search
REKLAMA
Recenzje

MATKA. Familijny thriller od twórcy PARASITE

Szymon Skowroński

20 września 2019

REKLAMA

Joon-ho Bong to obecnie najgorętsze nazwisko w świecie filmu. Choć światowa widownia już wcześniej miała okazję poznać jego eklektyczne, oryginalne i nowatorskie dzieła – filmy Okja i Snowpiercer: Arka przyszłości – to nie da się ukryć, że reżyser „zniknął” tam wśród gwiazdorskich obsad. Kinomani oraz miłośnicy kina azjatyckiego z pewnością zapoznali się już z fenomenalnym kryminałem Zagadka zbrodni oraz wielogatunkową substancją, jaką jest The Host – Potwór. Przy okazji premiery szeroko opisywanego (i chwalonego) Parasite warto przyjrzeć się jednemu z mniej znanych dzieł Koreańczyka – Matce.

Film otwiera szerokie ujęcie pola zbożowego, na którym widzimy drobną sylwetkę kobiety. Ta zbliża się do kamery – widzimy teraz, że jest starsza, filigranowa – i zaczyna tańczyć w rytm niediegetycznej muzyki. Pojawiają się napisy początkowe, a widz pozostaje z pytaniem: dlaczego właśnie tak? Potem przechodzimy do głównej historii. Jej bohaterami są wspomniana kobieta i jej syn – dorosły mężczyzna o intelekcie dziecka. Oboje żyją skromnie i ubogo, a matka stara się zastępować synowi wszystkie relacje, jakie powinien mieć mężczyzna. Nie podoba jej się fakt, że syn przebywa w towarzystwie swojego rówieśnika, z którym bez przerwy pakują się w tarapaty. Oczami matki widzimy, jak jej syn zostaje potrącony przez samochód. Jej reakcja jest natychmiastowa – nie ma wątpliwości co do tego, że jej ciało zareagowało szybciej niż umysł. W ułamku sekundy podnosi poturbowanego syna z ulicy i panikuje, widząc krew. Okazuje się, że syn jest cały i zdrowy, może lekko obolały, a krew… krew należy do niej. Ten wypadek stanowi punkt zapalny historii. Opóźniony syn i jego kolega szukają sprawców stłuczki – okazują się być nimi bogaci biznesmeni. Młodzi, rozgniewani chłopcy wymierzają im zemstę na polu golfowym. Wszyscy trafiają na policję, która doprowadza do polubownego załatwienia sprawy – każda ze stron konfliktu wychodzi z komisariatu bez oskarżeń. Tej samej nocy chłopcy idą „w miasto”, a nad ranem syn tytułowej bohaterki zostaje oskarżony o morderstwo młodej dziewczyny. Wiemy, że ją śledził, ale nie widzieliśmy momentu zbrodni. Chcąc nie chcąc, wierzymy w jego niewinność – tak samo jak jego rodzicielka. Mając świadomość, że policja nie kiwnie palcem, by przeprowadzić rzetelne śledztwo, bohaterka sama je rozpoczyna. Chce udowodnić niewinność swojego dziecka. Im bardziej zagłębia się w sprawę, tym więcej ma wątpliwości co do stanu rzeczy. A widz coraz więcej wątpliwości ma co do opieki, którą kobieta roztacza nad synem.

W tej historii, wielowątkowej, ale jednocześnie zwięzłej i spójnej, reżyser porusza wiele problemów. Pod płaszczykiem kryminału przemyca krytykę struktur społecznych, klasowości, służb mundurowych i relacji rodzinnych. Przede wszystkim jednak zagłębia się w tkankę najmniejszej jednostki społecznej – rodziny. Inaczej niż w Parasite czy The Host – Potworze, tutaj widzimy rodzinę niepełną: jej głową jest tytułowa Matka. Przejmuje ona wszystkie – typowe i nietypowe – role, których wymaga od niej sytuacja. Zarabia na życie, prowadzi dom i interes, opiekuje się synem, zastępuje mu bliskość kobiet. Po pewnym czasie staje się oczywiste, że jej opieka przekracza pewne granice. Pięknie ukazuje to ujęcie, w którym matka podaje synowi miskę z zupą, gdy ten akurat oddaje mocz pod ścianą. Płyn podany mu przez matkę wydaje się go przepełniać, a rodzicielska miłość wylewa się do kałuży pod brudną ścianą budynku. Relacja tych postaci jest skomplikowana, a Bong w typowy dla siebie sposób manipuluje oczekiwaniami i emocjami widza. Niczym szachowy mistrz potrafi jednym ruchem zmienić sytuację na planszy. Dochodzi do tego bariera kulturowa. Matka to najmniej przyjemny z seansów Bonga. Choć w kilku scenach absurdalnie śmieszny, to w większości ciężki i odrażający.

Oryginalny koreański tytuł Madeo brzmi jak dwa angielskie słowa: murder („morderstwo”) i mother („matka”). Brzmienie tytułu nie tylko oddaje więc główne wątki historii, ale zdradza także ambicje i zamiary reżysera, który stawia na dwuznaczność, nieoczywistość. W filmach Bonga przeciwstawne wartości – motywy, filmowe gatunki, cechy postaci, punkty kulminacyjne – obierają na siebie kolizyjne kursy, prowadząc do wspaniałych narracyjnych Wielkich Wybuchów, dających początek całkowicie nowej jakości. Dzięki temu, oglądając jeden film, poznajemy tak naprawdę kilka opowieści, z których każda wybrzmiewa z równą siłą. Matka to z jednej stromy pochwała matczynej miłości, a z drugiej – gorzka nagana nadopiekuńczości. Krytyka klasowego społeczeństwa i jednocześnie afirmacja najmniejszych jego jednostek. Wreszcie – kryminał z ciężarem psychologicznego dramatu, na którym kilka razy przyjdzie się szczerze zaśmiać. Ostatnie sceny filmu wyjaśniają początkowy taniec głównej bohaterki, a jednocześnie stawiają nowe pytania, na które trzeba odpowiedzieć sobie samemu.

Avatar

Szymon Skowroński

REKLAMA