Plebiscyt
Filmy, które TRZEBA obejrzeć przed śmiercią. Ranking czytelników
Filmy, które TRZEBA obejrzeć przed śmiercią to zbiór niezapomnianych dzieł, które poruszają serca i umysły kinomanów. Warto je poznać!
Filmy, które trzeba obejrzeć przed śmiercią. Dzieła, które na stałe zapisały się nie tylko kartach kinematografii, ale przede wszystkim w sercach fanów kina. Niektóre ze względu na to, że są uznawane za wybitne, niektóre ze względu na swoją nowatorskość, inne dlatego, że okazały się być kultowe, a jeszcze inne ze względu na sentyment czy wzruszenie, które wywołują; a to tylko kilka z wielu potencjalnych powodów dlaczego tak ważne jest, by je zobaczyć. Poniżej znajdziecie listę tytułów, które Waszym zdaniem każdy koniecznie powinien zdążyć obejrzeć przed śmiercią. To te produkcje otrzymały najwięcej głosów.
39. Taksówkarz [ex aequo]
1976, reż. Martin Scorsese
Można powiedzieć, że film opowiada o Nowym Jorku, uważam jednak, że Taksówkarz przede wszystkim opowiada o tym, do czego może doprowadzić alienacja jednostki w wielkim mieście. Przedstawiony fragment życia mężczyzny określa istotny społecznie problem samotności, który choć bardzo popularny we współczesnym, wirtualnym świecie, towarzyszył ludziom zawsze i na każdej rozpiętości geograficznej. [Joshua Wojciechowski, fragment artykułu]
39. Pasja [ex aequo]
2004, reż. Mel Gibson
Pasja utwierdziła mnie w przekonaniu, że Mel Gibson jest prawdziwym katolikiem, a jego manifestowanie religijności i pobożności nie jest czymś na pokaz. Jego wizja tego filmu jest bardzo dokładna i wierna biblijnemu opisowi, a interpretacja niezwykle szeroka. Tylko ktoś szczerze wierzący mógł się zaangażować tak w tworzenie dzieła o Bogu i swoim wyznaniu. [Karina Kalemba, fragment artykułu]
39. Titanic [ex aequo]
1997, reż. James Cameron
Oryginalny scenariusz autorstwa Jamesa Camerona powstały na podstawie historycznego zdarzenia – zatonięcia brytyjskiego transatlantyku RMS Titanic w wyniku zderzenia z górą lodową w 1912 roku. Na pokładzie luksusowego statku romans nawiązują wywodząca się z bogatego domu Rose DeWitt Bukater (Kate Winslet) i ubogi sierota Jack Dawson (Leonardo DiCaprio). Chyba jedyny film, w historii kina, na którym im jestem starsza, tym bardziej się wzruszam.
Kultowy, przejmujący, niezapomniany. Zdobył jedenaście Oscarów, w tym jako najlepszy film. Z zarobkami w postaci 2.195 bilionów USD, jest trzecim najbardziej kasowym filmem w historii kina, jednocześnie będąc pierwszym, który przekroczył 1 miliard USD przychodów. Jeśli to nie jest wystarczającym argumentem na to, że to jedno z tych dzieł, które koniecznie trzeba obejrzeć, dodam jeszcze, że według rankingu czytelników jest to najlepszy film o miłości wszech czasów. [Paulina Zdebik]
39. Lśnienie [ex aequo]
1980, reż. Stanley Kubrick
Mrożąca krew w żyłach historia o rodzinie Torrance’ów, którą tworzą: Jack (Jack Nicholson) – ojciec, pisarz i trzeźwiejący alkoholik, Wendy (Shelley Duvall) – oddana żona i matka oraz ich kilkuletni syn Danny (Danny Lloyd). Gdy mężczyzna otrzymuje pracę jako stróż opustoszałego na zimę hotelu Panorama, wszyscy troje wprowadzają się tam, nie spodziewając się koszmaru, który czeka na nich na miejscu. Absolutna klasyka gatunku, jeden z najbardziej kultowych nie tylko horrorów, ale i filmów w ogóle.
Cytaty, sceny i motywy ze Lśnienia stanowią inspirację dla wielu twórców, nieustannie przewijają się w popkulturze i są rozpoznawalne nawet wśród tych, którzy Lśnienia jakimś cudem nie widzieli. [Paulina Zdebik, fragment zestawienia]
35. Król Lew [ex aequo]
1994, reż. Rob Minkoff, Roger Allers
Król Lew – prawdopodobnie najlepsza animacja ze stajni Disneya (miejsce 35. w TOP 250 IMDb – żadna animacja nie stoi wyżej) i jedna z najlepszych, jakie w ogóle powstały, bez podziału na wytwórnie. (…) 1. miejsce w plebiscycie FILM.ORG.PL na najlepsze animacje Disneya. Do tego dwa Oscary – dla Eltona Johna za piosenkę Can You Feel the Love Tonight oraz dla Hansa Zimmera za najlepszą muzykę, a także blisko miliard zielonych zarobiony w kinach.
O przeogromnym wpływie na widzów (na samo wspomnienie wiadomej sceny śmierci, dzisiejsi 30-40-latkowie beczą jak 6-latki), może świadczyć fakt, że cieszący się raczej słabą prasą (…) remake Króla lwa (reż. Jon Favreau), z superrealistycznymi zwierzętami, za to pozbawiony uroku oryginału, jadąc na potędze sentymentu do animacji z 1994 roku, zarobił w kinach blisko 1,7 miliarda dolarów, stając się 7. najbardziej dochodową produkcją wszech czasów. [Rafał Donica, fragment artykułu]
35. Spirited Away: W krainie bogów [ex aequo]
2001, reż. Hayao Miyazaki
To, co pewne, to fakt, że Spirited Away jest pokazem prawdziwego filmowego artyzmu, nieograniczonego ani wyobraźnią, ani producenckimi łańcuchami. To sztuka filmowa w najczystszej postaci, która zachwyca i znawców, i zwykłych odbiorców. Poruszająca, pełna niejednoznacznych, sympatycznych, niezapomnianych bohaterów, przepiękna audiowizualnie, wielowymiarowa symbolicznie i fabularnie – po prostu doskonała w każdym szczególe. [Dawid Konieczka, fragment recenzji
35. Ben-Hur [ex aequo]
1959, reż. William Wyler
Ceremonia rozdania Oscarów z 1960 była przełomowa i zapisała się na stałe w historii. Nominowany w dwunastu kategoriach Ben Hur zgarnął aż jedenaście statuetek złotego rycerza. Najlepszy film, reżyser, aktor pierwszoplanowy i drugoplanowy, a także najlepsza muzyka, scenografia, efekty specjalne, kostiumy, zdjęcia, dźwięk i montaż – tak wyglądał jego triumf. [Jakub Piwoński]
35. American Beauty [ex aequo]
1999, reż. Sam Mendes
Ostra satyra, którą Mendes osadził na amerykańskich przedmieściach i obśmiał nią tamtejszy tryb życia, stanowi po latach równie celne, diablo dobre, mięsiste kino. Skromne, ale zachwycające we wszystkich swoich aspektach. Począwszy od aktorskiej stawki, pośród której króluje niepozorny Kevin Spacey (a z której wyróżnia się urocza Mena Suvari jako tytułowa, niewinna piękność), przez wytrawną stronę wizualną i fantastyczną muzykę Thomasa Newmana, dla którego jest to początek owocnej, trwającej do dziś współpracy z reżyserem, a na świetnym, ciętym scenariuszu kończąc.
W American Beauty wszystko wydaje się dokładnie na swoim miejscu i tworzy razem wartościową, zaiste oscarową produkcję. Ale też poszczególne elementy fascynują jakby niezależnie od siebie, stając się sztuką samą w sobie i tym samym hipnotyzując niczym rzeczona siatka zarejestrowana na taśmie wideo. [Jacek Lubiński, fragment rankingu]
33. Szczęki [ex aequo]
1975, reż. Steven Spielberg
Porównując Szczęki z późniejszymi dziełami Spielberga, widać przede wszystkim radość z napędzania widzowi strachu, bez jakieś specjalnej troski o polityczną poprawność czy zgodność z tzw. wartościami. Pomimo happy endu, złagodzenia charakterów postaci Hoopera i żony Brody’ego w stosunku do powieści, Spielberg nie cackał się publicznością, jak miał to w zwyczaju w przeważającej większości swoich późniejszych filmów. [Adrian Szczypiński, fragment artykułu]
33. Incepcja [ex aequo]
2010, reż. Christopher Nolan
Na Incepcję szłam z obawą, że Nolan w tematyce snu popuści wodze fantazji tak bardzo, że widz straci orientację w tym co jest jeszcze snem, a co już jawą. Nie będzie wiadomo gdzie kończy się świat realny, a zaczyna wytwór podświadomości bohaterów. Jednocześnie jednak wiedziałam, że – jak zawsze w przypadku tego reżysera – obejrzę film bardzo dobry.
Pomyliłam się okrutnie, bo tym razem Nolan nie stworzył filmu „bardzo dobrego” – stworzył film absolutnie DOSKONAŁY. Wszelkie jego aspekty przemyślane zostały z największą pieczołowitością i dbałością o najmniejszy szczegół, a linia opowieści została poprowadzona, zaskakująco na podobny temat, jasno i przejrzyście. [Aleksandra Tofil, fragment recenzji]
32. Mad Max: Na drodze gniewu
2015, reż. George Miller
Przy nowej wizji Millera stare Mad Maxy wyglądają jak niewinna zabawa resorakami, a wszystkie twory pokroju Szybkich i wściekłych zostają sprowadzone do poziomu przedszkola. Fury Road to w zasadzie jedna, wielka, widowiskowa i wyśmienicie, zaznaczam to jeszcze raz i piszę dużymi literami, WYŚMIENICIE zmontowana obława na ogromną ciężarówkę Maxa i Furiosy. Dialogi ograniczone są tu do minimum, służą jedynie przedstawieniu specyfiki świata i zrozumieniu motywacji bohaterów. [Filip Jalowski]
29. Lista Schindlera [ex aequo]
1993, reż. Steven Spielberg
Listę Schindlera osobiście postrzegam jako najlepszy film o Holocauście i jednocześnie jeden z bardziej dojrzałych obrazów w filmografii Stevena Spielberga. Jest to film kompletny zarówno na poziomie filmowego języka, jak i mierzenia się z koronną tematyką. Sprawdza się jako przejmująca lekcja historii, ale także intrygujący i wciągający dramat o dylematach jednostki umieszczonej w wojennej warunkach. Nie boję się tego określenia: to jedno z dzieł wiekopomnych. [Jakub Piwoński, fragment artykułu]
29. Park Jurajski [ex aequo]
1993, reż. Steven Spielberg
Kinowy seans blockbustera Stevena Spielberga był dla wielu osób najważniejszym momentem w okołofilmowym życiu. Wygenerowane za pomocą komputerów prehistoryczne gady nigdy wcześniej – i nigdy później, mimo rozwoju technologii – nie wyglądały tak realistycznie i sugestywnie. Piszę to z pełną odpowiedzialnością: najnowsze odsłony serii może i graficznie przytłaczają ilością szczegółów, ale żadnemu nie udaje się wywołać takiego napięcia i takiego realizmu w portretowaniu zachowań dinozaurów i ich interakcji z otoczeniem. [Szymon Skowroński, fragment artykułu]
29. Braveheart – waleczne serce [ex aequo]
1995, reż. Mel Gibson
Mel Gibson wraz ze scenarzystą Randallem Wallace’em dali światu film pozornie historyczny. Pozornie, ponieważ wykorzystali tylko postać autentycznego bohatera oraz okoliczności jego udziału w powstaniu Szkotów przeciwko Anglikom do tego, by zaprezentować historię paraboliczną, cechującą się w pełni uniwersalnym wydźwiękiem. Od dawna wiemy, że kino nie jest sztuką dla historycznych purystów. Ci mogą zatem stawiać opór i znajdywać w Walecznym sercu wiele uproszczeń, skrótów myślowych, żeby nie powiedzieć zakłamań.
Nie w tym jednak tkwi sedno tej prezentacji. Konkretna historyczność służy jedynie jako tło, jest tylko naczyniem, do którego wlany został ulubiony motyw Gibsonowskiej twórczości – motyw mesjanistyczny. W nim cechująca się odwagą jednostka wychodzi przed szereg i walczy w imię dobra ogółu, ostatecznie przyjmując na siebie cierpienie. W wypadku Walecznego serca sztandarowym dobrem, wartym najwyższego poświęcenia, jest wolność – przymiot fundamentalny, bez którego życie nie ma większego sensu. [Jakub Piwoński, fragment recenzji]
27. Dawno temu w Ameryce [ex aequo]
1984, reż. Sergio Leone
W przypadku Dawno temu w Ameryce jakakolwiek analiza może mieć jedynie znaczenie wywoławcze. Ten film bowiem należy do gatunku tych, które wiecznie odkrywają nowe znaczenia, tym samym stając się nie dziełem zamkniętym, a otwartym procesem. Sergio Leone stworzył film, który niemal dla każdego odbiorcy staje się czymś innym, od klasycznego filmu gangsterskiego, poprzez szkic z historii Ameryki, aż do sentymentalnego portretu galerii ludzkich osobowości.
Pomijając już wszystkie etapy pośrednie. Konia z rzędem temu, kto oceni, która z interpretacji jest tą prawidłową. Może każda po trochu? Może fakt, że reżyser nie wahał się angażować w film całej swojej indywidualności, całej pasji, jaką kiedykolwiek miał jako twórca, czyni z Dawno temu… dzieło tak osobiste? [Karolina Chymkowska, fragment artykułu]
27. Casablanca [ex aequo]
1942, reż. Michael Curtiz
W roku 1939 w dziedzinie filmowego melodramatu poprzeczka została postawiona bardzo wysoko za sprawą Przeminęło z wiatrem. A jednak filmowcy na czele z Michaelem Curtizem, mimo iż dysponowali znacznie mniejszym budżetem, dołożyli swoją cegiełkę do kinowego kanonu. Casablanca łączy porywającą historię miłosną z aktualną (na tamten moment) tematyką wojenną i prezentuje ją w realistycznym, mrocznym stylu, w jakim wytwórnia Warner Bros.
się specjalizowała (w tym duchu powstał o rok wcześniejszy Sokół maltański, a na początku lat 30. nowatorskie filmy gangsterskie). Dzięki temu film stoi bliżej rzeczywistości i skupia się bardziej na dramacie społecznym, a nie na widowisku plenerowym. Co ciekawe, filmowcy nie opuścili Stanów, a jednak udało im się ukazać Casablankę czasów wojny w sposób wiarygodny. W budowaniu klimatu bardzo pomocne okazały się błyskotliwe dialogi, oprawa muzyczna (na czele z broadwayowskim szlagierem As Time Goes By), zdjęcia i niezapomniane występy Humphreya Bogarta i Ingrid Bergman. [Mariusz Czernic]
23. Dzień świstaka [ex aequo]
1993, reż. Harold Ramis
Harold Ramis dokonał na widzu trudnej sztuki pozostawienia go z najważniejszymi pytaniami po zakończeniu projekcji. Nie sposób nie przyjrzeć się swojemu życiu bez zastanowienia się, czy Dzień Świstaka nie jest przypadkiem naszym udziałem? Codziennie ten sam schemat dnia, rutyna zżerająca wyjątkowość i ciągłe poczucie życia mijającego nas szerokim łukiem. Kufel wypełniony do połowy jest kuflem w połowie pustym. [Adrian Szczypiński, fragment artykułu]
23. Powrót do przyszłości [ex aequo]
1985, reż. Robert Zemeckis
Kultowa trylogia Powrotu do przyszłości to klasyk science fiction, jeśli chodzi o filmy opowiadające o podróżach w czasie, a jej pierwsza część to waszym zdaniem najlepszy film spod tego szyldu. Wybitna reżyseria Zemeckisa, świetna dynamika relacji między dwojgiem głównych bohaterów: licealisty Marty’ego McFly’a (Michael J.
Fox) i wynalazcy dr Emmetta Browna (Christopher Lloyd), kolorowy styl i humor charakterystyczne dla amerykańskich lat osiemdziesiątych, a do tego wszystkiego wielka przygoda dzięki samochodowi DeLorean umożliwiającemu podróżowanie w czasie! Pozycja absolutnie obowiązkowa, a najlepiej od razu w pakiecie z kolejnymi dwiema częściami. I mimo że to kino z założenia komercyjne i rozrywkowe, to nie pozbawione refleksji – pozostawia widza z pytaniami odnośnie czasu, przestrzeni czy rzeczywistości. [Paulina Zdebik]
23. 2001: Odyseja kosmiczna [ex aequo]
1968, reż. Stanley Kubrick
2001… to monumentalny klasyk światowego kina; film, który zrewolucjonizował efekty specjalne (Oscar) i obraz kina SF – oczywiście duża w tym zasługa pomysłodawcy Arthura C. Clarka (dzięki jego słowom odkryłem prawdziwy sens filmu), lecz to specjaliści od efektów specjalnych (ze Stanleyem Kubrickiem na czele) stworzyli zapierający dech w piersiach kosmiczny spektakl, w którym obserwujemy Ziemię widzianą z Księżyca i wymyślne w kształtach statki kosmiczne „płynące” na tle jaśniejących gwiazd.
Nie pasuje tu wręcz fakt, że twórcy tych nieśmiertelnych scen nie wiedzieli wówczas nawet, jak wygląda Ziemia widziana z kosmosu. [Rafał Donica, fragment artykułu]
23. Gladiator [ex aequo]
2000, reż. Ridley Scott
Nie owiany kultem jak Łowca androidów czy Obcy – ósmy pasażer Nostromo. Raczej pozbawiony unikatowości Thelmy i Louise. Gladiator pozostaje filmem, którego należy jednak poznać w pierwszej kolejności z filmografii Ridleya Scotta. Hołd dla zasłużonego kina sandałowego. Modernistyczna refleksja nad istotą wysokobudżetowych produkcji. Przełomowe aktorskie popisówki od Russella Crowe’a i Joaquina Pheonixa. Do tego najsłynniejsza filmowa muzyczna aranżacja od najsłynniejszego kompozytora ostatnich dwóch dekad. Kino o bohaterach większych niż życie. [Maciej Niedźwiedzki]
22. Żywot Briana
1979, reż. Terry Jones
To z ludzi niemyślących śmieją się w Żywocie Briana Graham Chapman, John Cleese, Terry Gilliam, Eric Idle, Terry Jones i Michael Palin, a my od czterdziestu lat śmiejemy się wraz z nimi. [Jan Brzozowski]
21. Podziemny krąg
1999, reż. David Fincher
„Kupujesz rzeczy, których nie potrzebujesz, za pieniądze, których nie masz, by zaimponować ludziom, których nie lubisz” – obecnie to dość wyświechtany cytat, ale wciąż niepozbawiony swojej mocy i prawdziwości. Tyler jest uosobieniem poczucia braku celowości oraz przesytu materializmem i mentalnością tłumu. Jego losy to nie tyle historia jednostki, co wyraz buntu funkcjonującego w wielu z nas. Tym samym staje się liderem nie tylko swoich filmowych popleczników, ale także rzeszy widzów, do których przemawia jego retoryka.
W swojej walce posuwa się do czynów ekstremalnych i kuriozalnych, na każdym kroku pobudzając nasz umysł do refleksji. Nie trzeba się z nim zgadzać, ale warto być mu wdzięcznym za możliwość konfrontacji swojego światopoglądu z jego filozofią. [Mikołaj Lewalski, fragment rankingu]
20. Dobry, zły i brzydki
1966, reż. Sergio Leone
Jednym z wielkich tematów poruszanych w Dobrym, złym i brzydkim jest przecież ukazanie pragnących się dorobić jednostek na tle wojny, która jest doprowadzonym do ekstremum wyrazem dążenia do zysku wielkich grup interesu. Leone zdaje się pytać: cóż znaczy los tych trzech rzezimieszków na tle zinstytucjonalizowanej przemocy, której owocem jest monumentalna nekropolia. Konfrontacja, która następuję później jest zaś kwintesencją wizualnego stylu Sergio Leone.
Nic więcej nie trzeba chyba dodawać. Dobrego, złego i brzydkiego, koniecznie trzeba obejrzeć. [Piotr Han, fragment artykułu]
17. Terminator [ex aequo]
1984, reż. James Cameron
Największym błędem w podejściu do Terminatora jest potraktować go jak zwykłe kino akcji, w którym nie ma znaczenia nic prócz pokonania robotycznego antagonisty. A przecież ten offowy, zrealizowany za znikome pieniądze efekt ogromnej miłości Jamesa Camerona do kina jest w istocie pełnym mroku, dusznym thrillerem zapadającym w pamięć na zawsze. Cóż by zostało z samej akcji, gdyby nie Arnold Schwarzenegger, klimatyczne ujęcia miasta, tak autentyczny strach Lindy Hamilton oraz gasnące czerwone oko? A tak bardziej obiektywnie, gdyby ten projekt się Cameronowi nie udał, nic dzisiaj by nie zostało z karier zarówno jego jak i Arniego. [Odys Korczyński]
17. Lot nad kukułczym gniazdem [ex aequo]
1975, reż. Miloš Forman
Arcydzieło Milosa Formana to ekranizacja równie przejmującej powieści Kena Keseya. Dlaczego warto się zapoznać z tą historią? W wersji filmowej – jest to z pewnością jedna z najlepszych ról Jacka Nicholsona, który jako niepokorny Murphy wspina się na wyżyny swoich niemałych przecież możliwości. Jest to genialne uosobienie zagrożenia i opresji w postaci atrakcyjnej kobiety, która gdzieś tam, na zewnątrz jest czyjąś córką, żoną, matką (kultowa rola Louise Fletcher jako siostry Ratched).
Jest to także widoczny dowód talentu i umiejętności reżyserskich Formana, który potrafił poprowadzić tych dwoje tak, że ich konflikt żyje na ekranie do dzisiaj. Lot nad kukułczym gniazdem to męcząca, beznadziejna walka, w której wygrana leży zupełnie nie tam, gdzie można by się jej spodziewać. W zalewie typowych amerykańskich „feel good movies”, w których niepokorny outsider wkracza i zbawia mikroświat, ten film jest boleśnie i wstrząsająco prawdziwy. [Agnieszka Stasiowska]
17. Leon Zawodowiec [ex aequo]
1994, reż. Luc Besson
Leon zawodowiec był dla Bessona projektem pobocznym. Reżyser zaczął pracę nad Piątym elementem, ale produkcja opóźniała się ze względu na inne zobowiązania Bruce’a Willisa, więc w międzyczasie napisał i nakręcił Leona. Piąty element stanowi dobrą rozrywkę, którą się miło i sympatycznie ogląda, ale Leon stanowi moim zdaniem lepszy, ambitniejszy film chociażby ze względu na to, jak różnie można odczytywać pewne sceny i zachowania bohaterów.
Leon zyskał zresztą status filmu, który trzeba koniecznie obejrzeć. I zasłużył sobie na to; głównie dzięki bardzo dobremu aktorstwu i inteligentnemu scenariuszowi. [Kornelia Farynowska, fragment recenzji]
16. Czas apokalipsy
1979, reż. Francis Ford Coppola
Kino ma kilka swoich filmów-fundamentów. Kolosów nie do ruszenia. Jednym z nich jest Czas Apokalipsy. Głęboka refleksja nad społeczeństwem wojny, jej ofiarami, katami i świadkami. Francis Ford Coppola dostarcza spektrum postaw, wątków i punktów widzenia. Reżyser dociera do najmroczniejszych zaułków ludzkiej psychiki. Nihilizm miesza się despotyzmem, trans ze skrajną przemocą, despotyzm z moralną zgnilizną. Po Czasie Apokalipsy na długo w pamięci zostają wymowne obrazy: helikoptery lecące na tle gigantycznego słońca, narkotyczne intro do dźwięków The End The Doorsów czy okryta cieniem sylwetka Marlona Brando.
Niektóre filmy przerastają przyznawane im nagrody. Nawet te najwyższej rangi. Czas Apokalipsy na pewno się do nich zalicza. [Maciej Niedźwiedzki, fragment zestawienia]
14. Gorączka [ex aequo]
1995, reż. Michael Mann
Michael Mann to prawdziwy perfekcjonista. Jego filmy są dopieszczone zarówno pod względem fabularnym jak i technicznym. A Gorączka, jak przystało na porządne kino sensacyjne jest po prostu fenomenalna od strony technicznej. Mann tradycyjnie postawił na realizm. Jeśli już na ekranie uświadczymy scenę, w której ujrzymy zapierającą dech w piersiach akcję, gwarantuję, że nie sposób oderwać od niej oczu. [Andrzej Brzeziński]
14. Milczenie owiec [ex aequo]
1991, reż. Jonathan Demme
Nie można nie znać tego filmu. Narodziny jedynego w swoim rodzaju, kultowego już dzisiaj wcielenia dra Hannibala „Kanibala” Lectera to coś, co każdy znać powinien. Obsypane Oscarami dzieło (m.in. najlepszy aktor – Anthony Hopkins, najlepsza aktorka – Jodie Foster, najlepszy reżyser – Jonathan Demme) opowiada o nietypowym sojuszu młodej adeptki akademii FBI Clarice Starling i psychopatycznego mordercy, Hannibala Lectera.
Tylko tych dwoje, działając razem, może zakończyć sprawę nieuchwytnego wielokrotnego mordercy, Buffalo Billa. Pomiędzy Clarice i Lecterem wytwarza się dziwaczna, perwersyjna więź, która nieodmiennie fascynuje zarówno widzów, jak i twórców. I choć powieść Thomasa Harrisa jest całkiem niezła, dopiero ten zestaw talentów – Demme, Foster, niesamowity Hopkins i ten czwarty, o którym wspomina się przy okazji tego tytułu zdecydowanie zbyt rzadko – Ted Levine jako absolutnie odrażający i przerażający Jame Gumb – tchnął w książkowe postacie życie. [Agnieszka Stasiowska]
13. Psy
1992, reż. Władysław Pasikowski
Psy to prawdopodobnie najbardziej przełomowy dla polskiego kina tytuł lat 90., natomiast Władysław Pasikowski jest być może najważniejszym reżyserem tamtego czasu i zmarnowanym potencjałem na eksport rodzimej kinematografii na Zachód. Wstrząs, jaki wywołało pojawienie się tego tytułu na ekranach, rezonował w polskich widzach jeszcze przez wiele lat, a ośmielę się stwierdzić, że jest tak nawet do dzisiaj – 25 lat po premierze wciąż ma się poczucie obcowania z niezwykłym, kultowym już dziełem.
Pokochano ten film od pierwszego obejrzenia za jego unurzanie w rzeczywistości, w polityce, za chwytanie atmosfery czasu transformacji. [Karolina Dzieniszewska, fragment artykułu]
12. Chłopcy z ferajny
1990, reż. Martin Scorsese
Inspirowana historią prawdziwego gangstera wizytówka błyskotliwego geniuszu Martina Scorsesego. Nie na darmo określona przez krytyków najlepszym filmem o mafii w dziejach kinematografii. To dzieło kompletne: w pierwszej kolejności należy wyrazić zachwyt niezapomnianymi rolami Raya Liotty, Joe Pesci oraz Roberta De Niro. Każdy z panów wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności i podarował nam role nie tyle oscarowe, co raczej kultowe i niezapomniane.
Spektrum oddanych emocji, wiarygodne ewolucje charakterów i perełki pokroju improwizacji udawanej kłótni w klubie nocnym – to sztandarowy przykład aktorstwa najwyższej próby. W parze z tym idzie bezbłędny scenariusz, w którym idealnie wyważono proporcje dramatu, grozy i komedii. Jeśli zaś chodzi o reżyserię, to cóż – perfekcja na tym polu u Scorsesego chyba nikogo nie zaskoczy, prawda? [Mikołaj Lewalski, fragment zestawienia]
11. Dwunastu gniewnych ludzi
1957, reż. Sidney Lumet
W latach 50. na ekranach kin królowały monumentalne widowiska zrealizowane w panoramicznym systemie i ze stereofonicznym dźwiękiem, ale szybko okazało się, że takie produkcje ze względu na olbrzymie koszty mogą łatwo doprowadzić do olbrzymich strat finansowych. Dlatego powstał alternatywny nurt, inspirowany odnoszącą coraz większe sukcesy telewizją. Czołowym filmem nurtu stał się dramat sądowy Dwunastu gniewnych ludzi (1957).
Napisana przez Reginalda Rose’a sztuka została najpierw, w 1954 roku, wyreżyserowana przez Franklina J. Schaffnera w ramach telewizyjnego cyklu „Studio One”. Trzy lata później inny telewizyjny twórca, Sidney Lumet, wybrał ten spektakl na swój debiut kinowy. Powstał pełen napięcia dramat kryminalny z wartko toczącą się z intrygą pełną błyskotliwych potyczek słownych. Współproducentem i gwiazdą filmu był Henry Fonda, ale scenariusz został tak rozpisany, że każdy z tytułowej dwunastki otrzymał coś do zagrania. Nikt nie jest płaską postacią, każdy z sędziów ma charakter i zapada w pamięć. [Mariusz Czernic]
7. Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia [ex aequo]
2001, reż. Peter Jackson
Definicja magii kina i mój ulubiony film wszech czasów. Dopieszczony od pierwszej do ostatniej sekundy, wspaniale przenoszący na ekran wytwory niezwykłej wyobraźni Tolkiena, znakomicie zagrany, bezbłędnie wyreżyserowany, z wybitnym soundtrackiem. Ekscytuje, bawi, wzrusza, wciąga, angażuje i sprawia, że postaci stają nam się niezwykle bliskie. Co najmniej kilka sekwencji, które mógłbym oglądać codziennie bez znużenia. Nie umiem pisać o Drużynie Pierścienia inaczej, niż w samych superlatywach. [Łukasz Budnik]
7. Skazani na Shawshank [ex aequo]
1994, reż. Frank Darabont
Kinowa adaptacja opowiadania Stephena Kinga zadebiutowała w kinach 23 września 1994 roku, lecz ówczesny odbiór filmu nie zapowiadał tego, że ponad dwie dekady później dzieło Darabonta będzie miało iście kultowy status. Choć Skazani na Shawshank byli nominowani do Oscarów w aż siedmiu kategoriach, w żadnej z nich nie udało im się zdobyć nagrody, a poza nielicznymi wyróżnieniami dla zdjęć Rogera Deakinsa (m.in. Brązowa Żaba na festiwalu Camerimage), jednemu z najlepiej współcześnie ocenianych filmów w historii kina nie udało się zdobyć żadnych istotnych laurów.
Dużo ważniejsze od statuetek i medali wydają się jednak emocje i lojalność widzów, a niewiele jest dzieł, które mogłyby na tym polu konkurować ze Skazanymi. [Dawid Myśliwiec, fragment publicystyki filmowej]
7. Siedem [ex aequo]
1995, reż. David Fincher
Siedem to pod wieloma względami definicja amerykańskiego kina lat 90. ubiegłego wieku. Po pierwsze jako mroczny thriller w gwiazdorskiej obsadzie. Po drugie jako dzieło, które wyraźnie inspiruje się tworami poprzednich dekad, ale też ostentacyjnie je dekonstruuje. Po trzecie jako jeden z ostatnich kryminałów ery niecyfrowej. Wymowna scena godzin spędzonych w bibliotece na poszukiwaniu tropów już kilka lat później wypadłaby archaicznie.
Dodajmy do tego antagonistę, który do dziś inspiruje kolejnych twórców oraz wizualną finezję połączoną z realizacyjną perfekcją, a dostaniemy film, który po prostu trzeba zobaczyć przed śmiercią. [Filip Pęziński]
7. Gwiezdne wojny: Część IV – Nowa nadzieja [ex aequo]
1977, reż. George Lucas
Kiedy w drugiej połowie lat 70. George Lucas zebrał mniej lub bardziej pulpowe inspiracje i stworzył z nich powstające w produkcyjnych bólach Gwiezdne wojny, nie mógł przypuszczać, że rozpocznie zupełnie nową erę w historii kina. W moim odczuciu jego dzieło to najważniejsze dokonanie w historii popkultury, a zatem bez wątpienia film, który należy obejrzeć przed śmiercią. Zapewne jednak już to zrobiliście, bo kiedy Chris Taylor – autor książki „Gwiezdny wojny. Jak podbiły wszechświat?” – próbował znaleźć osobę, która nigdy nie miała styczności z marką Lucasa, ostatecznie musiał się po prostu poddać. [Filip Pęziński]
6. Ojciec chrzestny
1972, reż. Francis Ford Coppola
Można się zastanawiać czy Ojciec chrzestny umocnił czy ustanowił legendarny status Marlona Brando. Niejeden kinoman na pewno stwierdzi, że pierwsza część trylogii jest najlepszym filmem z mocarnej filmografii Francisa Forda Coppoli. Wielu innych nie będzie się kłóciło ze stwierdzeniem, że to czołowe osiągnięcie kina lat 70. (chyba najpiękniejszej dekady dla tego medium). Fakty są takie, że Ojciec chrzestny przemeblował gatunkowy film gangsterski, wprowadził nowych charakterologicznie bohaterów i popchnął na szczyt nie jedną aktorską karierę. To bezsprzecznie kamień milowy w historii kina. A takie w ciągu życia po prostu trzeba poznać. [Maciej Niedźwiedzki]
5. Forrest Gump
1994, reż. Robert Zemeckis
Forrest Gump czasem ociera się o kicz i zbyt cukierkową ckliwość, ale również pięknie, idealistycznie opowiada o ludziach. Przy tym tak samo ważny jest dla reżysera tytułowy bohater, co kolejne bliskie osoby, o których wiemy bardzo dużo i z którymi również musimy się rozstać. Z samym Forrestem bardzo łatwo się utożsamić, kibicować mu i przyjąć jego system wartości. Dzięki temu wszystkie bolesne sytuacje przeżywamy, nie tyle rozpaczliwie płacząc, ale z akceptacją, spokojem i konieczną, szczerą refleksją. [Maciej Niedźwiedzki, fragment rankingu]
4. Pulp Fiction
1994, reż.. Quentin Tarantino
Pulp Fiction jest wielkie na poziomie strukturalnym i nawet jako film niemy stałoby się legendą. Dochodzi do tego jeszcze tekst Tarantino i Rogera Avary’ego. Nieraz wulgarny i brukowy, ale przy tym pełen błyskotliwych ripost i zaskakującej literackości. Historie z Pulp Fiction zdają się należeć do większego uniwersum/mechanizmu, którego poznaliśmy jedynie urywek. Myślę, że niejeden kinoman marzy o tym, by kiedyś powrócić do tego świata.
O aktualności i nośności arcydzieła (to słowo powstało właśnie dla dzieł tej rangi) Tarantino najlepiej świadczy to, jak duża liczba scen, żartów i motywów uciekła z samego filmu i zaczęła żyć własnym życiem. [Maciej Niedźwiedzki, fragment rankingu]
3. Matrix
1999, reż. Lilly Wachowski, Lana Wachowski
Matrix – jedyna w swoim rodzaju wizualizacja metafory Platońskiej Jaskini, która jako film otarła się w czasach swojej premiery o klapę lub przynajmniej dalekie w skutkach niedocenienie. Z czasem jednak zyskała. Otoczyła ją nawet legenda nowatorskości, chociaż nie do końca to prawda, jak to zdarza się z treścią większości legend. Niemniej Matrix wciąż jest dziełem olśniewającym rozmachem oraz ważnym źródłem inspiracji dla kina science fiction w ogóle poprzez znakomitą transpozycję starych koncepcji filozoficznych na język współczesnej nauki. Za to siostrom Wachowskim należy się artystyczny szacunek. [Odys Korczyński]
2. Łowca androidów
1982, Ridley Scott
Ukazany w filmie krajobraz przyszłości nie pozostawia wątpliwości względem tego, co nas czeka. Wyjęta z głowy Philipa K. Dicka wizja opowiada o świecie, który się skończył, ludzkości, która upadła. Brak tu życia, świeżości, a prawda jest wartością zapomnianą. Dominuje zatem symulacja. Replikanci to kolejni ożywieńcy, którym tylko wydaje się, że są prawdziwi. Humanoidalny wygląd nie legitymizuje ich jako człowieka, daje tylko tego człowieczeństwa iluzję.
Z tym właśnie egzystencjalnym dylematem boryka się Roy Batty, android zbuntowany, który niczego tak nie pragnie, jak życia. [Jakub Piwoński, fragment zestawienia]
1. Obcy – 8. pasażer „Nostromo”
1979, reż. Ridley Scott
Trudno może w to dzisiaj uwierzyć, ale Ridley Scott postanowił pracować nad Obcym zainspirowany innym filmem z tego plebiscytu, Gwiezdnymi wojnami George’a Lucasa. Ostatecznie stworzył tytuł zupełnie odmienny, co oczywiste, bo wprowadzający zupełnie nowy standard do amerykańskiego kina fantastycznego głównego nurtu. Ósmy pasażer Nostromo to mroczna i pozbawiona jakiegokolwiek optymizmu opowieść grozy w stylistyce eksploracji kosmosu. Scott na poziomie klimatu i realizacji, ale również wizerunku postaci kobiecej całkowicie zrewolucjonizował gatunek. [Filip Pęziński]
