search
REKLAMA
Recenzje

Nowe życie, nowy ja. Recenzja serialu POWRÓT

Czy warto poświęcić 6 godzin swojego życia, by szukać sensu w historii zmartwychwstałego everymana?

Natalia Hluzow

15 kwietnia 2022

powrót
REKLAMA

Jeśli lubicie obyczajowe produkcje o nowych początkach i drugich szansach, Powrót z Bartłomiejem Topą w roli głównej może przypaść wam do gustu. I na tym niestety kończą się pozytywne rzeczy, które mogę napisać o nowym serialu CANAL+.

Powrót zapowiadany był jako produkcja o wielowymiarowym klimacie. Czarna komedia pełna błyskotliwych dialogów miała się tu łączyć z przenikliwym spojrzeniem na człowieczy los i wywoływać refleksje na temat tego, co my, widzowie, zmienilibyśmy w swoim życiu, gdybyśmy mieli szansę poukładać je na nowo. Niestety, nowy serial z Bartłomiejem Topą nie spełnia tych obietnic, pozostawiając widza z uczuciem zażenowania i straconego czasu. I nie chodzi tu o czas, którego nie wykorzystaliśmy, by pięknie żyć, lecz o konkretne 6 godzin spędzone na bezskutecznym szukaniu sensu, humoru i jakości w serialu Powrót.

Zabili go i uciekł

Serial przedstawia „niezwykłą historię zwykłego faceta”, Jana Starosteckiego, który w pierwszej minucie pierwszego odcinka umiera na zawał. Tydzień po smutnym pogrzebie, na którym zebrało się bardzo niewielu żałobników, mężczyzna wstaje z grobu. Początkowo wpada w euforię, jednak szybko traci dobry nastrój, kiedy orientuje się, że nikt za nim nie płacze ani nie tęskni. Postanawia zacząć żyć tak, jak wcześniej nie miał odwagi, jednocześnie zastanawiając się nad tym, jak bardzo spartaczył swoje poprzednie życie.

Ten, kto spodziewa się tu szalonych przygód, w wir których mógłby rzucić się główny bohater, srogo się zawiedzie. Nie liczcie też na gorzkie wnioski spuentowane wyzwalającym tańcem na ulicach miasta, jakie mogliśmy podziwiać w finale Na rauszu. Jan snuje się po mieście, podgląda żonę, romansuje z młodszą kobietą, pije z kumplem i para się dorywczymi zajęciami. I podobno stara się dojść do tego, dlaczego zmartwychwstał. Podobno, bo w rozmowach ze swoim przyjacielem Kostkiem faktycznie dużo o tym mówi. Ale tak naprawdę nic z tych rozmów nie wynika.

Śmiechu warte

Zmartwychwstanie w ogóle nie robi tu na nikim szczególnego wrażenia. Tak naprawdę, gdyby zamiast wrócić zza grobu, Janek przyjechał z dalekiej podróży, na poziomie fabularnym praktycznie nic by się nie zmieniło. Kompletnie nie wykorzystano tu komediowego potencjału tego zdarzenia. Komediowego ani żadnego innego, ale piszę tu akurat o humorze, gdyż serial Adriana Panka z założenia miał być czarną komedią. Uznano jednak, że zabawniejsze będą żarty z udawania gejów, wykrzykiwanie przekleństw, rozmowy o ruchaniu i ekspresja Mecwaldowskiego. To zaś, co miało tu działać na zasadzie absurdu, po prostu nie wybrzmiewa tak, jak powinno.

Brak komizmu w rzekomej komedii to niestety dopiero początek zarzutów, jakie nasuwały mi się podczas oglądania Powrotu. Ten nieciekawy serial o nieciekawym bohaterze ma na swoim koncie o wiele więcej grzechów. A najgorszym z nich nie jest banalna fabuła podana w prostacki sposób. Nie jest to też brak jakiegokolwiek klimatu, który zgodnie z zapowiedziami miał być połączeniem ironii, liryzmu i tajemnicy. Nie są to nawet powrzucane bez składu i ładu nawiązania biblijne, z których nic nie wynika. Tym, co najbardziej razi w oczy, jest koszmarna jakość produkcji.

powrót

Forma gorsza od treści

Bardzo chcę wierzyć, że pierwsze trzy odcinki, które dostałam do obejrzenia – tak jak trzy pozostałe – stanowiły po prostu nieobrobiony materiał. W przeciwnym razie bowiem zdjęcia w Powrocie są najgorszymi zdjęciami, jakie widziałam od lat w serialu, który nie jest Klanem, Na wspólnej czy pierwszoroczną etiudą studencką z budżetem 1000 złotych. Od pierwszych kadrów nasuwają się tu skojarzenia z takimi perłami telewizji sprzed 20 lat, jak Camera cafe. Z czasem, miejscami pojawiają się nieco lepsze ujęcia. Momentami można nawet odnieść wrażenie, że twórcy chcieli tu osiągnąć surrealistyczny efekt. Zabrakło im jednak środków, pomysłu lub umiejętności. A może każdej z tych trzech rzeczy po trochu.

Podobne skojarzenia nasuwają się, gdy przyglądamy się scenografii. Rażą zarówno papierowe dekoracje zbudowane we wnętrzach, jak i plenery, które pokazują Warszawę z najbrzydszej możliwej strony. I nie, nie chodzi tutaj o brudne blokowiska, lecz o wypełnione statycznymi statystami lokacje bezbarwne, bezduszne i nieatrakcyjne. Nic dobrego nie mogę też napisać o ścieżce dźwiękowej, na którą składają się polskie i zagraniczne hity poupychane pleonastycznie w fabułę.

Zdarza się jednak, że kiedy wszystko zawodzi, razi tandetą i bylejakością, sytuację ratuje świetna reżyseria i aktorstwo. Niestety, w Powrocie zawodzi również to. Choć w obsadzie znaleźli się tak świetni aktorzy, jak Bartłomiej Topa, Dariusz Chojnacki czy Robert Talarczyk, oni także wpisują się w poziom tego marnego spektaklu. Nieco lepiej radzą sobie Magdalena Walach i Maria Dębska, wcielające się role wdowy i jej przyjaciółki. Jak zawsze świetna jest też Kinga Preis. Dialogi włożone w ich usta nie pozwalają im jednak rozwinąć skrzydeł. Faktycznie postaci kobiece są tu znacznie ciekawsze niż serialowi mężczyźni, ale nie jest to powód do dumy, kiedy zostawia się w tyle tak nijakich bohaterów. Całość pogarszają jeszcze epizodyści, którzy mieli stanowić dodatkowy element humorystyczny. Niestety wywołują tylko dodatkowe ciarki żenady.

Przyczyn tego, że dobrzy aktorzy wypadają w serialu Panka tak sztucznie, należy szukać nie tylko w kiepskich dialogach, ale też w fakcie, że leży tu cała inscenizacja. Kompozycja obrazu, konstrukcja przestrzeni, a w szczególności rozmieszczenie i poruszanie się aktorów w kadrze… wszystko to przypomina amatorskie kino, a nie serial uznanych twórców z gwiazdorską obsadą, który zrealizowano na zlecenie dużej stacji. Dziwi mnie, że po świetnych Belfrze, Kruku, Klangorze oraz The Office PL (gdzie efekt tandety i żenady był jak najbardziej zamierzony) CANAL+ wypuścił tak marny jakościowo content, który na domiar złego nie broni się też na poziomie scenariusza. Mam nadzieję, że nie będzie to dużym spoilerem, jeśli zdradzę, że Powrót jest tak miernie napisany, że pomimo szczerych chęci nie zostawia widza z żadnymi pytaniami, nadzieją czy katharsis. Jak wspomniałam już na początku, jedyne, z czym zostajemy, to poczucie zmarnowanego czasu.

Wbrew wszystkiemu, co napisałam powyżej, Powrót nie jest najgorszym serialem, jaki widziałam w życiu. Nie jest ani śmieszny, ani wzruszający, a już na pewno nie przejmujący, ale też (poza nieudaną formą) nic szczególnie w nim nie drażni. Nowy serial CANAL+ da się oglądać. Tylko po co? Jeśli znajdziecie odpowiedź na to pytanie, odcinki Powrotu od 15 kwietnia 2022 roku możecie śledzić na CANAL+ PREMIUM oraz w serwisie CANAL+ online.

Natalia Hluzow

Natalia Hluzow

Miłośniczka twórczości Tarantino, Nolana, kina superhero i serialu „The Office” (US!) wychowana na „Władcy pierścieni” i „Zabójczej broni”, dla której synonimami filmowego arcydzieła są „Fight Club”, „Bękarty wojny” i „Incepcja”. Na przekór stereotypom dotyczącym absolwentów filmoznawstwa i szkół filmowych, ponad wszystko kocha kino mainstreamowe i wszelkie toczące się w jego ramach gry intertekstualne. Nienawidzi wydumanych dialogów, papierowych postaci i kiedy twórcy wątpią w inteligencję widza.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA