search
REKLAMA
Zestawienie

Współczesne filmy science fiction, które ZACHWYCIŁY Rogera Eberta, wybitnego krytyka

W tym zestawieniu zebrałem 10 filmów science fiction, którym Roger Ebert przyznał cztery gwiazdki – maksymalną ocenę w jego prywatnej skali.

Janek Brzozowski

17 maja 2022

REKLAMA

Mało kto mógł się równać z Rogerem Ebertem w sztuce pisania o filmie. Był pierwszym – i jak na razie jedynym – krytykiem, który otrzymał prestiżową nagrodę Pulitzera w dziedzinie literatury. Reżyserom zależało na tym, aby poznać jego opinię – wiele znaczyła w środowisku filmowym. Środowisku, w którym Ebert czuł się zawsze jak ryba w wodzie, regularnie odwiedzając festiwale (przede wszystkim ukochane Cannes) i utrzymując towarzyskie relacje z artystami (np. Martinem Scorsese i Wernerem Herzogiem) – nie powstrzymywało go to jednak od pisania o filmach znajomych w krytycznym świetle, czego dowodem może być chociażby recenzja Koloru pieniędzy. Wierność własnym odczuciom stawiał zawsze na pierwszym miejscu. Pomimo wielu lukratywnych znajomości nie był elitarystą. Zależało mu na popularyzowaniu dobrego kina wśród ludzi, którzy na co dzień nie mieli z dziesiątą muzą zbyt wiele wspólnego. Z tej idei zrodził się program At The Movies, w którym razem z Gene’em Siskelem, utalentowanym krytykiem z „The Chicago Tribune”, w przystępny, atrakcyjny dla widza sposób omawiał najważniejsze premiery danego tygodnia, na koniec każdego z odcinków wystawiając filmom symboliczną ocenę w postaci kciuka skierowanego w górę lub w dół. Ebert zmarł na raka jamy ustnej w 2013 roku, na krótko przed śmiercią udało mu się jednak zrealizować jeszcze jeden niezwykły projekt – przeniósł wszystkie swoje recenzje do internetu. Dzięki temu możemy cieszyć się nimi dzisiaj za darmo, z każdego zakątka na świecie. Wystarczy, że odwiedzimy stronę rogerebert.com.

W tym zestawieniu zebrałem 10 filmów science fiction, którym Roger Ebert przyznał cztery gwiazdki – maksymalną ocenę w jego prywatnej skali. Wszystkie omawiane produkcje pochodzą z XXI wieku, stąd umowne określenie „współczesne” w tytule. Aby dokonać jakiejś systematyzacji, ułatwiającej poruszanie się między tytułami, postanowiłem ułożyć je w kolejności chronologicznej (decydowała data publikacji recenzji Eberta). Końcową cezurę stanowi 2012 rok.

Znaki

Zaczynamy w dość zaskakujący sposób, bo od dzieła M. Nighta Shyamalana – mariażu horroru i science fiction. Znaki spotkały się raczej z mieszaną, żeby nie napisać negatywną recepcją – osobiście uważam, że słusznie. Ebert należał jednak do tej węższej grupy amerykańskich krytyków, którym film autora Szóstego zmysłu przypadł do gustu. Swoją sympatię argumentował w następujący sposób: „Znaki M. Nighta Shyamalana są dziełem urodzonego filmowca, potrafiącego wywołać uczucie trwogi z niczego. Kiedy dobiega ono końca, nie myślimy o tym, jak niewiele zostało wytłumaczone, ale raczej jak wiele zostało przeżyte. Znaki są filmem, którego fabuła jest sekcją rytmiczną, a nie czystą melodią. Filmem, który pozostaje wolny od schematycznych wyjaśnień i wymuszonego climaxu, opowiadającym o strachu ukrytym w wietrze, drzewach, szczekaniu psa, niechęci dziewczynki do picia wody. Ukrytym w znakach”.

Sky Kapitan i świat jutra

O przygodowym, nakręconym w całości przy użyciu green screena filmie z Judem Law, Gwyneth Paltrow i Angeliną Jolie mało kto dziś pamięta. Z pewnością pamiętałby o nim jednak Roger Ebert, który swego czasu zachwycił się dziełem Kerry’ego Corrana, doszukując się w nim duchowej kontynuacji komiksów Toma Corbetta o przygodach Space Cadeta. W recenzji pisanej na krótko po premierze porównał seans Sky Kapitana i świata jutra (co za idiotyczne tłumaczenie) do swojego pierwszego kinowego spotkania z Poszukiwaczami zaginionej Arki Stevena Spielberga, stwierdzając nader optymistycznie: „Wydaje się, że to film, który przedostał się z ludzkiej wyobraźni prosto na ekran, całkowicie pomijając czającą się gdzieś po drodze rzeczywistość”.

Ludzkie dzieci

Postapokaliptyczne science fiction Alfonso Cuaróna to, w przeciwieństwie chociażby do Znaków, film powszechnie uznawany za dzieło udane i wyjątkowe. W tym wypadku recenzja Eberta wpisywała się więc w szerszą tendencję, nie próbowała zawracać kijem rzeki. Podsumowując swoje przemyślenia na temat Ludzkich dzieci, krytyk pisał: „Cuarón dotrzymuje obietnicy futurystycznej fikcji; bohaterowie nie noszą tu dziwnych kostiumów, nie odwiedzają księżyca, miasta nie wyglądają jak plastikowe halucynacje, ale dokładnie tak jak dzisiaj, tyle tylko, że są nieco bardziej sfatygowane i zapyziałe. Świat nie kończy się tutaj spektakularnym wybuchem, ale cichym jękiem, a film służy jako ostrzeżenie. Jedyną rzeczą, której powinniśmy się bać, jest przeszłość. Nasza przeszłość. I my sami”.

Zapowiedź

Zapowiedź jest jednym z najlepszych filmów science fiction, jakie kiedykolwiek widziałem – przerażającym, pełnym suspensu, inteligentnym, a także, kiedy potrzeba, całkiem odlotowym”. Roger Ebert nie kryje się ze swoimi pozytywnymi odczuciami, już w pierwszym zdaniu recenzji zdradzając, jak wielkie wrażenie zrobił na nim film Alexa Proyasa. Na mnie zrobił zdecydowanie mniejsze, choć uczciwie przyznam, że do dziś wspominam niesamowitą, znakomicie zrealizowaną scenę katastrofy lotniczej. Główny bohater, a w ślad za nim widz, zostaje wówczas (dosłownie i metaforycznie) znokautowany – trudno się na coś takiego przygotować, nawet jeżeli odpowiednio wcześnie otrzymało się tytułową zapowiedź.

Avatar

Pamiętam, jakim wydarzeniem była dla mnie premiera Avatara w 2009 roku. Miałem wówczas 10 lat. Pierwszy raz na film Jamesa Camerona poszedłem z rodzicami. Później widziałem go jeszcze kilkukrotnie, w związku z modnym wówczas zwyczajem organizowania urodzin w multipleksach lub restauracjach fast food. Każdy seans był dla mnie ogromną satysfakcją, zwłaszcza wizualną. Do jednego seansu Avatara nie ograniczył się również Roger Ebert, choć w momencie premiery miał zdecydowanie więcej niż 10 lat i nie był zobligowany do oglądania filmu Camerona zaproszeniami na urodziny kolegów. Amerykański krytyk pisał o nim w następujący sposób: „Avatar nie jest tylko wspaniałą rozrywką, choć oczywiście nią również jest. To technologiczny przełom. Z jawnym, prośrodowiskowym i antywojennym przesłaniem. Jego przeznaczeniem jest stworzyć wokół siebie kult. Zawiera mnóstwo wizualnych detali, które wynagradzają kilkukrotny seans. Tworzy nowy język, Na’vi, podobnie jak robił to Władca Pierścieni, choć nie wydaje mi się, że zawładną nim kiedykolwiek ludzie, nawet ci nastoletni. Kreuje nowe gwiazdy filmowe. To Wydarzenie, jeden z tych filmów, które musisz zobaczyć, jeżeli nie chcesz wypaść z obiegu”. Pozostaje tylko żałować, że nigdy nie dowiemy się, co miałby do powiedzenia (lub napisania) Ebert na temat kolejnej odsłony Avatara.

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Licencjat poświęcił "Pogardzie" Godarda, "Nocy amerykańskiej" Truffaut oraz skomplikowanej relacji, łączącej obu twórców. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA