze nie było. Tak zaprezentowanych strażaków jeszcze nie widziałem! Oczywiście, kino katastroficzne istniało, już wówczas zaliczyłem kilka tytułów w rodzaju Portów lotniczych, Płonących wieżowców czy Tragedii Posejdona, ale dopiero film Howarda i sposób zaprezentowania żywiołu odpowiednio podekscytował, zafascynował.

Advertisement

Co prawda strażakiem nie zostałem, żałuję, choć gdybym nim został, to na pewno ze względu na Ognisty podmuch i sposób prezentacji ich pracy, fascynującej walki z nieprzewidywalnym i niemalże żywym ogniem, pierwszoplanowym bohaterem. Oprócz oczywistych i wyśmienitych efektów specjalnych warto pamiętać o tym, że to solidna historia o przyjaźni, odpowiedzialności i odwadze, z kryminalnym wątkiem w tle. Znakomicie obsadzona przez Kurta Russella (to tutaj zobaczyłem go po raz pierwszy), Donalda Sutherlanda, Williama Baldwina (kiedy ten jeszcze zapowiadał się na dobrego aktora), Roberta de Niro i Scotta Glenna. Świetny film do dzisiaj, jak dla mnie czołówka dokonań Howarda. 9/10

1992 / ZA HORYZONTEM / Far and Away

faraway

Rafał Oświeciński

Advertisement

Muszę się wam do czegoś przyznać, ale proszę, nie bijcie: uwielbiałem Za horyzontem i nie cierpiałem Bez przebaczenia Clinta Eastwooda. Oba filmy pojawiły się mniej więcej w tym samym czasie i oba traktowałem jako przedstawicieli westernów, więc siłą rzeczy porównania same się narzucały, a weryfikacja jakości, ze względu na nastoletni wiek, niezbyt dobrze działała. Oczywiście szybko się zreflektowałem, co jest bardziej wartościowe (przydał się seans Dobrego, złego i brzydkiego z brzydkim włoskim dubbingiem na VHS, który zamieszał w głowie), niemniej należy docenić wizję Howarda.

Otóż nie chodzi wcale o western, ale o przygodę i romans, szaleństwo zatopienia się w nieznane, odwagę i honor, które reprezentuje dumny Irlandczyk. Ron Howard romantyzuje mit Dzikiego Zachodu, wyciera go z brudu, przygląda się problemom i szansom w sposób dość naiwny, klasycznie hollywoodzki – na pewno tego typu szczera wizja ma swoich fanów. Reżyserowi pomagają piękne zdjęcia, muzyka Johna Williamsa i oczywiście para, pomiędzy którą jest wyczuwalna chemia (byli już wtedy małżeństwem). Tom Cruise, uznawany wówczas za największą młodą gwiazdę kina, ma obok siebie rudowłosą, młodziutką Nicole Kidman, która dopiero co pojawiła się w Hollywood. Świetnie się to wszystko ogląda i to pomimo sporej dawki ckliwości. 7/10

Advertisement

1994 / ZAWÓD: DZIENNIKARZ / The Paper

Keaton004

Krzysztof Walecki

Jeden dzień z życia pracowników nowojorskiej gazety, gdzie wszyscy skupiają się na własnych zadaniach, każdego goni deadline, jest źle, gdy coś idzie nie tak, potem bardzo źle, gdy trzeba coś szybko poprawić, a następnego dnia wszyscy oddychają z ulgą, gdy czytają to, co napisali. Istny dom wariatów, ale pokazany tak realistycznie, jak to tylko możliwe.

Advertisement

Komedia Howarda jest inteligentną rozrywką, z plejadą gwiazd w obsadzie, na czele z Michaelem Keatonem, po raz trzeci i ostatni u reżysera Kokonu. Jako Henry Hackett miota się tu pomiędzy swoją wymagającą pracą a ciężarną żoną, która lada chwila będzie rodzić; między obowiązkiem wobec redakcji, gdzie pracuje, a marzeniem o angażu w lepszym dzienniku; w końcu między sensacją a prawdą. To szybka rola, udowadniająca, że od zawsze był to rewelacyjny aktor.

Zawód: dziennikarz, nieco zapomniany dziś kawał świetnego i mądrego kina z lat 90., pokazuje, co kryje się za drobnym materiałem w gazecie bądź tematem z tytułowej strony. Ile pracy wkładają w to ludzie piszący i ile wątpliwości mają w związku z odpowiedzialnością wobec tak czytelników, jak i bohaterów swoich artykułów. Oczywiście, Howard nie zapomina również o aspekcie rozrywkowym – jeśli kogoś nie interesują dylematy moralne dziennikarzy, zawsze może popatrzeć, jak się biją – w tym przypadku Keaton z Glenn Close8/10

Advertisement

1995 / APOLLO 13

apollo13
Maciej Niedźwiedzki

Apollo 13 przeszkadza mi zbyt dosadny amerykański patos. Niektóre fragmenty mają wręcz propagandowy charakter. Reżyser zdaje się krzyczeć: „To my, Amerykanie. Bogowie, którzy w spektakularny sposób wychodzą nawet ze spektakularnych klęsk. Podziwiajcie nas”. Howard kilkukrotnie używa zwolnionego tempa, nieraz w tle słyszymy hymn Stanów Zjednoczonych. Wszyscy są aż nadto heroizowani. To też film jak dla mnie nieco zbyt ckliwy. Szkoda, że Howard nie opowiedział tej historii bardziej surowo, bez doskwierającej jankeskiej ornamentyki. Jestem pewien, że wtedy powstałoby kino genialne.

Wystarczyłaby tak naprawdę drobna korekta w sali montażowej. Mimo tego w Apollo 13 jest mnóstwa dobra. Tom Hanks w szczytowym momencie swojej kariery, uskrzydlony Oskarami za Filadelfię Forresta Gumpa. Świetni Gary Sinise i Ed Harris, dalej imponujące efekty specjalne i doskonałe klaustrofobiczne zdjęcia wewnątrz statku kosmicznego. Odpowiednie wrażenie robi ścieżka dźwiękowa Jamesa Hornera, której echa usłyszymy w późniejszym Titanicu. Film zręcznie spina wydarzenia w kosmosie z tymi rozgrywającymi się w siedzibie NASA. Do tego stopnia, że trudno określić, gdzie panuje większe napięcie. To dobry film, do którego lubię wracać. 8/10

Advertisement

1996 / OKUP / Ransom

ransom okup
Jacek Lubiński

Jeden z lepszych, ciekawszych i najbardziej przemyślanych filmów na liście oraz ścisły top dzieł Howarda. Doskonały, zaskakujący i wciągający thriller o megabogatym Melu Gibsonie, któremu chciwi ludzie porywają syna (którego gra syn… Nicka Nolte). Produkcja, którą ogląda się jak na szpilkach do samego końca i trzyma w napięciu nawet wtedy, kiedy wszystkie karty zostają odkryte.

Znakomicie zagrany (mocarna obsada ogółem), perfekcyjnie napisany i świetnie zrealizowany (ostatni film legendarnego polskiego operatora, Piotra Sobocińskiego), a co ważniejsze wciągający także podczas kolejnych seansów tytuł to już dziś klasyka gatunku. Klasyka jak najbardziej zasłużona, bo choć nie jest to arcydzieło, tylko zwyczajnie solidna rozrywka i czyste rzemiosło, to jednak mocno natchniony, zrobiony z pasją, wyczuciem i werwą film. Czy trzeba dodawać coś jeszcze? 9/10

Advertisement

1999 / EDtv

Woody Harrelson And Matthew McConaughey In ‚Edtv’
Rafał Oświeciński

Całkiem zmyślna komedia, której ostrze zostało wymierzone w ówczesną telewizję zachwycającą się wszelkiej maści reality shows. Big Brother, Dwa światy, Bar, Survivor – pamiętacie? Ron Howard obiera sobie za cel obnażanie prywatności i schlebianie coraz gorszym gustom masowej publiczności.

Robi to za pomocą Matthew McConaugheya z czasów, kiedy ten dopiero zaczął raczkować i zaczął powalać nonszalanckim uśmiechem, i Woody’ego Harrelsona, który potrafi być odpowiednio zgryźliwy, wredny. Taaaak, ten duet spotkał się ze sobą ponownie w jednym z najgenialniejszych seriali XXI wieku… EDtv genialne nie jest, za to bardzo przyzwoite – bo to w gruncie rzeczy komedia o amerykańskiej klasie średniej i ich życiowych aspiracjach. Niejako o tych wszystkich, którzy siedzą po drugiej stronie telewizora podglądając i dopingując bohaterów dnia codziennego i marząc o życiu w świetle reflektorów.

Advertisement

To portret widzów, których mogliśmy zobaczyć choćby w Truman Show – wbrew pozorom film Rona Howarda całkiem sensownie koresponduje z arcydziełem Petera Weira, uzupełnia tę satyrę o sporą dawkę śmiechu. 7/10

2000 / GRINCH. ŚWIĄT NIE BĘDZIE / How the Grinch Stole Christmas

the-grinch-how-the-grinch-stole-christmas-32958571-1777-1179
Rafał Oświeciński

Adaptacja dziecięcej historyjki niezbyt popularna w Polsce, za to za Oceanem otoczona kultem nie mniejszym niż nasz „rodzimy” Kevin sam w domu.

Advertisement

 To największy hit kasowy 2000 roku, który zostawił za sobą Gladiatora, Cast Away czy pierwszych X-Men. Co więcej, do dnia dzisiejszego to bezsprzecznie najlepiej zarabiający film o świętach. Co się złożyło na ten sukces? Kultowość powiastek dla dzieci – to jasne, bo zabawne książki Theodora „Dr. Seussa” Geisela to kanon dziecięcej literatury na całym świecie, a już szczególnie w amerykańskich domach. Drugi powód? Jim Carrey. Mimo że jest schowany za kilogramami kapitalnej charakteryzacji (Oskar) i pod zwałami kostiumu, to wciąż jest takim Jimem Carreyem, jakim pokochała go publiczność: impulsywnym, przedrzeźniającym wszystkich, strojącym głupie miny, wydającym dziwne dźwięki.

Dodajmy do tego bajkową konwencję, która nie ucieka w surrealistyczne rejony, a raczej nawiązuje do dobrych praktyk kina familijnego spod znaku Franka Capry, a dostajemy uroczy, lekko głupkowaty, zabawny film świąteczny. Mało? 7/10

Advertisement

 

2001 / PIĘKNY UMYSŁ / A Beautiful Mind

ARTS_A-Beautiful-Mind
Maciej Niedźwiedzki

Gdyby nie przesłodzony epilog filmu, gdy John Nash otrzymuje nagrodę Nobla, to Piękny umysł byłby biografią idealną. Ron Howard kompleksowo i wyczerpująco opowiada o kilkudziesięciu latach życia matematyka. To spore osiągnięcie, by przy tak sporym odcinku czasu nie być pobieżnym i zdawkowym.

Advertisement

Reżyser nie przeskakuje przez kolejne etapy życia Nasha. Biegle łączy ze sobą wszystkie wątki. Piękny umysł to przekonująca wizja schizofrenii, która stopniowo wdziera się w życie głównego bohatera, jak również interesujący wgląd w sposób myślenia Nasha. Trudno nie docenić bardzo dobrych ról aktorskich Connelly, Harrisa i Bettany’ego. No i oczywiście Russella Crowe’a, który przeszedł prawdziwą metamorfozę po młodszym o rok Gladiatorze. Za pracę na planie filmu Howarda również powinien otrzymać złotego żołnierzyka. Piękny umysł to emocjonujący dramat rodzinny, wnikliwe studium choroby i niebanalny portret matematycznego geniusza. Na pewno jeden z najlepszych filmów Rona Howarda. 9/10

2003 / ZAGINIONE / The Missing

missing-the-evan-rachel-wood-cate-blanchett-5-rcm0x1920u
Agnieszka Stasiowska

Mam alergię na westerny od czasów sobotnich seansów w telewizyjnej dwójce. Charakterystyczny sposób poruszania się Johna Wayne’a będzie mnie prześladował już zawsze. Dlatego też nie byłam zachwycona, kiedy zaproponowano mi seans Zaginionych (The Missing).

Advertisement

Co mnie przekonało? Przede wszystkim Cate Blanchett, niezwykle utalentowana aktorka, jedna z moich ulubionych. Towarzyszący jej Tommy Lee Jones. I duet Ron Howard i Brian Gazer, który rok wcześniej szturmem zdobył moje kinomaniackie serce pięknym Pięknym umysłem.

Ron Howard w swoich filmach często porusza wątki rodzinne i w Zaginionych nie jest inaczej. XIX wiek. Samuel Jones (Tommy Lee Jones) chce pogodzić się ze swoją córką, Magdaleną (Cate Blanchett), która na bezludziu Nowego Meksyku samotnie wychowuje dwie córki. Ta odrzuca ojca, przynajmniej do momentu, kiedy jej starsza córka, Lily (Evan Rachel Wood) zostaje uprowadzona. Teraz Magdalena potrzebuje pomocy, a liczyć może tylko na ojca… Film utrzymany jest w konwencji westernowej, ale przecież nie ma znaczenia, w jakie ciuchy ubierze się Tommy’ego Lee Jonesa – on zawsze już będzie jak Tommy Lee Jones w Ściganym.

Advertisement

Blanchett cudownie oddaje cały wachlarz emocji targających matką porwanego dziecka. Film jest dynamiczny, plastyczny i zwyczajnie bardzo dobry, spółka Howard&Gazer po raz kolejny zaliczyła sukces. 8/10

2005 / CZŁOWIEK RINGU / Cinderella Man

cinderellaman
Jacek Lubiński

Ron Howard ma smykałkę do filmów opartych na faktach. A kino kocha biografie, kocha też i boks. Nic zatem dziwnego, że wskrzeszenie legendy, która zainspirowała wiele słynnych pojedynków celuloidu, przyniosło trzy Oskarowe nominacje. Historia autentycznego pięściarza, Jamesa Braddocka, który po załamaniu się kariery i latach posuchy spowodowanych Wielką Depresją powrócił na ring i w sensacyjnym stylu zgarnął mistrzostwo, była jednak ryzykownym projektem, gdyż składa się z dobrze wytartych już przez X muzę schematów.

Advertisement

Trudno tutaj więc o zaskoczenie. Całość zrealizowana jest jednak na tyle bezbłędnie i zagrana tak koncertowo, że o kliszach zapomina się bardzo szybko i z uwagą śledzi się nie tylko kolejne pojedynki (naprawdę dobre), ale i wszelkie przeciwności losu, które życie stawia przed Kopciuszkiem. Film bynajmniej nie wybitny, ale na pewno więcej niż solidny i, co ważne, za każdym razem oglądający się równie przyjemnie. 8 / 10

2006 / KOD DA VINCI / The Da Vinci Code

THE DA VINCI CODE
Rafał Oświeciński

Bardzo przyzwoita adaptacja popularnego w swoim czasie czytadła Dana Browna. Tak jak przezroczysta w swoim stylu jest powieść, tak samo dość nijaki, pod względem formy, jest film Rona Howarda – w wielu przypadkach można by to traktować jako zarzut, jednak tutaj wyraźnie postawiono na historię, bez szukania efektownych wizualnych zagrań. Taka taktyka się sprawdziła – Tom Hanks ma odpowiednią ekranową charyzmę, więc po co inne bajery? Quasi-religijne i quasi-naukowe tło wiele osób może odpowiednio intrygować, akcja posuwa się sprawnie do przodu w tempie adekwatnym do historii.

Advertisement

Są emocje, jest samobiczujący się Paul Bettany, tu i ówdzie pojawia się kontrowersja w sosie bardzo light. Można ganić, można chwalić, można pozostawać obojętnym – każdy w tym przypadku znajdzie sensowne argumenty. Ot, bezpieczne kino środka i drugi – po Grinchu – największych sukces kasowy Howarda. 6/10

2008 / FROST/NIXON

frostnixon
Jan Dąbrowski

Film, który bez reszty pochłonął mnie podczas wieczornego seansu na niemal pustej sali kinowej. Bazując na sztuce Petera Morgana, Howard pokazuje, jak karkołomnym przedsięwzięciem było zorganizowanie przez Davida Frosta wywiadu z byłym prezydentem USA, Richardem Nixonem. Kunsztowny aktorski pojedynek – celnie porównywany do walki bokserskiej – nie pozwala oderwać wzroku od postaci.

Advertisement

Martin Sheen (Frost) i Frank Langella (Nixon) aż iskrzą tutaj charyzmą. Sprawiają, że rozmowa dwóch facetów w garniturach przyprawia o dreszcz emocji, który może równać się z niejednym thrillerem. Brak zbędnych scen, umiejętne budowanie napięcia, a przy tym niewymuszony, subtelny humor. Ron Howard udowodnił, że potrafi odnaleźć się w każdej niemal niszy i gatunku, zaś Frost/Nixon zajął miejsce w sąsiedztwie takich filmów jak JFK i Good Night and Good Luck. 8/10

2009 / ANIOŁY I DEMONY / Angels & Demons

angels_demons24
Jan Dąbrowski

O ile filmowy Kod da Vinci okazał się umiarkowanym sukcesem (choć kontrowersyjna tematyka przyczyniła się do zapełnienia sal kinowych), o tyle kolejna ekranizacja prozy Dana Browna wyszła Howardowi znakomicie. Anioły i demony to produkcja, której bliżej do kina nowej przygody niż popularnonaukowego traktatu.

Advertisement

I bardzo dobrze. Dynamicznie ukazana walka z czasem, by rozwiązać zagadkę (i uratować Stolicę Apostolską), przepiękne zdjęcia (wszak wraz z bohaterami zwiedzamy Watykan) i adekwatnie podniosła muzyka Zimmera sprawiają, że ponad dwugodzinny seans mija w okamgnieniu. Świetna obsada (Hanks, Skarsgård, McGregor, Mueller-Stahl) przykuwa do ekranu i można nawet przymknąć oko na niektóre dialogi. Nieustanne ścieranie się ze sobą nauki i religii jest tu przedstawione w wersji light, lecz wszelkiej maści obiekcje ze strony dostojników kościelnych (przy okazji premiery) są chybione. Zaskakująco powtarzalne dzieło po kilku seansach nadal „działa” – co jest kolejnym dowodem na to, że Howard jest bardzo zdolnym rzemieślnikiem. 8/10

2011 / SEKRETY I GRZESZKI / The Dilemma

The-Dilemma-2011
Krzysztof Walecki

Zdecydowanie najgorszy film w karierze Howarda.

Advertisement

Jest w Sekretach i grzeszkach niewykorzystany pomysł na film, być może nawet dobry, lecz nie ma filmu. Historia mężczyzny, który dowiaduje się, że żona jego najlepszego przyjaciela jest mu niewierna, zawodzi jako komedia pomyłek, gdyż twórcy nie mają odwagi posunąć się do granic niedorzeczności, jedynie sugerując, w jakim kierunku mogłaby pójść fabuła – kłamstwo prowadzi do kolejnego kłamstwa, te zaś do paranoi i braku zaufania, które okazują się być zaraźliwe. Ale Howard i scenarzysta, Allan Loeb, wolą bardziej dramatyczne, a nawet melodramatyczne rozwiązanie, i zamiast koncentrować się na małżeńsko-kumpelskiej farsie uderzają w poważniejsze rejestry. Brak tu jednak tego, o czym mówi sam główny bohater podczas jednej ze scen – szczerości.

Powstała pobrzmiewająca fałszem mało zabawna tragikomedia, w której bohaterowie mówią zdecydowanie za dużo, albo nie mówią sobie nic. Vince Vaughn niezbyt przekonująco wciela się w postać, którą 20 lat wcześniej zagrałby Michael Keaton, a partnerujący mu Kevin James po raz kolejny udowadnia, że w kinie znalazł się chyba przypadkowo. Natomiast Jennifer Connelly i Winona Ryder zdecydowanie marnują się w takim repertuarze. Szkoda czasu. 3/10

Advertisement

2013 / WYŚCIG / Rush

Rush-Movie-Chris-Hemsworth-and-Daniel-Bruhl
Radosław Pisula

Produkcja, która zaatakowała mnie z zaskoczenia i nie wypuściła z łap do ostatniego pomruku silnika. Nie jestem fanem motoryzacji, ale trafiłem do kina na urodzinowy seans i przez dwie godziny siedziałem jak zaczarowany.

Howard po raz kolejny udowodnił, jak dogłębnie rozumie działanie materii filmowej. Uczeń genialnego Rogera Cormana ma świadomość tego, że moc kinowego widowiska tkwi w emocjach, a historia pojedynków Hunta z Laudą jest nimi wypełniona po brzegi. Dwaj diabelnie charyzmatyczni aktorzy elektryzują ekran, fabuła perfekcyjnie dawkuje napięcie, a zdjęcia są przepiękne. Reżyserowi udało się wyśmienicie udźwignąć legendę, a ja podczas seansu chłeptałem łapczywie spływającą z ekranu magię kina. Naprawdę niewiele jest filmów, które potrafią tak dobrze utrzymać tempo. Nie jest to na pewno najlepszy film świata, ale chcę do niego wracać i wracać, zaliczać kolejne okrążenia.  9/10 

Advertisement

2015 / W SAMYM SERCU MORZA / In the Heart of the Sea

in_the_heart_of_the_sea_movie
Maciek Niedźwiedzki (recenzja)

Ron Howard nie sprostał legendzie Moby Dicka. Fantastyczna strona wizualna jego filmu maskuje niedostatki scenariusza, zbyt dosłownego i pobieżnego.

Prześlizgującego się po większości wątków. W samym sercu morza mogło być dziełem intrygującym i nieoczywistym. Wystarczyło jedynie trochę poprzesuwać puzzle, z których zostało złożone. Howard w decydujących momentach, zamiast dociskać pedał gazu, asekurancko zwalnia.

Advertisement

Mimo sztormu, klęsk i groźnego przeciwnika trzyma swojego widza za rękę, by cały czas czuł się bezpiecznie. Ogromny budżet filmu zapewne nie pozwolił reżyserowi być odpowiednio brutalnym. Taka inwestycja musi się przecież zwrócić. Uważam, że marynistyczna tematyka determinuje konkretną konwencję estetyczną. Brud, pot i krew powinny być na porządku dziennym. Howard wybrał jednak konwencję legendy, co jeszcze samo w sobie nie jest nietrafionym pomysłem. Z niej jednak nie wydobywa tyle, ile bym oczekiwał. Ostatecznie W samym sercu morza pozostawia po sobie głównie piękne zdjęcia. 6/10

2016 / INFERNO

Jan Dąbrowski [recenzja]

Advertisement

Najnowszy film Rona Howarda reklamowano nazwiskami pierwszorzędnych (lub przynajmniej popularnych) aktorów z Tomem Hanksem na czele. O ile on opatrzył się już w roli Langdona, to reszta obsady pojawia się w świecie z książek Dana Browna po raz pierwszy, a więc z szansą stworzenia pełnokrwistych, intrygujących postaci. W roli lekarki Sienny Brooks obsadzono Felicity Jones, która partnerując przez większość filmu Hanksowi, jest w swojej roli bezbarwna i nijaka (a przecież gra kobietę-geniusza!). Parę bohaterów ściga z uporem maniaka Elisabeth Sinskey (Sidse Babett Knudsen), szefowa Światowej Organizacji Zdrowia oraz Christoph Bouchard (Omar Sy).

Oboje pełnią przez większość filmu identyczną funkcję, w dodatku grają jakby od niechcenia, na jednej nucie. Scenarzysta zmarnował potencjał ciekawej i zagranej z pomysłem postaci naukowca Zobrista, którego charyzmą obdarzył z każdym filmem coraz lepszy Ben Foster. Jedynym aktorem, który wydaje się mieć świadomość tego, w czym gra, jest Irrfan Khan w roli zarządcy tajemniczego konsorcjum, pana Simsa. Zarówno jego zachowanie, jak i sposób mówienia zdradzają lekceważący dystans do świata, jakby nie traktował wszystkiego na serio.

Advertisement

Być może pomysł na film był dobry i tkwił w nim potencjał, ale efekt końcowy prac Rona Howarda i jego ekipy jest opłakany. Nieskładny scenariusz, głupawe dialogi i właściwie brak napięcia mogą sprawić, że widzowie będą się nudzić i irytować, a los papierowych bohaterów będzie im obojętny. Najwyraźniej jedynie Irrfan Khan po przeczytaniu scenariusza Inferno doszedł do wniosku, że nie da się poważnie podejść do tego projektu. Gdyby cała ekipa wyszła z takiego założenia, film mógłby być znacznie mniej nadęty i nieciekawy. Seans dobrze podsumowują słowa pewnej pani, która opuszczając salę kinową, powiedziała swojej koleżance, że chyba nie pójdzie na czwartą część.  3/10

2018 / HAN SOLO: GWIEZDNE WOJNY – HISTORIE / Solo: A Star Wars Story

Jacek Lubiński [recenzja]

Advertisement

Han Solo: Gwiezdne wojny – historie wszystko dosłownie gra i buczy, z efektami specjalnymi włącznie, sprawiając wrażenie produkcji zapiętej na ostatni guzik, czyli tym samym dalekiej od pierwotnie wyczuwalnej w powietrzu mega wpadki sezonu. Ba! W tym momencie jest to tytuł, który spokojnie może aspirować do miana jednego z najlepszych tegorocznych blockbusterów (ale nie uprzedzajmy faktów).

Trochę szkoda tych paru rys, które pojawiają się głównie w finale, gdzie dochodzi do ujawnienia tożsamości pewnych ważkich postaci i są to niestety wolty pozbawione większego sensu, odrobinę psujące dobre wrażenie. Szczęśliwie nijak nie umniejsza to samej satysfakcji z seansu. A ta jest naprawdę duża. Bo choć nie jest to wielkie, dramatycznie skomplikowane kino, to czuć w nim wyraźnie dużo serca, twórczej radości i tej, jakże przecież potrzebnej magii. To Gwiezdne wojny w starym, dobrym stylu i dokładnie tak samo porywające. Pozbawione wątków mistycznej Mocy, lecz, o ironio!, zdecydowanie zawierające w sobie całe jej pokłady.  8/10

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *