Connect with us

Recenzje

WIKINGOWIE. Saga o Ludziach Północy

The Storm Is Coming… Where history ends, begins the legend.

Published

on

Zbiór pięciu recenzji dotyczących poszczególnych sezonów serialu Michaela Hirsta, zrealizowanego dla stacji History.

Advertisement

Rozdział 1: W imię Odyna

Dziesięć wieków temu chrześcijańskie krainy na zachodzie Europy nękane były przez morskich rozbójników przybyłych ze Skandynawii. Normanowie, jak ich nazywano, wyruszali na podbój zachodnich ziem, by poznawać nowe szlaki handlowe i zdobywać kosztowne łupy. Do kraju wracali w chwale i uwielbieniu, bogaci nie tylko o złoto, ale i nowe doświadczenia. Dystrybuowany przez stację History serial o wikingach to produkcja, jakiej wielu widzów oczekiwało, gdyż od czasu Wikingów (1958) Richarda Fleishera nie powstało porządne widowisko o normańskich żeglarzach.

Advertisement

Bardzo dobrym pomysłem było stworzenie serialu, gdyż forma odcinkowego spektaklu daje większe pole do popisu. Można nie tylko opowiedzieć interesującą historię, ale i zaprezentować wierzenia, zwyczaje i kulturę tych średniowiecznych ludów. Pewną garść informacji zawarto już w pierwszym sezonie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to dopiero rozgrzewka i prawdziwe emocje dopiero przed nami.

Na wschodnich wybrzeżach Bałtyku wikingowie w imieniu jarla Haraldsona sieją śmierć i zniszczenie, ale jeden z wojowników, Ragnar Lodbrok (czyli Ragnar Włochate Portki), marzy o podboju zachodnich ziem, o których krążą legendy. Wbrew zakazom jarla (przywódcy drużyny) buduje okręt i zbiera ekipę, by wyruszyć na wyprawę, która rozpocznie nowy rozdział w historii. Już podczas pierwszego wypadu do Anglii można zaobserwować okrucieństwo i zuchwalstwo najeźdźców. Napadają oni bowiem na chrześcijański klasztor, zabijają wielu przerażonych i bezbronnych duchownych, a z pozostałych przy życiu kapłanów czynią niewolników.

Advertisement

Ich okrucieństwo nie różni się tak naprawdę od innych europejskich mocarstw, bo Anglicy czy Hiszpanie też dokonywali krwawych podbojów, gardząc obcymi religiami i zabijając z imieniem Boga na ustach. Tak jak wikingowie, którzy dokonywali podbojów w imieniu Odyna.

Filmowcy wzięli na siebie niełatwe zadanie. Musieli sprawić, aby widzowie polubili tych barbarzyńców. Ragnar jest więc kochającym mężem i ojcem, szanuje także swojego brata Rollo, a wziętego do niewoli chrześcijańskiego kapłana traktuje jak przyjaciela, od którego uczy się języka i obcych zwyczajów. Natomiast jarl Haraldson okazuje się bezlitosnym, nieznoszącym sprzeciwu liderem, który z egoistycznych pobudek podejmuje decyzje, byle tylko utrzymać władzę i wpływy. Z czasem on także ujawnia więcej pozytywnych cech i słabości. Scenariusz obfituje w wiele ciekawych postaci, które mają konkretny charakter i wyróżniają się z tłumu.

Advertisement

Żona Ragnara chociażby – kobieta silna i odważna, która potrafi zadbać o dom i rodzinę, gdy mąż jest w trakcie dalekiej podróży. Albo Floki, budowniczy o wyglądzie zdradzieckiego szczura, lecz postawie wiernej jak u psa. W interesującym kierunku podąża również konflikt pomiędzy braćmi, Ragnarem i Rollo. Obaj pragną zyskać sławę wielkich wojowników – problem w tym, że pamięta się dowódców, a nie ich podkomendnych, więc walka o dominację jest nieunikniona.

Autorzy serialu umieścili wśród wikingów chrześcijańskiego kapłana, aby poprzez tę postać widzowie mogli bliżej poznać nordycką kulturę. To właśnie ów klecha zadaje pytanie „co to jest Ragnarök”, zmuszony jest także obserwować okrutną ceremonię pogrzebową oraz składanie ofiary bogom. Mimo iż Ragnar i jego żona traktują go z szacunkiem, trudno mu zaakceptować panujące tu reguły. Tu nawet dzieci oglądają egzekucje, a umarli według wierzeń trafiają do Walhalli, prawdziwego raju, gdzie spełniają się marzenia. To jest cel wikingów, i dążąc do niego, idą na bitwę z podniesioną głową, nie lękając się śmierci. Nie są jednak pozbawieni zasad – podstawowa brzmi „Nie walcz, dopóki nie uzyskasz przewagi”.

Advertisement

Nie ma tu starć wielkich armii ani wielkich wypraw łodziami. Może sukces pierwszych sezonów przyczyni się wkrótce do tego, że z czasem bitwy będą bardziej widowiskowe, zaś armie liczniejsze. Ale z drugiej strony to chyba lepiej, że nie ma tu pomnożonych cyfrowo statystów ani cyfrowej krwi tryskającej ze wszystkich stron jak w Spartakusie. W gatunku dramat historyczny serial Michaela Hirsta może konkurować z kinowymi produkcjami, bo mimo wszystko zaprezentowane tu potyczki są świetnie nakręcone i rozsądnie umiejscowione w fabule. Ukazano tu także drugą stronę konfliktu – przerażonych Anglików zastanawiających się, czy przybysze są wysłannikami Boga, Szatana, czy może zwykłymi złodziejami i mordercami.

W serialach telewizyjnych ważniejsi od aktorów są scenarzyści, więc rzadko zatrudnia się pierwszoplanowe gwiazdy kina. Są oczywiście wyjątki, ale obsada Wikingów składa się z niezbyt popularnych aktorów. Duży plus dla specjalistów od castingu. Travis Fimmel i jego koledzy z planu bezbłędnie odegrali swoje postacie, idealnie sprawdzili się w tej surowej i mrocznej wizji Północy. Najbardziej znanym członkiem obsady jest Gabriel Byrne, wcielający się w jarla Haraldsona. Ten znakomity irlandzki aktor w rolach łajdaków o cechach przywódczych czuje się jak ryba w wodzie. Ale mniej doświadczeni wykonawcy w niczym mu nie ustępują, mają pomysł na swoje postacie, nie są tylko bezmyślnymi barbarzyńcami.

Advertisement

Wreszcie otrzymaliśmy porządną opowieść o normańskich wojownikach. Serial, który pobudza wyobraźnię, sprawia, że widz przenosi się w czasie o tysiąc lat wstecz, by poznać historię żeglarzy z Północy, o których więcej jest legend niż faktów. Autorzy starają się przekazać jak najwięcej istotnych szczegółów potrzebnych do zrozumienia ich motywacji, wiary i stylu życia. Wikingowie z początku są tylko grabieżcami i zabójcami, ale stopniowo kiełkuje w nich pragnienie poznania obcych krain i kryjących się w nich bogactw. Michael Hirst to specjalista od historycznych realiów (Dynastia Tudorów, Rodzina Borgiów) oraz znawca legend (Camelot), więc gdy zabrał się za tematykę wikingów, było jasne, że poziom produkcji będzie wysoki, bohaterowie wiarygodni, a oprawa scenograficzna przekonująca.

Skandynawia jest tu krainą szarą, zimną i dziką, w której przetrwają jednostki silne, rozsądne, wierne ideałom. Sezon pierwszy zaczyna się od mocnego uderzenia, kończy zaś ciszą przed burzą. Grobowy klimat w finałowym odcinku, lepiej niż górnolotne deklaracje, zapowiada gigantyczną eskalację przemocy w sezonie następnym.

Advertisement

* * *

Rozdział 2: Królestwo Wessex

Advertisement

Pierwszy sezon Wikingów był doskonałym wprowadzeniem do historii o ludziach północy, ale seria druga umocniła mnie w przekonaniu, że to jeden z najwspanialszych seriali w dziejach. Autorem scenariuszy wszystkich dotychczasowych odcinków jest jeden człowiek, Michael Hirst. To dzięki jego wiedzy i kreatywności widzowie otrzymali produkt najwyższej jakości – spójny, klarowny, frapujący, błyskotliwy, ambitny i pomysłowy. Hirst zręcznie lawiruje między Anglią i Skandynawią, między chrześcijańskim królestwem a pogańską krainą, gdzie składa się ofiary z ludzi, by przypodobać się bogom.

Seria druga to dziesięć znakomitych odcinków, które ogląda się z zapartym tchem, próbując rozgryźć bohaterów. Nie jest to łatwe, gdyż postacie są w większości nieprzewidywalne i skomplikowane, pochodzące z innego, odległego świata.

Advertisement

Wikingowie to lud wzbudzający ciekawość, zachowujący się prymitywnie i po barbarzyńsku, ale w gronie rodzinnym trzymający nerwy na wodzy. W VIII wieku jeszcze mało kto o nich słyszał, żyli sobie spokojnie na dalekiej północy, uprawiając ziemie i ucząc się wojennego rzemiosła. Nie mieli własnego pisma, czytali tylko znaki runiczne, obca im była literatura i malarstwo, zaś swoje dzieci uczyli na wojowników lub farmerów. Z pewnością istniał ktoś taki jak Ragnar Lodbrok, który przełamał niechęć swoich ziomków do bezkresnych wód oceanu. Udowodnił, że na zachodzie są łatwe do zdobycia krainy obfitujące w bogactwa.

Zwrócił uwagę także na to, że skarbem jest dobra angielska ziemia, która może przynieść wiele owoców. A w trzecim sezonie może się przekona, że zima na tych terenach trwa krócej i jest mniej uciążliwa.

Advertisement

W pierwszej serii Normanowie zaatakowali Nortumbrię, w drugiej Wessex. Wciąż więc badają tereny Anglii, ale już nie chodzi tylko o to, by siać zamęt i spustoszenie. Chcą osiedlić się na tym terytorium, założyć własne państwo i w spokoju uprawiać ziemię. Jednak Anglicy to również naród ambitny, marzący o podbojach i hegemonii, dlatego nie oddadzą łatwo swoich gruntów. Chyba że zauważą w tym jakąś korzyść. Od dawien dawna istniała zasada coś za coś, więc jeśli ktoś oddaje swoją własność, to musi mieć w tym jakiś interes. Nie robi się jednak interesów ze słabeuszami, wobec tego zanim dojdzie do negocjacji, obie strony muszą zaprezentować swoje siły w walce na śmierć i życie.

Tylko wykazując się odwagą w bitwie, można wzbudzić respekt u przeciwnika. Wikingowie są pewni zwycięstwa, w ogniu bitwy czują się doskonale, a przewagę uzyskują poprzez element zaskoczenia. Nie mogą sobie pozwolić nawet na chwilę wytchnienia, bo w trakcie tej chwili przeciwnik może zebrać liczną armię, która odeprze ich atak.

Advertisement

Ciekawie rozwiązano problem językowy. Wikingowie rozmawiają między sobą po angielsku, zaś językiem nordyckim posługują się tylko na angielskiej ziemi, aby było jasne, że pomiędzy tymi dwoma nacjami istnieje bariera. Jest ona stopniowo przełamywana, gdyż Ragnar uczy się angielskiego od porwanego mnicha. Stara się poznać także zwyczaje, kulturę i religię Anglików, tak jakby od początku miał zamiar z nimi rozmawiać, a nie walczyć. Król Egbert, władający Królestwem Wessexu, również wyraża zainteresowanie ludźmi północy. Widząc ich zawziętość w walce, wolałby zawiązać z nimi sojusz zamiast prowadzić wojnę, która mogłaby osłabić kraj. Wystarczy jedno uderzenie miecza, by sojusz został zerwany, a topór wojenny odkopany.

Ten serial pokazuje takie właśnie sytuacje, gdy na pierwszy rzut oka widać porozumienie między dwoma stronami, ale nie wydaje się ono zbyt mocne. Dotyczy to nie tylko międzynarodowych sporów, ale i konfliktów wewnętrznych. Zanim w IX wieku władcy Wessexu zjednoczyli angielskie państwa, kraj był podzielony na siedem królestw. Ten wczesnośredniowieczny okres w dziejach Anglii nazywany jest heptarchią. Bardzo dobrze, że twórcy serialu nie ograniczyli się tylko do opowieści o wikingach, ale zajęli się także mało znanym wycinkiem z anglosaskiej historii. Walki o władzę i supremację były obecne w wielu średniowiecznych królestwach. Sasi i Normanowie w wielu aspektach byli do siebie podobni.

Advertisement

Słowa uznania należy skierować do castingowców. Spośród nieopatrzonych twarzy wybrali tych, którzy zdołali uwierzytelnić bohaterów ze średniowiecznych podań. Ragnar Lodbrok w interpretacji Travisa Fimmela posiada cechy stanowczego i aroganckiego przywódcy, zuchwałego i agresywnego wikinga oraz ciekawskiego, lecz małomównego globtrotera. Widoczne w oczach podskórne szaleństwo budzi lęk i trwogę. Ten człowiek potrafi być łagodny dla rodziny i przyjaciół, natomiast dla zdrajców jest okrutny i mściwy. Nowe życie i ciekawe doświadczenia zyskują w drugiej odsłonie postacie drugoplanowe: Lagerta (Katheryn Winnick), Athelstan (George Blagden) i Rollo (Clive Standen).

Warto przy okazji dodać, iż obok anglojęzycznych aktorów duże i bardzo udane role przypadły prawdziwym Skandynawom. Są to Gustaf Skarsgård, odtwórca roli Flokiego i Thorbjørn Harr, wcielający się w postać jarla Borga.

Advertisement

Widać, że budżet drugiej serii był znacznie wyższy niż poprzedniej. Zgromadzono na planie więcej statystów, zbudowano więcej okrętów, zrealizowano bardziej spektakularne bitwy. Zadbano też o warstwę obyczajową, aby wikingowie nie byli wyłącznie bezdusznymi rozbójnikami, lecz przede wszystkim ludźmi z krwi i kości. Bohaterowie przenoszą się od wyżynno-górzystych terenów Skandynawii do nizinnych i bogatych w zieleń obszarów na Wyspach Brytyjskich. Niestety, nie udało się nakręcić filmu wśród norweskich fiordów, jak początkowo planowano. Tylko Irlandia i Kanada użyczyły swoich plenerów.

Michael Hirst z równą skutecznością co stworzeni przez niego bohaterowie dokonał gwałtownego podboju i zawładnął serialowym światem. Jego łódź wraz z niestrudzoną załogą popłynęła we właściwym kierunku, nie ulegając sztormom, docierając do wielu zakątków świata. Póki u sterów będzie stał ten kompetentny facet, jest duża szansa, że poziom serialu nie spadnie. I z tym pozytywnym nastawieniem należy poczekać na kontynuację, w której zobaczymy ponoć oblężenie Paryża.

Advertisement
 * * *

Rozdział 3: Mercja i Paryż

Wikińskich podbojów ciąg dalszy. Brytania to za mało dla takich zaprawionych w bojach wojowników. Krążące wśród nich opowieści o Paryżu, twierdzy nie do zdobycia, tylko podsycają ciekawość i prowokują do działania. Ale dopiero siódmy odcinek trzeciego sezonu nosi tytuł Paryż i dopiero w nim poznajemy króla Franków Karola II oraz hrabiego Odona, dowodzącego obroną paryskiej twierdzy. Serial stacji History nie jest na szczęście monotematyczny, zahacza nawet o mistyczne wątki zbliżając się niebezpiecznie w rejony fantastyki. Ale to nie jest druga Gra o tron, to coś znacznie bardziej sugestywnego i ambitnego. Opowieść o narodowościowych antagonizmach i komitywach, a także o poszukiwaniu właściwej drogi do krainy wiecznego szczęścia (zwanej u wikingów Walhallą).

Advertisement

Michael Hirst, scenarzysta wszystkich (jak na razie) odcinków serialu, znalazł złoty środek pomiędzy historycznym przekazem i legendą, między prawdą i fikcją. Na pewno nie wszystkie motywy spodobają się widzom. Dyskusyjne są chociażby fragmenty z tajemniczym wędrowcem lub też żale wylewane przez dziewczynę Björna. Albo niezwykłe nawrócenie Athelstana. Autor scenariusza potrafi jednak zachować wstrzemięźliwość, skupia się na tym, co najważniejsze, dba o wiarygodność i spójność oraz subtelnie buduje relacje między bohaterami. Ragnar nie jest już tym samym człowiekiem co dawniej, znajomość z Athelstanem odmieniła go zupełnie, oddaliła od nordyckich bogów, od wiernego jak pies Flokiego, od temperamentnej Lagerty, od hardego brata Rollo. Ale dla widzów wciąż pozostaje fascynującą postacią.

Jednym z najciekawszych bohaterów trzeciego sezonu jest król Egbert, władca Wesseksu. Znakomicie został poprowadzony jego wątek. To jest tak samo fascynująca osobowość jak król Ragnar. Obaj kierują się rozumem, nie sercem, pragną powiększyć swoje terytorium, pragną jak najlepiej dla swojego ludu. Nie lekceważą jednak przeciwnika i godzą się na układ, jeśli mogą na tym skorzystać. Jedną i drugą nację wiele łączy. Głód krwi, żądza władzy, barbarzyństwo to cechy wyróżniające wiele średniowiecznych narodów. Znamienna jest tu scena przedstawiająca chrześcijański osąd nad młodą kobietą oskarżoną o cudzołóstwo.

Advertisement

Zostaje ona skazana na… obcięcie uszu i nosa. Scena jest okrutna nie ze względu na brutalność, lecz rozpaczliwe krzyki przerażonej kobiety. Ów fragment (z szóstego odcinka pod tytułem Born Again) został pomysłowo skonfrontowany z pewną sytuacją w Kattegat, gdy jeden z wikingów zabija neofitę jednym ciosem topora. U wikingów taka śmierć mogła być oznaką litości, tymczasem chrześcijanie preferowali torturowanie podejrzanych (pamiętamy jednak „krwawego orła” z sezonu drugiego, więc wiemy, że druga strona też potrafi zadawać okrutny ból).

Wydaje mi się, że trzecia odsłona serialu nie jest wcale lepsza od poprzednich, ale i tak te dziesięć kolejnych odcinków świadczy o tym, że to jeden z najlepszych współczesnych seriali. Sceny bitewne są wypasione, nawet mimo tego, że krew nie leje się strumieniami jak w produkcjach z R-ką. Nie samymi bitwami jednak opowiedziano historię wikingów. Twórcy badawczym wzrokiem przyjrzeli się także obyczajom, wierzeniom, moralnym dylematom. Dużo się mówi o bogach i wyczuwa się ich obecność, chociażby w przepowiedniach, które zawsze się spełniają, tak jakby przyszłość była już dla każdego zapisana w gwiazdach.

Advertisement

Dobrze, że twórcy nie trzymają się sztywno dat wydarzeń, bo te można łatwo sprawdzić w źródłach. Dla realizatorów ważniejsze jest, co się wydarzyło, a nie kiedy. Dlatego niewykluczone, że bohaterowie będą uczestniczyć w zdarzeniach, które rozegrały się na przestrzeni stu lub dwustu lat.

Z obsady wyróżniają się Linus Roache jako król Wesseksu i Lothaire Bluteau w roli frankijskiego imperatora, obaj władczy i dumni, ale mający indywidualny charakter. Pierwszym kieruje ambicja, chce zjednoczyć królestwa Brytanii (w tym Mercję). Drugi zdaje sobie sprawę, że nigdy nie będzie tak dobrym monarchą jak jego dziadek Karol Wielki. Z nowej gwardii dobrze zaprezentowała się Jennie Jacques w roli Judith, a także Morgane Polanski, córka Romana, wcielająca się w postać niezłomnej córy cesarza. Wyrabia się Alexander Ludwig odtwarzający postać Björna, który w przyszłości ma zastąpić Ragnara.

Advertisement

Widać, że ma predyspozycje na wielkiego wojownika – ma tu kilka kozackich scen, do niego należy też najlepszy tekst sezonu: „Dokąd idziesz? Walhalla jest w tamtą stronę!”. Stara ekipa też nie zawodzi, lecz Aslaug i Porunn działają „jak płachta na byka”. Natomiast sezon czwarty może należeć do Rollo, wobec tego więcej na jego temat przy okazji kolejnej serii. Wspomnę tylko, że mimo iż akcja rozgrywa się w połowie IX wieku, to wykorzystano postać Rollo, która dopiero w następnym stuleciu odegra ważną rolę w podboju Królestwa Franków.

Z tego, co zauważyłem, serial pokazywany jest w telewizji (History i TV Puls) w wersji bez cenzury i w związku z tym (sporadycznie, ale jednak) występuje nagość. W internecie można zaś natknąć się na wersję ocenzurowaną, pozbawioną śmielszych momentów. Jednak i bez tego serial doskonale się broni, zarówno jako sugestywna produkcja historyczna z mega klimatem oraz efektowne widowisko przygodowe nafaszerowane akcją i emocjami. Elementów mistycznych jest na szczęście nikła ilość – bogowie zajęci są innymi sprawami i pozwalają, by losy bohaterów toczyły się własnym rytmem.

Advertisement

Jest to rytm nieregularny, w jednej chwili cisza i obmyślanie strategii, w następnej – waleczne serca i niezłomne dusze wkraczają do akcji. W przeciwieństwie do Gry o tron czy Black Sails bohaterowie uczestniczą w wydarzeniach, a nie o nich gadają.

Bardzo rozsądnie spożytkowano pieniądze włożone w ten projekt. Jeśli Paryż miał zostać złupiony przez Normanów, to musieli oni mieć dość duże, budzące respekt siły (armię i okręty), nie wystarczające jednak do zwycięstwa, skoro pierwszy atak na Paryż został odparty przez obrońców. Dla osób interesujących się średniowieczną historią i wikińską kulturą to nie lada atrakcja. Super serial z barwnymi postaciami, sugestywnym klimatem i ekstra fabułą, niepozbawioną zaskakujących zwrotów akcji. Autorzy zadbali też o realizm, który został jeszcze wzmocniony użyciem dawnych języków.

Advertisement

Gdy stykają się dwie kultury, to rozmowa odbywa się w niezrozumiałych dialektach, co ma podkreślić barierę językową i kulturową. Okazało się to kapitalnym pomysłem. Każdą część serialu traktuję jak wielkie filmowe wydarzenie, więc o każdej staram się napisać. Dla mnie dni spędzone z Wikingami Michaela Hirsta to po prostu świetnie spożytkowane godziny i ani przez chwilę nie czułem, że marnuję cenny czas.

* * *

Advertisement

Rozdział 4A: Brat przeciw bratu

Dawna historia jest pełna zagadek i więcej w niej domysłów i wątpliwości niż wydarzeń, które można uznać za fakty. Dlatego nie mam problemu z tym, że twórcy serialu na czele z Michaelem Hirstem odbiegają od tego, co na podstawie nordyckich sag i archeologicznych badań wywnioskowali historycy. Zresztą autorzy od początku podkreślali, że w postaciach serialu połączyli cechy różnych osób, wymieszali też wydarzenia z różnych okresów, by obraz był pełniejszy. Oczywiście, filmowcom przyświecały też inne cele. Ważny był aspekt rozrywkowy – w końcu to serial przygodowy dla szerokiego grona odbiorców. Ważny był element zaskoczenia, który zostałby utracony, gdyby niewolniczo trzymano się Wikipedii.

Advertisement

W sezonie czwartym, a przynajmniej w jego pierwszej połowie (druga połowa sezonu po wakacjach) skupiono się na rozgrywkach wewnętrznych, a nie podbojach. Fabuła wyraźnie zmierza do konfrontacji dwóch braci w Królestwie Franków, aczkolwiek bitwa poprzedzona jest mniejszymi, nie zawsze ekscytującymi, wątkami. Zaczyna się obiecująco, bo już w pierwszym odcinku mamy dwie zasadzki (jedną w Paryżu, drugą w Hedeby), które wprowadzają niepokój i każą zastanowić się nad charakterystyką postaci, potencjalnym kierunkiem ich rozwoju. W Kattegat Ragnar leży ciężko ranny i śni o Valhalli, a Björn przemawia do mieszkańców jak prawdziwy przywódca, ujawniając swoją charyzmę. Potem zaś oznajmia ojcu, że wyrusza w góry, by stoczyć walkę o przetrwanie.

To, co zaskakuje najbardziej w tej odsłonie serialu, to motyw uzależnienia od narkotyków, czego nikt z pewnością się nie spodziewał. Dilerem jest Chinka, która trafiła do Skandynawii szlakiem niewolniczym. Nie powiem, że jest to zaskoczenie negatywne, bo dzięki lekomanii Ragnara mamy kilka wybornych scen, jak na przykład fragment z białym koniem oraz fatalistyczna wizja z pająkami zwiastującymi niepowodzenie. Nad Ragnarem wiszą czarne chmury, osiągnął już wiele i teraz musi ustąpić miejsca swoim synom, a także dać nacieszyć chwałą swojemu bratu. Wątek uzależnienia jest więc niczym innym jak tylko sygnałem, że ten człowiek oddala się od tego świata.

Advertisement

Na szczęście scenarzyści nie pozbawili go całkiem rozumu, kiedy trzeba, Ragnar potrafi błysnąć intelektem, przykładem jest pomysł z przenoszeniem łodzi (jedna z najtrudniejszych do nakręcenia scen w historii serialu).

Początek końca Ragnara zwiastuje także pojawienie się Haralda Pięknowłosego, przyszłego króla Norwegii. Pojawia się także jego brat, zaś ich więź to ciekawa analogia do relacji Ragnar-Rollo. Kto wie, czy braterstwo w ich przypadku będzie trwałe, czy pragnienie bycia lepszym i sławniejszym nie okaże się silniejsze od więzów krwi? W tej historii dużo jest epizodów, które świadczą o tym, że to może być bardzo długa seria. Oprócz motywów braterskich i podróżniczych jest też miejsce na kostiumowe widowisko o arystokracji francuskiej i angielskiej. Ważną sceną jest decyzja króla Egberta, by jego wnuk Alfred wyruszył wraz z ojcem na pielgrzymkę do Rzymu.

Advertisement

Ten fragment ma swoje źródło w przekazach historycznych. Możliwe, że twórcy zamierzają kontynuować losy Alfreda Wielkiego, wybitnego przywódcy wsławionego walką z Duńczykami. Tym bardziej, że równolegle, gdzieś na trzecim planie, pałęta się małoletni Gutrum (tak miał na imię przywódca duńskich wikingów i główny przeciwnik Alfreda).

Serial wciąż ogląda się z zainteresowaniem, bo scenarzysta potrafi zaintrygować odbiorcę nietypowymi rozwiązaniami. Nie boi się ryzykować, na przykład uśmiercając postać, która wydawała się ważna dla rozwoju fabuły. Nie boi się powierzyć ważnych ról swoim niedoświadczonym córkom: Maude (Helga) i Georgii (Torvi) – na tle całej reszty wypadły nie najgorzej. Niestety, w tych eksperymentalnych zabiegach Michael Hirst czasem błądzi jak we mgle i nic z tego nie wynika. Totalną porażką jest powrót wędrowca do Kattegat, Kevin Durand to zresztą największa wpadka obsadowa. Po tej roli otrzymuje niechlubne miano najbardziej irytującego aktora telewizyjnego, do czego scenarzysta w dużym stopniu się przyczynił. To właśnie motyw wędrowca obniża poziom serialu i ten spadek winduje w górę konkurencję. Black Sails, czyli Piraci, w tym roku są lepsi, bo uniknęli takich wpadek.

Advertisement

Plusem jest niewątpliwie rozwój postaci Björna. Fragment, jak walczy z niedźwiedziem, a potem z potężnym berserkiem, sprawia, że chce się go oglądać w bitwie, bo widać, że rośnie chojrak twardszy niż członkowie starej gwardii. Odtwórca tej roli Alexander Ludwig (niektórzy mogą go pamiętać z Igrzysk śmierci) stopniowo ujawnia charyzmatyczną osobowość, pokazując kiedy trzeba aktorskiego pazura. Wróży to dobrze na przyszłość, gdyż Björn wkrótce ma być głównym bohaterem produkcji. Na pewno są jednak widzowie, którzy nie wyobrażają sobie serialu bez Ragnara, trudno im więc zaakceptować taką zmianę. Na razie jednak nie powinni narzekać, bo finał sezonu 4A wskazuje, że Ragnar jeszcze nie powiedział ostatniego słowa i kto już go spisał na straty, nie docenia go (ani scenarzysty).

Wątek angielski – zdecydowanie na plus; zaczyna się od akcji odbicia królowej Mercji uwięzionej w wieży (jak w baśni), potem król Egbert umacnia swoją władzę, a niewierna Judith rozwija swój charakter, udowadniając, że jest w stanie jeszcze zaskoczyć. Jeśli chodzi o Paryż, to mam mieszane odczucia; oprócz świetnych scen (jak nauka języka) są też i słabe, przez które Rollo traci wiarygodność (a przy okazji także cesarz i jego córka). Kattegat – zdecydowanie duży minus; Aslaug i Harbard wyraźnie zaniżają ocenę, osłabiają impet i potęgują irytację. Budowniczy Floki – z tą postacią dzieje się coś niedobrego, twórcy chcą chyba zrobić z niego jakiegoś wizjonera, proroka, co może odbić się negatywnie na produkcji. Największą zagadką jest Lagerta, bo mimo iż pojawia się od samego początku, to nie sposób przewidzieć, w jakim kierunku scenarzysta poprowadzi jej wątek.

Advertisement

Cóż, czekać na kolejną serię przygód wikingów z pewnością warto. Wojna z Anglikami jest nieunikniona, a na odkrycie czekają także rejony Morza Śródziemnego. Synowie Ragnara niecierpliwią się, by wreszcie pokazać, ile są warci, a władcy nadmorskich krajów drżą ze strachu przed legendarnymi Ludźmi Północy. Miecze i topory muszą zostać dobrze naostrzone, tarcze i kusze muszą być w gotowości, a wojownicy nie mogą okazać słabości – tocząc walkę z wrogiem wpływają na historię. Nie pamięta się wielu imion i dat, ale utrwalone na mapach granice państw to efekt takich właśnie najazdów i działań obronnych, jakie obserwujemy w tym serialu.

Podsumowując, dodam, że traktując tę serię jako cały sezon to faktycznie może rozczarowywać. Jednak zgodnie z tym, co mówią przedstawiciele stacji History, jest to dopiero połowa sezonu czwartego, przedsmak tego co przygotowała ekipa Michaela Hirsta. Poczekajmy więc. Widać, że budżet stopniowo się zwiększa i jeśli inwencja autorów nie osłabnie, to czeka nas wspaniałe widowisko.

Advertisement

* * *

Rozdział 4B: Synowie Ragnara

Advertisement

Historia jest największym spoilerem, potrafi brutalnie zepsuć przyjemność z oglądania. Dotyczy to serialu Wikingowie, będącego obecnie największym hitem stacji History. Czy ktoś zadawał sobie pytanie, czy Ragnar zginie w dole z wężami albo czy synowie Ragnara wytną królowi Elli krwawego orła? Myślę, że fani serialu zastanawiali się raczej nad tym, kiedy to się stanie, a nie, czy w ogóle to nastąpi. Bo ta historia już została spisana i zainspirowała telewizyjnych scenarzystów. Właściwie to jednego scenarzystę, bo Michael Hirst nie pozwolił jeszcze nikomu kierować za niego bohaterami serialu. On ich powołał do życia i on wydaje się jedyną osobą zdolną poprowadzić ten okręt do ostatniego portu.

Minęły lata, odkąd Ragnar wyruszył na samotnym okręcie w celu podbicia nowych lądów. Teraz zostały mu już tylko marzenia… oraz synowie, którzy mogą je spełnić. Żadnej historii nie tworzy jedno pokolenie, więc musiało dojść do tego, że synowie przejęli wreszcie kulturowe i duchowe dziedzictwo, przedłużając chwałę rodu i umacniając imię ojca. Björn i Ivar mają inną matkę, ale czyny ojca łączą ich we wspólnym celu – zemsty na wspólnym wrogu. Zanim jednak do tego dojdzie, wyruszą na dwie oddzielne wyprawy, w tym jedną mającą na celu odkryć nieznany ląd – zamieszkiwaną przez muzułmanów Hiszpanię.

Advertisement

To, za co najczęściej krytykuje się tego typu produkcje, to niezgodność z prawdą historyczną. Pytanie: jaka jest ta jedyna słuszna prawda? Czy jeśli scenariusz więcej czerpałby z Wikipedii, to serial byłby lepszy? Wikingowie byli niepiśmienni, więc to, co wiemy o Ragnarze i jego synach, pochodzi albo z tendencyjnych relacji z krajów przez nich podbijanych albo z XII-wiecznej księgi duńskiego kronikarza Saxo Gramatyka, który w swojej pracy Gesta Danorum (Dzieje Duńczyków) wymieszał fakty, podania ludowe i legendy. Innym skandynawskim sagom również bliżej do opowiadań i powieści niż podręczników do nauki historii. Na legendę Ragnara miały wpływ życiorysy wielu nordyckich bohaterów, na przykład Rongvalda, który zaatakował Nortumbrię, a także Reginherus, który najechał Paryż.

Michael Hirst idzie tym samym tropem. Na bazie starych przekazów tworzy nowe postacie i wrzuca ich w wydarzenia, które rzeczywiście miały miejsce. Na przykład wiking imieniem Rollo brał udział w ataku na Paryż w 885 roku i nie mógł być bratem Ragnara, który oblegał tę twierdzę czterdzieści lat wcześniej. Autorów nie obchodzi, w którym roku była bitwa, nie obchodzi ich także, w którym roku konkretny wiking stracił życie. Tysiąc lat po tych wydarzeniach to jest naprawdę nieważne. Liczy się tylko to, jak tworzyła się historia – za pomocą bezlitosnych najazdów, krwawych bitew i czynów ludzi o wyjątkowo twardym charakterze.

Advertisement

Wielu widzom przeszkadza motyw wojowniczych księżniczek, ale on akurat wydaje się prawdopodobny – silnych i walecznych kobiet w kraju fiordów na pewno nie brakowało. Inaczej niż w krajach chrześcijańskich, gdzie kobiety miały ograniczone prawa.

Ciekawie zaprezentowano w tym sezonie motyw wiary. Ragnar w rozmowie z królem Egbertem zastanawia się nad istnieniem Boga. Angielski król stwierdza, że gdyby Boga nie było, to nic nie miałoby znaczenia ani wartości, nic nie byłoby prawdziwe. Z ust Ragnara padają z kolei następujące słowa: „Sam kuję swój los, kształtuję swe życie i śmierć”. Ten wielki wojownik chce umrzeć na własnych zasadach, dlatego sam oddaje się w ręce wroga. Zarówno Walhalla, jak i Niebo wydają się śmiesznymi, zupełnie nierealnymi miejscami. „To człowiek jest panem swojego losu”, mówi Ragnar, „Bogów stworzył człowiek, by dawali odpowiedzi, których ludzie boją się udzielić”.

Advertisement

Filmowcom udało się wykreować przekonującą scenografię. Wikińskie osady prezentują się doskonale, podobnie okręty – jest ich jeszcze więcej niż poprzednio, gdyż sukces wcześniejszych sezonów pozwolił na zwiększenie budżetu. Dobrą robotę wykonali też specjaliści od kostiumów – oczywiście żadnych hełmów z rogami tu nie zobaczymy. Ten nieprawdziwy wizerunek wikinga rozpowszechniły inscenizacje Wagnerowskich oper z XIX wieku, chociażby wystawiany w 1876 roku Pierścień Nibelungów, gdzie barbarzyńców i łotrów symbolicznie ukazywano w rogatych nakryciach głowy.

Badania archeologiczne już dawno podały w wątpliwość ten wizerunek normańskiego najeźdźcy. W serialu zadbano także o profesjonalną charakteryzację, w tym wymyślne fryzury. W końcu królem Norwegii został niejaki Harald Pięknowłosy i ponoć nie on jeden dbał o swoją fryzurę. Nie tylko kobiety robili z włosów warkocze. Obecnie panuje jakieś dziwne przekonanie, że wojownicy z dawnych epok byli niechlujni, nieuczesani i mieli brudne zęby.

Advertisement

Jest w tej serii jeden mocno dyskusyjny fragment – boska interwencja następująca w momencie kulminacyjnym. Po śmierci Ragnara jego dwaj synowie Ivar i Björn rozdzieleni są setkami mil, więc należało ich jakoś połączyć, by wspólnie dokonali zemsty. I co w takiej sytuacji robi Michael Hirst? Wprowadza postać Odyna, który wskazuje im drogę. Gdy jeszcze dodać mocno naciągany motyw odstawienia kalekiego Ivara do jego kraju, to już mamy naprawdę wielkie wątpliwości, czy scenarzysta potrafi jeszcze myśleć trzeźwo, czy może najwyższy czas oddać stery komuś innemu.

Spójrzmy jednak bardziej uważnie, jak ten mitologiczny aspekt wypada w zestawieniu z punktem zwrotnym serialu, czyli śmiercią Ragnara w dole z wężami. Po dłuższym zastanowieniu nabiera on głębszego znaczenia. Bo Ragnar utracił wiarę, odrzucił bogów, uznał, że Walhalla nie istnieje. Nie miał racji, więc jego niehonorowa śmierć jest bez sensu. Kąsające węże awansują do rangi symbolu – oznaczają ciężki grzech, który zamyka bramy do krainy wiecznego szczęścia. Synowie Ragnara swoją zemstą na chrześcijańskich przywódcach mają szansę odkupić winy ojca.

Advertisement

Poziom aktorstwa wciąż utrzymuje się dość wysoko. Na szczególne wyróżnienie zasługuje duński aktor Alex Høgh Andersen wcielający się w postać Ivara. Doskonale radzi sobie z nieobliczalnym charakterem swojej postaci. Jego wzrok jest przenikliwy i zabójczy. W jednej chwili potrafi strategicznie ocenić sytuację, w innej działa pod wpływem impulsu, na skutek gotujących się w nim emocji. Godny następca nie tyle Ragnara, co raczej Flokiego. À propos Flokiego, obawiałem się, że scenarzysta może zepsuć tę arcyciekawą postać. Nic bardziej mylnego. Aby wiele nie zdradzać, powiem tylko, że pod koniec serii ten wiking porównuje siebie do samotnego okrętu rzuconego przez wiatr na bezkresne morze.

Reasumując, poszczególne sezony w trakcie oglądania potrafią zirytować, ale całość Wikingów to i tak jedna z najciekawszych pozycji we współczesnej telewizji. I to jeszcze nie koniec emocji… Już ostatnie sceny sezonu sugerują, czego możemy się wkrótce spodziewać. Znany z Dynastii Tudorów (też według scenariusza Michaela Hirsta) Jonathan Rhys Meyers w roli biskupa z mieczem zapowiada nowy rozdział tej pasjonującej opowieści.

Advertisement

Z wykształcenia inżynier po Politechnice Lubelskiej. Założyciel bloga Panorama Kina (panorama-kina.blogspot.com), gdzie stara się popularyzować stare, zapomniane kino. Miłośnik czarnych kryminałów, westernów, dramatów historycznych i samurajskich, gotyckich horrorów oraz włoskiego i francuskiego kina gatunkowego. Od 2016 „poławiacz filmowych pereł” dla film.org.pl. Współpracuje z ekipą TBTS (theblogthatscreamed.pl) i Savage Sinema (savagesinema.pl). Dawniej pisał dla magazynów internetowych Magivanga (magivanga.com) i Kinomisja (pulpzine.pl). Współtworzył fundamenty pod Westernową Bazę Danych (westerny.herokuapp.com). Współautor książek: „1000 filmów, które tworzą historię kina” (2020), „Europejskie kino gatunków” - tom 4 i 5 (2023-2025) oraz „100 najlepszych westernów wszech czasów” (2026).

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *