Connect with us

News

MIŁOŚĆ, ŚMIERĆ I ROBOTY, seria SCI-FI jako XXI-wieczna wersja STREFY MROKU

Choć Black Mirror często wskazywany jest jako XXI-wieczny odpowiednik Strefy mroku, to Miłość, śmierć i roboty, równie bardzo zasługuje na ten tytuł.

Published

on

MIŁOŚĆ, ŚMIERĆ I ROBOTY, seria SCI-FI jako XXI-wieczna wersja STREFY MROKU

Choć to Black Mirror często wskazywany jest jako XXI-wieczny odpowiednik legendarnej Strefy mroku, to w ocenie ScreenRant inna (dostępna również na polskim Netfliksie) antologia science fiction, równie bardzo zasługuje na ten prestiżowy tytuł. Miłość, śmierć i roboty to czterosezonowe arcydzieło (8,4 na IMDB i 89% na Rotten Tomatoes) od producenta wykonawczego Davida Finchera i reżysera Deadpoola Tima Millera, które dzieli z serialem Roda Serlinga kluczową cechę – jest bezkompromisowo różnorodne.

Advertisement

Animowana antologia, w której każdy odcinek produkowany jest przez inny zespół w odmiennym stylu wizualnym, przeskakuje między twardym science fiction, komedią, horrorem i czystą fantastyką. Niektóre epizody wykorzystują nawet żywą grę aktorską, odchodząc od zwyczajowego animowanego formatu. Serial zmienia swój styl i ton w każdym odcinku, co stanowi jego jedyną realną stałą.

Podczas gdy Black Mirror wyróżnia się stosunkowo ponurym, cynicznym spojrzeniem na to, w jaki sposób technologia wpływa na społeczeństwa i jednostki, Miłości, śmierci i robotom udało się uchwycić inną, równie ważną część oryginalnej formuły Strefy mroku. Oryginalny serial Serlinga był czymś więcej niż tylko ostrą, proroczą satyrą – miał też poruszające odcinki pozbawione elementów science fiction, jak adaptacja An Occurrence at Owl Creek Bridge Ambrose’a Bierce’a, oraz całkowicie komediowe epizody czysto rozrywkowe (co do pewnego stopnia zainspirowało równie kultowe Z Archiwum X).

Advertisement

Ta różnorodność tonalna i stylistyczna, która często ginie w mroczniejszym, bardziej śmiertelnie poważnym stylu antologii Black Mirror, stanowi prawdziwy ukłon w kierunku dziedzictwa Serlinga. Jakub Piwoński pisał na naszych łamach o niej w ten sposób: Jeśli jeszcze nie miałeś okazji zapoznać się z tym tworem, nie marnuj czasu na czytanie moich wypocin (ale wróć do nich, jak tylko zobaczysz napisy końcowe ostatniego epizodu). To bowiem audiowizualna uczta, która jednocześnie dostarcza wielu różnorodnych doznań i przemyśleń. Nie od rzeczy byłoby również wspomnieć o tym, że na Netfliksie dostępna jest jeszcze inna znakomita antologia science fiction, które dostarcza równie ciekawych przeżyć – Oats Studios.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *