Connect with us

Publicystyka filmowa

Jesus Christ Superstar (1973)

Jeden z najwspanialszych i najoryginalniejszych musicali w historii kina

Published

on

Jesus Christ Superstar (1973)

You will get the power and the glory – for EVER and EVER and EVER!

Advertisement

Zaczęło się od Iana Gilliana i jego rewelacyjnego wokalu… Taki był początek w moim przypadku. Gdy pierwszy raz usłyszałam ów album, rzucił mnie na kolana. Zachwycił mnie sposób śpiewania, umiejętność oddania każdej emocji, stworzenie wizerunku Chrystusa tak mocno przemawiającego do świadomości. Obraz był już zbędny. Film jedynie mgliście pamiętałam z dzieciństwa, ale nie wracałam do niego. Znacznie później usłyszałam soundtrack, który mnie zaciekawił. Chrystus w wydaniu Teda Neeleya był inny niż ten w wersji wokalisty Deep Purple. U Teda przebija więcej szaleństwa, złości.

.. znacznie mniej idealizmu. Jest człowiekiem, a nie bogiem. Do tej pory skłaniam się ku wersji Gilliana, jednak wydaje się, że to właśnie Neeley idealnie pasuje do zamysłu twórców owej rock-opery. W wersji filmowej spisał się wyśmienicie, był tak bardzo ludzki, nasączony wszelkimi słabościami i emocjami, jakie charakteryzują człowieka.

Advertisement

Pamiętać jednak musimy, że obraz traktuje o ostatnich dniach Jezusa. Jest człowiekiem, który lata nauczania ma już za sobą, nie widząc efektów tego, co mówi, do czego przekonuje, ma prawo poddać się. Ma prawo przestać tłumaczyć, a stawiać oczekiwania. Ile bowiem można powtarzać wciąż to samo i nie widząc zmian, wciąż żyć nadzieją? Czy nawet syn Boga by to potrafił? A przecież to o człowieku ów obraz opowiada, o człowieku, który zginął, jak wielu innych, na krzyżu, o trudnych wyborach i o zderzeniu dwóch tak podobnych do siebie osobowości – Chrystusa i Judasza. Podobnych, aczkolwiek odmiennie patrzących na świat, mających dwie wersje jego zbawienia.

jesus-christ-superstar

Film jest zbudowany na zasadzie skontrastowania ze sobą dwóch osobowości, przy jednoczesnym ukazaniu jak bardzo te dwie postaci były do siebie podobne.

Jest to zabieg bardzo ciekawy, albowiem Judasz, będący synonimem zdrady, zostaje zrehabilitowany, jeżeli tylko potrafimy zrozumieć i wybaczyć słabości, prowadzące do jego zagubienia się. To miłość, w połączeniu ze złością, prowadzi do podjęcia decyzji, od której nie było już odwrotu. Postać tragiczna, mająca do wypełnienia rolę, która przyniosła jej potępienie przez historię. Łatwo jest oceniać po czynach, nie zastanawiając nad motywami. Produkcja Jewisona nie bazuje natomiast na ostatecznych wyborach postaci, nie przypisuje im konkretnych znaczeń, jakie odegrały w męce Chrystusa.

Advertisement

Nie ma tu ludzi czarno-białych, dobrych i złych. Są wpisani w scenariusz, jaki Bóg ułożył, nie potrafią uwolnić się od presji otoczenia, nie potrafią przebaczać i dlatego podejmują decyzje niezgodne z ich przekonaniami. Z jednej strony są jak bohaterowie antycznych tragedii – nie mogą uciec przed losem, z drugiej – owo fatum stanowi ich własny wybór, będący wynikiem działania wolnej woli. Zamyka się błędne koło, które nakazuje kojarzyć Judasza ze zdradą przyjaciela, a Piłata z tym, który wydał wyrok śmierci.

Paradoksalnie te dwie postaci są najbliżej Jezusa, znajdują się najbliżej zrozumienia tego, o czym mówi, zrozumienia, kim mógł być ów fantasta… i może to jest powód, dla którego zostają ukarani. Będąc tak blisko, odrzucają poznanie, albowiem wiąże się ono z decyzjami, których nie są w stanie podjąć – dla Judasza jest to wybór ostatecznego zaufania, odrzucenia swoich przekonań, pozbycie się niepewności. Dla Piłata oznacza możliwość utraty władzy. Pozwalają się zdominować temu, nad czym powinni panować, a co rodzi strach przed przyszłością. Nie mają również gwarancji Jezusa, jasnej wytycznej, jak postąpić powinni. Zostają sami ze swą niepewnością. Im też poświęcono znaczną część tej opowieści.

Advertisement

Judas Kiss Superstar

JEZUS I JUDASZ

Listen Jesus I don’t like what I see.
All I ask is that you listen to me.
And remember, I’ve been your right hand man all along.
You have set them all on fire.
They think they’ve found the new Messiah.
And they’ll hurt you when they find they’re wrong.

Już w pierwszej scenie otrzymujemy dogłębną charakterystykę Judasza. Siedzi samotnie, daleko od Jezusa, otoczonego swymi fanami. Krzyczy, prosi, ale czyni to, będąc poza zasięgiem swego przyjaciela. Wydaje się być zazdrosny, opuszczony, boi się mitu, jakim Jezus zostaje otoczony…

Advertisement

Zacząłeś znaczyć więcej niż prawda, którą głosisz…

On, który zawsze był przy nim, nagle zostaje wyrzucony na pobocze. Będzie od tej pory czekał, aby to Jezus przyszedł do niego. Poprzez szereg zaczepek, krytykowanie swego mistrza, niczym dziecko będzie się starał zwrócić na siebie jego uwagę. Jego i Jezusa różni sposób widzenia świata. Judasz, bojący się tłumu, uważający, że „robienie zbyt dużego szumu” jest szkodliwe, i Jezus, otwarcie głoszący swe poglądy, przyjmujący oznaki uwielbienia swych fanów, ale podchodzący do nich z dystansem. Dziwna jest przyjaźń, która ich łączy, opierająca się na relacjach mentora i niepokornego ucznia.

Advertisement

Dlatego też Chrystus, kiedy widzi, jak Judasz się oddala – nie idzie za nim, zostawia go samego z wolną wolą, chociaż dobrze wie, gdzie owo rozgoryczenie go zaprowadzi. On bowiem się zagubił gdzieś pomiędzy szacunkiem do człowieka a uwielbieniem dla idola, jakie widzi wokół. Nie jest to jednak uwielbienie, w które i on się mógłby wpisać, do którego z gestów dołączyć. Jego interpretacja roli, jaką Chrystus powinien odegrać, jest zupełnie inna. Wydaje się, iż zadowoliłoby go, gdyby nie musiał tą postacią dzielić się z rzeszami ludu, gdyby to, co nauczyciel mówi, pozostawało w zasięgu wybranych, którzy nie przefiltrują tego aż tak mocno przez własny system wartości, planów, nie zmienią wymowy jego słów.

judas

Uwierz mi, mój podziw dla twej osoby jest wciąż żywy, ale każde twoje słowo jest dziś przeinaczane.

Advertisement

Sam nie ma ustalonej drogi postępowania, nie podoba mu się zmiana, nie podoba fakt, że zostaje zepchnięty na plan drugi. Rozumuje w sposób egoistyczny, typowy dla każdego człowieka, albowiem narzucony przez uczucia, przez wrażliwość, a jednocześnie determinowany przez zaborczość. Jezus natomiast myśli w szerszej skali, to, czemu on się poświęca, to idea, którą chce przekazać innym. Sam jednak widzi, że jego wysiłki idą w dużej mierze na marne, że ludzie faktycznie interpretują to, co mówi, w sposób charakterystyczny dla siebie – dopasowując słowa do oczekiwań i potrzeb własnych.

To, co łączy najmocniej te dwie postaci, to samotność, samotność – Jezusa wśród tłumu i wiwatujących na jego cześć fanów, Judasza poza tłumem, społeczeństwem, w które przecież jednak nie wpisywał się i Jezus. Judasz zostaje odrzucony, bowiem występuje przeciw bożyszczu ludu, Jezus jest samotny, bowiem nie jest rozumiany. Deklaracja lojalności, wyznawców („Simon Zealotes”) pociąga za sobą propozycję objęcia władzy, wierni chcą mu ją ofiarować, chcą wystąpić przeciw Rzymowi. To, że wybiera śmierć, uważają za ucieczkę. Nie chcą mu na to pozwolić, szydzą, chcą mieć w nim przywódcę, tego, który pokona przeciwników, bez znaczenia, ile krwi miałoby się przelać.

Advertisement

Jezus nie tego jednak chce. Proponuje życie dniem dzisiejszym, nie wpisuje się w ustalone ramy społeczeństwa, normy, wartości i pozory. Wyłamuje się ze świata hipokryzji, nie ocenia po tym, co powierzchowne, pozwala zbliżyć się do siebie prostytutce, co krytykuje Judasz. Dla niego takie zachowanie daje argumenty ich przeciwnikom, sprawia, że Idol naraża nie tylko siebie, ale też swych wyznawców.

Uczeń Chrystusa myśli o dniu jutrzejszym, myśli o tym, co ów fantasta może zrobić, o tym, że może wszystkich zaprowadzić w przepaść. Wie, że ludzie są słabi, wie, że odwrócą się od Jezusa… tak samo, jak on to zrobi. Judasz jednak nie przychodzi ze swymi żalami do nauczyciela. Już we wspomnianej scenie widzimy, jak odchodząc, błaga, aby przyjaciel go wysłuchał, ale błaga, będąc na pustyni, błaga tam, gdzie nikt go nie może usłyszeć. On także widzi w Jezusie kogoś więcej niż człowieka, dlatego też uważa, że to on powinien wyciągnąć do niego dłoń. Krytykuje go w wielu kwestiach, ale nigdy nie mówi tego, czego się faktycznie obawia.

Advertisement

Tak też jedną z najbardziej dramatycznych scen w filmie jest pożegnanie Jezusa i Judasza. Następuje przy dźwiękach Everything’s Alright. Mimo obejmującej Mesjasza Marii Magdaleny, mimo tłumu otaczającego postaci, są tylko oni dwaj. W oczach Judasza maluje się przerażenie, w oczach Jezusa pozostaje smutek. W końcu puszcza jego rękę, zostają rozłączeni. Judasz odchodzi samotnie, Chrystus, mimo otaczających go wyznawców, pozostaje równie samotny. Aż do momentu zdrady pocałunkiem Judasz będzie pojawiał się w otoczeniu Jezusa, będzie go obserwował, trzymając się jednak na uboczu.

Advertisement

Zdradzając go, wyrzuci z siebie wszystkie emocje i oskarżenia. Jezus również nie zachowa zimnej krwi, obawia się, że to wszystko, co robi, przeminie, że zostanie zapomniany. Nakazuje Judaszowi odejść, uciekać, szydzi z niego… gdy emocje opadają, podchodzi do niego, on jednak odrzuca gest pojednania. Ostatni raz ich dłonie się łączą w dotyku i Judasz ucieka… pojednanie jest już niemożliwe. Można by rzec, że te dwie postaci to dwie strony jednej osobowości – realizm kontra idealizm, egoistyczna chęć zachowania drugiej osoby tylko dla siebie, skonfrontowana z otwarciem na innych. Zatem człowiek wiecznie rozdarty, zamknięty w samotności i niezrozumieniu, chociaż otoczony tłumem wyznawców.

tedbarry_med_hr

PIŁAT

I dreamed I met a Galilean;
A most amazing man.
He had that look you very rarely find:
The haunting, hunted kind.
I asked him to say what had happened,
How it all began.
I asked again, he never said a word.
As if he hadn’t heard.

Osobowość niezwykle fascynująca, przepełniona złością, frustracją, nasączona zdenerwowaniem. Musi dokonać wyboru najtrudniejszego – stanąć w opozycji do siebie samego, przeciwstawić się temu, w co wierzy i czego pragnie, a wszystko przez ograniczenia, jakie paradoksalnie nakłada na niego nieograniczona władza. Ta postać fascynowała już wielu ludzi. Pojawił się w Mistrzu i Małgorzacie, w utworze Pearl Jam, Simon Vestdkijk napisał o nim nowele, a Monty Python przedstawił go oczywiście w ujęciu satyrycznym. W sposób najciekawszy o tej osobie opowiedział Bułhakow, to, co u niego charakteryzowało Piłata, to wieczna samotność.

Advertisement

Kim jest tutaj? Człowiekiem, który musi zmierzyć się z tym, czego pragnie, i tym, czego oczekują od niego inni. Konfrontację tę przegrywa. Trudno jednak go potępić. Jest ograniczony przez władzę, jaką sprawuje. Jako namiestnik prowincji rzymskiej musi liczyć się nie tyle z mieszkańcami Judei, co z cesarzem, którego ci, którzy żądają śmierci dla Jezusa, przywołują.

We need him crucified.
It’s all you have to do.
We need him crucified.
It’s all you have to do.

Advertisement

Tak jak i Judasz ulega paradoksowi, nie może wyzwolić się z odgórnych ograniczeń. Tak jak Judasza pęta determinizm skonfrontowany z wolną wolą, tak Piłata obowiązki wobec prawa, przeciwstawione obowiązkom wobec sumienia. Czy faktycznie miał zatem wybór? Wydaje się, że scena, kiedy zostają mu symbolicznie podane insygnia władzy, sugeruje, że nie miał, bowiem tego wyboru dokonał o wiele wcześniej – przyjmując ustaloną rolę społeczną, z której wyłamać się nie sposób (a precyzując – z której wyłamać się jest bardzo trudno i należy wiele poświęcić, czyniąc to). Nie może uciec od norm i ograniczeń, przypisanych funkcji, jaką pełni.

Nie potrafi wyzwolić się od strachu, myśl o konsekwencjach go paraliżuje. Wyrzuca z siebie złość, bo to Jezus jest winien sytuacji, w jakiej ten się znalazł. Ten idealista nie chce się ukorzyć, nie chce zaprzeczyć… a przecież to tylko są słowa, słowa, które można wypowiedzieć bez wiary w nie. Dla obu tych postaci oznaczają jednak zapewnienie konkretnego miejsca w pamięci potomnych. Gdy Piłat obmywa ręce z krwi Chrystusa, nie biorąc odpowiedzialności za jego śmierć, ucieka tym mocniej w swój strach. Nigdy bowiem nie uwolni się od poczucia, że coś zaprzepaścił, czego dowodem jest scena, gdy zamyślony patrzy na ukrzyżowanego człowieka.

Advertisement

MARIA MAGDALENA

I don’t know how to love him.
What to do, how to move him.
I’ve been changed, yes really changed.
In these past few days, when I’ve seen myself,
I seem like someone else.

Kobieta, z którą Jezus, według słów Judasza, nie powinien mieć nic wspólnego. Odgrywa ważną rolę, gdyż stanowi symbol nawrócenia. Przyzwyczajona do wielu mężczyzn w swym życiu, którzy byli częścią jej pracy, z którymi nic jej nie łączyło, poza fizycznością. Nagle spotyka Jezusa, w którym się zakochuje. Nie do końca potrafi poradzić sobie z rodzącym się uczuciem.

Advertisement

Jest zagubiona, bo jeden człowiek wywraca jej świat do góry nogami, traktuje z szacunkiem i ofiarowuje swą przyjaźń. Jest jednak mężczyzną, jak ona twierdzi, „tylko mężczyzną”, mężczyzną jak inni… a jednak go kocha. Pierwszy raz uczucie ją pokonało, straciła kontrolę nad nim. Pragnie Jezusa, a jednocześnie to ją przeraża, gdyż on nie jest kolejnym w jej życiu, a tym, który sprawił, że zaczęła dzielić szczęście z bólem. Pożądanie zostaje w dużej mierze pokonane przez odbiór drugiej osoby na zupełnie innym poziomie, jednak pragnienia wciąż oscylują chwiejnie pomiędzy cielesnością a duchowością.

20131229_233142

KAJFASZ

I see blood and destruction,
Our elimination because of one man.

Advertisement

Kajfasz to postać przekoloryzowana. Wszystko w nim sugeruje, że mamy do czynienia ze sługą Szatana. Od głosu po sposób bycia. Jest bliźniaczo podobny do Jafara z disneyowskich opowieści o Aladynie. Poza wizualną zbieżnością łączy te dwie postaci sposób działania – knucie, kierowanie się zawiścią i zazdrością, wysokie mniemanie o sobie samym… Kajfasz twierdzi, że widzi, jak Jezus staje się przyczyną przelewu krwi i zniszczenia. O ile jednak strach przed tym determinuje działania Judasza, o tyle dla Kajfasza to tylko tania wymówka. Jest archetypem zła, symbolizuje te wszystkie najgorsze, pierwotne cechy człowieka, którym ów daje się zdominować.

Dla niego wszystko jest proste – Jezus musi umrzeć, bo stanowi zagrożenie, wnosi nowe wartości. Są to wartości niezrozumiałe, obce, burzące ustalony porządek. Najgorsze w tej postaci jest to, iż możliwe, że nie rozumie, czym faktycznie jest, widzi w sobie obrońcę porządku. Jest ograniczony, nie pojmuje roli ani zła, ani dobra, bowiem żyje w rzeczywistości, jaką zastał. Nie zastanawia się nad sensem czegokolwiek, droga postępowania wyznaczona mu jest przez banalne normy. Dramatem tego człowieka jest fakt, że nie dostrzega, iż jest niewolnikiem władzy, jaką posiada. To, co pęta Piłata, jemu wydaje się być wyzwoleniem.

Advertisement

Jest niewolnikiem, nieświadomym swego niewolnictwa, trudno zatem go szanować. Zło może być pociągające, w elektryzujący sposób fascynujące, ale nie gdy jego kwintesencję stanowi ktoś, kto jest zdominowany przez nie. Zatem nie dajmy się zwieść Kajfaszowi i nie myślmy, że to, co przede wszystkim nim kieruje, to wizja krwi, która może zalać świat, a przyczyną będzie Chrystus.

pilatus

HEROD

Jesus, I am overjoyed to meet you face to face.
You’ve been getting quite a name all around the place.
Healing cripples, raising from the dead.
And now I understand you’re God,
At least, that’s what you’ve said.

So, you are the Christ, you’re the great Jesus Christ.
Prove to me that you’re divine – change my water into wine.

Advertisement

Get out of here!
Get out of here you,
Get out of my life.

Zastanawiałam się, czy warto o tej postaci wspominać. W dużej mierze to bowiem figurant, zblazowana satyra estety. Mimo to postać została na tyle interesująco zbudowana przez Joshuę Hostela, iż trudno zupełnie ją pominąć. To błazen, łakomy rozrywki, wrażeń. Jest dość odpychający, opalony na brąz, nie znosi, gdy się go ignoruje – świetna scena, kiedy żołnierze wraz z Jezusem w pośpiechu oddalają się od niego, a on pociesznie biegnie za nimi, pełen złości… Herod to dziecko cyrku. Bawią go iluzje, jest gotowy uwierzyć, o ile ujrzy to na własne oczy. Wówczas nie miałoby znaczenia, czy to prawda, czy tylko sztuczka.

Advertisement

Jezusa chętnie widziałby w roli swego nadwornego kuglarza. Trudno nie ulec wrażeniu, że jeżeli Chrystus dokonałby na jego oczach najmniejszego chociażby cudu, początkowy cynizm tego człowieka zamieniłby się w próbę wciągnięcia Jezusa w rozrywkowy światek owej odpychającej postaci. Ten człowiek jest symbolem ludzi, szukających w świecie łatwych wrażeń, hedonistów, w wydaniu nie tyle opierających się na filozoficznych podstawach owej postawy, co dostrzegających tylko jedną warstwę przyjemności. A jest nią zatrzymanie się na poziomie rozwoju rozkapryszonego dziecka, niezdolnego do innych form negacji rzeczywistości, gdy ta nie odpowiada zachciankom, aniżeli tupnięcie nogą.

Herod byłby postacią zupełnie nieszkodliwą, gdyby złośliwość losu nie powierzyła mu władzy. Trudno jednak stwierdzić, czy ogranicza go w taki sam sposób, co Piłata lub Kajfasza. Heroda ogranicza zblazowany sposób życia i braki intelektualne, a władza jest tu środkiem, zapewniającym możliwość egzystowania w takich warunkach.

Advertisement

jesus-christ-superstar1

…INTO YOUR HAND, I COMMIT MY SPIRIT…

Ów film wywołał protest, budził kontrowersje. Postać Jezusa stała się ikoną, świętością, co do której nie powinna być żadnej dyskusji, rozważań. Przez to stała się postacią martwą, zagubioną gdzieś pomiędzy skostniałymi sloganami i bezmyślną wiarą.

Advertisement

Bardzo trafna analogia owej postawy zostaje i w filmie ukazana. Podczas kawałka The Temple przedstawione jest, jak Jezus niszczy stragany w świątyni. Dla współczesnych nam katolików jest to chyba jednoznaczne z wystąpieniem przeciw rozpuście, zepsuciu… ale czym mogło być dla tamtych ludzi? Przyzwyczajeni do kupowania w Domu Bożym, przyzwyczajeni, że tam można było wszystko nabyć, wszystko było na sprzedaż. Nagle przybiega szaleniec, twierdzący, że to jego dom, rozrzucający wszystko dookoła. Podobnie musiało być z odbiorem owego musicalu, wśród tych, którzy poddali go krytyce.

Wyuczeni pewnego standardowego pojmowania religii, przyzwyczajeni do ukształtowanego wizerunku, świętości Jezusa, niekoniecznie musieli zaakceptować przedstawienie go jako idola rozwrzeszczanego tłumu. A przecież takim idolem dla współczesnych mu ludzi musiał być. Był tym, czym dla nas gwiazdorzy, reżyserzy… był kimś, kogo się kocha, gdy jest na szczycie i zostawia, kiedy leży na dnie, gdy nie spełnia oczekiwań.

Advertisement

Webber i Rice trafnie to też spostrzegli. Zaproponowali wizerunek człowieka z krwi i kości. Człowieka, który kochał, cierpiał, prawdziwie żył i dokonał wyboru. Ów wybór tu właśnie staje się czynem heroicznym. Wywołuje on sprzeciw Jezusa, złość, przynosi chwilę, w której nie jest pokorny wobec ojca. Chce wiedzieć, dlaczego musi umrzeć, chce mieć gwarancję, że jego śmierć nie pójdzie na marne, ogarnia go zwątpienie, żąda wyjaśnień. A jednak korzysta z wolnej woli w sposób świadomy. Gra kartami, które Bóg rozdał, jednakże czyni to tak, iż można uwierzyć w tego człowieka.

Advertisement

To właśnie zostaje jak najmocniej podkreślone – człowieczeństwo Chrystusa. Jest jak wielu idealistów – zaczyna od najszlachetniejszych planów, ale przyznaje, że się zmienił, że one go przerastają – nie może pomóc każdemu choremu („Jest was zbyt wielu! Zostawcie mnie!”), nie może zmienić ludzkiego sposobu myślenia, daje tłumowi prawdę i dobro, a oni widzą w nim przywódcę, który przeleje krew ciemiężycieli… jest inaczej, niż przewidywał. A jednak mimo tego musi się poświęcić. Poświęcić za świat, który nadal będzie chylił się ku przepaści. Wzbudza to jego rozgoryczenie, sprzeciw. On chce żyć! Na krzyżu pyta jeszcze ojca, dlaczego go opuścił.

.. ostateczna zgoda na los, jaki mu zgotowano, następuje wraz ze słowami „W twoje ręce składam ducha mego”, opuszcza głowę i spełnia się to, o czym nauczał na początku – a mianowicie aby pokonać śmierć, wystarczy tylko umrzeć…

Advertisement

Dzięki takiej postawie widz może się identyfikować z tą postacią, czuć empatię, nie zostaje od niej oddzielony granicą kultu, doktryny, uniemożliwiającą dotknięcia go. Nie wiemy też do końca, kim była ta osoba – fantastą, idealistą, który zbyt wielką wiarę pokładał w rasie ludzkiej, szaleńcem czy synem Boga, który znał doskonale plan i wiedział, że tak być musi, wiedział też, że jego śmierć nie sprawi, że ludzie staną się lepsi. Odpowiedź na to pytanie nie ma jednak większego znaczenia, trudno ją odnaleźć w filmie. Tej kwestii bowiem obraz nie rozstrzyga. Jest to jedynie propozycja, propozycja na refleksję, prośba o zastanowienie się nad tym, na czym faktycznie wiara polega, nad racjami innych, nad faktem, jak bolesne może być zderzenie idealizmu z brutalną rzeczywistością.

W końcu propozycja, aby spojrzeć na Jezusa jako człowieka, którym był, człowieka targanego emocjami, mającego momentami wątpliwości co do boskiego planu. Człowieka, który w finale wygrywa, godzi się ze śmiercią i postanawia okazać zaufanie. Łatwe? Na pewno nie, jednak okazuje się, że możliwe, możliwa jest wygrana z własnymi słabościami i niepewnością.

Advertisement

69Lvv0k4rY1calsuqVYAwrlhWur
COULD WE START AGAIN?

Ważnym problemem, jaki w obrazie zostaje świetnie ukazany, jest ocena historii. Fakt, z czym potomni będą łączyli postaci, oceniając po pozorach, nie mogąc wgłębić się w ich psychikę, przeanalizować motywów, jakie nimi kierowały. I tak Judasz jest synonimem zdrajcy, a Piłat tym, który wydał wyrok na Chrystusa. Tutaj natomiast owa dwójka, jak również Maria Magdalena, są osobami będącymi najbliżej Jezusa. Są tymi, którzy dostrzegli coś ponad kult jednostki, którzy chcieli od siebie odepchnąć miłość swego idola, chcieli być samodzielni, ale uzależnili się od niego, zmienił ich całe życie.

Gdy przedstawienie się kończy, młodzi ludzie wsiadają do autobusu. Śmieją się, rozmawiają, poklepują po plecach. Tylko ta trójka zatrzymuje się, odwraca i patrzy na krzyż. Maria chciała odrzucić uczucie, jakim obdarzyła Jezusa, nie wiedziała, w jaki sposób go kochać, zabrał jej samodzielność, sprawił, że poczuła coś, czego wcześniej nie czuła do mężczyzny.

Advertisement

Podobne dylematy przeżywa Judasz. Zdradza go, żałuje, nadal kocha i przed śmiercią pyta: „Czy zależy mu na mnie?”. Piłat, gdy chce ocalić Jezusa, traci pewność siebie, opuszcza go na chwilę cynizm, jest wściekły, że Chrystus nie chce walczyć o życie. Namiestnik wydaje wyrok, gdyż znajduje się pod presją tłumu, tłumu żądnego wrażeń, kolejnego wystąpienia, sensacji. Tego chcą ludzie – emocji. Także apostołowie myślą o tym, że gdy kiedyś spiszą Ewangelię, pozostaną zapamiętani na wieki… a ta trójka osiąga coś więcej. Cenią go, buntują się przeciw temu, że dzięki niemu odczuwają coś, co najchętniej by odrzucili, coś, co sprawia, że nie mogą funkcjonować samotnie.

Potrzebują go, jednocześnie Maria nie może uchronić go przed przeznaczeniem, a Piłat i Judasz przyczyniają się do jego śmierci. Każde z nich zmieniłoby wiele, gdyby historia mogła potoczyć się od początku. Także inni są świadomi, że Jezus udowodnił swą rację, widzą, że wygrał, zrozumieli jednak jego plan zbyt późno. Jego życie nie może być już ocalone. Sami nie są jednak gotowi na to, aby ich opuścił. Potrzebują go.

Advertisement

0d4a61ecbd094ef7bb7e6d23e831
DO YOU THINK YOU’RE WHAT THEY SAY YOU ARE?

Sam film przeplata współczesność ze starożytnością, co oczywiście ma podkreślić uniwersalność owej opowieści, podkreślić także fakt, że mimo wielu wieków, jakie minęły, tylko jednostki potrafiły zrozumieć, dlaczego ten człowiek zdecydował się na śmierć. W większości ludzie zamiast słuchać, co mówił, postanowili usłyszeć to, co chcieli. Tak też obraz zostaje umiejscowiony w autentycznym, pustynnym plenerze, gdzie w tle malują się ruiny starożytnego miasta, stroje współczesne przeplatają się z historycznymi, są czołgi, a włócznie zmieniają się w karabiny. Judasz jest czarny, Maria Magdalena posiada niezwykłą, indiańską urodę, a Herod prezentuje się tak, jakby właśnie uciekł z solarium.

Można płacić banknotami współczesnymi, a ze śmierci zrobić widowiskowe przedstawienie. Nie ma znaczenia dokładność historyczna czy wierne odzwierciedlenie Ewangelii. Ważny jest kult jednostki, jej przegrana za życia i trwanie na wieki w świadomości kolejnych pokoleń. Jezus, tak jak wielu idoli, przetrwał.

Advertisement

Every time I look at you I don’t understand
Why you let the things you did get so out of hand.
You’d have managed better if you’d had it planned.
Why’d you choose such a backward time in such a strange land?
If you’d come today you could have reached a whole nation.
Israel in 4 BC had no mass communication.
Don’t you get me wrong.
I only want to know…

481097

Umarł młodo, za życia został doceniony przez niewielu (pomijając histeryczne hołdy), a jednak jego sława stała się wartością wieczną. Film ukazuje, że nie tego oczekiwał, lecz tego jednego nie mógł pokonać – uwielbienia. Owo uwielbienie zamieniło się w doktrynę. Gdyby wybrał inne czasy, jak sugeruje Judasz, miałby łatwiejszy dostęp do ludzi, nie zginąłby zapewne na krzyżu, a był gwiazdą telewizji. Nie to jednak było jego celem.

Advertisement

Obraz świetnie spisuje się także jako ilustracja dla studium władzy. Ukazuje, jak łatwo zmienić się w niewolnika tego, co ma nam zapewnić klucz do wolności.

Władzę odrzucił Chrystus, chociaż została mu ofiarowana przez tłum. Jako jedyny nie dał przypisać sobie z góry narzuconej roli, przez co wygrał z tym, z czym, mimo dobrych intencji, przegrali zarówno Judasz, jak i Piłat.

Ciekawostkę stanowi samo zakończenie, gdzie na tle zachodzącego słońca maluje się krzyż, a spowita cieniem postać wchodzi pod górę. Biorąc pod uwagę fakt, że w tej opowieści Jezus jest kreowany na człowieka, a pytanie o jego boską naturę pozostaje bez odpowiedzi, aluzja do zmartwychwstania wydaje się być zastanawiająca. Jeżeli nawiązać do kultowości, jaką ta postać została otoczona, może to stanowić podkreślenie faktu, jak szybko po śmierci stał się idolem. Zważywszy jednak na scenerię, brak świadków, wydaje się, że takie zakończenie ma zaakcentować ostatecznie zwycięstwo. Zwycięstwo zarówno nad życiem, jak i śmiercią, które przyniosło mu chwałę na wieki. To, o czym należy jednak pamiętać, to fakt, że było to zwycięstwo człowieka.

Advertisement

Tekst z archiwum film.org.pl (2007).

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *