Connect with us

Recenzje

ŻONA. Za kulisami sukcesu

„ŻONA. ZA KULISAMI SUKCESU” to przenikliwe studium hipokryzji elit i genderowych dysproporcji, osadzone w fascynującym świecie kultury wysokiej.

Published

on

Hipokryzja przedstawicieli elit kulturalnych i skrywane pod płaszczykiem równości czy poprawności politycznej grzechy to dziś jedna z bardziej aktualnych kwestii w życiu publicznym. Wchodząca na ekrany kin Żona podejmuje właśnie ten temat – prezentuje studium konserwatyzmu obyczajowego i genderowych dysproporcji w przestrzeni tzw. kultury wysokiej, opowiadając wyrazistą historię żony świeżo upieczonego noblisty. W zarysie szwedzko-amerykańska koprodukcja rysuje się ciekawie, lecz nie ekscytująco, zapowiadając charakterologiczny dramat zbudowany wokół tematów prestiżu i życiowego zaplecza wielkiej kariery.

Advertisement

Podejmowane zagadnienie było mocnym punktem wyjścia, stwarzało jednak pewne zagrożenie w postaci popadnięcia w koleiny schematycznego rozwoju, przedkładającego sam problem nad jego ukazanie. Wyzwanie stojące przed twórcami znakomicie obsadzonego filmu było więc niemałe – stworzyć mądre i ciekawe dzieło poruszające niezwykle aktualną kwestię, nieustannie powracającą w publicznym dyskursie.

Ekranizacja powieści Meg Wolitzer przygotowana została przez scenarzystkę Jane Anderson oraz reżysera Björna Runge. Kameralny portret małżeństwa Joego i Joan Castlemanów, których poznajemy w momencie przyznania mężczyźnie literackiej Nagrody Nobla, a następnie obserwujemy w trakcie przygotowań do ceremonii wręczenia medalu w Sztokholmie. Tuż przed uroczystością, mającą być ukoronowaniem całej kariery, naświetlone zostają skomplikowane relacje łączące małżonków oraz zamierzchłe początki ich związku. U progu pisarskiego Everestu cienie przeszłości zaczynają gęstnieć i napierać na przez lata wspierającą męża Joan, skłaniając ją do przewartościowania dawnych wyborów i potencjalnie brzemiennej w skutki refleksji nad całym swoim życiem.

Advertisement

Oszczędne stylistycznie dzieło to przede wszystkim studium postaci, skupione na emocjach osadzanych w szerszej perspektywie biografii bohaterki, splecionej nieodwracalnie ze sławnym małżonkiem. Jej postać i związek stanowią centrum filmu, wokół którego Björn Runge konstruuje kluczowe konteksty, zarysowując wyraziście nie tylko jej relację z mężem, ale również z dziećmi i literackim światem, w którym przez lata uczestniczyła jako osoba towarzysząca nagradzanemu geniuszowi.

Choć dla twórców punktem wyjścia jest truistyczny motyw „za każdym wielkim mężczyzną stoi kobieta”, to wrażliwość tworzącej scenariusz Jane Anderson jest dużo większa. Feministyczny wydźwięk filmu jest znacznie bardziej interesujący niż powtarzanie ogranych formuł o nierównym statusie kobiet i mężczyzn. Żona rozpoczyna się co prawda serią konwencjonalnych zagrywek wskazujących na rozdzielenie publicznej i prywatnej sfery ich związku, lecz tylko po to, by później wywrócić historię do góry nogami, przełamując nawykowe rozkładanie akcentów w opowieści o poświęceniu kobiety.

Advertisement

Pękająca maska wspierającej partnerki wywołuje w narracji nieustanne napięcie. Drobne sugestie, podteksty czy wyczuwalna gorycz pojawiająca się nagle między bohaterami rozsadzają prestiżową bańkę roztaczaną wokół Joego Castlemana. Równocześnie twórcy długo wstrzymują się z wyjaśnieniem narastających wątpliwości, sprawiając, że Żonę oglądamy w najwyższym skupieniu, uważnie śledząc najdrobniejsze niuanse, mogące mieć kluczowe znaczenie dla historii. Umiejętnie budowane i utrzymywanie napięcie nie przesłania jednak najważniejszej, psychologicznej warstwy filmu.

Runge unika efektownych zwrotów akcji i zamaszystych metafor, bardzo konsekwentnie tkając film z subtelnych aluzji, rzuconych mimochodem uwag i pozornie banalnych zachowań, urastających w kontekście całości do rangi dramatycznych wyrazów wewnętrznej szamotaniny. Powodzenie takiej narracji nie byłoby możliwe bez znakomitego wykonania aktorskiego. Opowieść opiera się przede wszystkim na świetnej roli Glenn Close, która za pomocą subtelnych, ledwie dostrzegalnych niuansów ekspresji zbudowała postać Joan – wewnętrznie rozdartą i ranioną przez starannie zaprojektowaną maskę wspierającej żony.

Advertisement

Kroku skupionej i zdystansowanej Close dotrzymuje Jonathan Pryce, bezbłędnie wcielający się w egocentrycznego, równocześnie czarującego i żałosnego Joego, brylującego w noblowskim teatrze bankietów i przemów. Kontrastowa para głównych bohaterów wzajemnie się uzupełnia, uwypuklając najważniejsze cechy drugiej strony i tworząc przekonujący i autentyczny portret bardzo ze sobą zżytego i równocześnie na swój sposób oddalonego małżeństwa. Psychologiczna ciągłość postaci Close jest dodatkowo podkreślana przez doskonałą Annie Starke, wcielającą się w Joan w retrospekcjach, w których jako młody Joe partneruje jej nieco słabszy, lecz i tak dość dobrze korespondujący z błaznującym Pryce’em Harry Lloyd.

Warto także zwrócić uwagę na antypatycznego Christiana Slatera w roli śliskiego biografa, katalizującego poniekąd wątpliwości głównej bohaterki oraz zaburzającego idylliczny obrazek, w który na początku wprowadzeni zostają widzowie. Aktorzy są w Żonie bezbłędni i uwiarygadniają stworzonych przez scenarzystkę bohaterów, osadzając dramatyczną fabułę mocno w namacalnej realności, tak że bez trudu możemy uwierzyć w prawdziwość postaci i ich uczuć.

Advertisement

Dodatkowym czynnikiem decydującym o wyjątkowości Żony jest niezwykłe wyczucie w nasycaniu poszczególnych elementów historii znaczeniami. Dramatyczne erupcje Runge kontrapunktuje momentami szczerej czułości, dzięki czemu unika przerysowanego obrazu kobiety uwięzionej w małżeństwie z ambitnym egocentrykiem. Równoczesne uchwycenie ciemnej i jasnej strony relacji Castlemanów powoduje, że sproblematyzowane są także oceny, które chcielibyśmy intuicyjnie przypisywać, ani nie czyniąc z Joan świętej męczennicy, ani z jej partnera bezwartościowego tyrana. Role obydwojga w tym związku nie są tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, i właśnie przełamania schematycznego ujęcia generują w Żonie najciekawsze konteksty.

Skomplikowany związek i zawodowa ścieżka obrana przez partnerów uwypuklają z jednej strony nierówności genderowe w postrzeganiu twórczości artystycznej, z drugiej jednak wskazują na współodpowiedzialność kobiet, które wykorzystując jak Joan „kobiece” techniki osiągania celu, podtrzymują skostniały system i doprowadzają się ostatecznie do cierpienia za uśmiechniętą maską muzy i towarzyszki wybitnych jednostek. Refleksyjne ujęcie przedstawianego problemu, uwzględniające zniuansowane i przecinające się płaszczyzny, czyni z Żony wyjątkowy głos w dyskusji na temat relacji między płciami w kulturze, który nie daje się zamknąć w umiarkowanych schematach.

Advertisement

W wyniku splotu formalnego wyczucia i inteligentnej kreacji rozpisany na subtelne, emocjonalne niuanse kameralny dramat psychologiczny okazuje się filmem bardzo wyrazistym, żarliwym i pulsującym – podobnie jak tytułowa bohaterka – od kulturowo-egzystencjalnego niepokoju. Film ten okazuje się czymś znacznie więcej niż tylko kolejnym dramatem o niedocenianej kobiecie. To błyskotliwe, doskonale zrealizowane studium społecznego prestiżu, w którym feministyczna wrażliwość nie jest tylko sloganem, ale wartością leżącą u podstaw całej wizji. Żona w nieco przypadkowy sposób sposób wpisuje się też w nastroje środowisk kulturalnych w momencie rocznego zawieszenia literackiej Nagrody Nobla na skutek afery seksualnej oraz konsternacji wywołanej nagłaśnianymi na fali akcji #metoo przypadkami przemocy i molestowania. W takim kontekście film Björna Runge zyskuje nowe znaczenia, a feministyczna krytyka konserwatywno-patriarchalnego systemu nabiera jeszcze dodatkowej mocy.

Advertisement

Advertisement

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, czarnego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *