Recenzje

THE HOUSE THAT JACK BUILT. Lars von Trier o seryjnym mordercy (Cannes 2018)

Intymny portret szaleńca, ale też kino wręcz domagające się odczytania w znacznie szerszym kontekście.

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Spowiedź reżysera

Jack marzy o zbudowaniu idealnego domu. Budynku zaspakajającego wszystkie jego potrzeby. Liczy się każdy materiał, detal i każdy milimetr. Ma to być świątynia dla jego duszy, miejsce, gdzie zazna harmonii i spokoju. Jack (Matt Dillon) to perfekcjonista i pedant. W jego mieszkaniu nie znajdziecie nawet drobinki kurzu, a ołówki konieczne do kreślenia kolejnych szkiców leżą w identycznych odstępach jeden obok drugiego. 

Larsa von Triera po raz kolejny zajmuje obsceniczna patologia, perwersja, oblicze zła i ludzkie zepsucie.

Jednak to wszystko jest niczym więcej jak formą obrony. Próbą uporządkowania rozpadającego się na kawałki życia. Ponurej egzystencji, która równie mocno nie chwiała się nigdy wcześniej. Jack tłumi w sobie gniew i frustrację. Ledwo panuje nad rozstrojonymi emocjami. Nie szuka przy tym z nikim porozumienia, najlepiej czuje się w roli odludka i samotnika. Unika konfrontacji. Boi się, że zostanie wykryty. Boi się złego słowa na swój temat. Główny bohater to kłębek nerwów, napędzany przez licznie obsesje i fobie. W House that Jack built poznajemy go, gdy traci nad nimi kontrolę.

Pierwsze morderstwo to początek wycieńczającej mentalnie ścieżki. Drogi, z której już nie ma odwrotu. Reżyser Melancholii w swoim stylu dzieli film na rozdziały. Tym razem jest to “pięć przypadków”. Losowych sytuacji, jak je eufemistycznie określa Jack w komentarzach z offu. Jakby chciał od samego początku bronić się: “Tak, będzie brutalnie. Tak, to prawdziwe okropieństwa. Tak, będziecie zamykać oczy. Tak, krew będzie się lać. Jednak weźcie pod uwagę, że to nie wszystko. To nie cały ja. Jest we mnie coś więcej”.

Każdy z rozdziałów dotyka innych pojęć. Kategorii, które Jack przekłada w ramy swojej brutalnej profesji. Morderca będzie więc starał się odtworzyć obraz rodziny. Stawiając siebie w roli ojca. W innym epizodzie (przewrotnym gatunkowo, zaskakującym dramaturgicznie i niebanalnym scenariuszowo) będzie grał rolę chłopaka w dopiero co debiutującym związku. Choćby dla tej jednej sekwencji warto dać szansę The House that Jack built. Jeśli Trier osiąga gdzieś reżyserskie mistrzostwo – w budowaniu napięcia, w wyciąganiu maksimum od aktorów, zmianach tonacji i ogrywaniu przestrzeni – to właśnie tam.

Larsa von Triera po raz kolejny zajmuje obsceniczna patologia, perwersja, oblicze zła i ludzkie zepsucie. Przedmiotem jego refleksji jest psychika seryjnego mordercy – w naprawdę ekstremalnej odsłonie. Reżyser obrazuje jej irracjonalność, ale także logikę działania. Stara się oddać to, co napędza jego żądzę oraz kiedy odczuwa zaspokojenie. Triera interesuje działanie przypadkowe, impulsywne oraz te skrupulatnie zaplanowane, wymagające przygotowań, czasu i cierpliwości. Ogromna w tym zasługa praktycznie nieschodzącego z ekranu Dillona. Aktora umiejącego uchwycić całe spektrum paradoksalnej osobowości Jacka. Od wyrachowania i emocjonalnej stabilności w nawet najbrutalniejszych momentach po niespodziewaną wrażliwość. To psychologicznie wiarygodna, ale złożona z paradoksów postać. Na pewno jeden z najbardziej intrygujących przestępców we współczesnym kinie.

W The House that Jack built zauważymy echa Dogmy, stylistycznego rodowodu Larsa von Triera. Duński reżyser chętnie korzysta z ręcznie prowadzonej kamery, surowości kadrów i naturalizmu w inscenizacji. Przy tym jednak The House that Jack built ma też formę eseju. Trier zastanawia się na obrazami śmierci, przemocy i cierpienia. Na tym, jakie otrzymywały reprezentacje i jakie pełniły funkcje. Nad tym, jakie wizerunki przyjmowały w kulturze. Duńczyk w tym celu korzysta z grafik, obrazów i animacji. Film Triera to intymny portret szaleńca, ale też kino wręcz domagające się odczytania w znacznie szerszym kontekście.

Jack swoje zbrodnie postrzega jak sztukę. W jego optyce nad etycznym wymiarem góruje ten estetyczny. Fotografuje swoje ofiary i układaja ze zwłok kolejne rzeźby. To dla Larsa von Triera pretekst, by wrócić do swoich wcześniejszych filmów. The House that Jack built wskakuje wtedy na poziom meta. Staje się filmem spowiedzią. Odautorskim komentarzem twórcy, który zyskał renomę, właśnie na szokowaniu widzów, ukazując człowieka od jego najmroczniejszej strony.

The House that Jack built sprawdza się doskonale jako samodzielny film. Jednak na drugim planie Lars von Trier oferuje nowy punkt widzenia na całą jego filmografię. Myślę, że nie tylko fani Duńczyka będą tą perspektywą zainteresowani.

 

Ostatnio dodane