Publicystyka filmowa
SUPERAUTA 4×4, czyli co zostaje na taśmie po paleniu gumy
SUPERAUTA 4×4 to ekscytująca podróż po najpiękniejszych samochodach w filmach, które palą gumę i zostają na taśmie. Zapięte pasy obowiązkowe!
OK, to nie będą ani najlepsze, ani najciekawsze bryki oraz towarzyszące im pościgi dużego ekranu (z szacunku dla własnego czasu omijam tym razem telewizję). Chodzi raczej o te najbardziej klasyczne, charakterystyczne, względnie najładniejsze autka, które filmowcy wykorzystali na potrzeby celuloidowych akcji. Zapomnijcie rzecz jasna o Wożeniu Pani Daisy muzealnymi okazami (konkretnie Hudson Commodore rocznik 1949) i podobnych snujach; oraz o autach wyjątkowych, ale fikcyjnych (Batmobile) lub niezaprawionych w boju (Ecto-1). Mimo ograniczeń i prywatnych preferencji radzę jednak zapiąć pasy, bo opony będą piszczeć. Pojechalim w alfabet!
007 – seria
James Bond to prawdziwa kopalnia dobra dla automaniaków, bowiem słynny agent nie ogranicza się jedynie do standardowej marki brytyjskiego wywiadu. Pod tym względem warto wyróżnić… siedem najbardziej zapisujących się w pamięci filmów.
Po raz pierwszy Bond zaprzeczył tradycji w Żyje się tylko dwa razy, gdzie fabuła zmusiła go, by zaufał japońskiej myśli technicznej i wsiadł do Toyoty 200 GT. Ale w tamtym filmie niewiele z tego wynikło. Dopiero Diamenty są wieczne i wyczyny za kółkiem amerykańskiego Forda Mustanga Mach 1 zrobiły różnicę – i to tak wielką, że w kolejnych dwóch przygodach 007 właściwie trudno mówić o czymś takim jak samochód Bonda.
Jeszcze ciekawszy pod tym względem okazał się Szpieg, który mnie kochał, w którym James miał do dyspozycji Lotusa Esprit – lekko niepozorne, futurystyczne autko zdolne także… pływać. Marka ta powróciła również w Tylko dla twoich oczu, ale efekt nie był już tak niesamowity.
W obliczu śmierci to z kolei powrót do starego, dobrego Astona Martina – tym razem w nietypowej wersji V8, chyba najbardziej odmiennej estetycznie od wszystkich pozostałych sztuk tej firmy. Nie przeszkodziło to jednak do cna wyeksploatować Bondowi maszyny, która zalicza tym samym bodaj najefektywniejszy występ ze wszystkich odsłon.
W nową erę agent MI-6 wkroczył już klasycznym Astonem Martinem DB5, rocznik 64. (czyli dokładnie tym, które znamy z pierwszych filmów Jej Królewskiej Mości), którym w GoldenEye ma okazję ścigać się z czerwonym Ferrari F355 GTS. Producenci dali mu też do zabawy BMW Z3 Roadster, ale dość powiedzieć, że ten na ekranie po prostu się pojawił i równie szybko wyjechał z kadru.
Astony Martiny królują także we wszystkich częściach XXI wieku. W Śmierć nadejdzie jutro Aston Martin Vanquish potrafił dosłownie stać się niewidzialny, ale w starciu z bezsensowną fabułą i kiczowatą stylistyką filmu pozostał odrobinę niewykorzystany.
Aż nadto z usług tej firmy korzystał natomiast Daniel Craig, który w Casino Royale korzystał z aż dwóch różnych modeli – tradycyjnej DB5 (pojawiającej się także w Skyfall, gdzie zostaje zniszczona) i Astona Martina DBS, którym zmuszony jest porobić obowiązkowe fikołki. Spectre to natomiast trochę agresywniejsze w wyglądzie DB10, które kształtem i stopniem wykorzystania (kompletnie letni pościg z równie smukłym Jaguarem C-X75) przywodzi trochę na myśl Vanquisha.
Adwokat
Żółte Ferrari California to przypuszczalnie jedyne auto w całej historii kina, które uczestniczy w TAKIEJ akcji, zatem wzmianka o nim po prostu musiała się tutaj znaleźć. Żadne tam pościgi i strzelaniny, ucieczka przed policją, tudzież jazda bez trzymanki – o nie, nie! Raczej część zabawnej, z wdziękiem (i ze szczegółami) opowiadanej przez Javiera Bardema anegdoty o tym, jak to jego mechaniczny, włoski ogier został dosłownie.
.. zgwałcony przez Cameron Diaz. Taki rozwój wydarzeń zbił z pantałyku sam koncern, który w oficjalnym oświadczeniu stwierdził, że ich produkt jest „gwiazdą wśród gwiazd tej wspaniałej obsady”. Jakoś trudno się nie zgodzić.
Auta
Filmy Pixara to wręcz pozycja obowiązkowa, choć nie starczy klawiatury, by wymienić wszystkie autka pomykające w tle. Głównym bohaterem historii jest natomiast Chevrolet Monte Carlo rocznik 1997, który żyje z wyścigów i, trzeba przyznać, nawet jako zbiór pikseli z oczkami i ustami na czele prezentuje się bombowo.
Nie gorzej wypada jego mentor, czyli pamiętający lata pięćdziesiąte XX wieku Hudson Hornet. On też ma swoje pięć minut chwały, a dostojności dodaje mu fakt, że operuje głosem Paula Newmana, dla którego było to pożegnanie z kinem.
Bad Boys
Porsche 911 Turbo 3.6 – takim autem poruszają się tytułowi chłopcy, którzy, cytując, robią w tym lśniącym, czarnym kutasie za jaja. Przyspieszenie maszyny ratuje im jednakże własne jądra, kiedy w finale filmu mierzą się z repliką Shelby Cobra 427. Ten ostatni, wyjątkowo oryginalnie wyglądający wóz, widowiskowo roztrzaskuje się o ścianę (choć nie dlatego była to replika – dla Baya takich świętości nie ma), podczas gdy Porsche nie tylko wtedy, ale i na tle obowiązkowego wybuchu kilka minut wcześniej sprawia odpowiednio cool wrażenie. Yo!
Ben-Hur
Śnieżnobiały, tradycyjny, dwukołowy, lecz z napędem na cztery konie rydwan Danesi A.D. 25 kontra czerwono-czarny, przyozdobiony złotem i lekko zmodyfikowany model tej samej firmy o podobnych parametrach, to pojedynek gigantów swego czasu, który nawet wiele lat później robi niesamowite wrażenie.
Tętent kopyt zamiast ryku silnika i ryk publiki zamiast krzyku przechodniów kołatają nerwy tak samo, a demoniczna prędkość Arabów (w rzeczywistości Andaluzyjczyków) i Lipicanów powinna usatysfakcjonować także zwolenników mechanicznych Mustangów.
Blues Brothers
„Ma policyjny silnik, o pojemności siedmiu tysięcy centymetrów sześciennych. Ma policyjne opony, policyjne zawieszenie, policyjne amortyzatory. Model sprzed katalitycznych przetwornic, więc jeździ na zwykłą benzynę” – tak przedstawia jeden brat Blues drugiemu bratu Blues ich nowy Blues Mobile, czyli Dodge’a Monaco z niewielkimi modyfikacjami.
Klasyczny radiowóz pozbawiony jest może tak zwanego „koguta” oraz radia (no i trzeba w nim naprawić zapalniczkę), ale to istny potwór szos, z którym nie mają szans inne pojazdy stróżów prawa. Niezwykle popularna w USA marka przedstawiona została tutaj w swej trzeciej generacji czterodrzwiowego sedana, który w swej mundurowej formie potrafił znieść naprawdę wiele. Ostatecznie auto braciom zdechło, podobnież jak i produkcja Monaco w ogóle, którą zakończono we wczesnych latach 90. Szczęśliwie tu, jak i chociażby w serialu CHiPs został odpowiednio unieśmiertelniony.
Bullitt
Trudno o bardziej reprezentacyjny przykład klasycznego, kultowego auta w akcji. Film ze Steve’em McQueenem, który wsiada za kierownicę Forda Mustanga 390 GT (2+2 Fastback), rocznik 68. i rusza w pogoń za śledzącymi go, milczącymi drabami w Dodge’u Chargerze 440 R/T to 10-minutowa sekwencja, która wyznaczyła nowe standardy w kinie.
Ba! Pomimo upływu lat dalej należy do czołówki zarówno scen akcji, jak i wykorzystania czterech kółek na wielkim ekranie. Znakomicie zresztą ten moment podbudowano za pomocą rosnącego napięcia i muzyki doskonale podkreślającej pojedynek charakterów (jednym z bad guyów jest kaskaderski weteran Bill Hickman; z kolei za McQueena prowadził w większości Bud Etkins). A potem wszystko cichnie i aż do wieńczącej akcję eksplozji słyszymy już tylko pisk opon. Moc!
Christine
Czarowi czterech kółek nie oparł się nawet Stephen King, na podstawie pióra którego John Carpenter wykreował jeden z najpiękniejszych i zarazem najbardziej diabolicznych pojazdów X muzy. Połyskujący czerwienią Plymouth Belvedere z 1958 roku staje się największą miłością i jednocześnie pułapką dla głównego bohatera.
A i widzowi trudno oderwać wzrok od zabytkowego samochodu. Jego wygląd i swoisty charakter są na tyle magnetyzujące, że nawet gdy Krystyna płonie, a w finale zostaje zmiażdżona, to serce się kraje, gdy się na to patrzy. Ostatnie ujęcia dają co prawda „nadzieję” na sequel, ale ten nigdy nie powstał (może to i lepiej). Można pocieszać się tym, że z aż dwudziestu modeli użytych w filmie dwa nadal istnieją i mają się dobrze, nikogo przy tym nie mordując po nocach.
Cobra
Słabość do staroci z lat pięćdziesiątych ma także Stallowy Sylwek, który na pojazd dla Mariona Cobrettiego wybrał z własnego garażu zmodyfikowanego Mercury Coupe. Przypominające nieco opancerzony pojazd cacko ma w tym filmie parę momentów chwały, ale też i sporo obrywa od różnorakich drabów.
Przede wszystkim jednak dopełnia kultowego wizerunku twardego gliny, skrytego zawsze za okularami przeciwsłonecznymi. Co ciekawe, w latach czterdziestych podobne autka były naprawdę używane przez amerykańskich mundurowych. W kinie inne jego warianty mogliśmy natomiast podziwiać m.in. w Grease, Amerykańskim Graffiti oraz filmach z Jamesem Deanem.
Drive
Ford Mustang GT 5.0 generalnie nie ma zbyt wiele do roboty w tym filmie, choć ze swojego zadania wywiązuje się zarówno bez problemów, jak i bez szkód na karoserii. Wygląd usiłujący łączyć klasykę ze współczesnością nie do końca się sprawdza, ale nadaje mu drapieżnego wyglądu.
A standardowa czerń sprawia, że po prostu dobrze wygląda – szczególnie w parze z milczącym kierowcą. Nie jest to ani najlepsze auto, ani najlepszy film motoryzacyjny, lecz twórcy odrobili lekcję na tyle solidnie, że to wzorowy element zestawienia.
Gone in 60 Seconds – oryginał vs. remake
W pierwowzorze H.B. Halickiego złodzieje kradną czterdzieści osiem samochodów, a na ekranie rozbija się ich blisko sto. W remake’u od Dominica Seny do zwinięcia są dwa pojazdy więcej, ale maestrii i giętej blachy zdecydowanie mniej, a w dodatku całość wspomaga CGI.
W obu tych filmach mamy do czynienia z wieloma kultowymi markami, choć królowa balu pozostaje niezmiennie ta sama, mimo iż ma różne oblicza. W oryginale Eleanor – auto, które jako jedno z niewielu w historii kina zostało wymienione w napisach początkowych jak gwiazda – to dwudrzwiowy fastback Ford Mustang Sportsroof rocznik 1971, stylizowany na model dwa lata młodszy. Remake to także Ford (a konkretniej Dupont Peper Grey Ford Mustang fastback z 1967 roku), ale „ucharakteryzowany” na Shelby GT 500, które zresztą zaprojektowano na bazie Mustanga.
W pierwszym przypadku mamy do czynienia z jednym z najsłynniejszych, dla wielu miłośników motoryzacji TYM JEDYNYM autem wielkiego ekranu, który musi się sporo natrudzić, aby dojechać do celu i bynajmniej nie czyni tego w jednym kawałku. W dodatku jego pozafilmowa historia jest równie bogata (użyto dwóch modeli, z których jeden wciąż „żyje”). Remake to natomiast… podróba, której wszystko przychodzi aż za łatwo – wliczając w to finałowy lot wspomagany komputerami (wykorzystano w dodatku aż tuzin różnych sztuk, z których siedem przeżyło produkcję, a z nich z kolei cztery rozeszły się po kolekcjonerach) – zatem nic dziwnego, że ostatecznie kończy na złomowisku. Jak by nie było, w obu filmach mamy jednak do czynienia z prawdziwymi ślicznotkami na czterech kółkach.
Grindhouse: Death Proof
Tarantino składa swoim filmem hołd nie tylko kultowym brykom dziesiątej muzy oraz poszczególnym jej reprezentantom, co kaskaderce, na której stare tytuły spod znaku kina drogi się opierały. Stąd głównym (anty)bohaterem były kaskader, a jego budzącą grozę bronią odpowiednio zmodyfikowane do kręcenia szalonych pościgów auta.
Oba złowieszcze zarówno w wyglądzie, jak i estetyce. Pierwszym jest ciemny Chevrolet Nova z 1971 roku, z charakterystyczną czaszką na masce, którą dodatkowo wieńczy figurka wściekłego kaczora (znanego fanom Konwoju). Samochód kończy marnie w perfekcyjnie zaplanowanym, czołowym zderzeniu z Hondą Civic, po której zostaje jeszcze mniej do zbierania. Karambol zaprezentowany zostaje oczywiście w najdrobniejszych szczegółach.
W drugiej części filmu następuje z kolei pojedynek motoryzacyjnych legend amerykańskiej kinematografii, czyli dwóch Dodge’ów: białego Challengera AD 1970 i czarnego – a jakże! – Chargera ’69 (choć w międzyczasie pojawia się też Ford Mustang z 1972 r.). Ten pierwszy to nie tyle nawiązanie, co wręcz cytat ze Znikającego punktu. Drugi pije natomiast bezpośrednio do takich tytułów jak wspomniany już Bullitt, Brudna Mary, świrus Larry czy serialu Diukowie Hazzardu (wszystkich tych filmów nie ma zatem sensu powtarzać w tym zestawieniu).
Rzecz jasna Tarantino odrobinę te modele poprawił na potrzeby swojego dzieła. Challenger to zatem wersja 440-Magnum, lecz nie oryginalne R/T (przy czym w Znikającym… w paru scenach użyto także Magnum 383), a raczej coupé – podobnie jak Charger, który również został, głównie w środku, ciutkę przerobiony. Ostatecznie wygrywa biel i girl power, choć wcześniej oba samochody dają z siebie wszystko w tym klasycznie zrealizowanym, odważnie nakręconym (inna kaskaderka, Zoë Bell, wyrabia cuda na masce) i trzymającym w napięciu pościgu.
Jack Reacher
Wyraźnie inspirowana Bullittem scena pościgu i zarazem ucieczki to mała perełka filmu Christophera McQuarriego. A w roli głównej pięknie błyszczący, chodzący niczym szwajcarski zegarek Chevrolet Chevelle SS rocznik 1970, którym Tomek Cruise rzuca się w pogoń za Audi A6 3.
2 FSI quattro C6
Kochany Chrabąszcz – seria
Garbus, Żuczek, Kafer, KdF-Wagen – niemiecki „samochód dla ludu”, czyli Volkswagen Beetle w swojej jedynie słusznej odsłonie sedana Typ 1. To jedna z ikon motoryzacji XX wieku (czwarte miejsce na liście najbardziej wpływowych pojazdów), najdłużej i najliczniej produkowane auto w historii, którego ostatni egzemplarz zjechał z taśmy w 2003 roku, po sześćdziesięciu pięciu latach królowania w świadomości kierowców.
Nie dziwi zatem, że często przewija się on na dużym ekranie w różnorakich formach. Trudno jednak palmy pierwszeństwa odmówić uwielbianemu „Herbiemu” (w polskim tłumaczeniu „Garbiemu”) – samochodowi z prawdziwą duszą, który natchnął wielu innych mechanicznych bohaterów dziesiątej muzy. Wyścigowa bryka z numerem 53 doczekała się aż sześciu filmów (w tym jednego telewizyjnego i jednego quasi-remake’u), serialu oraz dwóch gier komputerowych, co czyni zeń jedne z najbardziej rozpoznawalnych w popkulturze czterech kółek – i to pomimo, napiszmy sobie szczerze, dość przeciętnej aparycji. Tradycyjnie to właśnie oryginalny film wspomina się najczulej, choć wszystkie wystawiają garbatka na coraz to nowe próby – w ostatnim bierze nawet udział w wyścigach NASCAR i. .. zakochuje się. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby za jego kierownicą usiadła Cameron Diaz. Kochane chrabąszczątka?
PS. Jak zmieścić papieża do Volkswagena?*
Mad Max – seria
I owszem, pochodzący z 1973 roku Ford Falcon GT nie jest najpiękniejszym samochodem, ale w zdeprawowanym świecie przyszłości liczy się efektywność i moc przede wszystkim. A tych Fordowi nie brakuje. Max Rockatansky z sukcesem więc najpierw łapie za jego pomocą bandytów, a po atomowym przewrocie skutecznie przed nimi ucieka – do czasu, czyli do czwartej części, w której w końcu go dopadają. W międzyczasie zresztą i tak twórcy pozbawiają go napędu na cztery koła i w Pod kopułą gromu Max musi radzić sobie innymi sposobami. Ale najwyraźniej George Miller uznał, że stara miłość nie rdzewieje i ponownie połączył człowieka z maszyną, po czym… znów mu ją odebrał. Nie zmienia to oczywiście faktu, że Max bez swojego Falcona jest prawie nagi. Prawie.
*Zdjąć mu czapkę!
Mistrz kierownicy ucieka – trylogia
Pontiac Firebird Trans-Am to autko o całkiem solidnej tradycji i dużej renomie. Największym powodzeniem cieszy się jego druga generacja (1970–81), której poszczególni reprezentacji pojawiają się w niejednym filmie.
Najbardziej kultowy pozostaje przy tym rocznik 77, w którego czarnej, specjalnej edycji z charakterystycznie przyozdobioną maską i flagą Konfederacji na tablicy rejestracyjnej, Burt Reynolds aka „Bandzior” wyprawia na dużym ekranie prawdziwe cuda uciekając przed policją. Cały film to właściwie jedna wielka – i jakże skuteczna! – reklama Pontiaca, który po raz pierwszy mógł zaprezentować swój klasyczny już dziś, wygładzony „nosek” i tym samym unieśmiertelnił swój wizerunek. Filmowcy często z niego korzystali – już choćby w rok później podobny model zalicza ważny występ w finale Kierowcy. W sequelach Smokey and the Bandit możemy oglądać z kolei wersję Turbo z 1980 roku oraz ciut bardziej smukły, pochodzący już z kolejnej generacji model 83. Żaden nie osiągnął jednak statusu równemu oryginałowi.
Niezniszczalni
Stallone raz jeszcze – tym razem za kółkiem Forda F-100, którego nagle atakują draby niegodne przeciwstawiania się takiemu reliktowi oldskulu. Wyglądający na niemal opancerzony, ważący blisko pół tony pick-up, ma co prawda za pasażera także Jeta Li, ale i tak dostaje ostrą lekcję ruchu drogowego.
Na potrzeby produkcji wybudowano aż trzy takie pojazdy, z czego jeden Sly sobie zatrzymał (cwaniak). I trzeba przyznać, że pamiętający wczesne lata pięćdziesiąte Ford drugiej generacji perfekcyjnie oddaje naturę swojego właściciela – drapieżny, muskularny i wytrzymały – jest niczym wierny pies, gotowy w każdej chwili popalić nieprzyjaznym ludziom.
Od siedmiu wzwyż
Film będący nieco w cieniu Bullitta czy Francuskiego łącznika to nie tylko równie solidne kino policyjne, ale też kolejny niesamowity pojedynek aut z jednej stajni. Pontiac Ventura Sprint z Royem Scheiderem za kierownicą rzuca się tutaj w szaleńczą pogoń za modelem Grand Ville (ponownie Bill Hickman za kółkiem) i – w przeciwieństwie do filmu ze Steve’em McQueenem – kończy się to dla tego pierwszego totalną kasacją.
Lekko modyfikowany hatchback z 1973 roku ma co prawda bardziej opływowe kształty i sprawia wrażenie dynamiczniejszego, lecz to właśnie potężniejszy i większy, czyli bardziej klasycznie amerykański sedan okazuje się górą – choć i jego droga nie oszczędza. Jak by nie było, to fenomenalne kilka minut czystej, wysokooktanowej adrenaliny.
Powrót do przyszłości – trylogia
Pierwsze skojarzenie to oczywiście przerobiony na wehikuł czasu De Lorean DMC 12. Mało kto jednak pamięta o innym czterokołowym bohaterze filmów – a raczej antybohaterze. Pochodzący z 1946 roku Ford Super De Luxe Convertible to błyszcząca duma Biffa Tannena, którego trosce o swoją czarną furę trudno się dziwić.
To klasyczne, stylowe i potężne auto zbudowane zostało pierwotnie z myślą o II wojnie światowej, zatem było niezwykle wytrzymałe, ale też i na swój sposób luksusowe, wykończone z dbałością o każdy szczegół. Tym bardziej boli więc, że – jakkolwiek kibicuję Marty’emu – kończy ono w kupie gówna. Dosłownie. I dwukrotnie. Dziś model użyty w filmie jest w rękach prywatnego kolekcjonera. Natomiast „normalne” można sobie załatwić całkiem tanio, bo chodzą na aukcjach już od około dwudziestu tysięcy. Dolarów oczywiście, po kursie z 2016 roku. No cóż, nie da się wrócić do przeszłości.
PS. A jakby to kogoś interesowało, to terenówka Toyoty, która przykuwa uwagę Marty’ego i ostatecznie ląduje w jego garażu, jest modelem SR5 Xtra Cab – z napędem 4×4 rzecz jasna.
Samochód
Lincoln Continental Mark III – oryginalnie jeden z czołowych olbrzymów szos american dream style – stał się po lekkich modyfikacjach George’a Barrisa (koleś od Batmobilu) najbardziej przerażającym samochodem wielkiego ekranu. Czarna, smukła, luksusowa sylwetka zwieńczona potężnym, srebrnym zderzakiem oraz całkowicie zaciemnione szyby o lekko psychodelicznym, żółtym zabarwieniu – no, źle mu ze świateł patrzy od samego początku.
A kiedy zaczyna mordować, trudno go powstrzymać. W dodatku towarzyszy mu tajemnicza aura nadnaturalności, bowiem w tle leci Dies Irae i przez dłuższy czas nie wiemy, czy w środku siedzi jednak jakiś bezduszny maniak, czy też auto jest dalekim krewnym Christine i zabija, bo to jego hobby. Sam film nie jest może zbyt ambitny – nie wysilono się specjalnie nawet względem tytułu – lecz nie ulega wątpliwości, że widok Lincolna dosłownie ryje baniak, przywodząc na myśl jakiś chory owoc symbiozy czarnej wołgi i karawanu pogrzebowego. A jednocześnie ma się chęć sobie taki egzemplarz sprawić. Cóż, Guillermo del Toro swój ma.
Szybcy i wściekli – seria
Na dobrą sprawę główne źródło zarobku Vin Diesela wyczerpuje cały temat, bo autami cykl ten przecież stoi. Niemniej najwięcej uwagi zaskarbia sobie właśnie podstawowy środek transportu jego bohatera – Dodge Charger, rocznik 70. Standardowy czarny kolor i charakterystyczny (choć nie jedyny na liście), wystający na zewnątrz silnik to jego główne, choć nie jedyne atuty.
Pasuje zresztą do swojego prężącego muskuły właściciela jak ulał (albo ten pasuje do auta). Razem pojawiają się w aż pięciu odsłonach serii (nr 1 i 4–7) i zapewne na tym nie koniec. Scen z udziałem tego cacka jest zatem sporo, lecz w pamięci pozostaje przede wszystkim finał oryginalnego filmu, w którym Dodge staje w szranki ze zmodyfikowaną, krzykliwie jaskrawą Toyotą Supra i… efektownie się rozbija. Od tego momentu jakość zmotoryzowanych historyjek spadła drastycznie w dół, a ich rosnąca nieprawdopodobność zatraciła jakiekolwiek emocje związane z oglądaniem danego modelu w akcji. Swoją drogą Diesel chyba lubi takie rzeczy, bo w innym swoim hicie na resorach – xXx – używa bardzo podobnego wyglądem Pontiaca GTO z 1967 roku.
Thelma & Louise
I czas na trochę kobiecego pierwiastka. Wyzwoleniem i oparciem dla Susan Sarandon i Geeny Davis okazał się pochodzący z 1966 roku model czwartej generacji Forda Thunderbirda – prosty, w miarę zgrabny i całkiem luksusowy kabriolet (tutaj w wersji czteroosobowej), z którego ostatecznie, podobnie jak z pań, zostaje jedynie przyjemne, ulotne wspomnienie.
Nie jest to jedyny słynny występ Forda na dużym ekranie, gdyż podobnymi jednostkami przemieszczali się także Sailor i Lula w Dzikości serca oraz Outsiderzy Francisa Forda Coppoli. Niemniej to właśnie tutaj, jak rzadko kiedy, samochód doczekał się własnego motywu muzycznego. Sam oczywiście również nieraz potrafi zagrać rozpędzonymi kołami na rozgrzanej szosie, automatycznie przywołując na myśl symbol wolności wczesnych lat dziewięćdziesiątych.
Transformers – seria
Wiele Autobotów na przestrzeni kilku różnych części oznacza oczywiście wiele samochodów, w które mogą się złożyć. Wśród nich uwagę przykuwa jednakże od samego początku żółciutki Bumblebee, czyli w sumie dwa auta w jednym.
Poznajemy go bowiem pod postacią wysłużonego Chevroleta Camaro Z28 z 1977 roku. Potem jednak przybiera bardziej nowoczesny wygląd repliki prototypu Chevroleta Camaro firmy General Motors, która oparła go na szkielecie Pontiaca GTO. W obu wersjach Bumblebee prezentuje się na tyle fajowo, że przyciąga ku sobie kolejne laski (i nie tylko) zatrudniane przez Michaela Baya do sequeli.
Twierdza
A skoro już, ponownie w sumie, o Bayu mowa, to jego miłość do fikuśnych autek oraz koloru żółtego podkreśla także starsze o dwadzieścia lat Ferrari F355 Spider, którym Nicolas Cage ściga wygodnie rozwalonego w czarnym Hummerze HMC4 Seana Connery’ego. Pościg z lekkim użyciem CGI na sam koniec stanowi kwintesencję podobnych widowisk lat dziewięćdziesiątych, a rzeczone modele swoistą wykładnię samochodowej mody ówczesnej dekady.
Oczywiście do scen rozwałki Bay nie miał serca poświęcać prawdziwego wozu, więc ponownie pokuszono się o replikę wybudowaną na bazie Pontiaca Fiero. Rzecz jasna zarówno Ferrari, jak i Hummer jeszcze nie raz pojawiały się w filmach tego twórcy – niekiedy, jak w Bad Boys II, gdzie wisienką na torcie jest rajd Hummera H2 Adventure, również w barwach kanarkowych.
Ucieczka z Nowego Jorku
Cadillac Fleetwood Brougham rocznik 1977 prezentuje się w zestawieniu pozostałych typów, jak i bogatej historii samej firmy najmniej efektownie. To po prostu good ol’ cadie lekko jedynie (i ciut kiczowato) przyozdobiony na prywatne potrzeby więziennego Księcia. Trudno jednak odmówić mu niezwykłej aury, jaką dosłownie emanuje na tle pogrążonego w ciemności świata zwyrodnialców.
Robi także wrażenie wytrzymałością i przyspieszeniem, które ostatecznie czynią z tej limuzyny jeden z najbardziej charakterystycznych elementów świata przedstawionego. Choć ostatecznie samochód ten kończy równie marnie, co jego właściciel.
Wanted – Ścigani
Jak na kino komiksowe przystało, czerwoniutki Dodge Viper SRT-10 wyprawia na ekranie prawdziwe cuda, o które normalnie byłoby mu trudno. Wychodzi z nich w dodatku bez większego szwanku (ot, parę dziur po kulach, wybite szyby i poobijana tu i ówdzie blacha, która i tak sama odpada na luzaku).
Żmija ma moc i możliwości, które może nie zostają do końca wykorzystane, ale przynajmniej wygląda obłędnie. Ale każdy by tak wyglądał z wyginającą się na masce Angeliną Jolie. Chyba każdy. Warto dodać, że w filmie pojawiają się także na moment Mustang z Korwetą i zaliczają chyba jeszcze bardziej przegiętą akcję. Takie rzeczy tylko w Holly.
Włoska robota – oryginał i remake
Wbrew pozorom ani Michael Caine w oryginalnym filmie, ani też Mark Wahlberg w remake’u nie byli największymi gwiazdami tych klasycznych heist movies. Show dosłownie skradła im legenda motoryzacji, prawdziwy kanon wśród ekonomicznych środków transportu, który zostawia daleko w tyle „naszego” Malucha (jak i w sumie znaczącą większość innych, gdyż wybrano je drugim z najważniejszych samochodów XX wieku).
To oczywiście Mini Cooper, który na ekranie przewija się odpowiednio w wersji podstawowej Austin Mini Cooper S 1275 MkI z 1967 roku oraz bardziej współczesnej, Anno Domini 2003, MINI Cooper S.
I w obu doskonale radzi sobie w każdych warunkach bojowych, stanowiąc perfekcyjne narzędzie ucieczki dla bohaterów. Dosłownie mała rzecz, a cieszy. Warto przy tym odnotować, iż marka ta dosadnie zaznaczyła się także w innych produkcjach dziesiątej muzy – dalecy, biedni kuzyni wyżej wymienionych pojawiają się między innymi w Tożsamości Bourne’a z Mattem Damonem (Mini Mayfair MkV) oraz serii telewizyjno-kinowej o Jasiu Fasoli (Mini 1000 MkIV z lat 70.).
Wolny dzień Ferrisa Buellera
Po premierze tej kultowej komedii Johna Hughesa było sporo kontrowersji. Wszystko przez zniszczenie w finale filmu czerwonego Ferrari 250 GT Spyder California, rocznik 61.
Aut tych wyprodukowano zaledwie nieco ponad 100 sztuk, zatem miłośnicy czterech kółek zamarli. Oczywiście była to tylko replika, bowiem autentyczny model był zwyczajnie za drogi, by ekipa mogła sobie w ogóle pozwolić na jego wypożyczenie, o destrukcji nie wspominając. Od czasu premiery jedynie zresztą podrożał, gdyż Ferris ten symbol wolności dodatkowo spopularyzował wśród plebsu. A trzeba przyznać, że pięknie pomyka po mieście w takt melodii z Gwiezdnych wojen.
Wolny strzelec
Wieńczący listę, krwistoczerwony Dodge Challenger SRT 392 z czarnym pasem na masce idealnie oddaje naturę bohatera filmu. Choć trzeba powiedzieć, że stoi niejako w opozycji do jego zawodu, w którym powinien się przecież jak najmniej wyróżniać.
Dziwi zatem wybór takiego środka transportu (nawet biorąc pod uwagę jego imponującą moc), który w finale zostaje zresztą porzucony przez swojego właściciela. Dziwi też, że jakoś nikt nie zwraca uwagi na fikuśne autko, które wbrew prawu bierze udział w policyjnym pościgu przez pół miasta i… jako jedyne wychodzi zeń w stanie nienaruszonym. Magia kina!
To by było na tyle. I pamiętajcie, żeby nie szaleć na drodze – bezpieczeństwo najważniejsze.
korekta: Kornelia Farynowska
