Recenzje
OJCIEC. Spojrzeć na demencję oczami chorego
„Ojciec” to niezwykle kunsztowny debiut reżyserski – Florianowi Zellerowi udało się nie utracić teatralnego charakteru jego dzieła i ta intymność scenicznego doświadczenia bardzo dobrze wybrzmiewa w tej historii.
Choć wśród tytułów nominowanych w tym roku do Oscara w głównej kategorii nie brakuje kameralnych tytułów, żaden z nich nie jest tak intymny jak Ojciec. To wzruszająca, dotykająca niełatwych emocji historia Anthony’ego (sir Anthony Hopkins) i jego córki Anne (Olivia Colman) oraz ich wspólnych zmagań z jego postępującą demencją. To też bardzo empatyczny portret choroby cywilizacyjnej naszych czasów, pozwalający widzowi naprawdę „wejść w buty” chorego i poczuć towarzyszącą mu niepewność.
Debiut reżyserski francuskiego dramaturga Floriana Zellera rozpoczyna kilkudziesięciosekundowe ujęcie Anne maszerującej w kierunku mieszkania ojca. To piękna okolica, równie urokliwy budynek i wyjątkowo imponujący apartament. Córka odnajduje Anthony’ego siedzącego w fotelu i słuchającego arii What Power Art Thou? z opery King Arthur Henry’ego Purcella – zatracony w pięknym utworze, jakby nieobecny ojciec to obrazek, do którego coraz bardziej bezradna Anne będzie musiała zacząć się przyzwyczajać.
Zanim jednak to się stanie, zabierze tatę do innego mieszkania – własnego, które Anthony szybko zacznie mylić ze swoim apartamentem, oskarżając Anne o próbę przejęcia jego cennego lokum. Te urojenia, wraz z innymi osobliwościami ponad 80-letniego mężczyzny (bohater podaje nawet datę urodzenia, tożsamą z dniem przyjścia na świat sir Hopkinsa), czynią z niego człowieka trudnego do zniesienia. Ale Anne nie zamierza się poddawać – podobnie jak John, bohater
Adaptując swoją własną sztukę, Florian Zeller zdecydował się ukazać chorobę tytułowego bohatera jego oczami – to może nie dzieło tak skrajnie immersyjne jak Motyl i skafander, ale jednocześnie na tyle sugestywne, byśmy jako widzowie odczuli podobną dezorientację co zgorzkniały Anthony. W przeciwieństwie do ojca z przywołanego powyżej Jeszcze jest czas, bohater filmu Zellera nie jest tu antagonistą – wręcz przeciwnie, pomimo licznych przewin, o których dowiadujemy się w trakcie filmu, Anthony jawi się tu jako ofiara, bezbronna wobec choroby rozbrajającej ją stopniowo z najsilniejszych atutów.
W jednej ze scen, w której bohater poznaje nową opiekunkę (Imogen Poots) wybraną przez córkę, jest czarujący, szarmancki i zabawny, ale za chwilę jest już zgorzkniały i wrogi, by ostatecznie znowu stracić orientację w rzeczywistości. Te zmienne stany emocjonalne, przekonanie o rzeczach, które nie miały miejsca, a wreszcie brak wspomnień o wydarzeniach z przeszłości – to przygnębiający portret demencji, choroby odzierającej człowieka ze wszystkiego, co na przestrzeni lat osiągnął w sferze emocjonalnej i intelektualnej. I ten przerażający obraz Anthony Hopkins kreuje w sposób niesamowicie charyzmatyczny i wiarygodny zarazem, Olivia Colman zaś z równym autentyzmem portretuje córkę przygnębioną i przerażoną odchodzeniem rodzica, który staje się coraz bardziej obcą osobą.
Ojciec to niezwykle kunsztowny debiut reżyserski – Florianowi Zellerowi udało się nie utracić teatralnego charakteru jego dzieła, co dla jednych będzie zaletą, a dla innych wadą, ale ta intymność scenicznego doświadczenia bardzo dobrze wybrzmiewa w tej historii. W końcu mamy do czynienia ze stopniowym demontażem codzienności zamożnego człowieka, niezwykle przywiązanego do swojego statusu i dóbr materialnych, a jedynymi świadkami tego smutnego procesu są córka i zięć Anthony’ego – ostatecznie bowiem senior nie godzi się na współpracę z żadną opiekunką. Ojciec jest więc bardzo kameralnym i silnie oddziałującym na emocje dramatem o rozpadzie relacji rodzinnej, lecz nie – jak to często bywa – ze względu na różnice osobowości czy wzajemne krzywdy, ale za sprawą bezlitosnej choroby, która usuwa ze wspomnianej relacji główne spoiwo – tytułowego ojca.
