Artykuł

MULHOLLAND DRIVE. Próba interpretacji

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Autorami tekstu są Karolina Chymkowska i ShOOmir.

UWAGA

PO PIERWSZE : Poniższa interpretacja jest tylko i wyłącznie naszą opinią na temat filmu Lyncha. Nikt nie musi się z nami zgadzać, ale fajnie, jakby się okazało, że jest to interpretacja prawidłowa.
PO DRUGIE : Cały tekst jest jakby wielkim spojlerem, czyli zdradza całą fabułę i wszystkie rozstrzygnięcia.

Po raz kolejny (po Zagubionej autostradzie) David Lynch stworzył film, który operuje płaszczyzną jawy i snu, miesza wątki rzeczywiste i realne wspomnienia z projekcją uczuć, wyobrażeń i myśli. Posługuje się symbolami i archetypami, odwołując się do podświadomości widza, który wychodzi z kina i patrzy na otaczający go świat z uczuciem zdziwienia, tak jakby przez te dwie i pół godziny w sali kinowej zaszła w nim jakaś znacząca przemiana. W porównaniu z Zagubioną autostradą historia o wydarzeniach na Mulholland Drive jest kameralna, kompletna i chociaż nie linearnie, to jednak uporządkowana. Ma swoją staranną zewnętrzną konstrukcję i jest ułożona wedle wszelkich praw logiki, chociaż – uwaga! – logiki snu.

Zacznijmy od obserwacji wydarzeń z lotu ptaka, zwracając uwagę na powracające symbole.

Jeszcze przed napisami początkowymi obserwujemy grupę tańczących ludzi – muszą być to lata sześćdziesiąte, szaleństwo rock and rolla i swingu. Cienie tych ludzi zdają się żyć własnym życiem; chociaż niby wiernie oddają ruchy tancerzy, to jakby z lekkim drażniącym opóźnieniem, co wprowadza element dysharmonii i zdenerwowania.
Potem krystalizuje się blady, rozświetlony obraz młodej pięknej dziewczyny. Dziewczyna z ufnością i nadzieją patrzy w jakiś odległy, dla nas niedostrzegalny punkt. Niemal chciałoby się usłyszeć w tle jakąś tryumfującą, podniosłą muzykę, tak bardzo ta scena przepełniona jest poczuciem zwycięstwa. Dziewczynie towarzyszy para starszych ludzi, równie jak ona przejętych. Następnie widzimy ujęcie na poduszkę, kamera krąży nad łóżkiem, na zmianę tracąc i regulując ostrość. Zaczyna się film…

WYPADEK NA MULHOLLAND DRIVE – ROZMOWA W BARZE – PRZYJAZD BETTY.

Młoda, ciemnowłosa, starannie umalowana dziewczyna w stroju wieczorowym jedzie elegancką limuzyną. Limuzyna zatrzymuje się na poboczu. Nie taki był jednak cel podróży; dziewczyna, zaniepokojona, protestuje. Kierowca mierzy do niej z pistoletu i każe jej wysiadać. W tym momencie w limuzynę uderza samochód pełen rozbawionych młodych ludzi.

Dziewczynie udaje się wyjść cało z wypadku. Słaniając się na nogach, idzie przed siebie, schodząc w dół na Sunset Blv. Zasypia w krzakach. Jest wyraźnie zdenerwowana, zdezorientowana i zagubiona. Budzą ją głosy. Starsza zadbana kobieta o pysznych rudych włosach dyryguje szoferem znoszącym bagaże do samochodu. Korzystając z chwili nieuwagi właścicielki, dziewczyna wślizguje się do domu, gdzie kuli się na podłodze po stołem.

Dwaj mężczyźni rozmawiają w barze. Jeden jest młodszy, przejęty i nerwowy, drugi starszy i trzymający trochę dystans. Młodszy opowiada mu o swoim śnie, w którym obaj się znajdują – miejsce jest to samo, bar Winkiego, a atmosfera jest przepełniona irracjonalnym, niesamowitym strachem. „Nagle” opowiada chłopak „zdaję sobie sprawę, co jest przyczyną tego strachu”. Na zapleczu baru jest jakiś mężczyzna. Ma straszną twarz – twarz taką, że chciałoby się już nigdy więcej nie oglądać. Ale przecież to tylko sen – wystarczy pójść na zaplecze i przekonać się na własne oczy, że niczego tam nie ma. Tak też robią. Jednak rzeczywiście zza węgła wyłania się obszarpany człowiek o strasznej twarzy, ni to indiańskiego szamana, ni to demona…ten, który to wyśnił, krzyczy i mdleje.

Kadr z filmu "Mulholland Drive"

Lotnisko. Słodka blondynka, z gatunku takich, co to zawsze zostają gwiazdami szkoły i umawiają się z kapitanem drużyny futbolowej, żegna się na lotnisku z towarzyszami podróży – parą miłych staruszków. Życzą jej szczęście w tym mieście snów, żeby jej marzenie o byciu gwiazdą – a przynajmniej dobrą aktorką – się spełniło. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zjawia się taksówkarz, zanosi jej bagaże do samochodu, po prostu – wielki świat!

My zaś widzimy parę staruszków w taksówce. Śmieją się do rozpuku, wyglądają jak ludzie, którym się udał świetny kawał. Śmieją się…ale z kogo? Z Betty – tak ma na imię jasnowłosa dziewczyna – czy może… z nas?

Kadr z filmu "Mulholland Drive"

Z rozmowy Betty z konsjerżką – wymalowaną podstarzałą ekscentryczką – dowiadujemy się, że przyjechała zająć apartament ciotki, gwiazdy filmowej, która wyjechała. Betty podniecona jak dziecko biega po domu, aż dociera do łazienki i staje jak wryta – cudze ubrania rozrzucone na podłodze, a w kabinie prysznicowej naga, obca kobieta! Betty popada w straszną konfuzję. Przeprasza, ciotka nie uprzedzała, że ktoś tu będzie… ale dziwny gość pod prysznicem jest mało komunikatywny. Mamrocze tylko, że zdarzył się wypadek… nad lustrem widzimy plakat z Gildy z uśmiechniętą Ritą Hayworth.

Jednocześnie tajemnicze typy wciąż szukają „tej dziewczyny”. Pojawia się nasz dobry znajomy – szara eminencja z pokoju z zasłonami, znana nam z Twin Peaks. Telefony dzwonią – jeden z nich odbiera masywny mężczyzna o byczym karku, ujęty tylko od tyłu. Ta scena kojarzy się niemal jednoznacznie z Quentinem Tarantino, Pulp Fiction i Marcellusem Wallace’em. Ujęcie jest niemal identyczne. W końcu telefon dzwoni w pokoju, gdzie pali się lampa z czerwonym abażurem. Ale nikt go nie odbiera.

Ostatnio dodane