search
REKLAMA
Recenzje

ECHA. Nie wierzcie bliźniaczkom

Echa nie są wolne od małych grzeszków inscenizacyjnych oraz pewnej dozy naciągania fabularnej wiarygodności, ale mimo to okazują się solidną rozrywką.

Tomasz Raczkowski

28 sierpnia 2022

REKLAMA

Przypadki bywają zabawne. Niecały miesiąc temu na festiwalu Nowe Horyzonty oglądałem Silent Twins Agnieszki Smoczyńskiej, opowiadający o skomplikowanej i niejednoznacznej relacji dwóch zależnych od siebie sióstr bliźniaczek. Trudno dostrzec jakieś realne połączenie między kręconym w międzynarodowej koprodukcji filmem festiwalowym młodej polskiej reżyserki a kolejnym z taśmowo wrzucanych do biblioteki Netflixa serialem w konwencji mystery drama. A jednak Echa wydają się momentami niezwykle rymować ze wspomnianym filmem. Nowa miniseria streamingowego giganta, kusząca widzów ostatnio nieco przygasającą, ale wciąż posiadającą globalny blask gwiazdą Michelle Monaghan, opowiada również historię dwóch bliźniaczek, przynosząc przy tym wiele niepokojących wątków ich zażyłości. Oczywiście Silent Twins i Echa odróżnia wiele – począwszy od orientacji historii, przez jej szczegóły, styl opowiadania, a kończąc na jakości wykonania. Mimo to jednak ta ciekawa, przypadkowa zbitka dwóch premier z motywem bliźniaczej duszy może stanowić kolejny przykład na to, jak nośnym popkulturowym motywem jest relacja urodzonych razem osób.

Echa to australijsko-amerykański projekt kierowany przez szerzej nieznaną Vanessę Gazy, do tej pory znaną jedynie z krótkich metraży. Można więc traktować siedmioodcinkową serię jako debiut tej autorki na szerszych wodach. Należy też raczej widzieć ją jako „star project” zbudowany wokół będącej motorem wizerunkowym Michelle Monaghan. Takie zestawienie wydaje się świadczyć o solidnej kalkulacji producentów, optujących raczej za bezpieczną formułą niż odkrywaniem nowych obszarów filmowych. Serialowi Gazy udaje się jednak zbudować dość ciekawy klimat i zestaw cech charakterystycznych, pozwalających nie zginąć od razu w streamingowej masie.

Historię rozpoczynamy w Los Angeles z Giną, cenioną pisarką o ustabilizowanym, dostatnim życiu u boku męża Charliego. Gina ma identyczną siostrę bliźniaczkę, Leni, z którą prowadzi przez internet wspólny dziennik i raz do roku wyrusza na wystawną podróż urodzinową. Zaczynem fabularnym jest informacja o nagłym zaginięciu Leni po drugiej stronie kontynentu. Zaniepokojona losem bliźniaczki Gina wyrusza więc do rodzinnej miejscowości Mount Echo, gdzie jej siostra prowadzi spokojne życie u boku prowadzącego stadninę koni Jacka, kilkuletniej Mattie oraz owdowiałego przed laty ojca i trzeciej siostry (już nie bliźniaczki). Na miejscu bohaterka odkrywa coraz więcej zagadkowych okoliczności zaginięcia Leni i niepokojących faktów na temat jej życia, a wraz z jej próbami samodzielnego odkrycia prawdy widzowie zagłębiają się coraz głębiej w zagmatwany świat sióstr, ich przeszłości i skrywanych przez nią tajemnic.

Fabuła Ech jest zbudowana w oparciu o częste zwroty akcji, co najmniej kilka razy zmieniające diametralnie perspektywę śledzenia historii i rozkład sympatii pomiędzy Giną i Leni. Seria jest bowiem w zasadzie opowieścią o ich konfrontacji, stanowiącej kulminację wieloletniej współzależności i zamazywania się ich odrębności jako osób w ramach jednej, wspólnej tożsamości. Nie mogę tu zdradzić zbyt wiele, ale fundamentem, na którym Gazy opiera suspens, jest mocno eksploatowany motyw zamiany. Tak osadzona narracja prowadzi w końcu do momentu, w którym zarówno bohaterowie, jak i widzowie zaczynają mieć problem z odróżnieniem sióstr, a co za tym idzie zorientowanie się w zagęszczającej z odcinka na odcinek kryminalnej intrydze. Nie jest to jednak dezorientacja w złym znaczeniu – pogmatwanie i fluktuacje perspektywy są niewątpliwym atutem Ech, nadającym ich fabule uroku i pozwalającym utrzymać napięcie niemal do ostatniej sceny – co mimo wszystko nie zdarza się tak często w sensacyjnych historiach.

Zduszony film

Scenarzyści dbają zresztą o to, by opowieść nie była zbyt niejasna, a kolejne przewrotki dokładnie wyjaśnione i obudowane ekspozycyjnie. I paradoksalnie to jest też największa pięta achillesowa serialu. Wynikająca z klasycznej serialowej konwencji dosadność podkopuje intrygującą grę tożsamości głównych bohaterek i nie pozwala Echom rozwinąć w pełni skrzydeł psychologicznego thrillera. Wyłuszczając szczegółowo każdy niuans narracji, twórcy nie dają sobie szans na wygenerowanie dusznego klimatu osaczenia i niepewności, o który aż prosi się nie tylko sam temat, ale i sceneria małego miasteczka otoczonego malowniczym lasem. Naprawdę intrygujący film został więc w ramach produkcyjnej formuły zduszony. Sam tytuł wydaje się być przez akcję nieco wykastrowany z należnej mu symboliki i zdaje się pozostałością po nieco mroczniejszym klimacie od tego, co ostatecznie widzimy na ekranie.

Przyczepić nie można się natomiast do gwiazdorskiej kreacji Monaghan, która choć początkowo może wydawać się nieco nadekspresyjna, świetnie odnajduje się w podwójnej roli, przekonująco odgrywając niuanse zachowania i sposobu bycia obydwu sióstr. Tym bardziej warto docenić jej pracę, że dzieli swoje postacie z dostającymi stosunkowo dużo czasu ekranowego w retrospekcjach duetami prawdziwych bliźniaczek, Victorią i Madison Abbott oraz Hazel i Ginger Mason, wcielającymi się w Ginę i Leni odpowiednio nastoletnie i dziecięce. Monaghan skutecznie zgrywa się z młodszymi partnerkami, udanie wygrywając paradoksalne współistnienie jedności i dwoistości bliźniaczek. Choć aktorka dosłownie dwoi się na ekranie, i to z dobrym skutkiem, są momenty gdy show w Echach kradnie jej Karen Robinson, grająca szeryf Louise Floss, która stara się rozplątać węzeł tajemnic zawiązany przez Ginę i Leni. Jej postać jest skrzyżowaniem comic reliefu i klasycznej figury detektywa, co w znacznej mierze ratuje całą sensacyjną warstwę serialu, która bez charyzmatycznej Floss odstawałaby od bardziej frapującej warstwy obyczajowo-psychologicznej skupionej na siostrach.

Echa nie są wolne od małych grzeszków inscenizacyjnych oraz pewnej dozy naciągania fabularnej wiarygodności, ale mimo to okazują się solidną rozrywką. Byłyby jeszcze lepszą, gdyby kreatorka nie zdecydowała się na pozostawienie luźnych tropów, ewidentnie ustawianych w ostatnim kwadransie pod ewentualną kontynuację. To powszechna, ale zdradliwa strategia, bardzo prawdopodobne bowiem, że w ten sposób Echa pozostaną historią w pewien sposób niedokończoną – jeśli wyniki komercyjne nie wywołają jednak przedłużenia. Sam pomysł wydaje się wystarczający na zamknięty format miniserii, a kontynuacja będzie raczej sztucznym rozciąganiem. Tu jeszcze raz Echa – naprawdę ciekawy serial sensacyjny – cierpią przez narzucaną im konwencję obecnego rynku streamingowego. To niestety najlepiej podsumuje całokształt serialu, wtłoczonego w formułę ze szkodą dla wrażeń artystycznych i spójności koncepcyjnej.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Antropolog, krytyk, entuzjasta kina społecznego, brytyjskiego humoru i horrorów.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA