search
REKLAMA
Seriale TV

NA POBOCZU. Prosta historia o kłamliwych politykach z HUGH LAURIEM w roli głównej

Marcin Kempisty

2 grudnia 2020

REKLAMA

Polityka jest niewdzięcznym tworzywem dla artystów. Zdecydowana większość widzów ma wyrobione zdanie na te tematy, śledzi kolejne wydarzenia, a przede wszystkim nie przepada za “aktorami” wdzięczącymi się przed potencjalnymi wyborcami. Trudno zatem wymyślić fabułę, która nie byłaby nudnym i odtwórczym odbiciem rzeczywistości, za to prezentowałaby zaskakujące wnioski.

Nie inaczej dzieje się w przypadku serialu Na poboczu zrealizowanego dla BBC, którego cztery odcinki można oglądać na platformie HBO GO. Prosta historia napisana przez scenarzystę Davida Hare’a (twórcę także Collateral) nie zmieni postrzegania polityki wśród widzów, nie odkryje nieznanych informacji na temat osób sprawujących władzę, nie wytyczy również nowych szlaków w sposobie przedstawiania polityków i ich działalności.

Wydaje się, że do tej pory wykształciły się dwie dominujące narracje na temat rządzących. Pierwsza związana jest ze zdystansowanym, pozornie obiektywnym ukazywaniem ich postępowania. W końcu artystom oficjalnie nie wypada umiejscowić siebie po konkretnej stronie ideologicznej barykady, dlatego też często ukrywają się, na przykład za formą dokumentu, by udowodnić, że wybór konkretnej opcji politycznej znacznie bardziej przysłuży się danemu państwu. Do sztandarowych przykładów tego rodzaju kina należy Primary z 1960 roku, w którym Richard Leacock i Albert Maysles uwiecznili starcie Johna F. Kennedy’ego z Hubertem Humphreyem o nominację w stanie Wisconsin na kandydata Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich. Autorzy nie wyrazili wprost prywatnych preferencji, ale wystarczyło umiejętne zmontowanie spotkań polityków z wyborcami, by od razu dało się wyczuć, który z rywali jest milej widziany przez reżyserów w Białym Domu. Podobne zabiegi, choć chyba bardziej jednoznaczne w swej wymowie, zostały wykorzystane przez Rachel Lears w Podbić kongres, gdzie sympatia autorki wyraźnie stała po stronie Alexandrii Ocasio-Cortez.

Na poboczu

Drugi sposób przedstawiania polityków został wypracowany przez Williama Szekspira i do dnia dzisiejszego nie znalazł lepszego ekwiwalentu. Chodzi o prezentowanie władców jako ludzi owładniętych manią wielkości, potrzebą sprawowania kontroli nad poddanymi, gotowych na wszystko, byle tylko zasiąść na tronie, nawet za cenę morderstw, zdrad, kłamstw i gwałtów. Bywa, że owa konwencja skręca w stronę komedii, czego najlepszym przykładem jest serial Veep, przeważnie jednak obiera realistyczny zwrot, co widać we wszelkich wariacjach na temat Makbeta, ale często przybiera także groteskową formę, o czym doskonale wiedzą widzowie House of Cards.

David Hare w Na poboczu wybrał opcję numer dwa, przy czym chciał ją zrealizować w sposób możliwie jak najbardziej zbliżony do tego, co codziennie można oglądać na ekranach telewizorów. Na bohatera wybrał fikcyjną postać Petera Laurence’a (Hugh Laurie), popularnego członka brytyjskiej Partii Konserwatywnej, którego można potraktować jako żywe uosobienie obaw znacznej części ekspertów dotyczących wzrostu nastrojów populistycznych wśród wyborców. Peter jest bowiem pewny siebie, nie trzyma języka za zębami, potrafi zganić współpracowników z rządu, często humorystycznie wypowiada się dla mediów, a nade wszystko uwielbia dzielić się dość prostymi receptami na temat sposobu uzdrowienia struktur państwowych. I na nic rzucane wobec niego oskarżenia o lobbowanie za prywatyzacją ochrony zdrowia – już na początku serialu widzowie dowiadują się, że polityk zostaje uniewinniony, a atakująca go gazeta dostaje do zapłaty odszkodowanie o ogromnej wysokości. Autorka obwiniającego artykułu nie odpuszcza mężczyźnie, ale w walce o odzyskanie dobrego imienia musi pokonać upartych przełożonych, sceptycyzm otoczenia, a także wyniszczający ją alkoholizm. Tymczasem Laurence dostaje posadę ministra sprawiedliwości, wyczuwa szansę na uzyskanie teki premiera, do tej pory znajdującej się w rękach słabnącej Dawn Ellison (Helen McCrory), ale przy okazji musi ustabilizować życie prywatne. Jedna z córek uciekła na daleką północ, druga zostaje przyłapana na zażywaniu narkotyków, żona powoli się od niego odsuwa, kochanka ma coraz większe wymagania, a na domiar złego bohater dowiaduje się, że być może w przeszłości spłodził jeszcze jedno dziecko.

Niestety, jeżeli ktokolwiek poszukiwałby przykładu obrzydliwie poprawnej i nudnej produkcji ze stajni BBC, to Na poboczu byłoby najlepszym do tego tytułem. Scenarzyści w żaden sposób nie próbują zaskoczyć widza, pisząc do bólu przewidywalną historyjkę o kłamcach u sterów władzy. Kolejne odcinki składają się z dobrze znanych schematów, czyli odbiorcy oglądają zdrady i zmiany sojuszy, słuchają bzdur sprzedawanych w mediach, obserwują, jak grzechy uchodzą niektórym na sucho, bo przecież polityka to bagno, w którym przetrwają tylko najobrzydliwsze egzemplarze. Jednym słowem: nic, o czym by człowiek nie wiedział. 

Na poboczu

Wielkie tajemnice okazują się kapiszonami, wydawane sądy na temat polityki stają się zbiorem banalnych frazesów, narracja wlecze się niemiłosiernie, a na dodatek aktorzy grają totalnie od niechcenia. Hugh Laurie na pewno tęskni za House’em, albo chociaż Veepem, ponieważ to kolejna produkcja, po “niezapomnianym” Avenue 5, w której musi występować bez dobrego scenariusza. Helen McCrory miała być chyba wariacją na temat Margaret Thatcher tracącą wpływy w swojej partii, a stała się raczej nieudolną polityczką z jedną miną sprzedawaną przy każdej okazji. A co do Iaina De Caesteckera, prawej ręki Laurence’a, to naprawdę lepiej przełączyć kanał i pooglądać fenomenalnego Artura Barcisia, który gra podobną rolę, tylko kilka razy lepiej. 

Wydaje się, że Na poboczu to serial o świecie, w którym prawda przestała być pożądaną walutą, nawet dla czwartej władzy – prasy. To także opowieść o dominacji postpolityki, czyli powstaniu takiej sytuacji, w której nie liczą się kompetencje rządzących, lecz zdobywana nieczystymi zagraniami popularność wśród wyborców. Oznacza to, że o podobnych historiach można spokojnie poczytać w codziennych gazetach i nie trzeba brać się za produkcję będącą jedynie lustrem dla dobrze znanej rzeczywistości.

Marcin Kempisty

Marcin Kempisty

Serialoholik poszukujący prawdy w kulturze. Ceni odwagę, bezkompromisowość, ale także otwartość na poglądy innych ludzi. Gdyby nie filmy Michelangelo Antonioniego, nie byłoby go tutaj.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA