Connect with us

Publicystyka filmowa

Najlepsze filmy gangsterskie. WYNIKI GŁOSOWANIA!

Odkryj fascynujący świat przestępczości w NAJLEPSZYCH FILMACH GANGSTERSKICH, gdzie moralne dylematy spotykają się z nieprzeciętną sztuką filmową.

Published

on

Najlepsze filmy gangsterskie. WYNIKI GŁOSOWANIA!

Filmowi gangsterzy kryją w sobie ciekawy paradoks. Wszyscy uwielbiamy oglądać zarówno ich, jak i ich poczynania, jednocześnie czując głęboki moralny opór przed identyfikowaniem się z nimi. Jakbyśmy przyzwalali gangsterom na całe zło, jednocześnie umywając od niego ręce. Ta fascynacja przybierała w kinie przeróżne oblicza. Zawsze jednak po seansie obecne było znamienne pytanie: czy mi także tak niewiele brakuje do przejście na stronę diabła?

Advertisement

Przed wami trzydziestka najlepszych filmów gangsterskich, powstała także przy udziale głosów czytelników.

Przypomnę, jakie zasady przyświecały głosowaniu. Pod uwagę braliśmy te filmy, w których gangster lub kryminalista jest głównym bohaterem opowieści. Ewentualnie pełni tę rolę na równi z policjantem, który depcze mu po piętach. Nie interesowały nas z kolei klasyczne kryminały, w których całą sympatię widza zawłaszcza policjant ścigający oprawcę lub grupę przestępczą (wyjątek – Nietykalni i tym podobne). Nie interesowały nas także filmy o złodziejach oraz skokach na bank, nie braliśmy pod uwagę kina więziennego.

Chodziło raczej o ukazanie zaplecza przestępczego świata, co siłą rzeczy najlepiej oddają filmy odnoszące się do słynnego okresu prohibicji w USA. Ale na liście znajdziecie także kilka perełek, ukazujących bardziej współczesne oblicze gangsterskiego świata. I co istotne – w głosowaniu braliśmy pod uwagę filmy, nie seriale – na liście nie znajdziecie zatem ani Rodziny Soprano, ani Zakazanego imperium.

Advertisement

Czegoś twoim zdaniem zabrakło? Podziel się swoimi spostrzeżeniami w komentarzu pod tekstem.

***

Advertisement

30. Burzliwe lata dwudzieste, 1939, reż. Raoul Walsh

W drugiej fazie wielkiego kryzysu, która doprowadziła do wybuchu wielkiej wojny, Raoul Walsh opowiedział historię z czasów pierwszej fazy kryzysu, kiedy to po zakończeniu innej wielkiej wojny nasiliły się niepokoje społeczne i narodziły się zbrodnicze jednostki.

James Cagney i Humphrey Bogart wcielili się w role gangsterów, ale nie są to postacie jednakowe. Jednemu zabijanie sprawia przyjemność, więc rola gangstera jest dla niego stworzona, ale drugi widzi w łamaniu prawa tylko sposób na zdobycie środków do życia – sposób na to, by wyjść z nędzy i nie skończyć jak kloszard. Film Walsha jest doskonałą kroniką tamtych czasów i dla współczesnego widza powinien mieć wartość szczególną. Tym bardziej, że jest znakomicie zrealizowany i nie razi w oczy jego studyjność (całość powstała w studiu Warner Bros.). [Mariusz Czernic]

Advertisement

29. Ulice nędzy, 1973, reż. Martin Scorsese

Ta stara jak świat produkcja nie należy do najlepszych filmów Scorsesego, nie zapisała się też w historii kina złotymi zgłoskami, mimo to uważam ją za dzieło niezwykle interesujące chociażby ze względu na to, że emanuje młodzieńczą energią i dzikością, że jest do bólu szczere i w najmniejszym stopniu nie próbuje moralizować widza, co w tamtych czasach było na porządku dziennym.

Film jest też cennym świadectwem tego, jak hartowała się stal, czytaj – jak kształtował się styl Scorsesego i gdzie znajdują się jego korzenie. Mało spójny i przemyślany scenariusz nie zmienia faktu, że każdy fan tego reżysera powinien Ulice nędzy obejrzeć z przyjemnością. [Michał Bleja, fragment recenzji]

Advertisement

28. Infernal Affairs: Piekielna gra, 2002, reż. Wai-keung Lau, Alan Mak

Czasem jest tak, że uczeń przerasta mistrza – przynajmniej swoją popularnością. Przypadek filmów Piekielna gra oraz Infiltracja trochę mi to przypomina. Trudno porównywać do siebie te dwa obrazy, bo choć opowiadają o tym samym – równoczesnym infiltrowaniu mafii i policji – to jednak skąpane są w innym sosie kulturowym.

Najciekawsze w Piekielnej grze jest jednak to, że stanowi ona swoiste zaprzeczenie tego, co znamy pod hasłem azjatyckiego kina sensacyjnego. Brakuje bowiem strzelanin, kopniaków i epatowania przemocą – główny pojedynek jest pojedynkiem psychologicznym. Podkreśla to wrażenie aktorski popis dwóch azjatyckich gwiazd – Tony’ego Leunga oraz Andy’ego Lau. Scorsese wiedział, z czego czerpać. [Jakub Piwoński]

Advertisement

27. Biały żar, 1949, reż. Raoul Walsh

Gdy Biały żar Raoula Walsha wszedł do amerykańskich kin w 1949 roku, James Cagney miał już za sobą dwie nominacje do Oscara, w tym jedną – za Yankee Doodle Dandy (1942) Michaela Curtiza – zamienioną na statuetkę.

A jednak wielu widzów właśnie za rolę bezwzględnego Cody’ego Jarretta, herszta przestępczej bandy z Białego żaru, pamięta go najlepiej. Nie ma w tym nic dziwnego – Cagney w filmie Walsha stworzył jedną z najbardziej pamiętnych kreacji w kinie gangsterskim Złotej Ery Hollywood, a nawet w historii tego gatunku w ogóle.

Advertisement

Jarrett w jego wykonaniu to przywódca gangu tak dalece skonfliktowany wewnętrznie – pomiędzy uczuciem do wzgardzającej nim żony, niezdrową relacją z matką i nieufnością wobec współpracowników – że pomimo jego bezwzględnie odpychającej natury trudno nie współczuć skazanemu na klęskę przestępcy. [Dawid Myśliwiec]

26. Rififi, 1955, reż. Jules Dassin

Adaptacja powieści Auguste’a Le Bretona i jeden z czołowych francuskich kryminałów (nurt rozpoczęty rok wcześniej filmem Nie tykać łupu Jacques’a Beckera). Film pamiętany głównie dzięki – rozegranej bez słów i bez muzyki – długiej scenie napadu na sklep jubilerski.

Advertisement

Ale gra nerwów, która toczy się po tej scenie, to również kawałek mistrzowskiego kina suspensu. Powstał rzetelny obraz paryskiego półświatka, wypełniony krytyką społeczną i cierpką ironią. Antykomunistyczna nagonka, która amerykańskiego filmowca Julesa Dassina wygnała do Francji, przyniosła – jak na ironię – bardzo pozytywny skutek. Dzięki temu powstały bowiem takie inspirujące klasyki europejskiego kina. [Mariusz Czernic]

25. Prawo Bronxu, 1993, reż. Robert De Niro

Niewiele osób pamięta, że Robert De Niro, wybitny aktor, ma na swoim koncie także dwa wyreżyserowane przez siebie filmy. Jeden z nich to Prawo Bronxu właśnie. Po doświadczeniach w graniu w filmach opowiadających o kryminalnym brudzie USA, między innymi u Martina Scorsesego, w 1993 roku aktor postanowił dołożyć swój komentarz do konwencji kina gangsterskiego, obsadzając się jednocześnie w jednej z głównych ról w filmie.

Advertisement

Prawo Bronxu ma kilka atutów, ciekawie na przykład wypada aktorski pojedynek między De Niro a Palminterim. Ja jednak film wspominam dobrze z dwóch powodów. Po pierwsze, gangsterski kostium jest tutaj tylko powierzchnią, pod którą skryta została opowieść o wychowaniu, wzorcach, uprzedzeniach oraz trudach relacji między ojcem a synem. Według De Niro to właśnie zaburzenie tej więzi może w konsekwencji przyczynić się do zbliżenia się młodego człowieka do świata gangsterskiego. Drugim powodem wyjątkowości Prawa Bronxu jest jedna scena, która na stałe zakorzeniła się w mojej głowie, jednocześnie będąca kwintesencją filmu i jego znaczeń.

Chodzi oczywiście o atak młodych gangsterów na przejeżdżających rowerami ciemnoskórych w połączeniu z pobrzmiewającym w tle kawałkiem Nights In White Satin. Wyjątkowo brutalna poezja. [Jakub Piwoński]

Advertisement

24. Droga do zatracenia, 2002, reż. Sam Mendes

Pod wieloma względami Droga do zatracenia to wszak mocno hollywoodzka produkcja, tu i ówdzie, ku niezadowoleniu fanów, upraszczająca literacki oryginał. Niemniej działająca, nie będąca jedynie pustą wydmuszką, która trąci banałem i takie też sceny serwuje odbiorcy.

Mendes ani na moment na to nie pozwala, podobnie jak nie daje widzowi okazji na choćby chwilę nudy. Reżyser wie, kiedy podkręcić dramaturgię, zainteresowanie bądź emocje. Gra na nich doskonale, czyniąc z fabuły konsekwentną, nawet jeśli odrobinę staroświecką przypowieść o ludzkich grzechach i zarazem sprawiając, że prosta ogółem intryga stanowi jedynie część atrakcji. Siłą tego filmu są jego styl, bajeczna wręcz strona techniczna i wylewająca się z poszczególnych kadrów wyjątkowa atmosfera. (…) Audiowizualna symbioza jest tu tak doskonała, że wynosi film o poziom wyżej. O ile zatem w strukturze czy narracji nie znajdziemy nic szczególnie zaskakującego, o tyle w kwestii czysto estetycznej jest to prawdziwy popis magii dziesiątej muzy. [Jacek Lubiński, fragment recenzji]

Advertisement

23. Samuraj, 1967, reż. Jean-Pierre Melville

Niewielu było w historii kina tak eleganckich reżyserów jak Jean-Pierre Melville, który ze swoich kryminałów uczynił dzieła sztuki. Nieśpieszna fabuła, oszczędne dialogi, ascetyczna scenografia – podporządkowana skupieniu uwagi na bohaterach, bez odwracających ją wodotrysków – czy w końcu znakomite prowadzenie aktorów, podkreślanie ich największych atutów.

Próżno w filmografii Francuza szukać wadliwych produkcji, a Samuraj to absolutna synteza jego ulubionych motywów – opowieść doskonała w każdym calu, która (wiem, że to stwierdzenie jest nadużywane, ale w tym wypadku pasuje idealnie) jest ponadczasowa i nadal tak świeża, jak pięćdziesiąt lat temu.

Advertisement

Melville miesza różne konwencje – znajdziemy tutaj między innymi pochwałę honoru i zmitologizowanych herosów z dzieł Kurosawy czy nihilizm amerykańskich kryminałów noir – ale cały czas trzyma opowieść w ryzach, unikając rozpraszających ozdobników, serwując widzom kino w pełni autorskie. Widz ściska kciuki za małomównego zbira, Jefa Costello, chociaż wie, że w tym świecie nie ma happy endów. Znakomite wizualnie kino (ubiór Delona, jego ascetyczne mieszkanie, pęk kluczy), które bezapelacyjnie ma ogromny wpływ na kolejne generacje znakomitych twórców (Hill, Woo, Refn). [Radosław Pisula]

22. Donnie Brasco, 1997, reż. Mike Newell

Filmowy dorobek Mike’a Newella jest ciekawą mieszanką stylów, poruszającą bardzo szeroki zakres tematyczny – a my mamy cholernie dużo szczęścia, że gdzieś między Czterema weselami i pogrzebemHarrym Potterem i Czarą Ognia brytyjski reżyser postanowił zekranizować książkę-spowiedź Josepha D. Pistone’a. Były już agent FBI, pracujący pod pseudonimem Donnie Brasco przez dwadzieścia siedem lat, dostarczył Newellowi niesamowity materiał, z którego Anglik skrzętnie skorzystał, tworząc najlepszy film o przenikaniu w mafijne szeregi (przynajmniej do czasu Infiltracji Martina Scorsesego). Wiele można mówić o doskonałej grze aktorskiej (zwłaszcza tria DeppPacino–Madsen) czy świetnie budowanej narracji, ukazującej jasne i mroczne strony ludzkiej natury. Uwydatnia się to zwłaszcza w kwestii walki o wpływy w rodzinie Bonanno między Lewusem (Pacino) a Sonnym (Madsen), ale przede wszystkim podczas wewnętrznych rozterek podwójnego agenta Pistone/Brasco (Depp), który nieco zatraca się w swej roli. Największym atutem tego obrazu jest jednak jego autentyczność. Film sam w sobie jest dobry, ale świadomość, że obserwowana historia wydarzyła się naprawdę, po prostu wgniata w fotel. [Damian Halik]

Advertisement

21. Stan łaski, 1990, reż. Phil Joanou

Film, który miał wszystko, żeby być dzisiaj wspominanym z rozrzewnieniem klasykiem kina gangsterskiego lat dziewięćdziesiątych – niestety, w pakiecie z wszystkimi plusami przyszedł też niesamowity pech, bo kilka dni po premierze Stanu łaski na ekrany z przytupem wbili się Chłopcy z ferajny, którymi Scorsese zagarnął całą uwagę kinomanów.

Na szczęście po latach film Phila Joanou nadal żyje w umysłach widzów i zdaje się starzeć jak wino – bo i zaprezentowana tutaj historia jest nie dość, że uniwersalna, to jeszcze na wskroś amerykańska: wielopokoleniowy gang irlandzkich imigrantów panoszący się w nowojorskiej dzielnicy Hell’s Kitchen, nadwyrężona przyjaźń, powrót po latach w toksyczne rodzinne strony. Ponadczasowa opowieść, dopakowana niesamowitymi nazwiskami – młody Penn pokazuje potencjał, Ed Harris trzyma wszystkich za gardła, znajdziemy nawet Johna Turturro i Johna C. Reilly’ego z mlekiem pod nosem. Pierwsze skrzypce gra jednak Gary Oldman – wtedy już znakomity aktor, wcielający się tutaj w swoją ulubioną postać: wykolejonego gościa z mnóstwem problemów, narwanego; może nie do końca drania, ale na pewno nie dobrego gościa. Znakomicie też wtóruje mu samo miasto, zaliczające tutaj jedną ze swoich najlepszych ról, nie odstając w żaden sposób od występów w filmach Scorsese.

Advertisement

A dodając do tego świetny montaż (Joanou to przede wszystkim reżyser teledysków), muzykę Ennia Morricone i finałową strzelaninę, wyjętą żywcem z azjatyckich dzieł Johna Woo, naprawdę szkoda, że Stan łaski trafił na tak niefortunną datę premiery. Nie wpływa to jednak na fakt, że to nadal bardzo dobry film gangsterski z wysokooktanowym Oldmanem. [Radosław Pisula]

20. Porachunki, 1998, reż. Guy Ritchie

Pierwszy film Guya Ritchiego to komedia sensacyjna ukazująca londyński półświatek od strony wielkich gangsterów oraz pomniejszych zbirów, kanciarzy, złodziejów. Gdy główny bohater Eddie przegrywa w pokera pół miliona funtów, dostając zaledwie tydzień czasu na spłacenie długu, namawia swoich trzech przyjaciół na ryzykowny krok obrabowania sąsiadów, którzy.

Advertisement

.. mają zamiar okraść kogoś innego. Wkrótce sieć zależności między przestępcami ulega zachwianiu i nie ma znaczenia, kto jest gdzie w hierarchii – każdy może się obłowić, każdy może też zginąć. O tym decyduje jednak często ślepy los.

Porachunki do dziś pozostają najprecyzyjniej skonstruowaną i mistrzowsko wykonaną filmową robotą Ritchiego, w której podziw (i jednocześnie śmiech) budzi sposób, w jaki wszystkie wątki się splatają, a ścieżki bohaterów przecinają. Realizm przestępczego światka bije po oczach, naturalność dialogów i zachowań przyjemnie kontrastuje z popisową realizacją nastawioną przede wszystkim na zapewnienie stu minut czystej rozrywki, a ścieżka dźwiękowa idealnie pasuje do obrazu. Debiut Anglika niejako przywrócił brytyjską gangsterkę na szczyt, przez co milenijny przełom zaowocował autentycznym wysypem tego typu produkcji, by wymienić tylko Gangstera nr 1, Sexy Beast, Przekładańca oraz – nakręcony również przez Ritchiego – Przekręt. [Krzysztof Walecki]

Advertisement

19. Ścieżka strachu, 1990, reż. Joel i Ethan Coenowie

Dziwnie zapomniany film braci Coen, choć przez długi czas pozostawał moim ulubionym ich dziełem. Ta rozgrywająca się w czasach prohibicji historia Toma Regana, który musi dokonać cudów i porządnie się nagimnastykować (zwłaszcza umysłowo), aby zakończyć irlandzko-włoską wojnę między rywalizującymi ze sobą gangami, ma tak skomplikowaną intrygę, że sami jej twórcy musieli na trochę odpocząć od scenariusza, bo się pogubili.

I rzeczywiście – można być pod wrażeniem szwajcarskiej precyzji, jaką charakteryzuje się fabuła, dostarczająca dużych emocji oraz typowej dla Coenów zabawy. Ale to, co najlepsze w Ścieżce strachu, to lawirujący między stronami konfliktu bohater, bezwzględny i romantyczny jednocześnie, wierzący we własny spryt i osąd. Grający go Gabriel Byrne jest fenomenalny w tej roli, do samego końca pozostając postacią, której kibicujemy i której żałujemy, bo choć prowadzi wielką grę, przeczuwamy, że okupi tę walkę nie mniejszą ofiarą. Wielkie kino. [Krzysztof Walecki]

Advertisement

18. Bonnie i Clyde, 1967, reż. Arthur Penn

Bonnie i Clyde ma w istocie niewiele wspólnego z prawdziwą historią przestępców przemierzających Amerykę w czasach wielkiego kryzysu. Scenarzyści potraktowali bohaterów tytułowych jedynie jako nośne symbole, które idealnie nadawały się do zaznaczenia swojego stanowiska w kontestacyjnym dyskursie przetaczającym się przez Stany Zjednoczone przez całe lata sześćdziesiąte XX wieku.

Film Penna milczy na temat tych mniej romantycznych, przyziemnych wątków związanych z gangsterskim życiem Bonnie, Clyde’a i ich świty. Nie dowiemy się z niego nic na temat ich pobytów w więzieniach czy też wypadków, które w przypadku Bonnie skończyły się w zasadzie kalectwem. Dosyć złożona, ale i charakterystyczna dla Ameryki lat trzydziestych historia zmieniła się w latach sześćdziesiątych w pełną energii, ale wciąż smutną i pozbawioną nadziei skargę na niemożność dopasowania się do rzeczywistości wykreowanej przez poprzednie pokolenia. Bandyci zamienili się w buntowników. [Filip Jalowski, fragment recenzji]

Advertisement

17. Ojciec chrzestny 3, 1990, reż. Francis Ford Coppola

Zamknięcie największej trylogii gangsterskiej w historii kina. Oglądając losy rodziny Corleone, po latach widzimy, jak bardzo zmienili się oni i świat, w którym żyją. Z wiekiem dopadają ich nie tylko choroby, lecz także przeszłość, która potrafi być przytłaczająca. Nakręcony długo po pierwszych dwóch częściach film jest gorzkim epilogiem postaci Michaela (Al Pacino).

Zimna nieustępliwość i upór w czasach młodości zabezpieczyły status tego, na czym zależało mu najbardziej – swojej rodziny. A jednak nawet otoczony jej członkami czasami czuje się samotny. Myślenie o przeszłości jest bolesne, a przyszłość zapowiada się niepewnie. Choć trzecia część Ojca chrzestnego nie jest wolna od potknięć, a odniesienia do poprzednich części bywają aż nazbyt sentymentalne, jako zakończenie historii film jest ze wszech miar udany, a Coppola utrzymał w miarę równy poziom wszystkich części. Natomiast w tej ładunek emocjonalny jest chyba największy. [Jan Dąbrowski]

Advertisement

16. Żądło, 1973, reż. George Roy Hill

Wzorcowe kino rozrywkowe – lekkie jak piórko, bezpretensjonalne i błyskotliwe. Dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, od scenariusza po muzykę. Znakomicie obsadzone i przepełnione pozytywną aurą. Deszcz Oscarów nie powinien dziwić, bo ten film ma wszystko, co powinno składać się na wysokiej klasy rozrywkę – taką, która po prostu nie ma prawa się nie spodobać.

A może po prostu autorzy tej produkcji (na czele z George’em Royem Hillem) to wyrafinowani hochsztaplerzy, którzy po prostu wiedzą, jak wyciągnąć kasę z ludzi. Duet Paul Newman–Robert Redford oraz stylistyka retro przywodzą na myśl francuską produkcję Borsalino z duetem Alain Delon–Jean-Paul Belmondo (w reżyserii Jacques’a Deraya), ale o wtórności nie ma mowy. [Mariusz Czernic]

Advertisement

15. American Gangster, 2007, reż. Ridley Scott

Możliwe, że to najlepszy film Ridleya Scotta ostatnich kilkunastu lat. American Gangster jest kinem o podniosłej, poważnej tonacji i niewątpliwych ambicjach. Nie chodzi bowiem tylko o kolejną gangsterską opowieść, ale o szerszą społeczną diagnozę, bardzo mocno wpisaną w kontekst Stanów Zjednoczonych lat siedemdziesiątych.

Scott eksploruje nowojorski Harlem, zagląda do prywatnego życia policjantów i zagłębia się w mafijny światek. Każdy z tych wymiarów oddany w wyczerpujący sposób. American Gangster to również aktorski pojedynek wagi ciężkiej. Frank Lucas w wykonaniu Washingtona jest dostojnym i opanowanym businessmanem, który w oczach ma ogień. Fascynująca rola. Tylko niewiele słabszy jest detektyw Roberts Russella Crowe’a, przekonująco łączący życiową niezdarność z zawodowym profesjonalizmem. American Gangster nie jest kinem na miarę Ojca chrzestnego i Chłopców z ferajny, ale to kino realizacyjnie niezwykle rzetelne i scenopisarsko przemyślane. Na takiego Ridleya Scotta zasługujemy. [Maciej Niedźwiedzki]

Advertisement

14. Miasto Boga, 2002, reż. Fernando Meirelles

Jeden z niewielu przedstawicieli kina gangsterskiego, które nie mierzy się z fikcyjnymi problemami i nie bawi się przestępczymi sentymentami. Mocno osadzone na społecznych nizinach brazylijskich faweli, gdzie bycie lub niebycie w granicach prawa wyznacza status społeczny, buduje aspiracje i marzenia. Poniekąd jest to historia o wyrywaniu się z życiowego marazmu (choć bardziej na zasadzie przypadku i szczęścia), choć najbardziej zauważalna jest niejako dokumentalna wartość tej historii – autentyczne ulice, emocje prawdziwych ludzi.

I nade wszystko gorzka refleksja: że bycie gangsterem w tym świecie opłaca się, pozwala przeżyć trochę dłużej dla ciebie, dla twojej rodziny. Bo jak nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam – twoja śmierć niczego nie zmieni, ale jeśli jesteś gangsterem, choćby małoletnim trybikiem w brutalnej machinie Rio de Janeiro, może ci się to opłacać. Do czasu. Do czasu oczywistej i nagłej śmierci. Fernando Meirelles nie stworzył jednak przygnębiającego portretu miasta biedy – jest to raczej niezwykle żywe miasto z biedą, z codzienną brutalnością, o której reżyser opowiedział w sposób dosadny i niewygodny, lecz z wielką energią, pasją, odwagą.

Advertisement

Co ciekawe i moim zdaniem zasadne, można wręcz postawić tezę, że międzynarodowy sukces Miasta Boga spowodował, że władze Rio zaczęły mocniej walczyć z problemem faweli, których kiepski wizerunek – i dzięki filmowi przewrotnie wzmocniona „kiepskość” – nikomu nie służył. [Rafał Oświeciński]

13. Wściekłe psy, 1992, reż. Quentin Tarantino

Jeden z najlepszych debiutów reżyserskich w historii kina. Inteligentna, zaskakująca i odważna historia o nieudanym napadzie na bank. W rolach głównych gangsterzy oraz kret, który udaje gangstera. Geniusz Quentina Tarantino zasadza się na scenariuszowej brawurze – tutaj po raz pierwszy przywitał się ze światem, przedstawiając galerię nietuzinkowych bohaterów, o których – o każdym z osobna – można powiedzieć nie tylko coś, a wiele.

Advertisement

Luźne dialogi o niczym, krwawa vendetta, zaskakujące fabularne wolty – Wściekłe psy to prawdziwie kultowe kino gangsterskie, o którym powstało setki prac, a inspiracje, które przyświecały Tarantino, wciąż są odkrywane (nie mówiąc już o inspirującym wpływie samego debiutu na sposób opowiadania filmowych historii). Innymi słowy, mistrzostwo świata i czołówka dokonań QT. [Rafał Oświeciński]

12. Infiltracja, 2006, reż. Martin Scorsese

Już sam fakt, że po pięciu nominacjach do Oscara za reżyserię Martin Scorsese dostał upragnioną statuetkę właśnie za Infiltrację, sporo mówi o jakości samego filmu. Amerykański remake hongkońskiego hitu z 2002 roku opowiada historię infiltrującego bostoński gang agenta oraz mafijnego kreta w szeregach policji, którzy usiłują zdemaskować siebie nawzajem, dbając jednocześnie o utrzymanie starannie przygotowanego kamuflażu.

Advertisement

Doskonałe role Jacka Nicholsona, Matta Damona, Leonarda DiCaprio i Marka Wahlberga, połączone ze świetnie napisanymi dialogami i trzymającą w napięciu intrygą, czynią z Infiltracji jeden z najlepszych filmów w dorobku Scorsesego, a przy okazji jeden z najlepszych – jeśli nie najlepszy – przykład kina gangsterskiego pierwszej dekady XXI wieku. A Dropkick Murphys na ścieżce dźwiękowej to prawdziwa wisienka na torcie. [Dawid Myśliwiec]

11. Przekręt, 2000, reż. Guy Ritchie

Wydawało się, że po świetnych debiutanckich Porachunkach z 1998 roku Guyowi Ritchiemu trudno będzie nakręcić coś jeszcze lepszego. Rewizjonistyczna gangsterska satyra w rewelacyjny sposób łączyła mafijną konwencję ze specyficznym brytyjskim humorem i dialogami opartymi na błyskawicznych i błyskotliwych ripostach. W Przekręcie (2000) Ritchie powtórzył zwycięską formułę, podkręcając tempo w myśl zasady „więcej, lepiej, szybciej”.

Advertisement

Filmy brytyjskiego reżysera, choć osadzone w gangsterskiej ikonografii, nie mają wiele wspólnego z klasycznym postrzeganiem gatunku – pastiszowe ujęcie tematu i szalona dynamika narracji zbliżają je bardziej do screwball comedy niż najsłynniejszych gangsterskich fresków. A z Przekrętu i tak wszyscy najlepiej zapamiętają Brada Pitta jako bełkoczącego cygańskiego boksera. [Dawid Myśliwiec]

10. Nietykalni, 1987, reż. Brian De Palma

Co jest trudniejsze dla policjanta niż walka z gangsterami? Walka ze skorumpowanym systemem. Bohaterowie filmu Briana De Palmy toczą pojedynek z jednym i drugim. Chociaż udało się wykreować klimat, dzięki któremu czuje się w tym jakąś prawdę, to trzeba przyznać, że nie zabrakło tu komiksowości, która odbiera nieco poczucie realizmu.

Advertisement

Należy ten film potraktować jako wielkomiejski western, gdzie prawda zostaje wymieszana z amerykańską mitologią. Kilka scen mocno zapada w pamięć (na przykład strzelanina na schodach przypominająca podobną z Pancernika Potiomkina), a obsada stanowi zgrany zespół (na szczególne wyróżnienie zasługują Sean Connery i Robert De Niro w rolach drugoplanowych). Mocnym punktem jest muzyka Ennia Morricone, wówczas nominowana do Oscara, choć niestety dzisiaj (niesłusznie) zapomniana. [Mariusz Czernic]

9. Życie Carlita, 1993, reż. Brian De Palma

Nie tylko Francis Ford Coppola miał swoją gangsterską trylogię. Brian De Palma również, choć każdy z jego trzech filmów opowiada zupełnie inną historię. Carlito Brigante to kolejny po Tonym Montanie bohater, który – przez swoje życie na krawędzi prawa – stacza się w otchłań. Chcąc ominąć bagno, mimowolnie w nie wpada. I przekonuje się, że w tym brudnym biznesie nie istnieje przyjaźń.

Advertisement

Kto pragnie bezpieczeństwa i spokoju, powinien trzymać się od tego z daleka. Życie Carlita to kolejny po Człowieku z blizną film gangsterski, który bez udziału Ala Pacino byłby zupełnie innym filmem. I z pewnością nie byłby filmem lepszym. [Mariusz Czernic]

8. Kasyno, 1995, reż. Martin Scorsese

Kasyno przez długi czas pozostawało w cieniu Chłopców z ferajny i do dziś całkowicie nie uwolniło się od piętna doskonałego poprzednika. To zdecydowanie nieuczciwe, niemniej tak działa historia. Jeśli postrzega się ten film jedynie w kategorii gangsterskiej wariacji na temat filmu z 1990 roku, warto dać mu drugą szansę.

Advertisement

Nie tylko dlatego, że jest encyklopedycznym wręcz przykładem mistrzowskiego warsztatu filmowego oraz doskonałych umiejętności aktorskich, to rzecz oczywista, ale właśnie ze względu na subtelność, z jaką Scorsese potrafi mówić o przemianach oraz przemijaniu, i to bez względu na brutalność świata, o którym opowiada. [Filip Jalowski, fragment recenzji]

7. Gorączka, 1995, reż. Michael Mann

Prosta jest tu tylko fabuła. Ekipa złodziei-profesjonalistów nieformalnie dowodzona przez Neila McCauleya (Robert De Niro) napada na bankową furgonetkę. Tym razem giną ludzie, więc śledztwo przejmuje wydział zabójstw. Pech McCauleya i jego kolegów polega na tym, że grupie policjantów szefuje Vincent Hanna (Al Pacino).

Advertisement

A on nie odpuszcza. Konfrontacja między tą dwójką jest nieunikniona, ale widzom przyjdzie na nią czekać niemal trzy godziny. Zwykle przy okazji opisów Gorączki jak mantrę powtarza się, że „to pierwszy film, w którym De Niro i Pacino w końcu razem stanęli przed kamerą, ponieważ w Ojcu chrzestnym 2 nie spotkali się na planie”. Ale film Michaela Manna to znacznie więcej. To świetnie zarysowane tło, dzięki któremu aktorski pojedynek stał się także okazją do ukazania dramatów pozostałych postaci. Nieprzypadkowo twórca poświęcił tak wiele ekranowego czasu drugiemu planowi i zadbał, żeby każda historia – nawet ta epizodyczna – mogła w Gorączce wybrzmieć.

Bez Vala Kilmera, Toma Sizemore’a, Jona Voighta, Ashley Judd, Natalie Portman czy Toma Noonana ten film nie udałby się tak doskonale. Gorączka to też kolejny portret Los Angeles. Jeśli dodamy do tego urzekające zdjęcia Dante Spinottiego i przepiękną muzykę Elliota Goldenthala, okaże się, że Mann dał widzom przenikliwy dramat. Brutalny, mięsisty, ale nadal wymykający się klasyfikacjom. [Szymon Pewiński]

Advertisement

6. Pulp Fiction, 1994, reż. Quentin Tarantino

– I love you, Honey Bunny. Everybody be cool, this is a robbery!
– Any of you fuckin’ pricks move and I’ll execute every motherfucking last one of you!

Gdy – jeszcze w erze VHS-ów – pierwszy raz obejrzałem Pulp Fiction (a miałem wtedy może czternaście lat), to po prologu z Timem Rothem i wrzeszczącą Amandą Plummer zwyczajnie mnie zamurowało. Pamiętam osoby, które zniesmaczone oddawały kasetę do wypożyczalni, twierdząc, że to głupie i jeszcze „klną tam jak szewce”. Ja też kompletnie nie rozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi: kilkuminutowe dialogi o hamburgerach, strzelanina z biblijnym cytatem w tle, prawie pół godziny spędzone w knajpie ze słynnym tańcem pary Thurman/Travolta, akcja z przedawkowaniem; potem poszukiwania złotego zegarka (przechowywanego wcześniej w kolejnych tyłkach kupli z Wietnamu) zakończone najdziwniejszym popołudniem w życiu Bruce’a Willisa.

Advertisement

Do tego niespodziewany rozbryzg mózgu na tylnej szybie auta i przedziwny gość do zadań specjalnych… A! I cyngle, które kilkadziesiąt minut wcześniej w czarnych garniturach rozwaliły kilku chłopaków, nagle wychodzą z knajpy w krótkich spodenkach. Na szczęście jury w Cannes wiedziało znacznie lepiej, że w 1994 roku pojawił się film otwierający nowy rozdział w historii kinematografii i należycie doceniło film Quentina Tarantino. Pomimo kilku świetnych filmów na koncie, to Pulp Fiction raczej pozostanie jego opus magnum. Dziś zazdroszczę wszystkim, którzy obejrzą ten film po raz pierwszy. [Szymon Pewiński]

5. Człowiek z blizną, 1983, reż. Brian De Palma

To prawdopodobnie najlepszy film w dorobku Briana De Palmy i najbardziej ikoniczny występ Ala Pacino (choć trylogia Ojca chrzestnego każe zastanowić się dwa razy nad tak kategorycznym przedstawieniem sprawy). To także jeden z tych obrazów, który dopiero z czasem obrósł w legendę. Początkowo krytykowany za przesadne epatowanie przemocą, wulgaryzmami i szeroko pojętą demoralizacją, dziś uważany jest za jeden z najlepszych przedstawicieli gatunku. Myślę, że to właśnie te dawne zarzuty w rzeczywistości przekładają się na ogromną wartość tego dzieła; poruszane kwestie zasługują bowiem na całkowicie bezceremonialne zobrazowanie, nie ugrzecznienie.

Advertisement

Tytułowy człowiek z blizną to z kolei postać prawdziwie kultowa, o porównywalnym wpływie na popkulturę i społeczne wyobrażenia jak Don Corleone. Wulgarna, zdeprawowana i odrażająca – to fascynujące studium jednostki zepsutej przez żądzę sukcesu i narkotyki. Filmowe Miami przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zasługuje zaś na miano pełnoprawnego bohatera filmu i stanowi przykład wzorowo wykreowanego tła fabuły. Odniosę się tu również do szeroko krytykowanej idei nadciągającego remake’u – powszechnie uwielbiany obraz z 1983 roku również jest takowym (oryginał miał premierę w 1932 roku), a przedstawiona historia jest uniwersalna i ma ogromny potencjał także współcześnie. Czy otrzymamy równie kultową postać jak oszpecony blizną kubański handlarz kokainą? Zapewne nie. Ale nowy film może być wartościowym dodatkiem do gatunku i bez tego. [Mikołaj Lewalski]

4. Dawno temu w Ameryce, 1984, reż. Sergio Leone

Film sięgający szczytów reżyserskiego geniuszu. Nie tylko jako arcydzieło gatunku, ale również jako podsumowanie artystycznej drogi Sergia Leone, pełne nawiązań i cytatów z jego wcześniejszych dzieł. Opowieść o dojrzewaniu i o niespełnieniu, o przyjaźni i o zdradzie, o honorze i oszustwie, a przede wszystkim o przemijaniu: uczuć, świetności, ambicji i złudzeń.

Advertisement

Koncertowo zagrana, przepięknie sfotografowana, z idealną oprawą muzyczną. Do obejrzenia wiele razy i za każdym razem niesie ze sobą coś nowego. Wiem, bo znam Dawno temu w Ameryce na pamięć, a jednak wracam do niego z niezmienną przyjemnością. Bez dwóch zdań film mojego życia. [Karolina Chymkowska]

3. Ojciec chrzestny 2, 1974, reż. Francis Ford Coppola

Napiszę to otwarcie. Uważam Ojca Chrzestnego II za najlepszy film w historii kina. To epicka historia, ale upleciona za pomocą detali, podtekstów i ukrytych intencji. Na tych płaszczyznach rozgrywa się konflikt mafiozów-businessmanów, w tym tkwi tragizm upadku rodzinnego życia Michaela Corleone i na tym opiera się również związek dwóch czasowych osi filmu.

Advertisement

Niby osobnych, ale złączonych nierozrywalnym szwem. Coppola wznosi się tutaj na reżyserskiej maestrii. Po każdym seansie jestem emocjonalnie rozszarpany. Moment, gdy Michael na pogrzebie matki zbliża się do Fredo i wybacza mu, jednocześnie wydając na niego wyrok, jest szczytem budowania dramaturgii. Finalne spojrzenie Pacino w stronę Ala Neriego ma taką siłę, że sam muszę zamykać oczy. Zafascynowany jestem również ostatnim ujęciem filmu. Gigantyczna historia zostaje zamknięta w pozornie zwyczajnym portrecie głównego bohatera. Ten kadr mógłby jednak trwać kolejne trzy godziny, a i tak nie potrafiłbym oderwać od niego wzroku.

W oczach ojca chrzestnego jest otchłań, do której dna nigdy nie umiem dobić. Na koniec dodam, że nie lubię Ala Pacino. Jest dla mnie nieznośnym, nachalnym i nieznającym półśrodków aktorem. Jednak gdy ktoś pyta mnie o największą aktorską kreację wszech czasów, to nie mam wątpliwości. Nikt nigdy nie był lepszy niż Michael w Ojcu chrzestnym II. [Maciej Niedźwiedzki]

Advertisement

2. Chłopcy z ferajny, 1990, reż. Martin Scorsese

Inspirowana historią prawdziwego gangstera wizytówka błyskotliwego geniuszu Martina Scorsesego. Nie na darmo określona przez krytyków najlepszym filmem o mafii w dziejach kinematografii.

To dzieło kompletne: w pierwszej kolejności należy wyrazić zachwyt niezapomnianymi rolami Raya Liotty, Joe Pesci oraz Roberta De Niro. Każdy z panów wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności i podarował nam role nie tyle oscarowe, co raczej kultowe i niezapomniane. Spektrum oddanych emocji, wiarygodne ewolucje charakterów i perełki pokroju improwizacji udawanej kłótni w klubie nocnym – to sztandarowy przykład aktorstwa najwyższej próby. W parze z tym idzie bezbłędny scenariusz, w którym idealnie wyważono proporcje dramatu, grozy i komedii. Jeśli zaś chodzi o reżyserię, to cóż – perfekcja na tym polu u Scorsesego chyba nikogo nie zaskoczy, prawda? Niemniej grzechem byłoby nie wspomnieć o niezwykle chwytliwym, często skojarzeniowym montażu i imponujących długich ujęciach, dzięki którym mamy wrażenie, że jesteśmy częścią filmowej rzeczywistości.

Advertisement

Dodajmy do tego wysmakowaną ścieżkę dźwiękową korzystającą z mniej znanych utworów właściwych dla przedstawionej epoki i otrzymamy arcydzieło gatunku i obowiązkową pozycję dla każdego kinomana [Mikołaj Lewalski]

1. Ojciec chrzestny, 1972, reż. Francis Ford Coppola

Klasyk, który wyznaczył ramy współczesnej definicji kina gangsterskiego. Portret mafijnej rzeczywistości w skali makro, a jednocześnie rodziny, której członkowie są powiązani skomplikowaną siecią wzajemnych zależności.

Advertisement

Coppola po mistrzowsku operuje obrazem, doskonale wie, kiedy słowa nie są potrzebne, kiedy wystarczy tylko symbol, zasygnalizowanie czegoś, wskazanie tropu. Rytm filmu jest wyznaczany przez kolejne akordy, pomiędzy którymi stale wzrasta napięcie. Śledzimy ewolucję Michaela, jednocześnie nie tracąc z oczu obrazu całości, oceniamy Sonny’ego przez pryzmat pełnego godności i spokoju Don Vito, Wojna Pięciu Rodzin jawi się nam przez pryzmat zmian i dramatów dotykających osobiście członków rodziny Corleone. Tradycja i szacunek nie są jedynie martwą literą – widzimy ich realizację w praktyce i implikacje, które ze sobą niosą.

Każdy element jest tutaj ważny dla funkcjonowania całości i każdy wnosi dodatkowy motyw w interpretacji rzeczywistości, którą portretuje Coppola. Posępny, groźny i przejmująco ludzki Don Vito w wykonaniu Marlona Brando to kreacja nie do zapomnienia. Z kolei Al Pacino perfekcyjnie ilustruje przejście od pewności do zagubienia, od zagubienia do decyzji, od decyzji do świadomości, od świadomości do poczucia mocy w życiu Michaela, chociaż przecież w jedynce dopiero się rozpędzał. Nie można też nie wspomnieć o brutalnym, zapalczywym i absolutnie lojalnym wobec rodziny Sonnym Jamesa Caana i fantastycznym Tomie Hagenie Roberta Duvalla, postaci, która wnosi harmonię, symbolizuje prawość, poświęcenie, oddanie, pozostaje pozytywna mimo zagłębienia w najciemniejsze sprawki i ani przez chwilę nie jest papierowa. I można tak wymieniać i wymieniać, aż do najdrobniejszego epizodu. Trudno wyobrazić sobie historię zarówno gatunku, jak i kina w ogóle, bez Ojca chrzestnego. [Karolina Chymkowska]

Advertisement

Kilka ciekawych statystyk:

Najlepszy reżyser kina gangsterskiego: Martin Scorsese – cztery filmy

Advertisement

Najlepszy aktor kina gangsterskiego: Robert De Niro – osiem filmów

Najlepszy rok kina gangsterskiego: 1990 – cztery filmy

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *