Recenzje
WCIELENIE. Mroczny horror rodem z H. P. Lovecrafta
Amerykański horror lat 80. najczęściej kojarzy mi się z krwawym, i często niezbyt mądrym, pochodem słynnych slasherowych potworów…
…na czele z Freddiem, Jasonem i Michaelem Myersem, oraz makabrycznymi wybrykami nowych utalentowanych twórców. Sam Raimi kręci Martwe zło, Stuart Gordon Re-animatora, zaś Dan O’Bannon oraz Tom Holland debiutują jako reżyserzy, ten pierwszy Powrotem żywych trupów, a drugi Postrachem nocy.
Wcześniej jednak obaj byli znani jako scenarzyści kina grozy i to właśnie napisanemu przez Hollanda Wcieleniu z 1982 roku warto się przyjrzeć bliżej. Później ten twórca popełni również zaskakujący skrypt do Psychozy II, a przede wszystkim zasłynie jako reżyser oryginalnej Laleczki Chucky, ale to nakręcony przez Philippe’a Morę horror należy uznać za najstraszniejszą rzecz, jaką Holland stworzył w swojej karierze. Może nie tak pamiętną i doskonałą, co późniejsze dzieła, ale zdecydowanie bardziej szokującą.
Tłem dla napisów początkowych filmu jest księżyc, ale to nie on staje się wstępem do romantycznego mitu o wilkołaku. W prologu oglądamy, jak parze nowożeńców, Eliowi i Caroline MacClearym (Ronny Cox oraz Bibi Besch), psuje się samochód pośród leśnej głuszy, w samym środku nocy. Mąż postanawia wrócić się do najbliższej stacji benzynowej, pozostawiając małżonkę w aucie, co okazuje się brzemiennym w skutkach pomysłem. Wkrótce ta zostaje zaatakowana i zgwałcona przez bliżej nieokreślonego stwora, który uwolnił się z piwnicy stojącego nieopodal domu. Scena napaści na kobietę jest mocna, obrazowa, a przez to niełatwa, bez względu na to, że gwałcicielem jest tu postać fantastyczna.
Takie wprowadzenie zapowiada kino wyjątkowo ponure i pozbawione nadziei na cokolwiek zbliżonego do szczęśliwego zakończenia, zwłaszcza, gdy rodzi się syn MacClearych, w rzeczywistości owoc tamtego aktu przemocy. Michael (Paul Clemens) wydaje się być najzwyklejszym chłopakiem pod słońcem, ale po 17. urodzinach zapada na tajemniczą, śmiertelną chorobę. Eli i Caroline postanawiają odnaleźć napastnika, który jest biologicznym ojcem ich syna, w nadziei, że pomogą w ten sposób w ustaleniu, co dolega Michaelowi. Kierują się zatem do położonego w stanie Missisipi miasteczka Nioba, w pobliżu którego doszło przed laty do ataku, ale szybko orientują się, że niektórym ludziom jest nie na rękę ich prywatne śledztwo. Niedługo po nich do miasta przyjeżdża ich syn, który już pierwszej nocy morduje jednego z mieszkańców.
Oryginalny tytuł filmu, The Beast Within, wskazuje na niebezpieczeństwo czające się wewnątrz głównego bohatera, w które nietrudno uwierzyć, gdy oglądamy pierwszą jego zbrodnię. Pojawia się nocną porą przed drzwiami właściciela lokalnej gazety, osobnika niezbyt higienicznego, który myśli, że chłopak jest dostawcą ze sklepu. Blady na twarzy, cichy, pozornie słaby, ale równocześnie złowieszczo uśmiechnięty Michael rzuca się w pewnym momencie na ofiarę, rozszarpując ją na strzępy. Ta przez cały czas ściska w ręku (oraz między palcami stóp) kawałek mięsa mielonego, które wcześniej przygotowywała na burgera, co dodatkowo czyni z makabrycznej już sceny moment odpychający.
Od początku zdajemy sobie sprawę, że coś siedzi w chłopaku i to nie do końca on popełnia tę oraz kolejne zbrodnie. Pobrzmiewa tu zatem wspomniany motyw wilkołaka, choć wyjaśnienie, co się dzieje z Michaelem jest bardziej złożone i sprowadza się do czegoś więcej niż ugryzienia przez bestię bądź – w tym wypadku – gwałtu. Ten wydaje się być konsekwencją innego ohydnego czynu, zła głęboko ukrytego i zapomnianego przez mieszkańców Nioba, do czego również odnosi się angielski tytuł. Bestia pod postacią Michaela przybywa do spokojnej mieściny, aby rozliczyć jej mieszkańców z grzechów przeszłości.
Choć film nie jest ekranizacją żadnego z opowiadań H.P. Lovecrafta, scenariusz Hollanda przemyca typowe dla pisarza z Providence motywy (małomiasteczkowa zmowa milczenia, rodzinna tajemnica skupiona wokół więzionego potwora, przemiana człowieka w coś zgoła nieludzkiego), posługując się również znajomymi dla wielbicieli autora nazwiskami – właściciel zakładu pogrzebowego nazywa się Dexter Ward, a ofiarami szybko stają się członkowie rodu Curwinów. Jednak wykreowana przez Morę atmosfera odchodzi od nowoangielskiej sztywności ku południowej gościnności, choć w tym przypadku należy chyba mówić o jej braku.
Amerykański gotyk ma we Wcieleniu ruralistyczny wymiar – mieszkańcy Nioba związani są z okoliczną ziemią i zwyczajami rządzącymi tą krainą od wielu pokoleń. Małomiasteczkowy i cywilizacyjny pozór jest tu parokrotnie kwestionowany przez ubiór, zachowanie, w końcu historię, która ich dogania. Warto zauważyć, że dotyczy to jedynie linii Curwinów; pozostali bohaterowie, których spotykają do bólu miastowi MacCleary, tak jak lokalni policjanci oraz lekarz opiekujący się ich synem, to już żyjący współcześnie i współczesnością ludzie. Również nieprzypadkowo Curwinowie piastują ważne pozycje w Nioba – wspomniani właściciel gazety oraz kierownik domu pogrzebowego to nic w porównaniu z ich kuzynem, który jest zarówno burmistrzem, jak i sędzią.
Jedynie ojciec niewinnej Amandy, z którą zaczyna spotykać się Michael, wydaje się być niezbyt majętnym, ale równocześnie porywczym i brutalnym człowiekiem. Wraz z zemstą za niewyobrażalne krzywdy przyjdzie zatem także wyplenienie z miasta elementu, który świadczy o jego zacofaniu, korupcji i szaleństwie.
Niedługo przed finałem obie bestie ujawniają się w pełnej krasie – dowiadujemy się, jaki grzech mają na sumieniu Curwinowie, natomiast Michael przepoczwarza się w autentycznego potwora. Scena jego transformacji jest zresztą najlepiej kojarzonym momentem Wcielenia, gdyż w prawdziwie wstrząsający sposób dotrzymuje słowa danego w prologu filmu. Wtedy monstrum było ledwie widoczne, ale niewątpliwie nie było człowiekiem. Kiedy później oglądamy proces przemiany, twórcy nie żałują nam szczegółów, prezentując scenę, która pod względem wykonania i efektu szoku dorównuje powstałym w podobnym okresie Amerykańskiemu wilkołakowi w Londynie, Skowytowi oraz Coś. Szkoda, że sam efekt końcowy nie jest równie przekonujący, a ostatnie 20 minut sprowadza się do ucieczki przed potworem, spychając już na daleki plan dramat rodziców.
Horror Mory (nieprzypadkowo późniejszego reżysera dwóch kontynuacji Skowytu) jest najlepszy, gdy ukazuje poddającego się wewnętrznemu głosowi Michaela, w którym wciąż nie chcemy widzieć mordercy. Holland swym scenariuszem przez długi czas nie tłumaczy zależności między swym nastoletnim bohaterem, historią Curwinów a przewijającymi się przez całą fabułę cykadami. Wyjaśnienie zresztą rodzi kolejne pytania, na odpowiedzi których nie ma już czasu, ale na posokę – jak najbardziej. Pomimo tych niedoskonałości, ponure Wcielenie zaskakuje poważną tonacją na tle bardziej rozrywkowych horrorów tamtej dekady, dostarczając jednocześnie silnych wrażeń, kiedy bestia w końcu wychodzi na wolność. I jest to widok, który trudno wyrzucić z pamięci.
