Autor: REDAKCJA
opublikowano

LARS VON TRIER. Oceniamy wszystkie filmy na dwa głosy

Lars von Trier jak mało który reżyser dzieli publiczność – jedni go kochają, drudzy nienawidzą. Cokolwiek by nie powiedzieć o Duńczyku, nie sposób mu odmówić biegłości w filmowym języku i umiejętności prowokowania, wywoływania emocji. Premiera Domu, który zbudował Jack, pierwszego od pięciu lat filmu jednego ze współautorów manifestu Dogma 95, to idealna okazja by porozmawiać o jego filmografii.

Przez ponad trzy dekady twórczości von Trier stworzył zróżnicowany dorobek, który jednak niezmiennie oscyluje według pewnego zbioru autorskich obsesji. Dlatego też jako miłośnicy filmów Larsa zdecydowaliśmy się na wspólny przegląd jego twórczości oraz wskazanie na dominujące w danym obrazie motywy typowe dla Duńczyka – tworząc tym samym subiektywny przewodnik po jego bogatym dorobku.

Oto przegląd filmografii Larsa von Triera na dwa głosy. Filmy oceniają fanboje Duńczyka:

Tomasz Raczkowski. Niezmiennie zaintrygowany przewrotnością i zafascynowany bezkompromisową konsekwencją filmów von Triera. Lars towarzyszy mu od początku fascynacji kinem i jest dla niego jednym z najważniejszych jego mistrzów.

Rafał Oświeciński. Świadomy manipulacji, jakich dokonuje Lars na mózgu widza, z czego jest bardzo zadowolony. Czasami nieświadomy – wtedy jeszcze lepsza zabawa. Gdy nie ogląda von Triera, to ogląda Władcę Pierścieni. 

Uwaga! Ankieta na końcu!

***

Element zbrodni

The Element of Crime (1984)

Obsesja von Triera: zło w ludziach

Tomasz Raczkowski: Debiut, który wyraziście manifestuje spektakularne zdolności Duńczyka w zakresie inscenizacji i jego skłonność do formalnej brawury. W Elemencie zbrodni kryminalna historia à la noir jest tylko pretekstem do zbudowania surrealistycznej mozaiki, za której pośrednictwem reżyser zabiera nas w niepokojącą podróż po mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy. Przede wszystkim jednak uwodzi oryginalną warstwą wizualną, mroczną i brudną w symbolicznej analogii z ukazywaną kondycją etyczną ludzi zasiedlających ten świat.

Rafał Oświeciński: Lekko bełkotliwy, ale niezmiernie przy tym ciekawy debiut reżyserski. Niezrozumienie jest jednak jedną z ważnych cech Elementu zbrodni ze względu na intensywnie surrealistyczny klimat przywołujący na myśl nieznane dzieła Davida Lyncha – jest to więc bardziej film do czucia niż rozumienia, choć na pewno nie jest pozbawiony intelektualnego ładunku. Obraz skąpany w czerwieni, brązach i czerni jest wiwisekcją emocji człowieka będącego pod wpływem hipnozy, opętanego szaleństwem. Ciekawe, niebanalne, niełatwe.

 

Epidemia

Epidemic (1987)

Obsesja von Triera: artysta i jego dzieło

Rafał Oświeciński: Drugi film i bardzo wyraźny manifest twórczy, któremu Lars von Trier jest wierny od początku kariery. Film – każdy, nie tylko Epidemia – to efekt pracy twórczej: nastrojów chwili, emocji twórcy, suma pomyłek, przypadków, dobrej woli, nadziei i uprzedzeń. Tutaj mamy do czynienia z filmem o filmie pokazującym kontekst, w jakim pracuje artysta, który może wszystko: manipulować widzami, bawić się absurdem, gatunkami, symbolami i zacierać – jak tylko chce – granice między fikcją a rzeczywistością. Brzmi dziwnie? No pewnie, Epidemia to przecież paradokumentalny eksperyment.

Tomasz Raczkowski: Bardzo szybko von Trier rozpoczął autotematyczne wycieczki, już w swoim drugim filmie opowiadając o procesie twórczym swoim i współpracownika, Nielsa Vørsela. Na pierwszy rzut oka mało pomysłowy ciąg scenek z życia średnio kreatywnych autorów, w finale okazuje się przewrotną refleksją nad moralnością artysty i pamfletem na wiarę w kreatywną moc sztuki. Niesłusznie zapomniany film, w kilku momentach absolutnie błyskotliwy.

 

Medea (1988)

Obsesja von Triera: kobieta i kobiecość

Tomasz Raczkowski: Pierwszy film, w którym von Trier koncentruje się na postaci kobiecej. Co ciekawe, film powstał na podstawie niezrealizowanego scenariusza mistrza duńskiego kina metafizycznego, Carla Theodora Dreyera, z którym von Trier wchodzi w Medei w dialog. Po raz kolejny film cechuje wymyślna scenografia, podkreślająca kondycję bohaterów; najważniejsza jest tu jednak niespodziewanie przenikliwa refleksja nad sytuacją kobiety w tradycji europejskiej kultury, która dowodzi intelektualnego podejścia autora do kina.

Rafał Oświeciński: Von Trier przyznaje, że to dla niego ważny film z prostego powodu: to ekranizacja scenariusza własnego mistrza, Carla Theodora Dreyera, który miał (i wciąż ma) przemożny wpływ na Larsa. Trudno jednak powiedzieć, żeby to był hołd, bo Medea jest mocno przefiltrowana przez wrażliwość von Triera, jakby chciał uciec najdalej od stylu i wartości wiązanych z Dreyerem. Skutkuje to dość pretensjonalnym filmem, mocno skupionym na formie (zimne plaże w złowieszczej mgle), mniej na treści (nawiązującej do dramatu Eurypidesa).

 

Europa (1991)

Obsesja von Triera: nazizm i kultura europejska

Rafał Oświeciński: Oszałamiające wizualnie nawiązanie do debiutu, Elementu zbrodni. Znowu mamy monochromatyczny obraz, tym razem czarno-biały, tylko krótkimi momentami przełamany kolorem. Znowu też mocno odczuwalny jest surrealistyczny klimat, tym razem z domieszką niewidocznej grozy, która czai się za oknem pędzącego przez Europę pociągu. I do tego ta intryga obyczajowo-kryminalna, również poprowadzona w poetyce snu, w którym trudno niektóre rzeczy i postaci ze sobą powiązać. Niemniej – film skutecznie hipnotyzuje, jest pozbawiony charakterystycznego dla pierwszych filmów intelektualnego pustosłowia.

Tomasz Raczkowski: Niezwykle drażliwego tematu II wojny światowej i odpowiedzialności za nazizm von Trier postanowił dotknąć w wysoce niekonwencjonalnej formie. Europa to zapierający dech w piersiach formalny odjazd, w którym obok reżyserskiej brawury wybrzmiewa mocno miłość do historycznych nurtów kina, którym Duńczyk się inspiruje, tworząc jeden z najciekawszych (i najmroczniejszych) peanów na cześć filmowej kreacji.

Królestwo

Riget (1994-1997)

Obsesja von Triera: szpital grozy i absurdu

Tomasz Raczkowski: Chyba nigdy wcześniej ani później von Trier nie wyraził tak dobitnie swojego zainteresowania dualizmem ducha i materii jak w dwuczęściowym miniserialu Królestwo, którego osią jest spięcie pomiędzy cywilizacją a pierwotnym światem nadnaturalnych zjaw. Jest to dzieło genialne – wątki spirytystyczne w konwencji kina grozy rozsadzają niemal już „dogmatyczny” realizm i obyczajową konwencję, stając się pretekstem dla niezwykłego teatru groteski, absurdu i obsceniczności.

Rafał Oświeciński: Najbardziej przyswajalne dzieło Larsa von Triera, ale jednocześnie bardzo ekscentryczne, nieprzewidywalne i wypełnione masą czarnego humoru. Wyobraźcie sobie serial Scrubs, tyle że na kwasie, w stylu – jak byśmy dzisiaj określili – typowego von Triera, który romansuje z Davidem Lynchem. Szpitalne korytarze są zaludnione przedziwną galerią postaci, które nie postępują logicznie, a w tle duchy martwych dziewczynek i narratorzy z zespołem Downa. A jednak wszystko to się sensownie zazębia i w tym szaleństwie naprawdę nie tak trudno dostrzec intrygującą fabułę, która z rozmysłem prowadzi widza na manowce. Kapitalny serial, jedyne w swoim rodzaju doświadczenie.

Ostatnio dodane