Publicystyka filmowa
ZODIAK. Fakty, mity, filmy
ZODIAK to fascynująca podróż przez mroczne tajemnice zbrodni, legendy i filmowe interpretacje, które do dziś budzą emocje.
Cheri Jo Bates – tajemnicza śmierć w Riverside

Cheri Jo Bates i miejsce zbrodni
Właściwe początki sprawy Zodiaka sięgają października 1966 roku, kiedy młoda studentka Cheri Jo Bates została zamordowana po wyjściu z biblioteki w Riverside. Dotkliwie pobita, wielokrotnie ugodzona nożem, miała gardło poderżnięte tak brutalnie, że niemal ją zdekapitowano.
Miesiąc później na posterunek miejscowej policji oraz do redakcji gazety Riverside Enterprise przysłano list zatytułowany „Wyznanie” („The Confession”). Przewijały się w nim zdania w stylu „musiała umrzeć”, „nie była pierwsza i nie będzie ostatnia”, „to ostrzeżenie” oraz dokładny opis ostatnich chwil Cheri Jo.

List wysłany na posterunek policji
Kolejny list przyszedł pół roku później. Tym razem napisano go ręcznie ołówkiem i zaadresowano na posterunek policji, do redakcji i do ojca ofiary. Głosił „Bates musiała umrzeć, będą następne”. W połowie kwietnia 1967 roku woźny z biblioteki Riverside odkrył wiersz wyryty na blacie jednego ze stolików. Istnieje teoria, że to wiersz napisany przez zabójcę Cheri Jo i opisujący jej ostatnie chwile.
Jesienią 1969 roku, na fali sprawy Zodiaka, komendant L. T. Kinkead przysłał trójstronicowy opis sprawy Bates do policjantów w Napa i San Francisco. Został jednak całkowicie zlekceważony. Dopiero rok później reporter z San Francisco Chronicle, Paul Avery, doprowadził do spotkania zainteresowanych policyjnych stron, co zaowocowało uznaniem Zodiaka za możliwego podejrzanego w sprawie Bates.
Polowanie na zakochanych
20 grudnia 1968 w Vallejo, nieopodal Lake Herman Road, młoda para siedziała w samochodzie, ciesząc się skradzionymi chwilami samotności. Betty Lou Jensen i David Arthur Faraday mieli być na gwiazdkowym koncercie, wybrali jednak randkę w miejscu znanym jako oaza zakochanych. Zabójca był uzbrojony w broń kalibru 22. Zaczął strzelać z tyłu wozu, obszedł go dookoła, i kontynuował ostrzał z lewej strony. Szesnastoletnia Jensen zdołała wyjść z samochodu i odczołgać się kawałek, zabójca jednak nie przestawał do niej strzelać.
Wbrew sugerowanym początkowo opiniom, żadne ślady nie wskazują na jego szczególne kwalifikacje strzeleckie – bardziej na to, iż sprzyjał mu ślepy traf. Faraday zginął od strzału w głowę z bliskiej odległości. Jedna ze świadków, Stella Borges, wspomina obecność jasnego Chevroleta, który oddalił się w stronę Benicio tuż przed tym, jak odkryła ciała zamordowanych. Natychmiast wszczęto śledztwo, wyznaczono nagrodę za informacje, jednak nic to nie dało. Robert Graysmith w swoim „Zodiaku” napisał „nie było świadków, motywu, ani podejrzanych.

Portret pamięciowy Zodiaka
5 lipca 1969, około północy, Darlene Ferrin i Michael Mageau zostali zaatakowani w jej samochodzie zaparkowanym przy Blue Rock Springs Park. Darlene zawiozła tam Michaela wspominając, że potrzebuje z nim o czymś porozmawiać. Mageau – przeżył atak – mówi o brązowym samochodzie, który kilkukrotnie omiótł ich światłami. Zapytał wtedy swoją towarzyszkę, czy wie, kto to jest, na co ona odrzekła „och, nieważne.
Z tych słów wynikła późniejsza konkluzja Roberta Graysmitha, jakoby Darlene znała mordercę. Zachowanie kierowcy drugiego wozu wskazywało na stróża prawa, więc Mageau sięgnął po dokumenty. Wtedy padły strzały. Darlene zmarła w karetce, jednak Mageau przeżył i pozostał prawdopodobnie jedynym świadkiem, który widział z tak bliska Zodiaka. Opisał go jako niewysokiego, krępego, mocno zbudowanego mężczyznę o szerokiej twarzy. Opinie Graysmitha, oparte na wspomnianym zdaniu i luźnych wspomnieniach przyjaciół Darlene, która miała być ponoć śledzona przez kilka poprzedzających miesięcy, nie przekonują jednak większości dochodzeniowców ani jej męża, z którym Graysmith nigdy nie rozmawiał pisząc książkę. Tajemnicze telefony do domu Ferrinów po zabójstwie nie zostały nigdy oficjalnie powiązane z Zodiakiem.
O 12:40 na posterunek policji w Vallejo zadzwonił anonimowy informator. Spokojnym, opanowanym głosem powiedział „chcę zgłosić podwójne morderstwo (…), zabiłem też te dzieciaki w zeszłym roku. Do widzenia„.
This is the Zodiac speaking
Kilka tygodni później San Francisco Examiner, San Francisco Chronicle i Vallejo Times-Herald otrzymały po jednej części zaszyfrowanej wiadomości. Autor żądał publikacji kryptogramu na pierwszej stronie. W liście opisał dokonane morderstwa i sugerował, że rozwiązanie kryptogramu odkryje jego tożsamość. Jednak złamanie kodu, dokonane przez emerytowanego nauczyciela i jego żonę, nic takiego nie dało. Zabójca opisywał, jakoby jego ofiary miały w przyszłości stać się niewolnikami, którzy będą służyć mu w Niebie. Wspominał też o przyjemności, jaką daje polowanie na człowieka.

Kryptogram Zodiaka
W sierpniu przyszedł kolejny list, w którym morderca po raz pierwszy się przedstawił, rozpoczynając swój trójstronicowy elaborat od słów „This is the Zodiac speaking…”. List zawierał drobiazgowy opis dokonanych morderstw.
We wrześniu 1969 nad Jeziorem Berryessa, w Napa County, kilkoro świadków doniosło o spotkaniu z tajemniczym mężczyzną, który obserwował ich przez kilkadziesiąt minut. Miał być schludny, miło wyglądający i krępo zbudowany.
Cecelia Ann Shepard i Bryan Calvin Hartnell byli na pikniku nad jeziorem, gdy podszedł do nich wysoki mężczyzna w dziwacznym kombinezonie i kominiarce. Zażądał kluczyków do samochodu i pieniędzy, tłumacząc, że wybiera się do Meksyku. Hartnell próbował dogadać się z napastnikiem, oferując mu wsparcie i pomoc, jednak oprawca był niewzruszony. Nakazał Cecelii związać towarzysza, po czym poprawił zbyt luźne węzły. Hartnell zauważył, że napastnik zaczyna być nerwowy. Drżały mu ręce, gdy powiedział „muszę was zabić. Hartnell poprosił, by być pierwszym w kolejności.
Jednak żadna z sześciu ran zadanych nożem nie okazała się dla niego śmiertelna. Cecelia nie miała tyle szczęścia i zmarła dwa dni później. Na drzwiach samochodu nastolatków morderca wyrył swoje logo – krzyż w kółku – oraz datę i rodzaj napaści. Następnie wykonał telefon, zgłaszając podwójne morderstwo, i odszedł z miejsca zbrodni.
Śmierć taksówkarza
11 września 1969. Kierowca taksówki Paul Stine został zastrzelony przez pasażera z bliskiej odległości. Świadkowie widzieli, jak napastnik odbiera kierowcy kluczyki i portfel i odcina zakrwawiony fragment materiału z koszuli taksówkarza. Troje obserwujących z okna dzieci zadzwoniło na policję, w nerwach opisując mordercę jako ciemnoskórego mężczyznę, co okazało się błędne. Kierując się tym opisem, dwaj policjanci patrolujący pobliskie ulice zrezygnowali z zatrzymania podejrzanego mężczyzny, który nadchodził od strony miejsca zbrodni.
Odciski palców z taksówki, jak również te, które znaleziono na liście przysłanym dwa dni później do redakcji Chronicle, nie pasowały do żadnego z późniejszych podejrzanych. W swoim liście Zodiak wyśmiewał nieudolność policji i zapowiadał, że jego następnym celem może być szkolny autobus. Do listu dołączył zakrwawiony kawałek koszuli. Zodiak stawał się sławny i zajmował wiele miejsca w ogólnokrajowych mediach. W kolejnych listach sugerował, że jego następne zabójstwa nie zostaną z nim powiązane. Określał policję mianem „świń” i zaprzeczał, jakoby mógł zostawić jakiekolwiek odciski palców.
W Boże Narodzenie Melvin Belli, słynny adwokat, który już wcześniej padł ofiarą oszustwa mężczyzny podającego się za Zodiaka, otrzymał kartkę świąteczną. Zodiak prosił w niej o pomoc, twierdząc, że „tonie” i „traci kontrolę”. Jednak wiele wskazuje na to, iż był to rodzaj żartu, starannie zaplanowanego przez mordercę, który nigdy więcej już się z Bellim nie kontaktował.
W marcu 1970 roku Kathleen Johns jechała samochodem ze swoją maleńką córeczką Jennifer na tylnym siedzeniu. Została zatrzymana przez innego kierowcę, który twierdził, że opona jej wozu się obluzowała. Zaoferował pomoc, jednak w rzeczywistości całkowicie oponę odkręcił. Po ujechaniu kilku metrów Kathleen zjechała z drogi. Nieznajomy zatrzymał się ponownie i zaproponował, że ją podwiezie. Zgodziła się, ale szybko odkryła, że coś jest nie w porządku. Była przerażona i wykorzystała pierwszą okazję, by wyskoczyć z samochodu. Jej zeznania jednak zmieniały się na przestrzeni czasu, przyjmując bardziej dramatyczną formę, co wykorzystał Paul Avery w swoim artykule do Chronicle – artykule, na którym opierał się potem Robert Graysmith. Pierwotna wersja była dużo mniej widowiskowa. Ostatni świadek, który prawdopodobnie widział osobiście Zodiaka, jest zatem świadkiem nie do końca wiarygodnym.
Jeszcze raz Cheri Jo Bates
W kwietniu 1970 Zodiak powrócił w korespondencji do planów zamachu bombowego. Złamanie kodu miało, wedle autora, ujawnić miejsce ukrycia bomby. W lipcu przysłał kolejną notkę, nawiązując do porwania Kathleen Johns, wyrażając żal, iż ludzie nie noszą znaczków z jego logo, i fantazjując na temat tortur, których jego niewolnicy doznają w życiu pozagrobowym.

Kartka do Paula Avery
Halloween przyniosło Paulowi Avery’emu niemiłą niespodziankę w postaci kartki od Zodiaka. Jej treść sugerowała groźbę odebrania życia. Jak na wytrawnego reportera przystało, Avery przeobraził rzecz w artykuł na pierwszą stronę. W odpowiedzi na niego przyszedł nadany z Riverside anonimowy list, który wskazał reporterowi możliwy związek między śmiercią Cheri Jo Bates w 1966 a Zodiakiem.
Grafolog Sherwood Morrill po analizie pisma na fragmencie blatu stolika z biblioteki i listów przysłanych po śmierci Cheri potwierdził zgodność z pismem Zodiaka. Oficjalnie jednak do dzisiaj Cheri Jo nie jest uważana za jego ofiarę.
Zodiak zamilkł na długo, pojawił się jednak ponownie w 1974 roku, wysyłając kolejną serię listów do Chronicle. Zrezygnował jednak ze swojego zwyczajowego powitania i ze znaczka, które służyło mu za logo. Autentyczność tych listów nigdy nie została całkowicie dowiedziona. Zodiak zamilkł na kolejne cztery lata. List przysłany na ręce następcy Avery’ego, Duffy’ego Jenningsa, wspominał nazwisko policjanta Davida Toschi i wyrażał nadzieję, że „powstanie o mnie dobry film. Analiza wykazała zgodność z pismem Zodiaka, niemniej kontrowersje wokół listu pozostają nadal żywe.
O jego autorstwo był podejrzewany nawet sam Toschi, jak również Robert Graysmith. Po powtórnej analizie grafolodzy wycofali swoją wcześniejszą opinię, uznając list za staranną podróbkę pisma Zodiaka. Plotka głosiła, że analiza DNA w 1990 roku wskazała na Toschiego jako autora, jednak nigdy nie pojawiło się żadne oficjalne potwierdzenie w tej sprawie.
Ulubiony podejrzany – Arthur Leigh Allen
Arthur Allen po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę policji Vallejo w październiku 1969, tak jak wielu innych – wskazany przez podejrzliwego sąsiada czy żywiącego urazę wroga. Nie pasował jednak do ustalonego rysopisu Zodiaka i szybko o nim zapomniano. W 1971 roku biznesmen z Kalifornii, Santo Panzarella, zgłosił się na policję z informacją, iż Allen zwierzył się z dokonanych morderstw jego partnerowi, Donaldowi Cheneyowi. Zaintrygowani policjanci poszli tym tropem i złożyli Cheneyowi wizytę.

Arthur Leigh Allen
Cheney przyjaźnił się z Allenem całymi latami. Opowiedział detektywom o rozmowie, jaką odbył z Allenem w 1968 roku. Allen opowiadał wtedy o książce Richarda Connella „The Most Dangerous Game”, która go zafascynowała ideą polowania na ludzi. Opisywał, jakby mógł tego dokonać w ciemności, montując latarkę na lufie pistoletu, mówił też o strzelaniu do opon szkolnego autobusu i obieraniu za cel wybiegających dzieci („little darlings”).
Wspominał, że wysyłałby potem listy do policji, i jakby tego było mało, dodał, że podoba mu się brzmienie słowa „Zodiak” i takiego imienia chętnie by używał. Zbieżności ze sprawą są oczywiste, ale dlaczego Cheney czekał aż dwa lata? Cheney twierdził, dosyć mętnie, że nie śledził sprawy. Mogło to być prawdą na początku, ale późniejszy szum medialny wokół Zodiaka był raczej niemożliwy do przeoczenia. Ponadto, jak wynikło z dalszego dochodzenia, Cheney miał prywatne zatargi z Allenem, który molestował niegdyś jego nieletnią córkę, i mógł kierować się pragnieniem zemsty.
Arthur Allen był niewątpliwie ekscentrykiem. Był także pedofilem, co sprawiało, że nie mógł dłużej utrzymać żadnej posady ani zatrzymać przy sobie przyjaciół. Fascynował się bronią, strukturami porządku i psychologią zbrodni – i wcale nie jest wykluczone, że jego rozmowa z Cheneyem była czysto teoretyczna, wynikała po prostu z fascynacji głośną sprawą. Zwłaszcza że z upływem czasu pamięć Cheneya zaczęła się podejrzanie poprawiać, przypominał sobie coraz to nowe szczegóły rozmów z Allenem, pasujące do działań Zodiaka. Każdy z tych szczegółów jednak pojawiał się już wcześniej w prasie.
Przesłuchanie Allena odbyło się w jego miejscu pracy. Zaprzeczył, jakoby odbył podobną rozmowę z Cheneyem, chociaż przyznał, że czytał „The Most Dangerous Game” i że książka zrobiła na nim wrażenie. Przedstawił alibi na czas morderstwa przy Lake Berryessa, i zupełnie niepotrzebnie wspomniał o obecności zakrwawionego noża w jego samochodzie – tłumacząc, że krew należała do kurczaka. Detektywi zwrócili uwagę na zegarek Allena, model Sea Wolf wyprodukowany przez szwajcarską markę Zodiac, której logo to krzyż w kółeczku. Allen twierdził, że dostał zegarek jako prezent od matki w 1969 roku.
I tak naprawdę właśnie ten zegarek pozostał jedynym wyraźniejszym śladem. Wszystko, co mówił Allen na temat morderstw było swobodnie dostępne w prasie i mógł się tego dowiedzieć, bynajmniej nie będąc sprawcą. Przeszukanie jego przyczepy nic nie dało. Analiza pisma nie wykazała zgodności. Odciski palców również się nie zgadzały. Allen przeszedł także pomyślnie test na wykrywaczu kłamstw.

„Zodiak” R. Graysmitha
Do kandydatury Allena powrócił dopiero Robert Graysmith, gdy w 1986 pracował nad swoim „Zodiakiem”. Dla potrzeb książki obdarzył Allena pseudonimem „Robert Hall Starr”. Jednak jego wnioski opierają się w dużej mierze na manipulacji i przejaskrawieniu poszlakowych dowodów.
W 1990 roku niejaki Ralph Spinelli, w obliczu 30 lat więzienia za napad z bronią w ręku, zeznał, iż w 1969 Allen zwierzył mu się, jakoby jechał do San Francisco zabić taksówkarza. Na fali sukcesu „Zodiaka” i w świetle tych zeznań, policja ponownie zdobyła nakaz rewizji mieszkania Allena. Ponownie bez rezultatu.
Arthur Leigh Allen zmarł w 1992 roku, oficjalnie niewinny, ale wciąż pod ostrzałem oskarżeń opinii publicznej, która nigdy nie traktuje wyrozumiale pedofili. Był już wówczas niewidomy, miał zaawansowaną cukrzycę i cierpiał na niewydolność nerek. Pomimo wielokrotnie powtarzanych próśb, nigdy nie zwrócono mu zabranego podczas rewizji w 1991 zegarka Sea Wolf. Po jego śmierci dwukrotnie przeprowadzono analizę DNA, która nie wykazała zadowalającej zgodności. Allen pozostaje jednak ulubionym podejrzanym dla wielu osób, które tłumaczą brak dowodów faktem, iż miał wspólnika.
Są też tacy, którzy stawiają raczej na Richarda Marshalla – wielbiciela filmów, znanego z porywczego temperamentu i niechęci w stosunku do kobiet. Jednak żadnego z podejrzanych, a przesłuchano ich w sumie ponad 2500, nie udało się w zadowalający sposób powiązać ze sprawą Zodiaka.
Zodiak miał swojego oficjalnego naśladowcę. Zwał się Heriberto „Eddie” Seda. Miał 22 lata, zabijał na początku lat dziewięćdziesiątych w Nowym Jorku, pisał, jak jego mistrz, adresowane do policji kryptogramy, w wyborze swoich ofiar zaś kierował się nieco pokrętnym kluczem astrologicznym. Fascynowali go seryjni zabójcy, o najsławniejszych z nich miał starannie prowadzone albumy z wycinkami, a Zodiak intrygował go szczególnie nimbem tajemnicy i nieuchwytności. Seda był młodzieńcem z problemami, z historią molestowania, zamieszanym w handel narkotykami i porachunki gangów.
Był emocjonalnie niestabilny, porywczy i cierpiał na chorobliwe huśtawki nastrojów.

Eddie Seda
Seda to jedyny znany nam z nazwiska naśladowca Zodiaka, jednak wiele wskazuje na to, że było ich więcej. Wciąż dyskutowane kontrowersje, zwłaszcza wokół zabójstwa pary nastolatków nad Jeziorem Berryessa oraz ostatnich listów sygnowanych imieniem Zodiaka, pozwalają przypuszczać, że być może nie wszystkie zbrodnie były jego faktycznym dziełem. Czy ktoś podłączył się pod fenomen Zodiaka? Czy mogli się wzajemnie znać? Obok tożsamości Zodiaka, to największa zagadka w tej sprawie.
Zachowanie zabójcy znad Jeziora Berryessa pod wieloma względami odbiega od tego, co wiemy o Zodiaku. Przede wszystkim narzędzie zbrodni – nie ulubiona broń palna, ale nóż. Broń palna zapewnia dystans i kontrolę, nóż wymaga bliższej interakcji, walki z ofiarą, i jest zdecydowanie bardziej ryzykowny. Stąd opinie, że to szczególne morderstwo mogło mieć dla sprawcy znaczenie osobiste, wręcz rytualne. Zabójca miał na sobie maskę, jednak wyrył na drzwiach samochodu swój charakterystyczny symbol. Opowiedział nastolatkom kompletnie nieprawdopodobną historię o swojej ucieczce z więzienia, planowanej wyprawie do Meksyku i zabiciu strażnika, uzasadniając swoje czyny, czego nigdy wcześniej ani później nie robił.
Zażądał od nich kluczyków i pieniędzy, ale nie wziął ich ze sobą. Wykazywał nerwowość, wręcz poczucie winy – brutalnie sterroryzowawszy parę nastolatków, niemal przeprosił za to, że musi ich zabić. Przede wszystkim zaś, obok zmiany zwyczajowego miejsca i pory doby, zmienił podstawowy element sygnatury Zodiaka – nigdy na policję ani do mediów nie przyszedł list, opisujący zdarzenia znad Jeziora Berryessa.
Intrygująca teoria pozostaje otwarta. Robert Graysmith, konstruując swoją tezę dla potrzeb książki „Zodiak” założył, iż zabójca znał osobiście Darlene Ferrin. Jednak, jeśli atak nad Jeziorem Berryessa nie był dziełem naśladowcy, ale Zodiaka we własnej osobie – czynnik osobisty wydaje się bardziej prawdopodobny w tym przypadku, aniżeli w przypadku Darlene i jej towarzysza, Michaela Mageau.
Budując profil psychologiczny, przechodzi się przez kilka podstawowych stadiów działania. Pierwszym z nich jest ocena rodzaju dokonanej zbrodni i jej implikacji, głównie pod kątem konotacji seksualnych. Następnie – klasyfikacja miejsca zbrodni (zorganizowane, niezorganizowane, nietypowe i mieszane). Kolejny etap to wiktymologia, czyli spojrzenie na sprawcę przez pryzmat jego ofiar. W tym stadium uwzględnia się również raport koronera i raport z autopsji. Pod uwagę są brane wnioski z analizy geograficznej, modus operandi, i przełożenie faktów zebranych na miejscu zbrodni na hipotetyczne cechy osobowości napastnika.
Kompletny profil obejmuje wiek, rasę, płeć, status ekonomiczny, stan cywilny, poziom emocjonalny i intelektualny, możliwy zawód, styl życia, kartotekę, miejsce zamieszkania w odniesieniu do miejsca zbrodni, i wreszcie klasyfikację miejsca zbrodni jako takiej.
Co możemy powiedzieć o Zodiaku? Zmieniał sposób działania i zmieniał narzędzia zbrodni. Atakował głównie po zmroku lub przed świtem, w weekendy lub święta. Motyw seksualny wydaje się wtórny, chociaż początkowo kierował swoją agresję głównie w stronę kobiet, celując w pary przebywające na randkach. To sugeruje zazdrość, być może wynikającą z jego własnej niezdolności do budowania związku. Wiktymologię zaburzyło jednak zabójstwo taksówkarza Paula Stine’a – samotnego mężczyzny. Wydaje się, że głównym motorem działania Zodiaka była przemoc i na zabijanie patrzył jak na sport. Nie były to zabójstwa wysokiego ryzyka, chociaż sam sprawca mógł je postrzegać jako takie, wzmacniając tym samym poczucie własnej wartości. Niewątpliwie był inteligentny, zorganizowany i staranny. Fascynował się astrologią i mógł uważać się za motywowanego przez wpływy gwiazd. Prawdopodobnie czuł się niepewny i wątpił we własną inteligencję, stąd jego chęć udowadniania swojej wyższości nad strukturami porządku i prowadzenia gry z policją. To poczucie kontroli, kryptogramy bez znaczenia i groźby bez pokrycia pozwalały mu upajać się wrażeniem, że rozdaje karty. Potrzeba kontroli zdawała się nakręcać Zodiaka, który z każdym wysłanym listem czuł się coraz mądrzejszy i coraz bardziej niezwyciężony.

Ofiary Zodiaka
Dalej jednak zaczynają się problemy. Okresy stagnacji, długie milczenie, możliwy naśladowca – czyżby Zodiak się znudził? Czy ciągłe używanie kodów wskazuje na specjalistyczny trening, być może wojskowy, czy to tylko hobby? Jako zorganizowany typ mordercy zapewne miał w miarę ustawione życie, stałą pracę, był ewidentnie mobilny – być może z uwagi na swój zawód. Prawdopodobnie miał jednak poczucie, że jest „ponad” prozaiczne zajęcia w stylu zarabiania na chleb.
Podstawowym motywem działania Zodiaka wydaje się pragnienie nieśmiertelności. Chciał stworzyć symbol, który wyrastałby ponad jego samego. Pragnął uznania, sławy i rozpoznawalności, ale może nawet niekoniecznie pod własnym nazwiskiem. Pragnął, by Zodiak pozostał anonimowym łowcą, symbolem Fatum, niezniszczalnym i nieuchwytnym demonem zbrodni – jak inaczej człowiek o takim stopniu arogancji i egocentryzmu zniósłby, bez widocznej reakcji, naśladowców swojego dzieła? To możliwe, jeśli postrzegał Zodiaka jako uniwersalnego posłańca – kogoś więcej niż on sam, jakiś John Smith.
Nie on sam miał być gwiazdą, lecz Zodiak, którego stworzył. Być może nawet zabijanie nie było celem samym w sobie, lecz drogą do celu. Łatwiej mu było wchodzić w okresy stagnacji, jeśli nie kierowała nim paląca potrzeba odbierania życia, uzależnienie, z którego nie mógł zrezygnować. Chciał tworzyć historię – i niewątpliwie osiągnął swój cel. Jeśli jeszcze żyje, być może gdzieś w dobrze ukrytym sejfie leży wyznanie, które czeka na pośmiertną publikację. Ostatni element długiej gry, w której faktycznie okazał się być zwycięzcą.
Powstało kilka filmów o Zodiaku, jednak lepiej spuścić na nie zasłonę miłosierdzia oraz niepamięci i w ogóle o nich nie wspominać. Jeśli faktycznie Zodiak pragnął dobrego filmu o sobie, to doczekał się go dopiero teraz, kiedy nad sprawą pochylił się David Fincher, znakomity twórca niezapomnianego Siedem.
Na szczęście David Fincher dokonał niemożliwego, łącząc obiektywną rekapitulację sprawy Zodiaka z subiektywnymi konkluzjami Roberta Graysmitha tak, że w zasadzie nie zostaje postawiona kropka nad „i” (…).

David Fincher
Nie jest łatwo znaleźć koncepcję na film o seryjnym mordercy, którego nigdy nie złapano, w którego sprawie jest więcej niejasności i domniemań, aniżeli pewników.
Nie można przekazać, jak prawda została odkryta, skoro żadnej prawdy nie ma. Można przyjąć pewien punkt widzenia, jednak będzie on z konieczności jednostronny i subiektywny. Na szczęście David Fincher dokonał niemożliwego, łącząc obiektywną rekapitulację sprawy Zodiaka z subiektywnymi konkluzjami Roberta Graysmitha tak, że w zasadzie nie zostaje postawiona kropka nad „i”, wątpliwości pozostają, a jednocześnie patrzymy na sprawę od wewnątrz, oczami wszystkich zaangażowanych, zbierając wraz z nimi fragmenty układanki i mając pełną możliwość, by wysnuć własne wnioski. Żaden sąd w Zodiaku Finchera nie jest kategoryczny, żaden nie jest ostateczny.
Mamy dość miejsca na własne spekulacje, gdyż cała rekonstrukcja sprawy jest dokładna, faktograficznie wierna, bez założonej z góry tezy, która dyktuje warunki. Robert Graysmith ma swoją tezę, a my możemy mieć swoją, i film na to całkowicie pozwala.
Widzimy śledztwo od jego mało atrakcyjnej, biurokratycznej strony – stosy papierów, kilometry wątpliwej wiarygodności zeznań, korowód świadków, pragnących dla siebie chwili sławy, formalne przeszkody, przepisy, paragrafy, i w tym wszystkim nagłe światełko w ciemności, którego czepiamy się pazurami, chociaż równie dobrze może prowadzić donikąd.

Robert Graysmith
Sama atmosfera Zodiaka jest niezwykła.
Gęsta, mroczna, wciąga od pierwszej minuty i nie odpuszcza ani na chwilę. Przebijamy się przez meandry skomplikowanego śledztwa, widzimy, jak rodzi się fascynacja postronnego obserwatora, który rzuca się głową naprzód w niebezpieczne spekulacje – na ile trafne, to zupełnie inna sprawa. Wnioski Graysmitha, zawarte w jego bestsellerowej powieści „Zodiak” nie spotkały się z ogólnym uznaniem, chociaż on sam nadal jest uważany za jednego z najlepszych specjalistów w sprawie. W Zodiaku Finchera centralnym punktem są ludzie – mozolnie przebijający się przez dowody, przygnębieni w obliczu niepowodzenia, podekscytowani każdym nowym tropem, przeciwstawiający swoje doświadczenie, zaangażowanie i poświęcenie niewątpliwej sprawności sprytnego zabójcy.
Widzimy śledztwo od jego mało atrakcyjnej, biurokratycznej strony – stosy papierów, kilometry wątpliwej wiarygodności zeznań, korowód świadków, pragnących dla siebie chwili sławy, formalne przeszkody, przepisy, paragrafy, i w tym wszystkim nagłe światełko w ciemności, którego czepiamy się pazurami, chociaż równie dobrze może prowadzić donikąd. Osoba Roberta Graysmitha posłużyła Fincherowi za spoiwo, motyw przewodni, na którym oparł konstrukcję swojego filmu, ale bez nacisku, bez sugestii, że ta wersja jest jedyną słuszną. To tylko oś, wokół której zorientował najlepszą rekapitulację sprawy Zodiaka, jaką znało dotąd kino.
Zrezygnował z taniej sensacji, skupiając się raczej na ludziach – ludziach, których sprawa Zodiaka dotknęła osobiście, w różnym wymiarze, z różnym efektem. Nie można patrzeć od strony sprawcy, ponieważ go nie znamy. Zatem jedyna możliwość to patrzeć oczami ludzi, którzy poznali go w miarę możliwości najlepiej. Dodać do tego fakty, zeznania, spekulacje – i cały obraz kształtuje się powoli tuż przed naszymi oczami, tworząc absolutnie fascynującą, wciągającą historię. Bez nadmiaru dramatyzmu, poza tym – to nie jedyna sprawa, jak również nie jedyna, której nie udało się rozwiązać. To nie centrum świata, a tylko jeden z jego elementów.

Kadr z filmu (M. Ruffalo)
(…) w trzygodzinnym filmie kondensuje się istotny wycinek z życia wielu ludzi. To wzmacnia naszą świadomość, jak skomplikowaną i absorbującą sprawą była sprawa Zodiaka, jak mocny był jej wpływ, i jak frustrujący był brak końcowego efektu.
Filmowi Finchera bliżej do Wszystkich ludzi prezydenta aniżeli Milczenia owiec. Osią jest śledztwo, w przypadku Zodiaka wielopłaszczyznowe, wielowymiarowe i toczące się w kilku miejscach jednocześnie. Historia biegnie kilkoma torami, z jednej strony kanałem medialnym, z drugiej zaś – policyjnym. Trwają odwieczne nieporozumienia między siłami porządku a wietrzącymi sensację mediami, jednak rytm działania Zodiaka siłą rzeczy wymusza współpracę między obiema stronami. Kolejne jednostki wchodzą w orbitę śledztwa, a potem, równie nagle, znikają – krewni ofiar, policjanci z innych dystryktów, świadkowie, adwokat Melvin Belli, rodziny zaangażowanych w sprawę.
Tworzy się potężna sieć oddziaływań, niekontrolowany przepływ informacji, coraz trudniej oddzielić ziarna od plew, fakty od medialnej kreacji, i na tym żyznym gruncie rodzi się Zodiak – symbol, Zodiak – samoistne zjawisko. Zjawisko, które trwa, podczas gdy dzieci Roberta Graysmitha dorastają, partner Toschiego zmienia profil kariery, Paul Avery rezygnuje z pracy, Sherwood Morrill odchodzi na emeryturę… – w trzygodzinnym filmie kondensuje się istotny wycinek z życia wielu ludzi. To wzmacnia naszą świadomość, jak skomplikowaną i absorbującą sprawą była sprawa Zodiaka, jak mocny był jej wpływ, i jak frustrujący był brak końcowego efektu.

Kadr z filmu (R. Downey Jr. i J. Gyllenhaal)
Siła filmu opiera się punktowo na trzech ramionach trójkąta, trzech świetnych osobowościach aktorskich, dzięki którym główne nurty filmu płyną wartko przed naszymi oczami, bez chaosu i zaburzeń. Jest silny i charyzmatyczny glina z cierpkim poczuciem humoru – David Toschi (Mark Ruffalo) – nasz przewodnik po obszarze śledztwa policyjnego. Paul Avery (rewelacyjny wręcz Robert Downey Jr.) – ekscentryczny reporter – to dla widza bilet wstępu na arenę medialnego szumu, medialnej ekscytacji, częściowo nawet niezdrowej, na pewno intensywnej i spalającej dla każdego, kto nie wytrzymuje presji. I wreszcie Robert Graysmith (w spokojnej i wyważonej interpretacji Jake’a Gyllenhaala) – obserwator, komentator i osoba całkowicie z zewnątrz, która paradoksalnie okazuje się być tą, na której życie Zodiak wpłynie najmocniej. Trzy punkty widzenia, trzy zainteresowane strony, trzy elementy całościowej układanki – wzorca, który nigdy nie wypełnił się do końca.
Tak jak pragnął Zodiak, powstał o nim dobry film. Chociaż prawdopodobnie nie byłby z niego zadowolony, ponieważ nie jest głównym bohaterem filmu o sobie. Dla postronnego obserwatora Zodiak nie jest – na szczęście – biografią, ale dokumentem czasów, świadectwem prawdziwej sprawy i jej implikacji, wpływu, o którym rzadko się myśli, śledząc suche doniesienia prasowe. Historyczną perełką, którą ogląda się znakomicie. Na barkach najbardziej tajemniczego seryjnego mordercy od czasów Kuby Rozpruwacza wyrósł najdojrzalszy z dotychczasowych filmów Finchera. Ciekawe, co by na to powiedział Zodiak?
Tekst z archiwum film.org.pl (30.07.2007).
