Publicystyka filmowa
CIERPIENIA MELA G.
CIERPIENIA MELA G. to refleksyjna podróż przez kontrowersyjne momenty kariery Mela Gibsona, łącząca jego sukcesy z tragicznymi upadkami.
Ach, ten Mel! Aktor kochany i celebryta znienawidzony, gwiazda na samym szczycie i niepokorny duch na samym dnie. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych niekwestionowana ikona kina, o której trudno było choćby pomyśleć złe słowo. W nowym wieku takich gorzkich słów zdecydowanie się namnożyło, a połowa z nich wypłynęła z ust samego Gibsona, który nagle znalazł się na celowniku całego świata (w czym nie pomógł mu także nowy imidż kloszarda). Doszło do tego, że w ostatnich latach zaczął przyjmować role złoczyńców – często pół serio, w filmach z przymrużeniem oka, jakby w ramach odpowiedzi na medialną nagonkę.
Persona non grata Mel Columcille Gerard Gibson stał się zresztą niedługo po swoim najbardziej kasowym i zarazem najbardziej kontrowersyjnym tytule – Pasji, w której szczegółowo odtworzył ostatnie chwile Jezusa Chrystusa (sequel już w toku!). Film, który wielu widzów odrzucił, głównie ze względów estetycznych (w końcu droga krzyżowa to nie przelewki), to poniekąd idealny przykład sadystycznego znęcania się zarówno nad widzem, jak i bohaterem. Trzeba jednak przyznać, że i sam Mel nacierpiał się na dużym ekranie równie mocno (co być może doprowadziło go w końcu do tej szewskiej pasji). Jak bardzo? Przyjrzyjmy się szczegółom. Od końca. I bez uwzględnienia tytułów, w których Mel jest O.K.
SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY!
Zabójczy żywioł (2020)
Poziom cierpienia: 70%
Tu od pierwszej swojej sceny Mel wita nas nieprzyjemnym kaszlem i charczeniem, bo, jak sam mówi, płuca i wątrobę ma już do niczego. W roli eks gliniarza najlepsze lata ma dawno za sobą, a jego najbliższą perspektywą jest wizyta w szpitalu, kilka niefajnych operacji oraz, przypuszczalnie, zgon. W wyniku splotu wydarzeń jego śmierć następuje jednak o wiele wcześniej, niż sam by się tego spodziewał – podziurawiony gradem kul, bynajmniej nie odchodzi szybko i spokojnie. Tym samym, po raz pierwszy w karierze, Mel nie dożywa nawet finału własnego filmu, za co wędrują dodatkowe punkty.
Krew na betonie (Dragged Across Concrete; 2018)
Poziom cierpienia: 50%
Jako podstarzały, twardy glina, Mel cierpi przez większą część filmu głównie wewnętrznie, widząc jak cierpią jego najbliżsi oraz amerykański styl życia. Cierpi też jego policyjna kariera z uwagi na polityczną poprawność. Gorzej, że sam Mel… ostatecznie umiera w bólach, wcześniej bezradnie patrząc jak umiera jego najlepszy kumpel. Gdzieś po drodze zostaje jeszcze postrzelony w nogę, jakby udowadniając, że życie policjanta – zwłaszcza skorumpowanego – to żaden american dream.
Co wiecie o swoich dziadkach? (2017)
Poziom cierpienia: 10%
Nic wielkiego. Mel jako uosobienie prawdziwego mężczyzny, Kurt, zostaje postrzelony w ramię przez… własną wnuczkę. Cierpi zatem głównie jego honor. Poza tym siłuje się trochę z synem w szpitalu, co podwyższa mu tętno na krótką chwilę. Dwoma słowami: absolutne minimum. Dodatkowe procenty idą jednak za suchary, z którymi zmagać musi się Mel w tej niezbyt wysokich lotów komedii. Choć i ta ostatecznie sprawia mu wyraźną frajdę.
Blood Father (2016)
Poziom cierpienia: 70%
Na początek (czy też raczej koniec) nie ma lekko – zwłaszcza że Mel zdaje się grać niemalże we własnej autobiografii. Jako John Link ma więc poważny problem alkoholowy, przez który trafił do pudła, niejednokrotnie usiłował samobójstwa, rozwaliła mu się rodzina i zaginęła córka (niekoniecznie w tej kolejności). Ta w końcu się pojawia w jego nowym, uporządkowanym życiu, ale rezultatem tego tylko więcej problemów dla Mela, któremu źli ludzie szybko rozwalają dom, a do niego samego strzelają. To ostatnie z każdą minutą wychodzi im coraz lepiej – zabijają mu przyjaciela, a w końcu i Mel otrzymuje kulkę w nogę, brzuch oraz klatkę piersiową. Umiera gdzieś na pustyni, uprzednio jeszcze zdradzony przez swojego dawnego mentora. Niczym Jezus, Mel czyni to jednak w imię poświęcenia dla innych.
Niezniszczalni 3 (2014)
Poziom cierpienia: 45%
U Stallone’a natomiast Mel całkiem dobrze sobie radzi – jako Stonebanks ma do dyspozycji całą armię pomagierów i bynajmniej nie tańczy, jak mu inni zagrają, tylko sam wystukuje rytm, z reguły za pomocą pistoletu. Nawet gdy zostaje lekko poturbowany w zakończonej kraksą furgonetki próbie schwytania, ma się nieźle. Potem jednak jego oddziały wesoło kosi tytułowa ekipa, a sam Mel trafia na Sly’a, który spuszcza mu łomot, a następnie wypełnia ołowiem po stosownym one-linerze. W przeliczeniu na czas ekranowy Mel nie cierpi zatem dużo, ale jego ostatnie minuty są wystarczająco bolesnym doświadczeniem, z którego wszak nie wychodzi żywo (o kolejnym sequelu póki co cisza).
W przeciwieństwie do Jezusa Mel nie doczekuje się bowiem obiecanego procesu. W dodatku dowiadujemy się, że już wcześniej został zdradzony, postrzelony i zostawiony na pewną śmierć przez Sly’a. Sytuacja zatem raczej nie do pozazdroszczenia – nawet jak na bad guya.
Maczeta zabija (2013)
Poziom cierpienia: 30%
Filmu oczywiście nie da się brać na poważnie, ale melowski arcyłotr Voz zdaje się całkiem nieźle sprawdzać. Naznaczony darem przewidywania przyszłości i sporą dawką psychozy (niczym Jezus chce być prorokiem i zbawcą ludzkości) jest odpowiednio trudnym przeciwnikiem – nawet dla takiego kozaka, jak Maczeta, któremu udaje się jedynie raz walnąć mu z byka oraz… spalić pół twarzy w bezpośrednim pojedynku. To ostatnie jest najbardziej bolesnym doświadczeniem, które zmusza Voza do paradowania przez resztę czasu ekranowego w specjalnej masce. Udaje mu się jednak nie tylko uciec z życiem, ale i wziąć kilku zakładników.
Jego los pozostaje nieznany, gdyż trzecia część póki co nie powstała. Nakręcone zawczasu zajawki nie pozostawiają jednak większych wątpliwości co do miejsca i ewentualnych okoliczności śmierci Voza. Wszak Maczeta zabijać ma w… kosmosie.
Dorwać gringo (2012)
aka How I Spent My Summer Vacation
Poziom cierpienia: 20%
Dla bezimiennego kierowcy o twarzy Mela z pewnością nie są to najpiękniejsze wakacje – niemal od razu, po dotkliwej kraksie samochodowej na granicy meksykańskiej, kończy w tamtejszym pierdlu, gdzie już na dzień dobry zostaje pobity oraz „torturowany” muzyką mariachi. Niemniej im dalej w las, tym radzi sobie coraz lepiej. Nie licząc kilku uderzeń z liścia i jednego z piąchy, prosto w twarz (i do tego od kobiety!) oraz niedoszłej egzekucji, Mel wychodzi na swoje. Chociaż strzelają do niego, on strzela celniej. I kończy nie tylko z torbami pełnymi gotówki, ale i z czymś na kształt kochającej się rodziny. Bueno!
Podwójne życie (2011)
Poziom cierpienia: 85%
Jak na tak spokojny, kameralny film obyczajowy, dzieje się tu więcej, niż w niejednym akcyjniaku z najlepszych lat aktora. Walter Black w osobie Mela już od pierwszych scen nie wygląda dobrze – cierpi na permanentną depresję, która kończy się dla niego dwoma próbami samobójczymi i zrzuconym na głowę telewizorem (auć!). O jego makówkę roztrzaskana zostaje także gitara i lampka, a on sam wdaje się bójkę ze swoim wewnętrznym ja (czyli Panem Bobrem), co z kolei owocuje odciętą lewą ręką. Całość ubawiają jeszcze kiepskie relacje z rodziną, która również cierpi. Różowo zatem nie jest. Podobnie jak Jezus, Walter ma smykałkę do dłubania w drewnie.
Furia (2010)
Poziom cierpienia: 70%
Thomasowi „Melowi” Cravenowi zabijają na oczach córkę, która, jak się okazuje, i tak w sumie zmarłaby od napromieniowania – już na starcie wesoło nie jest. Wychodzi na jaw, że mała okłamywała starego, który dochodząc prawdy, zostaje także podstępem napromieniowany oraz (już całkowicie jawnie) postrzelony w klatkę piersiową i w rezultacie umiera. W międzyczasie Mela dopadają jeszcze pomniejsze „przyjemności”, jak nagłe potraktowanie paralizatorem, przykucie kajdankami do łóżka czy okazjonalna bójka. O mało nie potrąca go również rozpędzone auto, a on sam lekko traci zmysły – gada do zmarłej córki i wyobraża ją sobie w dziecięcej postaci. Ostatecznie odchodzi z nią wspólnie w stronę światła. Ale co się nacierpiał, to jego.
Śpiewający detektyw (2003)
Poziom cierpienia: -10%
Ten film to tour the force cierpienia Roberta Downeya Jr., więc Dr. Gibb(s)on ma wolne.
Znaki (2002)
Poziom cierpienia: 10%
U Shyamalana Mel szczęśliwie cierpi tylko duchowo. Jako pastor Graham Hess po śmierci żony nie potrafi specjalnie odnaleźć się w życiu i przechodzi kryzys wiary (to po tym filmie powstała Pasja – przypadek?). Fizycznie cierpią natomiast jego bliscy, co on sam oczywiście mocno przeżywa. Szczęśliwie finał daje nadzieję na lepsze jutro. Całkiem spoko jak na niespodziewaną inwazję kosmitów, którzy zabijają mu psa i to samo chcą uczynić z synem.
Byliśmy żołnierzami (2002)
Poziom cierpienia: 18%
Mel jako wcielenie rzeczywistego podpułkownika Harolda Gregory’ego Moore’a cierpi zaskakująco mało, zważywszy na to, w jak krwawym i zaciętym starciu przychodzi mu uczestniczyć. Co więcej, jako głównodowodzący bynajmniej nie chowa się za swoimi podwładnymi, tylko nie raz i nie dwa staje na pierwszej linii ognia. A mimo to nie zostaje w sumie chyba nawet draśnięty (a przynajmniej tego nie widać), podczas gdy wokół niego padają wciąż to nowe ciała (razem naliczono ich trzysta pięć). Niemniej Mel – jak rzadko kiedy – płacze na widok poległych młodzieńców, których wziął do walki, a ich cierpienie i ból wyraźnie odciska na nim piętno.
Gdyby zatem za każdego martwego żołnierza amerykańskiego liczyć mu punkt, nie starczyłoby skali. Ponieważ jednak film koloryzuje nieco historyczne wydarzenia, ostatecznie Mel zalicza dokładnie tyle procent, ile Moore faktyczne stracił ze swoich oddziałów.
Czego pragną kobiety (2000)
Poziom cierpienia: 40%
Macho i szowinistyczna świnia Nick Marshall w wydaniu Mela pewnego dnia poznaje myśli kobiet i… już to jest dla niego prawdziwą udręką; istnym koszmarem, z którym nie może sobie poradzić. Z uwagi na byłą żonę, dorastającą córkę i masę jednorazowych kochanek, dostaje mu się też trochę po dumie i ego, ale nie jest to nic, z czym Nick by sobie nie poradził. Fizycznie z kolei trzykrotnie kopie go prąd, a on sam przebiera się za kobietę i dwukrotnie decyduje się na amatorską depilację prawej nogi woskiem oraz naśladuje akcent Seana Connery’ego.
Przede wszystkim jednak kłamie w żywe oczy Marisie Tomei, twierdząc, że jest gejem – i to tylko po to, by się jej pozbyć na rzecz Helen Hunt. Taaa, coś jest poważnie nie tak z tym filmem. I Melowi się za to obrywa.
Patriota (2000)
Poziom cierpienia: 85%
Zacznijmy od tego, że im film dłuższy, tym Mel więcej cierpi – a w wersji rozszerzonej Patriota liczy sobie prawie trzy godziny! W tym czasie Gibsonowski Benjamin Martin – postać fikcyjna, ale z historycznymi naleciałościami – musi sobie przede wszystkim radzić z nękającymi go demonami przeszłości oraz gromadką dzieci, po tym jak zmarła mu żona. Wśród nich dwóch niesfornych synów, którzy kolejno giną na jego oczach, zabici przez tego samego, sadystycznego pułkownika brytyjskiej armii. Facet grozi bronią także Melowi, po czym podpala mu dom i tym samym wyzwala w nim naturę ostatniego Mohikanina i rozpoczyna krwawą jatkę w jego wykonaniu (najwyższy body count Mela zaraz po Braveheart – 21 trupów).
Mel, wkraczając na wojenną ścieżkę, walczy jednocześnie o niepodległość Ameryki, zatem przez jego partyzanckie działania cierpią również inne postaci, w tym cała masa niewinnych obywateli. On sam natomiast dopiero w ostatniej potyczce odnosi bolesne rany, kiedy otrzymuje solidne ciosy szablą w oba ramiona, nogę oraz plecy, a także zalicza uderzenie w twarz i pomniejsze rany bitewne. A ponieważ to produkcja Rolanda Emmericha, toteż ból Mela ma wymiar wręcz międzynarodowy. Podobnie jak Jezus, Benji nosi długie włosy (acz upięte w kucyk – hipster!). Nie ma natomiast smykałki do dłubania w drewnie – rozwala krzesło własnej produkcji.
Million Dollar Hotel (2000)
Poziom cierpienia: 60%
Jako agent specjalny FBI, detektyw Skinner, Mel cierpi niemalże cały czas, gdyż chodzi w specjalnym urządzeniu na szyi, które wspomaga mu kręgosłup. To oraz pokaźne blizny na plecach to pozostałość po jakimś tajemniczym wypadku, który nie zostaje w sumie wyjaśniony. W przebiegu akcji raz obrywa też deską w tył głowy, przez co nabywa parę nowych siniaków. Poza tym cierpi też trochę jego duma, gdyż daje się wyprowadzić w pole grupie ekscentrycznych przygłupów oraz traci punkty (a być może także i cały związek) u swojej narzeczonej. Ale przynajmniej wychodzi z niego „swój chłop”.
Godzina zemsty (1999)
Poziom cierpienia: 90%
Zdecydowanie jeden z najbardziej bolesnych występów Mela, którego Porter już w prologu zostaje postrzelony w plecy i przechodzi operację na żywo – bez znieczulenia i, co gorsza, w niezbyt higienicznych warunkach. Poza tym co i rusz nadziewa się na liczne ciosy oraz kopniaki w twarz i brzuch, zostaje też parokrotnie (i celowo) potrącony autem (wcześniej, po czołowym zderzeniu, które sam spowodował, krwawi z głowy, ale to akurat rana powierzchowna). W finale miażdżą mu młotkiem palce prawej nogi, a w wersji reżyserskiej dodatkowo zalicza postrzał w bebechy i jego przyszłość maluje się w czarnych barwach. W dodatku jego żona, po tym jak go zdradziła, przedawkowuje narkotyki. Słowem: niewesoło.
Teoria spisku (1997)
Poziom cierpienia: 60%
Mel jako cierpiący na paranoję Jerry Fletcher zostaje m.in. przykuty kajdankami do łóżka, pobity, związany, przyklejony do wózka inwalidzkiego i przesłuchiwany (podtapianie, odurzanie narkotykami i oślepianie silnym światłem stroboskopowym przy jednoczesnym rozszerzeniu powiek taśmą klejącą); spada na tymże wózku ze schodów; wbija mu się w brzuch metalowy pręt. Ostatecznie zostaje postrzelony w klatkę piersiową i ginie (a następnie, podobnie jak Jezus, zmartwychwstaje). Aha, i zakochuje się bez szans na związek. Cóż, mogło być gorzej. ..
Dzień ojca (1997)
Poziom cierpienia: 5%
Wyjątkowo lajtowa produkcja. Mel zalicza jednoscenowe cameo niejakiego Scotta, który na własne życzenie nosi na szyi obrożę, ma kilka dziar i zakolczykowaną twarz oraz (w domyśle) tak zwane części intymne – wedle słów samego zainteresowanego bolało tylko to drugie. Jezusa w końcu też. Pikuś.
Okup (1996)
Poziom cierpienia: 85%
U Rona Howarda Mel gra milionera Toma Mullena, który własnymi rękami od podstaw zbudował lotnicze imperium. Nic zatem dziwnego, że kiedy porywają mu jedynego syna, pęka mu nie tylko serce, ale i duma. Bez swojej pociechy cierpi w praktycznie każdym ujęciu i ten ból z łatwością przelewa się na widza. Co więcej, gdy dochodzi do niego, że jego arogancja mogła przyczynić się do śmierci małego Seana, o mało nie traci zmysłów, ledwo może oddychać. Poza tym niemałą próbę przechodzi także fizycznie sensu stricte – dwukrotnie zostaje uderzony w twarz, z czego raz pistoletem i już to skutkuje krwawiącą wargą oraz szramami na twarzy.
Kolejnych dorabia się w finale, kiedy podczas bójki zostaje potrącony przez taksówkę, a po wpadnięciu w okno sklepowej wystawy ranny w głowę i ogólnie poturbowany. Co jeszcze? Niespodziewany, silny kopniak w brzuch, dwa potężne uderzenia z liścia od filmowej żony i brutalne sprowadzenie do parteru przez dużego Murzyna, jakim jest wszak pomagający mu Delroy Lindo. Dodatkowo o mały włos nie zostaje zabity we własnym salonie. Z kolei w trakcie produkcji filmu Mel musiał przejść operację usunięcia wyrostka robaczkowego, za co zbiera bonusowe punkty. W końcu nikt nie powiedział, że sława i pieniądze to pestka.
Braveheart – Waleczne Serce (1995)
Poziom cierpienia: 100%
Opus magnum (mortem?) Gibsona w temacie. Jego William Wallace już od samego początku ma przesrane, bo rodzi się Szkotem, czyli musi znosić wszędobylskich Angoli, którzy zabijają mu ojca, a następnie, w egzekucji, żonę (którą wcześniej próbują też zgwałcić). Sam Mel zalicza strzałę w pierś, dwukrotny upadek z konia oraz liczne drobne rany wyniesione z bitew. W końcu ostro pobity i publicznie obrzucony warzywami, po ciężkich torturach (rozciąganie końmi, rozpłatanie brzucha i wieszanie, do którego o mały włos faktycznie nie doszło na planie) zostaje stracony przez wspomnianych już Brytoli, którzy obcinają mu głowę, a jego ciało – szczęśliwie już w fabularnym domyśle, choć to wszak prawda historyczna – szatkują i dosłownie rozsyłają w cztery strony świata, ku przestrodze. Podobnie jak Jezus, William zostaje także zdradzony przez swoich ziomków – dwukrotnie. Masakra.
Maverick (1994)
Poziom cierpienia: 40%
Bret Maverick to szuler i karciarz, zatem nic dziwnego, że w opartej o serial fabule doznaje paru uszczerbków na zdrowiu. Już na samym początku Mel aka Mav jest wieszany i zarazem pozostawiony na pastwę grzechotników, z którymi zalicza bliski, ale szczęśliwie nie śmiertelny kontakt. Poza tym jest bity (w tym raz w ustawianej walce) i strzelają do niego często, a on sam cudem uchodzi z życiem między innymi z próby zatrzymania rozpędzonego dyliżansu (o mało nie spada w przepaść) i napadu na bank, w którym wysadzają sejf. Zostaje też dziabnięty w oko, kilkukrotnie spoliczkowany, ukłuty przez kaktus, leciutko podtopiony i trochę poobijany w finale filmu. Ale i tak jego największym zmartwieniem jest to, że ciągle ktoś przekręca jego imię, a on sam traci sprzed nosa swoje pieniądze (a czasami także i godność). Generalnie jednak tragedii nie ma.
Człowiek bez twarzy (1993)
Poziom cierpienia: 60%
Jako Justin MacLeod (niespokrewniony z Connorem) nosi własny krzyż w postaci wyniesionych z wypadku samochodowego poparzeń połowy twarzy i ciała. Problem, który niby mógłby załatwić dobry chirurg plastyczny, lecz Mel dzielnie znosi swój los „na pamiątkę”. A jest co znosić, bo z takim wyglądem zostaje automatycznie skazany na samotność i izolację od społeczeństwa. Dodatkowo odebrana zostaje mu także życiowa pasja nauczania, gdyż konsekwencją oskarżeń o morderstwo i molestowanie nieletnich jest pozbawienie wszelkich praw i tytułów z tym związanych. Niemniej wedle powiedzenia: co cię nie zabije…
Wiecznie młody (1992)
Poziom cierpienia: 50%
Poza lekkim skaleczeniem prawej ręki w bójce dla Mela (aka kapitana Daniela McCormicka, któremu, tak jak Jezusowi, nieobce są przestworza) bolesne stają się przede wszystkim efekty uboczne hibernacji – nagłe starzenie się powoduje upadek z drzewa i niemalże upadek z dachu, a w konsekwencji wizytę w szpitalu. Poza tym nie oszczędza go miłosny ból – jego ukochana zapada w śpiączkę. Niby zaskakująco mało jak na film o pilocie testowym, który na co dzień ryzykuje życiem, niemniej naprawdę trudno się patrzy na Mela w takim stanie.
Hamlet (1990)
Poziom cierpienia: 200%
Przecież to Szekspir…
Air America (1990)
Poziom cierpienia: 10%
Mel musiał pokonać do tej roli swój lęk przed lataniem, więc już na wstępie zalicza dodatkowe punkty. Jego Gene Ryack – postać nie autentyczna, nieuczestnicząca w wydarzeniach, które nigdy się nie wydarzyły – ma odstrzelony palec u nogi, ale poza tym właściwie wszystko gra, bo film jest leciutki jak piórko na wietrze. Lekko poturbowany po skoku z helikoptera zawieszonego na drzewie Mel dorabia się w czasie fabuły zaledwie kilku bruzd i zadrapań (chociaż strzelają do niego i ma miejscami sporo szczęścia), a najbardziej bolesna jest dla niego nagła rezygnacja z planowanego przez wiele lat marzenia. Życie.
Ptaszek na uwięzi (1990)
Poziom cierpienia: 50%
W tej sympatycznej komedii sensacyjnej dzieje się dużo i, wbrew pozorom, nieprzyjemnie. Lekkoduch Rick Jarmin, czyli oczywiście Mel, już na samym początku dostaje w dupę – dosłownie, bo w pośladek trafia go kula. Następnie trochę się poobija w zderzeniu z ciężarówką oraz przy awaryjnym lądowaniu awionetki i zostaje kilkukrotnie (i za każdym razem tak samo mocno) uderzony pięścią. A w finale jest kolejno: dwukrotnie postrzelony w plecy, spada ze sztucznego wodospadu, dwukrotnie poturbowany w pojedynku wręcz, uderza z hukiem o skałę i przeżywa porażenie prądem. No i dodatkowo musi znosić fochy oraz krzykliwą naturę Goldie Hawn przy jednoczesnej rezygnacji z towarzystwa o wiele zaradniejszej Joan Severance. Niepojęte.
Tequila Sunrise (1988)
aka Przyjaciele
Poziom cierpienia: 15%
Przyjemny i drobny kryminalista Dale McKussic przez cały film otrzymuje jedynie drobne poparzenia i równie niewielki wstrząs, choć bliski jest także utonięcia oraz wielokrotnego postrzału. Z kolei dodatkowe punkty Mel zbiera za incydent na planie, gdzie podczas odgrywania sceny miłosnej z Michelle Pfeiffer autentycznie zwichnął sobie nadgarstek. To się nazywa metodyczne aktorstwo!
seria Zabójcza broń (1987-1998)
Poziom cierpienia: 90%
Cztery filmy powstałe na przełomie jedenastu lat nie oszczędziły Mela. Policjant Martin Riggs w jego wykonaniu już od pierwszych scen jest synonimem cierpienia – po stracie żony nie tylko igra ze śmiercią na służbie, ale i w czasie wolnym próbuje samobójstwa. Nie ma on w dodatku szczęścia do kobiet, gdyż źli ludzie zabijają mu także dziewczynę i są bliscy wysłania na tamtej świat kolejnej. Co poza tym? Mel zostaje kilkukrotnie postrzelony (raz nosząc kamizelkę kuloodporną), poturbowany w licznych pościgach (w tym raz na lodowisku) oraz pojedynkach wręcz (w tym raz na płonącym placu budowy i raz w sparingu bokserskim); potrąca go auto, jest torturowany prądem, bity, wiązany i topiony, duszony, nielicho trafiony nożem w prawą nogę, ranny w rękę, a w końcu ostro połamany przez Jeta Li niemalże tonie, przywalony fragmentem skały.
Często zalicza też upadki z wysokości: przez okno do basenu kilka pięter niżej, z wiaduktu na rusztowanie, z dachu do kontenera na śmieci. Z reguły kończy się to dla niego wytrąconym barkiem, z którego nastawiania czyni swój bolesny znak rozpoznawczy. O licznych bliznach z innych, pozaekranowych wydarzeń nie wspominając. Podobnie jak Jezus, Riggs nosi długie włosy (acz bujniejsze). I jest tak samo, a nawet bardziej cool.
Pani Soffel (1984)
Poziom cierpienia: 65%
Początkowo to może nie bajka, bo Melowski Ed Biddle (postać autentyczna) siedzi w pierdlu i, czekając na egzekucję, o mało nie ginie w pożarze; zostaje też dotkliwie pobity pałką przez jednego ze strażników. Potem jednak zakochuje się i ucieka. Gorzej, że ostatecznie otrzymuje w korpus kilka śmiertelnych kul podczas policyjnej obławy. Umiera gdzieś na śniegu, z bólem na ustach i przesądzeniem, że wcześniej zabił ukochaną na jej własne życzenie. Niezbyt fajnie.
Rzeka (1984)
Poziom cierpienia: 25%
Tym razem Mel to farmer Tom i, jak sam tytuł wskazuje, to woda jest jego głównym utrapieniem. I rzeczywiście – ponieważ nie jest Jezusem, już w pierwszej scenie o mało się nie topi, ledwo uchodząc z życiem. Potem, już na sucho, zostaje pobity i opluty, a od własnej małżonki dostaje raz z liścia. Poza tym cierpi głównie jego godność, a on sam… pracuje – ciężko, naprawdę ciężko haruje, aby przetrwać w niesprzyjających warunkach klimatyczno-społecznych i uratować rodzinę od nędzy, a plony od zalania (nie on jeden zresztą). Aha, jeszcze świeżo obcięte włosy go swędzą – a przynajmniej tak twierdzi. Cóż…
Bunt na Bounty (1984)
Poziom cierpienia: 15%
W roli ostatniej już w zestawieniu postaci autentycznej, Fletchera Christiana, Mel cierpi zaskakująco mało, zważywszy na historyczne fakty. W rzeczywistości Christian zginął młodo, w mało przyjemny, niechlubny sposób, niejako pokutując za swe niegodne brytyjskiego marynarza czyny. W filmie z kolei największy ból fizyczny sprawia mu egzotyczny tatuaż i doskwierają mu psychiczne rozterki względem znęcającego się nad załogą kapitana – przyjaciela, którego ostatecznie zdradza. Cała historia kończy się natomiast z odpowiednią dla kina, acz naznaczoną wyraźnym smutkiem romantyczną aurą, a los Fletchera opisany jest jako niepewny. Inna sprawa, że w trakcie zdjęć Mel został pobity podczas bójki w barze i potem chodził opuchnięty, co ponoć widać w niektórych ujęciach.
Rok niebezpiecznego życia (1982)
Poziom cierpienia: 20%
Mimo iż tytuł obiecuje wiele, ostatecznie wcielający się w dziennikarza Guya Hamiltona Mel bardziej ryzykuje, niż cierpi. Ot raz zostaje lekko draśnięty maczetą w prawą nogę, a raz uderzony w głowę karabinem – na tyle jednak niefortunnie i mocno, że doznaje obrażeń lewego oka, które w dalszej perspektywie może nawet stracić. Męczy się więc Mel, będąc unieruchomiony w łóżku przez kilka(naście?) godzin, ale potem wraca do swojej ukochanej i jest milusio. Gorzej, że w międzyczasie ginie mu także bliski przyjaciel, co Mel oczywiście przeżywa na swój sposób.
Romans z młodziutką Sigourney Weaver, która jest na niego napalona niczym potężna, dobrze naoliwiona XIX-wieczna lokomotywa, wszystko jednak wynagradza – zapewne z nawiązką. Dodatkowe punkty wędrują za fakt, że na planie faktycznie bywało niebezpieczne, a poszczególni członkowie ekipy – w tym Mel – otrzymywali śmiertelne pogróżki.
Tim (1979)
Poziom cierpienia: 10%
Tutaj Mel to nie do końca rozwinięty psychicznie Tim Melville, czyli swoisty Forrest Gump – młodziutki i uroczy oraz szczery chłopak, który jednocześnie bywa ciamajdowaty i nie zawsze potrafi się odnaleźć w życiu, zwłaszcza w stresujących, niezrozumiałych dla niego sytuacjach. Cierpi zatem głównie sercowo, kiedy wpierw siostra odchodzi z domu, by poślubić innego faceta, a następnie kiedy jedno za drugim umierają jego rodzice. Raz także zaprzyjaźniona z nim Mary niemal wprost rani jego uczucia. Ale poza tym największym problemem jest dla TiMela opanowanie czytania książek. Czyli normalnie bułka z masłem, za którą w tym wypadku trzeba jednak policzyć podwójnie.
trylogia Mad Max (1979-1985)
Poziom cierpienia: 85%
Szalony Max Rockatansky, czyli Mel znów (a raczej po raz pierwszy) musi zmierzyć się przede wszystkim z bólem po stracie bliskich – brzydcy, źli ludzie zabijają mu żonę i dziecko, co doprowadza naszego bohatera na skraj człowieczeństwa. Ponadto na przestrzeni trzech filmów Max zostaje postrzelony w lewe kolano (w kolejnej części chodzi w specjalnej szynie), tratują mu motocyklem prawą rękę, w którą potem zostaje ponownie ranny – podobnie jak w lewą nogę, lewe oko i korpus. Ma połamane żebra, rozszarpany lewy bark, szramę na pół twarzy i przetarte stopy. Jest ranny w głowę, duszony, poturbowany przez olbrzyma oraz związany i pozostawiony na śmierć na pustynnych bezkresach.
Natomiast dzień przed zdjęciami do części pierwszej Mel wdał się w barową bójkę (to chyba jakieś hobby), która zaowocowała u niego limem i śliwą, za co punktacja dodatkowo leci w górę. No i w ostatniej części przez jakiś czas także straszy jezusową fryzurą. Generalnie (post)apokalipsa pełną gębą.
Summer City (1977)
aka Coast of Terror
Poziom cierpienia: 5%
Za rolę Scollopa w swym kinowym debiucie Mel otrzymał 20 dolarów australijskich. Opłacalne, biorąc pod uwagę, że przez większość tej pretekstowej fabuły wyrywa laski i surfuje oraz wydurnia się z kumplami. Gorzej, że ci od początku traktują go trochę jak popychadło, zatem nie trzeba długo czekać, aż blondwłosy (!) Mel zostanie przypadkowo potrącony i nadepnie mu się na nogę. Dostaje także leciutko deską surfingową po głowie i zabierają mu jedzenie (potem zresztą obrywa hot-dogiem, acz już nie od nich). Ostatecznie, już na całkiem serio, zostaje uderzony z łokcia i kopnięty, a gdy widzimy go ostatni raz, to mocno rozpacza po stracie kumpla. Ponieważ jest to jednak jeden z najnudniejszych filmów świata, jak rzadko kiedy bardziej od Mela cierpi tutaj widz. Bywa.
Całkowity poziom cierpienia: 1733%
Ot i wsio!
korekta: Kornelia Farynowska
A na deser dowód, że Mel Gibson to najsłodsza osoba na świecie, a nie żaden psychol:
