News
Niedoceniane filmy SCIENCE FICTION z lat 2010 – przyszłe klasyki?
Odkryj niedoceniane skarby science fiction z lat 2010. – od apokalipsy zombie po psychodeliczne podróże.
/Film pokusił się o mini zestawienie filmów science fiction z lat 2010, które w ich ocenie są mocno niedocenione, a mają wręcz szansę stać się klasykami gatunku. Obok oczywistych wysokobudżetowych hitów typu Interstellar czy Incepcja Christophera Nolana oraz trylogii Planety małp, istnieje bowiem wiele mniejszych produkcji zasługujących na uwagę. Te zapomniane filmy oferują pełne spektrum gatunku – od zmuszających do myślenia dramatów po psychodeliczne horrory. Co ciekawe, o znakomitej większości z nich pisaliśmy na naszych łamach.
Wszechstronna dziewczyna (2016) Colma McCarthy’ego, oparty na powieści Mike’a Careya, przedstawia oryginalną wizję apokalipsy zombie – pasożytniczy grzyb (brzmi znajomo?) zamienił ludzkość w hungries, ale naukowcy próbują opracować lekarstwo, wykorzystując zarażone dzieci bez zewnętrznych objawów. Jarek Kowal pisał u nas u nim tak: Wszechstronna dziewczyna to przede wszystkim niewykorzystany potencjał, ale nawet w takiej formie jest jedną z najoryginalniejszych historii o zombie, jakie w ostatnich latach powstały. Film wyróżnia się świeżym podejściem do przesyconego gatunku i zaskakującym zakończeniem.

Szkolna jatka (2011) Josepha Kahna to pozornie młodzieżowa podróbka Krzyku, która zamienia się w postmodernistyczną komedię z podróżami w czasie, latającymi spodkami i zamianą ciał. Ta hiperaktywna kapsuła czasu uchwyciła koniec ery MTV w super-chaotycznej formie.
Z kolei The Vast of Night – Bezmiar nocy (2019) stanowi tonalne przeciwieństwo – powolną, atmosferyczną opowieść o nastolatkach z lat 50. badających tajemnicze dźwięki kosmiczne, które mogą oznaczać początek inwazji obcych, o którym Krzysztof Walecki pisał u nas tak: Z głębi nocy przychodzi mały, wielki film science fiction. Ta niezależna perełka znakomicie wykorzystała każdego dolara z mikroskopijnego budżetu, którym dysponowała.

Lekarstwo na życie (2016) Gore’a Verbinskiego to surrealistyczna mieszanka greckiego mitu i Frankensteina, śledząca losy maklera próbującego wydostać się z upiornego ośrodka w Alpach. Krzysiek pisał o nim znacznie mniej optymistycznie: Nie wyszedł Gore Verbinskiemu powrót do kina grozy, bo zamiast powoływać się na Kubricka, w głębi duszy woli histerię i kiczowatość starych włoskich horrorów. A jedno gryzie się z drugim.
Za czarną tęczą (2010) Panosa Cosmatosa (o którym Jakub Piwoński pisał tak: Film przez cały bowiem seans pozostaje dla widza niepokojącą tajemnicą) z kolei oferuje psychodeliczną podróż dorównującą finałowi 2001: Odysei kosmicznej, opowiadając o kobiecie z mocami parapsychicznymi walczącej o wolność. Oba filmy stawiają na klimat i wizualne szaleństwo.

