Connect with us

Recenzje

WŁADCY WSZECHŚWIATA [RECENZJA]. Idźcie do kin! Szkieletor rządzi!

Na potęgę Posępnego Czerepu, ależ frajda! Oceniam film Władcy Wszechświata Travisa Knighta, ojca sukcesu Bumblebee, najsympatyczniejszej części Transformers.

Published

on

Muscular warrior with a large ornate sword twists back, facing a shadowy demon with glowing red eyes in a smoky, dark scene.

Władcy Wszechświata to aktorska wersja słynnego serialu animowanego, bazującego na serii zabawek Hasbro. Za kamerą Travis Knight, ojciec sukcesu Bumblebee, najsympatyczniejszej części Transformers. Oceniam Masters of the Universe.

Advertisement

What’s going on?

Władcy Wszechświata to niezobowiązująca rozrywka, która przynosi dużo frajdy. Czuć w tym filmie miłość nie tylko do materiału źródłowego, ale też do kulturowego impaktu oryginalnych zabawek i produkcji. To uczucie jest tak silne, że w jednej z pierwszych scen pojawia się nawet Dolph Lundgren (He-Man z 1987 roku), który przekazuje bohaterowi swoją mantrę, a na poziomie metatekstualnym daje błogosławieństwo i opiekę nad rolą Nicolasowi Galitzine’owi.

Four humans in combat gear stand on a ruined city plaza, flanked by a huge blue mech and a towering lion-like monster behind them.

Jest tu dużo dobrego. Nad całością powiewa flaga frajdy i zabawy, wynikająca z lekkiego tonu i mrugnięć okiem do fanów, ale jednak obraz wydaje się przeładowany i nie w pełni skupiony, przez co nie osiąga pełni swojego potencjału. Najbardziej wadzi początkowa część ziemska, która nie jest wystarczająco rozbudowana, by dobrze uzasadniać swój udział w fabule.

Advertisement

Zwłaszcza sekwencja korporacyjna, rodem z Matrixa czy Wanted, która niby jest zabawna, pasuje do filmu jak pięść do nosa, bo nie jest charakterologicznie podprowadzona. Jest też scena ze słynną piosenką 4 Non Blondes. Szanuję za nawiązanie do viralowego wideo – moment jest całkiem zabawny, a przez wykorzystanie piosenki w marketingu też mocno zapamiętywalny – ale ta scena nie do końca działa tak jak powinna. Jest nieco zbyt nachalna i odstaje od reszty obrazu.

Muscular fantasy warrior in leather armor stands with a sword in a dark, stone chamber.

Szkieletor MVP

Ten film realnie zaczyna się w momencie powrotu do Eternii i wtedy pokazuje swoje najmocniejsze strony. Największym atutem jest przerysowany i kampowy Szkieletor. Brutal, ale w tak rozbuchany, teatralny sposób, że nie sposób nie czerpać radości z obcowania z nim na ekranie. Dodając do tego komicznie banalną motywację (lubię być Złym), ta postać działa na ekranie najlepiej, bo właśnie w sposobie jej prowadzenia i zagrania, jawi się styl, w którym powinien być opowiedziany cały film.

Advertisement

Szkieletor jest postawiony w odpowiedni nawias stylistyczny, który działa najlepiej i sprawia, że ten bohater to Most Valuable Player, i kradnie każdą scenę. Choć jest tylko dymiącą czachą, to też najlepiej zagrana postać, zarażająca charyzmą, specyficznymi manieryzmami oraz nietuzinkowym podejściem do rzeczywistości. To Zły, który kocha być złym i siać chaos wszędzie, gdzie się pojawia. 

Skeleton warrior in a hooded cloak, wielding a dragon-skulled staff amid flames.

Jared Leto wykonał kawał świetnej roboty i należą mu się brawa za tak świadome prowadzenie postaci. Na szczególną uwagę zasługuje jego modulacja głosem – tembr kontrastuje z drastycznością wypowiedzi. Sposób mówienia jest cieplejszy niż postrach, który rodzą jego słowa. Jest nadmiernie radosny jak na to, że właśnie grozi ludziom. Taki vibe urokliwego psychopaty, co najpiękniej pokazuje wykorzystana do promocji scena przemowy z crescendo. Najzabawniejsze, że gdyby nie wiedzieć, że to lider 30 Seconds to Mars, nie idzie się tego domyślić, tak bardzo odmienne są manieryzmy bohatera od dotychczasowego emploi aktora. 

Advertisement

Władcy Wszechświata – oceniam

Władcy Wszechświata to miszmasz znanych i ogranych motywów. Twórcy mieli kilka pomysłów, ale zamiast oddać się jednej idei, zmieszali je, czego efektem jest pewien chaos narracyjno-stylistyczny. Ten film jest trochę jak napisany przez nadpobudliwego 12-latka, który podczas zabawy chce dodać jak najwięcej fajnych elementów. To jak ze słynnym słodko-mięsnym daniem Rachel z Przyjaciół – poszczególne elementy mogą być smakowite, ale całość to mieszanka nieprzystających do siebie składników.

Male fantasy warrior in metal armor grips a drawn sword in a dim, red-lit cavern glow.

Nie jest to wprawdzie maestria Lego. Movie z jego szaleństwem i przesłaniem o sile wyobraźni, czy poziom doskonałych Dungeons & Dragons, które swój styl mocno trzymało w ryzach, dzięki czemu historia i ton były cały czas spójne, ale Władców wszechświata niesie humor i niezobowiązująca zaraźliwa energia. Koniec końców to fajny, wholesome film, który przysparza masy radości. Nawet jeśli nie oddziałuje tak mocno, jakby mógł, to wciąż lekka niezobowiązująca przyjemnostka – bezpieczna, ale miła. Z seansu wychodzi się z uśmiechem na ustach. Mimo wad, świetnie się bawiłem. I chcę sequela. Także – idźcie do kin!

Advertisement
Performer on a blue smoky stage raises a bright beam of light into the air.

Dziennikarz kulturalny i fan popkultury w różnych jej odmianach. Wielbiciel festiwali filmowych i muzycznych, których jest częstym i chętnym uczestnikiem. Salę kinową traktuje czasem jak drugi dom.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *