Connect with us

Publicystyka filmowa

Jeszcze o SŁOWIAŃSKIM bólu d***, czyli jak się ma WIEDŹMIN Netfliksa do książek Andrzeja Sapkowskiego

WIEDŹMIN to barwna przygoda w świecie fantasy, lecz serial Netfliksa odbiega od książek Sapkowskiego. Odkryj, co zyskał, a co stracił!

Published

on

Jeszcze o SŁOWIAŃSKIM bólu d***, czyli jak się ma WIEDŹMIN Netfliksa do książek Andrzeja Sapkowskiego

Kiedy w roku 1993 nakładem wydawnictwa superNOWA ukazały się dwa tomy opowiadań Andrzeja Sapkowskiego o charakterniku, Miecz przeznaczenia i Ostatnie życzenie, nie tylko ja na dobre rozpoczęłam swoją przygodę z fantastyką. Po rozczarowaniu, jakim dla mnie osobiście były nieco infantylne powieści J.R.R. Tolkiena, nasza rodzima seria trafiła dokładnie w moje gusta. Niebanalne postacie, niezwykle barwny język, swobodne i intrygujące podejście do baśni i legend sprawiły, że od tamtych lat sięgam po te książki od czasu do czasu, nadal dobrze się przy nich bawiąc.

Advertisement

Serial Netfliksa, tak niecierpliwie przez fanów serii wyczekiwany, pojawił się na platformie 20 grudnia ubiegłego roku i bije rekordy popularności. Widziałam go do tej pory dwa razy w całości. Po pierwszych odcinkach byłam tak zniesmaczona, że nie wiedziałam, czy dotrwam do końca. A jednak zrobiłam to, zrobiłam to ponownie, i wszystko wskazuje na to, że zrobię to jeszcze nie raz.

Dlaczego? Bo serial jest rozrywkowo dobry. W oderwaniu od książek nieźle się broni, i to pomimo wielu błędów oraz mocno nieprzemyślanych decyzji, o których pisał między innymi Odys Korczyński. Trzeba jednak umieć go od powieści Sapkowskiego odkleić, ponieważ mija się z nimi w tak wielu aspektach, że dla fanatyków cyklu o Geralcie może być to nie do przyjęcia.

Advertisement

Nie mówię tutaj o drobnych zmianach scenariuszowych, które w ramach adaptacji tekstu na ekran są czasami konieczne, takich jak to, że Geralt rozmawia z Renfri w lesie, a nie w zajeździe, czy zaburzenia chronologiczne, które z Ciri robią panienkę zamiast dziecka. Wszystkie bez mała postacie z Gry o tron zostały postarzone o kilka lat i nikomu to nie przeszkadzało. Problemem dla większości widzów, którzy o przygodach Geralta nie raz i nie dwa czytali, zanim dane im było je zobaczyć na ekranie, jest wypaczenie charakteru niektórych postaci czy wymowy niektórych scen.

Przyjrzyjmy się razem największym odstępstwom od książkowego pierwowzoru w pierwszym sezonie Wiedźmina.

Advertisement

Odcinek 1. Początek końca

the-witcher-cavill-renfri-appleton

Serial otwiera odcinek Początek końca, na podstawie opowiadania Mniejsze zło. W tomie Ostatnie życzenie ta historia pojawia się na trzeciej pozycji spisu treści, nie licząc podzielonej na fragmenty opowieści Głos rozsądku, która jednocześnie dzieli i spaja poszczególne opowiadania.

Początek końca przedstawia historię konfliktu księżniczki creydeńskiej, Renfri, z magiem Stregoborem. Akcenty rozłożone są tu wyraźnie – Stregobor, ukrywający się przed szukającą zemsty dziewczyną, ukazany jest jako kat, zaś Renfri jako brutalnie skrzywdzona ofiara, w czym wydatnie pomaga śliczna buzia grającej ją Emmy Appleton. W literackim oryginale, będącym swobodną interpretacją bajki o Królewnie Śnieżce (które to odniesienie zostaje w serialu zupełnie pominięte), nie jest to jednak tak oczywiste. Do końca nie wiadomo, czy Renfri, którą przerażony lud nie bez przyczyny obdarzył przydomkiem okrutnej Dzierzby, była morderczynią na skutek rzekomych wrodzonych mutacji spowodowanych klątwą, czy na skutek losu, jaki zgotowali jej magowie.

Advertisement

Pewne natomiast jest, że miała na koncie wiele ludzkich żywotów, odebranych z dużą uciechą w nie całkiem humanitarny sposób. Jej umiejętności władania mieczem nie wzięły się z niczego, a i fakt, że jej kompani tak chętnie za nią szli w bój, też nie brał się prawdopodobnie z czystej, platonicznej sympatii.

Dodatkowo rozwiązanie konfliktu zostało w serialu Netfliksa mocno spłycone. Stregobor poprosił Geralta o likwidację monstrum w postaci zmutowanej dziewczyny, ten odmówił. Renfri poprosiła o pomoc w wywabieniu Stregobora z wieży i także spotkała się z nieprzychylnym przyjęciem. Gdy Geralt zorientował się, że Renfri mimo wszystko ruszy na wieżę, pospieszył do miasteczka i wyrżnął bandę Dzierzby, na końcu mordując ją samą. Dlaczego? W opowiadaniu pada hasło ultimatum tridamskiego. Renfri planowała mordować przybyłych na jarmark po jednym tak długo, aż Stregobor wyszedłby z ukrycia.

Advertisement

Być może nie wyszedłby, dopóki ostatnia dusza nie uleciałaby ku miejscu przeznaczenia, być może nie wyszedłby wcale. A wtedy to nie Geralt zostałby Rzeźnikiem z Blaviken. Został nim, bo ludzie na jarmarku nie byli świadomi tego, co im groziło. Widzieli tylko skutek jego działań i dlatego nie chcieli mieć z nim do czynienia, uznając go za żądnego krwi potwora. Dla zaznajomionych z literackim oryginałem jest to oczywiste. Dla tych, którzy oglądają serial z czystą kartą, niezrozumiałe może być, dlaczego ludzie zareagowali tak, a nie inaczej – zwłaszcza Marilka, której przecież Geralt uratował życie i która wcześniej była wyraźnie nim zafascynowana.

Początek końca wprowadza też postać księżniczki Cirilli i Rzezi Cintry. To ten wątek, a nie wspomniany już wyżej Głos rozsądku, będzie stanowił więź zespalającą wydarzenia i postaci tego sezonu.

Advertisement

Odcinek 2. Cztery marki

W tym odcinku showrunnerka serialu, Lauren Hissrich, skoncentrowała się na pokazaniu nam początków Yennefer, rozbudowując obszernie wątek, który w powieściach skwitowany jest zaledwie kilkoma wzmiankami. Oglądamy zatem przyszłą magiczkę, która wiedzie smutne życie jako zdeformowana córka z nieprawego łoża, potem męczy się w Aretuzie, nie umiejąc wykonać najprostszych poleceń.

Poznaje młodego maga Istredda i marzy tylko o tym, żeby być piękną i żeby ktoś ją kochał. Geneza postaci Yennefer jest interesująca i z pewnością jest wartością dodaną serialu. Niestety, poświęcając aż tyle czasu temu tematowi, scenariusz odcinka siłą rzeczy musiał mocno okroić opowiadanie Kraniec świata, które stanowi jego drugi wątek. Pojawia się w nim po raz pierwszy bard i poeta Jaskier, z którym wiedźmin poznał się nieco wcześniej, podczas festynu w Gulecie. Jaskier wpadł w kłopoty i, jak to on, musiał umykać przez rozsierdzoną rodziną przyczyny kłopotów. Bardziej zatem niż chętnie wybrał się z Geraltem na tytułowy kraniec świata, czyli w okolice słynnej Dol Blathanna, elfiej Doliny Kwiatów.

Advertisement

Z odcinkiem drugim kłopotów jest kilka. Przede wszystkim, okrojona fabuła. Do Geralta zwraca się chłop z prośbą o zabicie kradnącego plony „diaboła”. Po przybyciu na miejsce wiedźmin orientuje się, że rzeczony potwór to inteligentna istota, która pomaga ukrywającym się w górach elfom, przetrzebionych walkami z ludźmi, zmuszonych do wycofania się z dotychczas zajmowanych, żyznych dolin, które przejęli pod uprawy ludzie. Całość historii, w której kluczową rolę odgrywa sprawująca faktyczną władzę we wsi mała dziewczynka o imieniu Lille, została w serialu podsumowana jedną, wyrwaną z kontekstu rozmową Geralta i Filavandrela, przywódcy elfów.

Ponownie nie znający fabuły widz może się pogubić w aluzjach, którymi przerzucają się rozmówcy, dziwne też wydaje się uporczywe powtarzanie wiedźmina, że nie jest człowiekiem. Z pewnością nie jest to argument ani za darowaniem mu życia, ani za odebraniem mu go. Niezrozumiały też może być gest Filavandrela, który nie tylko puszcza pojmanych wcześniej Jaskra i Geralta wolno, ale i obdarowuje tego pierwszego swoim własnym instrumentem, jako że lutnia Jaskra została zniszczona. Pominięcie w tej historii Lille, żyjącej między ludźmi Panny Polnej, oraz mocno obcięta scena z elfami de facto kastrują tę historię.

Advertisement

Dodatkowo należy zwrócić uwagę na fakt, że literacki Geralt, który wbrew obiegowej opinii uczucia miał, jedynie rzadko je okazując, wyjątkowo cenił sobie przyjaźń z Jaskrem. Przyznawał, że są przyjaciółmi i lubił jego towarzystwo, co w serialu Netfliksa nie jest takie oczywiste. Nie bez słuszności są te memy, które porównują relację wiedźmina z bardem do relacji Shreka i Osła z kultowej animacji – w produkcji Netfliksa bowiem Geralt mrukliwie ogania się od barda, niechętnie znosi jego przypadkowe często towarzystwo, a w odcinku Ginące gatunki wręcz je odrzuca.

Tymczasem w Ostatnim życzeniu Sapkowskiego odpowiada na pytanie matki Nenneke, czy chce się widzieć z Jaskrem: „Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel”, wyjaśniając następnie, że przeciwieństwa się przyciągają i chwaląc talent barda. To ustawia ich wzajemne stosunki w zupełnie innym kontekście. I o ile sam Geralt Netfliksa jest mniej więcej zgodny z duchem książek (i tu ukłony w stronę Henry’ego Cavilla, który potrafił wyjść poza swoją urodziwą buźkę i rzeczywiście wcielić się w rolę wiedźmina), i także beztroski Jaskier w postaci Joeya Bateya pasuje do błazeńskich, „kretyńskich kwileń” z prozy Sapkowskiego, to pomiędzy nimi zdecydowanie nie zagrało tak, jak powinno, i nie jest to wina panów, ale scenariusza.

Advertisement

Pomimo dwóch tak rozbudowanych historii do odcinka udało się wcisnąć jeszcze sekwencję z ucieczką Ciri przed Cahirem, oficerem wojsk Nilfgaardu, który miał za zadanie po Rzezi Cintry dostarczyć ją cesarzowi Emhyrowi. Do postaci Cahira jeszcze wrócimy, tu odnotujmy tylko, że w ucieczce pomaga serialowej Ciri elf Dara, który nie występuje w powieściach Sapkowskiego.

Odcinek 3. Zdradziecki księżyc

„Później mówiono, że człowiek ten naszedł od północy od bramy Powroźniczej”. To słynne zdanie oczywiście nie pada w odcinku Zdradziecki księżyc, którego podstawą jest opowiadanie Wiedźmin. Geralt trafia do Temerii, gdzie król Foltest zmaga się z pewnym problemem. W serialu, co prawda, z problemem zmagają się pracujący dla niego ludzie, a władca wydaje się go ignorować, faktem jednak pozostaje, że do zabicia jest wysoko urodzona strzyga.

Advertisement

W opowiadaniu autorstwa Sapkowskiego problem królewski jest powszechnie znany. Foltest popełnił kazirodztwo, jego siostra zaszła w ciążę, urodziła córkę i obie zmarły przy porodzie. Obie też zostały pochowane z atencją w zamkowych podziemiach. Po siedmiu latach w grobowcu monstrum podrosło na tyle, że zaczęło się na polowanie wybierać poza sarkofag. I tak sobie poluje od lat sześciu, a jego królewski ojciec musiał się w związku z tym przenieść do nowej siedziby.

Poza walką ze strzygą, oddaną dość wiernie, zmiany w stosunku do opowiadania są dość poważne. Przede wszystkim to Geralt próbuje wymusić na królu Folteście wyznanie, że strzyga jest jego córką. I Foltest podczas tej pierwszej rozmowy nie przyznaje tego wprost. Dopiero czarodziejka Triss Merigold, niewystępująca w oryginalnym opowiadaniu, potwierdza przypuszczenia wiedźmina, znajdując podczas wizyty w starym zamku stare listy. Książkowy Foltest pragnie odczarowania dziewczynki, ponieważ mimo wszystko czuje się jej ojcem i boli go myśl, że mała cierpi. Oferuje wręcz, że pójdzie z Geraltem, chcąc przed ostatecznym rozwiązaniem – a może ono być przecież tragiczne – choć raz w życiu zobaczyć córkę.

Advertisement

W serialu to Triss prosi Geralta, żeby uratował królewnę, mając na względzie głównie kwestie polityczne. Ten zaś przyjmuje zlecenie, wspominając inną księżniczkę-mutantkę, zabitą przez siebie Renfri. Zmiany dotyczą też Ostrita, jednego z rządców Foltesta. W opowiadaniu nie jest pewien, czy klątwę rzucił on, czy stara królowa, matka Foltesta i Addy. Jeśli to on jest winny, zrobił to nieświadomie. W serialu zaś bez większych problemów intonuje tekst w Starszej Mowie, którego nauczył się kilkanaście lat temu.

Zdradziecki księżyc wprowadza też zmianę w chronologii sagi. Ciri, uciekając lasem w towarzystwie elfa Dary, wpada w trans i wkracza do Brokilonu, gdzie żyją driady. Andrzej Sapkowski rzecz przedstawił inaczej – Ciri trafiła do Brokilonu wcześniej, po tym, jak jej babka wysłała ją na dwór króla Ervylla, aby wydać ją za mąż. Cirilla ucieka i trafia do lasu dziwożon, gdzie spotyka przebywającego tam Geralta. Pani Eithné, srebrnooka władczyni driad, planuje zatrzymać przy sobie dziecko Starszej Krwi, jednak Geralt przekonuje ją, że Ciri jest mu przeznaczona i powinna opuścić Brokilon.

Advertisement

Kiedy tak się dzieje, oboje spotykają druida Myszowora – Calanthe w międzyczasie zmieniła zdanie na temat sojuszu z Verden i wysłała go po wnuczkę. Geralt oddaje mu księżniczkę i Ciri wraz z Myszoworem wracają do Cintry. W serialu Ciri trafia do Brokilonu po Rzezi Cintry, w towarzystwie wspominanego już wyżej Dary. To, że ten ostatni zastępuje Geralta, wpływa negatywnie na logikę wątku Geralta i Ciri.

W Zdradzieckim księżycu kontynuowany jest także stworzony przez scenarzystów wątek romansu młodych Yennefer i Istredda. Jesteśmy świadkami bolesnej przemiany Yennefer w pełnoprawną czarodziejkę oraz posiedzenia Rady Czarodziejów, w której wyeksponowana jest postać Stregobora.

Advertisement

Odcinek 4. O bankietach, bękartach i pochówkach

Odcinek czwarty przedstawia wydarzenia na dworze cintryjskim, które doprowadziły do związania losów Cirilli i Geralta. Historia Jeża z Erlenwaldu, który przybywa na dwór w chwili, gdy Calanthe dokonuje wyboru męża dla swojej córki Pavetty, w zasadniczych elementach przedstawiona jest wiernie, a zmiany takie jak obecność Jaskra na uczcie nie mają wpływu na fabułę. Czepić się można jedynie nieco postaci Lwicy z Cintry, która w opowiadaniu Kwestia ceny była przygotowana na wizytę Jeża i przedsięwzięła konkretne kroki, by udaremnić jego zamiary.

W odcinku tym nadal towarzyszymy Ciri w Brokilonie. Jest tam także wspomniany już wyżej elf Dara. O tyle stoi to w sprzeczności z duchem sagi, że driady stanowiły zamkniętą, izolowaną społeczność i nie pozwalały nikomu z zewnątrz – z nielicznymi wyjątkami – przedostać się do lasu, ryzykujących przeprawę przez graniczną rzekę witając gradem strzał. W tym też odcinku widzimy szokującą dla znających sagę scenę, w której Pani Eithné nacina drzewo – sytuacja w opowiadaniach nie do pomyślenia, bo żadna driada świadomie nie zraniłaby drzewa.

Advertisement

Trzecim wątkiem odcinka jest nieco kuriozalna sekwencja z Yennefer i królową Kalis. Czarodziejka eskortuje królową i jej córkę w drodze do Lyrii, kiedy atakuje je wynajęty zabójca. Wątek ten zapewne miał przygotować widza na nagłą potrzebę zostania matką, którą później przejawiała Yennefer, ale sceny ucieczki przed asasynem poprzez serię portali, w przypadku niezwykle potężnej magiczki, a potem smętne przemowy nad zwłokami dziecka wypadają w kontekście znanej z powieści postaci wyjątkowo niezręcznie.

Odcinek 5. Niespełnione pragnienia

Podstawą tego odcinka jest opowiadanie Ostatnie życzenie. Jaskier i Geralt, łowiąc nad rzeką ryby (bynajmniej nie dżinny…), przypadkiem uwalniają zaklętego w butelce demona. Jaskier, mając się za pana uwolnionego dżinna, rozpoczyna wypowiadanie przysługujących mu trzech życzeń.

Advertisement

Demon jednak atakuje z niespotykaną siłą. Geralt, aby ochronić przyjaciela, używa przeciwko niemu starożytnego egzorcyzmu, którego swego czasu nauczyła go pewna kapłanka. Dżinn odlatuje, a Geralt, w poszukiwaniu pomocy dla rannego Jaskra, po raz pierwszy spotyka Yennefer.

Wcielająca się w serialu w czarodziejkę Anya Chalotra pasuje do niej doskonale i świetnie się w tej roli odnajduje. Problem w tym, że kreowana przez nią postać z książkowym pierwowzorem wspólne ma chyba tylko imię. Nie czepiajmy się już wyglądu postaci – że Chalotra nie ma trójkątnej, bladej twarzy i wąskich ust, nie ma w sumie większego znaczenia. Niestety, jej Yennefer jest typową babą w najgorszym tego słowa znaczeniu – nie wie, czego chce, ale chce tego bardzo mocno. Innymi słowy, zawsze chce tego, co jest poza zasięgiem jej ręki, i wyraża to w płaczliwo-kapryśny sposób typowy dla heroin z telenoweli.

Advertisement

Książkowa czarodziejka to zupełnie inny typ kobiety. O ileż bardziej wolałabym zobaczyć na ekranie skacowaną Yennę w zburzonym łożu niż nudną damę w masce, przyglądającą się wywołanej przez siebie w celach niewiadomych orgii. Bo ten przyniesiony przez Geralta sok jabłkowy czemuś miał służyć. Yen zwyczajnie suszyło po igraszkach z Beau Berrantem, notabene kupcem, a nie przedstawicielem władzy. Berrant był ambasadorem tytularnym i udzielał czarodziejce azylu – praktycznie było to więzienie, i owszem, ale narzekać nie mogła, zarabiała nieźle na bogatych klientach i urządzała huczne imprezy, w których sama brała udział.

Była charakterną kobietą, która potrafiła i zabawić się na różne ciekawe sposoby, i zakląć jak krasnolud. Atrakcyjna, choć nie piękna, o zimnych oczach brzyduli, dumna ze swego starannie wypracowanego eliksirem z mandragory i glamarye wyglądu, potrafiła jednak wściekać się o to, że Jaskier, za którym nie przepadała, bez żenady wpatruje się w jej obnażony przez Boholta dekolt. Yennefer w wykonaniu Chalotry – i według wizji Hissrich – bardzo brakuje tego charakterku i tej energii.

Advertisement

Wróćmy jednak do historii z dżinnem. Dlaczego powrócił i zaatakował z siłą grożącą całemu miastu? Dopóki pan nie wypowiedział trzech życzeń, musiał mu być posłuszny, ale ze swej posługi zadowolony nie był. Otóż starożytny „egzorcyzm”, którego przeciwko niemu użył Geralt, a który był jednocześnie jego pierwszym życzeniem, znaczył dosłownie: „Odejdź stąd i wychędóż się sam”. Nie dziwota, że szanującego się dżinna nieco poniosło. W serialu to życzenie zostało zmienione na bezpieczne: „Chcę tylko świętego spokoju!”, co nie dość, że pozbawia historię połowy uroku, to dodatkowo sprawia, że to Geralt staje się przyczyną kłopotów Jaskra.

Walka z rozgniewanym demonem prezentuje się w serialu dość widowiskowo i tylko szkoda, że chemia pomiędzy Yennefer i Geraltem, w opowiadaniu pełna iskierek, tutaj wypada blado, w typowo hollywoodzkim, ugłaskanym stylu. Ponownie wynika to ze sposobu prowadzenia postaci przez twórców serialu, a nie z gry aktorskiej pary bohaterów.

Advertisement

W tym odcinku także do głosu dochodzi Nilfgaard z Fringillą Vigo i Cahirem na czele. W Nilfgaardzie panował kult Słońca i Cesarza, serial posunął tę kwestię o krok dalej i zrobił z Nilfgaardczyków fanatyków religijnych, co nie ma dla fabuły większego znaczenia, a nawet dodaje sprawie kolorytu. Zmienione natomiast zostają postaci Fringilli i Cahira. Ani ona, ani on nie przejawiali w opowiadaniach takiej zajadłości, Fringilla dodatkowo tylko pomarzyć mogła o potędze, którą prezentuje jej serialowa odpowiedniczka, kreowana na główną magiczkę i bez mała na głównodowodzącą siłami Nilfgaardu.

Książkowy Cahir był młodym oficerem, któremu powierzono zadanie, które nie do końca poszło tak, jak się spodziewał. Przez pewien okres próbuje naprawić popełnione przez siebie błędy, a potem znienacka zmienia front. Serialowy Nilfgaardczyk to ogarnięty obsesją wyznawca swego władcy, który nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć cel – w tym do wykorzystania dopplera, który w opowiadaniach Sapkowskiego miał zupełnie inną rolę i charakter. Wątek z fałszywym Myszoworem to inwencja scenarzystów netfliksowego Wiedźmina.

Advertisement

Odcinek 6. Ginące gatunki

Oj, nie mamy szczęścia do tego smoka, nie mamy… Ale po prawdzie to i Eyck z Denesle nam się w żadnej formie na ekranie nie udał. Serialowy błędny rycerz co prawda nieco lepiej wypada niż jego polski odpowiednik, ale za to śmierć miał mocno… nieciekawą, powiedzmy, choć inne słowo ciśnie się na usta. Ten zresztą wybieg – podstępny mord zamiast konfrontacji ze smokiem – może być z tymże smokiem ściśle związany.

Mityczny, złoty, według słów nadmiernie w serialu rozgadanych Zerrikanek „najpiękniejszy”, w serialu Villentretenmerth zwyczajnie nie imponuje. Dlatego też lepiej było usunąć ze scenariusza wszelkie sceny, w których stwór roznosi atakujących go w pył. Po co się bardziej ośmieszać… Ponownie za to mamy – w zastępstwie jakże żywej książkowej sceny nad przepaścią – słodko-romantyczne sceny z wiedźminem i czarodziejką w magicznym namiocie żywcem wyjętym z cyklu o Harrym Potterze. Po raz kolejny też scenariusz kładzie charakterystyczny dla prozy Sapkowskiego dowcip – Borch, interweniując w sprawie dobytku wiedźmina, przyznaje łasym chłopom, że nie nosi broni.

Advertisement

Kwituje to jednak krótkim: „Moja broń chodzi za mną”, przedstawiając tym samym wojownicze Zerrikanki. W serialu to jedna z nich, skręcając narzucającemu się Borchowi typkowi kark, mówi: „Broń nie będzie potrzebna”. Scena o tyle niezręczna, że na pierwszy rzut oka było widać, że wojowniczki stanowią swego rodzaju straż przyboczną Borcha, przeciętny chłop cofnąłby się przed nimi bez wahania. Jednocześnie historia odarta została ze swojego smaczku – zamiast Geralta dokonującego wyboru pomiędzy apetycznymi wojowniczkami Zerrikanii mamy Geralta, który cielęcym wzrokiem gapi się we wchodzącą do karczmy Yennefer.

Ta z kolei w sposób dość żałosny klei się do rycerza z Denesle. Motywy Borcha skłaniające go do przyłączenia się do wyprawy przeciwko potworowi są inne, brak też pewnego siebie szewca Kozojeda, który (pominięte w serialu nawiązanie do legendy o Smoku Wawelskim) owcą wypchaną siarką struł zieloną smoczycę.

Advertisement

W tym odcinku natomiast kontynuowany jest wątek fałszywego Myszowora – zgłasza się on do driad, które wydają mu Ciri – lecz nie wypełnia swojej misji. Na plus warto odnotować może nieszczególnie świeżą w pomyśle, ale nieźle wykonaną walkę Cahira z jego dopplerowskim sobowtórem.

Odcinek 7. Przed upadkiem // Odcinek 8. Coś więcej

Ostatnie dwa odcinki serii oparte są na opowiadaniu Coś więcej, które ostatecznie łączy ze sobą losy Ciri i Geralta. Obserwujemy w nich, jak Geralt zjawia się po Dziecko Niespodziankę w Cintrze i jak Calanthe próbuje go oszukać, podstawiając zamiast wnuczki inną dziewczynę (ten motyw pojawi się dopiero w dalszych tomach sagi o wiedźminie, fałszywa Cirilla Fiona zostanie przedstawiona cesarzowi Emhyrowi).

Advertisement

Geralt przez chwilę obserwuje Ciri bawiącą się na ulicy miasta, po czym zostaje uwięziony przez królową. Podczas Rzezi Cintry przebywa w mieście i natyka się na ciało Calanthe. Mając stale w pamięci słowa Yennefer o odpowiedzialności za powierzone mu dziecko, poszukuje Ciri, lecz bez skutku.

W opowiadaniu Geralt odwiedza Cintrę, kiedy księżniczka jest jeszcze mała. Calanthe, niechętna wydaniu wnuczki, każe mu wybrać kandydata na wiedźmina spośród dziesięciu chłopców bawiących się w fosie, nie zdradzając, że nie ma pośród nich dziecka Pavetty. Wiedźmin, wiedząc to, rezygnuje ze swojego prawa do Dziecka Niespodzianki i odjeżdża. Calanthe w ostatnich słowach prosi go, żeby wrócił, kiedy rozpocznie się wojna, obiecując, że przeznaczone mu dziecko będzie na niego czekać.

Advertisement

Wprowadzenie elfa Dary zaburza ciągłość relacji Ciri z wiedźminem. Księżniczka w wersji książkowej o swoim przeznaczeniu wiedziała już od czasu pobytu w Brokilonie. Geralta lubiła, ufała mu, chciała mu towarzyszyć. Poszukiwanie go po ucieczce z płonącej Cintry było dla niej naturalne, a nie wynikało – jak w serialu – z polecenia babki. Dlatego też, spotykając go w gospodarstwie Yurgi i Złotolitki, gdzie Geralt trafia po walce z ghulami, radośnie wybiega mu na spotkanie. W serialu tak entuzjastyczne przywitanie się dwojga nieznanych sobie osób wypada nieco sztucznie.

Przed upadkiem wprowadza także postać Vilgefortza, młodego, lecz niezwykle potężnego maga, który spotkawszy się z Yennefer, sprowadza ją z powrotem do Aretuzy, gdzie Kapituła Czarodziejów naradza się w kwestii nadciągającej wojny z Nilfgaardem. W wersji książkowej Vilgefortz jest jedyną osobą, której kiedykolwiek udało się pokonać Geralta – i jest to niemałe osiągnięcie. W serialu nic, póki co, nie zapowiada jego potęgi. Nawet dowództwo nad magami w bitwie o wzgórze Sodden zostało mu odebrane (a przecież to jego heroizm i umiejętności w tym starciu zapewniły mu władzę w Kapitule i Najwyższej Radzie Czarodziejów).

Advertisement

Do fabuły końcowych odcinków natomiast zostało wprowadzone spotkanie Vilgefortza z Cahirem, które być może sugeruje dalszy rozwój obu tych postaci – w przypadku Vilgefortza zgodne z duchem książki byłoby swobodne zmienianie stron konfliktu przez maga według własnego uznania.

Bitwa o wzgórze Sodden, która zajmuje większość ostatniego odcinka pierwszego sezonu serialu, nie została opisana w powieściach Andrzeja Sapkowskiego ze szczegółami, twórcy serialu mogli zatem rozegrać ją po swojemu, z zachowaniem kilku istotnych szczegółów, takich jak rana Triss Merigold, na skutek której czarodziejka nigdy już nie mogła założyć sukni z dekoltem. Tutaj wypada docenić, że scenarzyści uwzględnili ten detal w przedstawieniu bitwy. W powieściach Triss wyjaśnia, że nikt nie rozpoznał jej po bitwie, ponieważ straciła też swój znak rozpoznawczy – piękne, zawsze rozpuszczone kasztanowate włosy.

Advertisement

Tego serial nie pokazuje; jeśli jednak zostanie to jakoś wspomniane w kolejnych sezonach, może się okazać, że te obrażenia czarodziejki nastąpiły na skutek eksplozji chaosu w wykonaniu Yennefer – w ten sposób Triss byłaby ofiarą przyjaciółki. I nie byłaby to jedyna wina Yennefer – przedstawiając jej początki, scenariusz serialu sugeruje, że pośrednio to właśnie ona winna jest wojnie, którą rozpętał Nilfgaard. To ona bowiem, nie Fringilla, miała podjąć służbę na tamtejszym dworze. Yennefer podstępem odbiera Fringilli miejsce na dworze Aedirn, a tym samym pozostawia Nilfgaard w rękach czarodziejki o zupełnie innym niż swój własny charakterze. Jest to ciekawa, acz całkowicie obca powieściom koncepcja.

Wiernie za to przedstawiony jest wątek łączący Geralta, Yurgę i Visennę. Co prawda, Yurga naprawiał koło u wozu, nie grzebał zabitych, Geralt zgodził się mu pomóc w zamian za Prawo Niespodzianki, a w opowiadaniu nie było mowy o jego dzieciństwie, a jedynie o spotkaniu z matką, która opatrzyła zadane przez ghula rany, ale są to tego właśnie rodzaju drobne odstępstwa, które – jak wspomniałam na początku tego tekstu – nie wpływają na fabułę.

Advertisement

Kolejne sezony serialu Netfliksa przed nami – drugi prawdopodobnie pojawi się na platformie w 2021 roku. Prawdopodobnie nawet ci fani twórczości Andrzeja Sapkowskiego, którzy sezon pierwszy Wiedźmina zmieszali z błotem, będą go oglądali. Zapewne, przyzwyczajeni do tego, jak ukochane wątki i postaci zostały potraktowane w sezonie pierwszym, nie będą już tak emocjonalnie komentować każdego odcinka i każdej zmiany. I wydaje mi się, że to właśnie jest klucz do sukcesu – przyjąć, że serial nakręcony li i jedynie na podstawie sagi, którą niejednokrotnie czytali i znają na wylot, nie będzie jej stuprocentowo wierny.

I nie będzie także stuprocentowo wierny wyobrażeniom czytelników o danej postaci czy sytuacji, bo to niemożliwe – w końcu ilu czytelników, tyle wyobrażeń. Z własnego doświadczenia wiem, że jest to bardzo trudne – oglądać Geralta, Jaskra, Yennefer, którzy nie są „naszymi” Geraltem, Jaskrem, Yennefer. Ja najbardziej boję się „ich” Regisa i „ich” Milvy. Nie chciałabym, żeby zostali odmienieni… za bardzo.

Advertisement

Czas pokaże, jak to będzie wyglądało. Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy serialu śledzą nie tylko opinie zawodowych krytyków na jego temat i zareagują na największe obawy wielbicieli Białego Wilka.

Advertisement

W filmie szuka różnych wrażeń, dlatego nie zamyka się na żaden gatunek. Uważa, że każdy film ma swojego odbiorcę i kiedy nie przemawia do niej, na pewno trafi w inne, bardziej skłonne ku niemu serce.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *