Publicystyka filmowa
NARKOTYKI W FILMACH – 22 najlepsze filmy
Lista najlepszych filmów o braniu narkotyków.
Oto lista najlepszych filmów o narkotykach. Ranking filmów z narkotykami w rolach głównych, nie w roli epizodycznej. Filmy o braniu narkotyków, o ćpaniu bez opamiętania, o ćpających. Filmy, w których zażywa się wszystkiego – od marihuany, przez LSD, na ayahuasce kończąc.
Słowo wstępu
Narkotyki sprawiają przyjemność.
Tego typu konkluzja jest dość nieprzyjemna i kontrowersyjna, lecz fakt pozostaje faktem – narkotyk daje doświadczenia niczemu nie podobne, zawłaszczające ciało i duszę na kilka miłych momentów. Narkotyki zażywano od zawsze. Nie dość, że filozofowie ateńscy odkryli dość wcześnie halucynogenne właściwości haszyszu, to nawet „Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy” wspominają o narkotycznej żywicy słowami Szecherezady opowiadającej bajki radujące serca i dusze o przyjemnościach palenia, a nawet jadania haszyszu.
Timothy Leary, główny piewca „społeczeństwa LSD”, zwykł porównywać doznania narkotyczne do nabożeństw religijnych, w których niespotykane doświadczenia o charakterze transcendentnym prowadzą do odkrycia dotychczas niezbadanych przez nikogo właściwości mózgu. Zagubienie czasoprzestrzenne to uradowanie, przerażenie, koszmarny i jednocześnie zachwycający ontologiczny sen. Leary często używał zwrotu „podłączenie się”, co znaczyć mogło objawienie się świata niedostępnego ludzkim zmysłom tkwiącym na padole ziemskim. Z „ojcem LSD” zgodziłby się zapewne jeden z najwybitniejszych pisarzy polskich, Stanisław Ignacy Witkiewicz, który popełnił, trudno obecnie dostępne w naszym kraju, dzieło „Narkotyki” opisując bez zażenowania swe eksperymenty między innymi z opiatami, pejotlem, kokainą i haszyszem.
Autor lekturowych „Szewców” piórem niemalże poetyckim daje upust swym fantazjom snując opowieści o narkotycznych stanach, przy których tworzył śmiało swe dzieła. Już „Pożegnanie jesieni” posiada kilka znakomitych opisów wizji kokainowych, które inaczej niż „rozkoszą” Witkacy nie nazywa.
Świat filmu również nie stroni od narkotyków, ba! narkotyki stają się niekiedy wręcz jedną z wartości najważniejszych, bez których pewne obrazy nie zaistniałyby, a ich twórców nikt, nigdy i nigdzie by nie kojarzył. Marilyn Monroe, Elvis Presley, Robert Mitchum, John Belushi, Judy Garland, Drew Barrymore, River Phoenix, Robert Downey Jr., Christian Slater – wielkie gwiazdy, wielkie kariery, ale ich nazwiska na zawsze pozostaną przypruszone zabójczą kokainą/heroiną. O krok od zgonu pod wpływem narkotyków był John Waters i obsada jego filmu „Pink Flamingos”. Nie lepiej działo się na planie „Czasu Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli, w którym Martin Sheen i Marlon Brando spędzali na planie tygodnie mając w żyłach rozpuszczoną kokainę i LSD.
Nie są oni jedynymi mieszkańcami Hollywood popadającymi w poważne romanse z narkotykami, bo jak wieść niesie w nocnych klubach Fabryki Snów gwiazdy kina i telewizji lekką ręką wydają tysiące dolarów na nielegalne przyjemności.
Począwszy od lat 60., kiedy ruchy kontrkulturowe zrodzone w akademickich campusach poczęły wcielać w życie filozofie wolnościowe mając w pamięci wykłady Timothy’ego Leary, poprzez słoneczne lata Woodstock i erę disco, skończywszy na hedonistycznym przełomie wieków, mamy do czynienia ze stałą obecnością wszelkich narkotyków w świecie filmu. Jedni zwykli pokrzykiwać, że wszelkie nałogi prowadzą niechybnie jeśli nie do śmierci, to na pewno do psychicznej i fizycznej niewoli, w jaką popada uzależniony; ci drudzy, o podejściu bardziej liberalnym, nic nie robili sobie z palenia marihuany i łykania wszelkiej maści kwasów. Podobnie same filmy – nie raz zdają się propagandą anty- bądź pronarkotykową, stawiają odważne tezy albo unikają powagi usilnie starając się wciągnąć widza w nieziemski filmowy odlot.
*
22. REEFER MADNESS aka TELL YOUR CHILDREN
czyli niezamierzona śmieszność
Narkotyk: marihuana
Rok 1937. Bodajże na zamówienie rządu USA powstaje dzieło propagandowe o zgubnych skutkach zażywania cannabis sativa. „Tylko dla dorosłych!”, „Women Cry For It – Men Die For It!” głosiły hasła promujące film w kinach. Kilku uczniów w szkole na przedmieściach wielkiego miasta poczęło popalać marihuanę, co zaowocowało otwarciem bram piekieł czyli: gwałtami, zabójstwami i innymi, niegodnymi prawych obywateli, zachowaniami. Bynajmniej ten obraz edukacyjny nie wzbudzał śmiechu na sali, choć dzisiaj reakcje są z goła odmienne, a „Reefer Madness” traktowany jest jako niezamierzona komedia godna podpisania przez wielkiego Eda Wooda. Niemniej klasyk, w pewnych środowiskach kultowy.
21. SUPER HIGH ME
czyli zamierzona śmieszność
Narkotyk: marihuana
81 lat po “Reefer Madness” pojawił się dokument skrajnie odmienny w wyciąganych wnioskach. Idea jest prosta i nawiązuje do świetnego dokumentu “Super Size Me” o skutkach jedzenia (wyłącznie) w McDonald’s. Komik Doug Benson postanowił palić marihuanę przez miesiąc – codziennie, nie wychodząc w praktyce ze stanu nietrzeźwości. Wcześniej zaplanował różnego typu badania fizyczne i psychologiczne pokazujące “stan zero” w momencie pełnej abstynencji, a potem – po miesiącu wypełnionym skrętami z zielskiem – znowu przeprowadził te same badania. Wnioski po eksperymencie? Tych nie zdradzę, powiem tylko, że są mocno niejednoznaczne i… wywołują kupę śmiechu.
20. PINEAPPLE EXPRESS
czyli aleosochozzi?
Narkotyk: marihuana
Może pamiętacie Prawdziwy romans Tony’ego Scotta? Była tam pewna trzecioplanowa postać mocno ujaranego gościa, którego grał Brad Pitt – w sumie nic ona nie znaczyła, ale dla ekipy Judda Apatowa stała się podstawą dywagacji “co by było gdyby”. Bo co by było gdyby umieścić totalnie zjaranego kolesia w środku gangsterskiej afery i nie pozwolić mu wytrzeźwieć? Jak mogłyby wyglądać losy takiego Pitta z jego punktu widzenia? I tak oto powstał Pineapple Express, spory hit kasowy (100 baniek na świecie). Mocno upalona komedia, w której chodzi o gromadzenie coraz większych absurdów scenariuszowych i wielką ujaraną zabawę w kino sensacyjne.
Dlaczego tak? A dlaczego nie? Scenariusz na pewno nie był tworzony na trzeźwo, nie trudno zgadnąć jak wyglądały dni na planie filmowym, bo czuć odpowiednią “chemię” między Jamesem Franco, Sethem Rogenem i Dannym McBridem (choć podobno popalali nieprawdziwą, aha). W efekcie powstało coś naprawdę pozytywnego, jajcarskiego i bezpretensjonalnego.
19. HEMP FOR VICTORY
czyli miliony hektarów konopii
Narkotyk: marihuana
„Gdy greckie świątynie były jeszcze nowe, konopie indyjskie już od wieków służyły całej ludzkości. Przez tysiące lat, nawet do teraz, roślina ta używana była do produkcji lin i ubrań, szczególnie na Dalekim Wschodzie„. Tak zaczyna się słynny film o pożytkach z uprawy konopii indyjskich, tak potrzebnych Stanom Zjednoczonym, szczególnie w czasie II Wojny Światowej do produkcji lin i ubrań dla dzielnych, amerykańskich żołnierzy. Film stworzony został przez Departament Rolnictwa w 1942 roku i zawierał m. in. ostrzeżenie przed niewłaściwym wykorzystywaniem nasion. Aby hodować legalnie marihuanę należało mieć zgodę ministerstwa. Uprawa konopii indyjskich była w tym czasie bardzo dochodowa, ale oczywiście nie skończyło się wyłącznie na produkcji lin. ..
18. ŻE ŻYCIE MA SENS
czyli o samotności w blokach z wielkiej płyty
Narkotyk: marihuana, haszysz
Jedyny polski przedstawiciel na tej liście i na pewno jeden z najważniejszych polskich filmów lat 90.. Kino prawdziwie niezależne, na tyle jednak dobre, że dystrybutor zdecydował się w 2000 roku na wprowadzenie filmu do kin w całej Polsce. Krok ryzykowny, bo kino offowe nigdy nie miało wcześniej okazji na konfrontację z masową publicznością. O co się rozchodzi? Mamy grupkę przyjaciół na jednym z blokowisk w zachodniej Polsce. Dość ambitni, żeby wyrwać się ze stagnacji, w którą popadli. Pojawia się jednak chłopak z sąsiedztwa, który, oprócz miłego towarzystwa, dobrej zabawy na imprezach, proponuje eksperymenty z narkotykami.
I próbują. „Że życie ma sens” to mocny, prawdziwy portret pokolenia młodych ludzi zmagających się z dość trudną, przygnębiającą rzeczywistością końca XX wieku. Film zrobiony przez grupę Sky Piastowskie – filmowych amatorów, aktorskich naturszczyków – dość szczerze mówi o narkotykowym uzależnieniu i jego nieodłącznej towarzyszce – samotności. Razić może morał, nazbyt banalny, ale odwaga reżysera, Grzegorza Lipca, zasługuje na uznanie, bo rzadko (wręcz nigdy) mamy szansę zobaczyć na polskich ekranach obraz młodzieży spędzającej bezużytecznie całe dnie pod blokami. Z nieodłączną lufką w zębach.
17. JOHN GINIE NA KOŃCU / John Dies at the End
czyli nie polewaj tego sosem!
Narkotyk: sos sojowy
Z naszej recenzji: David Cronenberg, Douglas Adams i David Lynch spotykają się na libacji u Shane’a Blacka. Leci piwko, potem wódka. Black wyciąga zioło, Lynch dorzuca kwas, ktoś inny grzybki. Jedno prowadzi do drugiego i następnego ranka budzą się z dzieckiem, którego bez wątpienia ojcami są wszyscy czterej. Tak można by pokrótce opisać „kod genetyczny” tego filmu. Historia, która nie ma większego sensu ani fabuły, a jednak przykuwa do ekranu na 100 minut i to bez poczucia, że mamy do czynienia z bełkotem naćpanego narratora. To kontrolowane szaleństwo, opanowany chaos, absurd, groteska, surrealizm i gore w jednym. I wszystko przez sos sojowy, nowy i niebezpieczny narkotyk, który biorą główni bohaterowie.
16. KOMEDIE HIP-HOPOWE (?)
czyli zblantowani chłopcy i ich foki
Narkotyk: marihuana
Niejako oddzielny filmowy gatunek, który doczekał się kilkunastu już filmów oscylujących wokół seksu, zabawy i oczywiście marihuany. Głównymi bohaterami (oprócz wszelkiej maści skrętów) są zawsze czarnoskóre gwiazdy amerykańskiego hip-hopu, grające zazwyczaj siebie, zapraszające na plan swoich kumpli i rodziny, zawsze tworzący muzykę, a niekiedy i scenariusze. Luźna atmosfera panuje na planie, a dym z jointów ulatnia się z ekranu wszelkimi porami, co cieszy wesołą gawiedź, zazwyczaj w luźnych portkach, bo dla nich, przede wszystkim, tego typu widowiska są przeznaczone. Treść jest pretensjonalna.
Mamy więc zawsze kumpli, ziomali, czarnuchów (w znaczeniu pozytywnym, nic obraźliwego), obok nich foki, a blant zazwyczaj w zębach. Albo rozkręcają podupadającą myjnię samochodową („The Wash”, w rolach głównych Snoop Doggy Dogg, Dr. Dre), albo idą na studia na których zdają wszelkie egzaminy przy pomocy „magicznego zioła” („How High”, w rolach głównych Method Man, Redman), zdarza się też, że bohaterowie siedzą i nic nie robią, no może czasem uciekają przed dealerem dla którego winni są pieniądze („Friday”, „Next Friday”, „Friday After Next” w roli głównej Ice Cube). Kto lubi oglądać na ekranie olbrzymie skręty, foki wydymające piersi i fabuły doszczętnie przesiąknięte wiadomym dymem, na tego typu filmach bawił się będzie znakomicie.
15. PRZEZ CIEMNE ZWIERCIADŁO / A Scanner Darkly
czyli animowany trans w oparach psychozy
Narkotyk: Substancja D
Jedna z najciekawszych ekranizacji prozy Philipa K. Dicka, pisarza wybitnego, ale i równie znanego miłośnika amfetaminy, LSD i wszelkich środków psychoaktywnych. Na pewno jeden z tych filmów animowanych, wobec których nie sposób przejść obok z obojętnością. Richard Linklater zgromadził bowiem na planie świetną obsadę (Keanu Reeves, Robert Downey, Jr., Woody Harrelson, Winona Ryder), po czym… pomalował ich animacją (tzw. technika rotoskopowa). Fabuła? Jak to u Dicka, motywy dystopii i zniewolenia umysłu są podstawą, na bazie której bohaterowie jego historii zaczynają odkrywać prawdę, jaka by ona nie była.
Pewien glina infiltruje środowisko narkomańskie, gdzie pojawił się silny psychoaktywny narkotyk zwany Substancją D powodujący rozszczep osobowości. Aby dokładnie rozpoznać sprawę i dojść do źródła, które odpowiada za wypuszczenie narkotyku na rynek, glina bierze Substancję, a ów eksperyment ze sobą widzimy na ekranie. To mroczna, posępna historia w oparach surrealizmu i pojawiającej się znienacka psychozy.
14. ŻÓŁTODZIOBY / Half Baked (1998)
czyli głupie miny
Narkotyk: marihuana
Głupia, ale i bardzo zabawna historia 4 kumpli. Pewnego razu jeden wpada w kłopoty i idzie do więzienia. Kaucja: 1 milion dolarów, na co kumple najpierw reagują szokiem, by po chwili wpaść na genialny pomysł: zatrudnić się w laboratorium badającym skutki spożywania marihuany, następnie podkraść stamtąd niewielki ułamek medycznych zbiorów, po czym sprzedać, część spalić, następną część sprzedać, pozostałości spalić. Proste, nie? Wesoła komedyjka, bezpretensjonalna, chwilami (zamierzenie) idiotyczna. Dym unoszący się z palonych jointów przesiąkł doszczętnie mózgi bohaterów, co owocuje zachowaniami przedziwnymi i irracjonalnymi.
Zabawa, nic ponad to. „Marijuana is not a drug. I used to suck dick for coke. Now that’s an addiction. You ever suck some dick for marijuana?” – tego typu opinie wygłasza jeden z bohaterów. Głupie, nie? No właśnie.
13. WKRACZAJĄC W PUSTKĘ / Enter the Void
czyli wędrówka duszy opuszczającej ciało
Narkotyk: DMT
Niezwykły film Gaspara Noe, który jak zawsze robi filmy tak, jak uważa i nie chodzi na żadne ustępstwa. Tak było w przypadku Nieodwracalne, tak było niedawno w związku z Love – nikt tak jak Noe nie łączy naturalizmu z poezją. Można jego filmy uwielbiać, zachwycać się nimi, a jednocześnie równie mocno można z nich szydzić, zwracać uwagę na pustkę czającą się za piękną formą. Nie inaczej jest z “Wkraczając w pustkę” – to jeden długi trip z duchem głównego bohatera w roli głównej. Filmowa wyprawa od życia do śmierci, zawieszona w bezczasie.
To ekranizacja dźwięków i kolorów, którym poddaje się mózg – cały film wygląda jak szalona podróż spod powiek naćpanego gościa, któremu wydaje się, że zginął i teraz jego dusza zwiedza świat. W tle dźwięczy muzyka klubowa pomieszana z klasyką, oko kamery wdziera się wszędzie obserwując nieraz irracjonalne poczynania bohaterów – raz szybciej, raz wolniej, ze stroboskopem walącym po oczach. Zaiste przedziwny to film, jedyny w swoim rodzaju. Męczący, niełatwy, ale i fascynujący, hipnotyzujący.
12. EASY RIDER (1969)
czyli wolność ma swoją cenę
Narkotyki: marihuana, LSD
Dwaj mężczyźni przemierzają Amerykę na swych Harleyach. W tle „Born to be Wild” zespołu Steppenwolf. Spotykają George’a Hansona granego przez Jacka Nicholsona. Razem szukają odpowiedzi na pytania: co to za kraj i gdzie jest ich miejsce? I czy istnieje ta osławiona wolność, o którą walczyli ich dziadkowie. Czy marzenia mają szansę urzeczywistnienia się w tym kraju, tej słynnej, wielkiej, wspaniałej Ameryce? WOLNOŚĆ, Panie i Panowie. „Easy Rider” był, jest i będzie uwielbiany. Za nieziemski klimat amerykańskiej prerii, za setki autentycznych jointów wypalonych przez Petera Fondę, Dennisa Hoppera i Jacka Nicholsona.
Ten film wciąż zachwyca i przeraża tragicznym zwieńczeniem ich losów, co można traktować jako początek końca hippisowskiej epoki, która pragnęła jedynie wolności, bez idiotycznych zakazów, nakazów, siły, brutalności. Jeśli to idealizm, to niechaj takim nawet zostanie, ważne, że gorycz rzeczywistości nie przesłania smakowitej wolności. Reżyser filmu, Dennis Hopper, dostał podobno narkotycznej paranoi na planie, co sekretnie nagrała ekipa pracująca nad filmem. Było to później dowodem przeciwko Hopperowi, którego tyrady na planie spowodowały masowe ucieczki ludzi pracujących nad „Easy Riderem”.
11. NARKOMANI / The Panic in Needle Park (1971)
czyli uliczny brud
Narkotyki: heroina
Ten film naraził się swego czasu bardzo mocno cenzurze, bo jako jeden z pierwszych pokazał dosłownie wbijanie strzykawki z heroiną wprost do żyły. To mocny obraz, jeden z pierwszych w karierze Ala Pacino, który gra tutaj handlarza narkotyków opiekującego się zagubioną duszyczką, Helen, skromną dziewczyną z prowincji. Zakochują się, są razem na dobre i na złe. Zaczynają razem ćpać, co owocuje niespodziewanym (dla niej) uzależnieniem. Gdy następuje głód miłość już się nie liczy, nic się nie liczy. Tylko narkotyk, który gdzieś tam jest, za który warto nawet się prostytuować, upadlać, poniżać dla kilku chwil szczęścia.
Bez pruderii, mocno realistyczny, chwilami szokujący obraz nowojorskich narkomanów pozbawiony zbędnego moralizatorstwa. I wbrew pozorom nie jest to film anty-narkotykowy – pokazuje raczej jedną z możliwych dróg, w które wpaść może człowiek, a znaczy to tyle, że istnieją inne drogi, mniej lub bardziej bolesne. Al Pacino rewelacyjny, choć dopiero kilka lat później jego kariera rozpoczyna się na dobre.
10. ODMIENNE STANY ŚWIADOMOŚCI / Altered States (1980)
czyli narkotyki w służbie nauki
Narkotyk: ayahuasca, meskalina, ketamina i LSD
Powiedzmy naukowe podejście do substancji psychoaktywnych. Bardzo odważny jak na swoje czasy dreszczowiec sf, który możemy postawić obok cielesnych doznań od Davida Cronenberga. William Hurt debiutuje na dużym ekranie w roli naukowca, który bada zjawiska schizofrenii i deprywacji sensorycznej (czyli usunięcie bodźców działających na niektóre zmysły). Jedzie do Meksyku i bierze udział w ceremonii ayahuaski, co otwiera mu oczy na istnienie odmiennych stanów świadomości. I to je zaczyna badać poddając się licznym narkotycznym eksperymentom. Konsekwencje będą jednoznaczne, ale zanim do nich dojdziemy, to ekran atakuje feeria niezwykłych efektów specjalnych i dźwiękowych obrazujących tripy głównego bohatera w nieznane światy. Film trąci lekko myszką, ale jest to dość ciekawa wizja tego, co się dzieje w głowie osoby łykającej dziwne substancje i jednocześnie analizującej swój stan.
9. W MATNI / Rush (1991)
czyli przekraczanie granic
Narkotyki: heroina, kokaina
Lata 70. Młoda policjantka (Jennifer Jason Leigh) zostaje przydzielona do śledztwa mającego na celu rozpracowanie gangu handlarzy narkotykami. Ma współpracować z tajnym detektywem (Jason Patrick). Szef zezwala im na zakup kontrolowany narkotyków, ale żeby tego typu transakcji dokonać muszą przekonująco wcielić się w narkomanów. Biorąc jedną, potem drugą działkę kokainy i heroiny, wzbudzają zaufanie lokalnych bossów… kosztem własnego zdrowia. Udawanie przeradza się w autentyczny koszmar uzależnienia, które powoduje zatratę samokontroli. Nie jest to na pewno miły, odprężający thriller. Widok policjantów biorących dożylnie narkotyki wzbudził wiele kontrowersji po premierze filmu, choć wzburzeni „Rush” zapomnieli, że obraz oparto na podstawie prawdziwych wydarzeń.
8. UP IN SMOKE (1978)
czyli samochód z marihuany
Narkotyki: marihuana, kwas
Bezpretensjonalna, prawdziwie kultowa komedia spółki Cheech & Chong, dwójki Meksykanów zamieszkujących wzgórza Hollywood. Kompletnie ujarani marihuaną bohaterowie szmuglują z Meksyku samochód w całości wykonany z konopi indyjskich. Od początku do końca i reżyser, i obsada nie żałowali sobie wszelkiej maści psychodelików, co zaowocowało historią mocno pokręconą i niesamowicie zabawną. Cheech Martin i Tommy Chong należeli do jednych z najpopularniejszych filmowych i muzycznych duetów w USA. Porównywani bywali nawet do słynnych par aktorskich, takich jak Abbott i Costello czy Laurel i Hardy. „Up in smoke” to ich pierwszy filmowy projekt, który osiągnął dość duży sukces kasowy pod koniec lat 70.
7. GUMMO (1997)
czyli pieprzone palanty i głupi ignoranci, którzy udają, że żyją
Narkotyki: LSD, heroina, jakieś świństwa
„Pieprz tych gości! Rozpalimy każdego! Tylko ja, ty, pieprzone oświetlenie i dźwiękowiec”. Podobno takie słowa wypowiedział jeden z przyjaciół młodego reżysera, Harmony Korine’a, na wieść, że producenci zapragnęli ingerować w nowy film twórcy osławionych „Kids”. I rozpalili, doprowadzili do białej gorączki szczególnie krytyków, którzy po premierze w 1997 roku okrzyknęli „Gummo” najgorszym filmem roku. Ohydny, brudny, bezsensowny – to jedne z najczęściej pojawiających się inwektyw. Korine stworzył coś na kształt filmowego pamiętnika: widzimy miasteczko Xenia, obserwujemy kilkunastu bohaterów – brudnych, złych, brzydkich – w świecie, który jest wyłącznie przerażający.
Kot topiący się w beczce, albinoska opowiadająca o swoich idolach, niepełnosprawna prostytutka, 7-letni gówniarze kopiący chłopaka przebranego za królika. „Gummo” to narkotyczny koszmar stworzony przez ludzi naćpanych LSD. W pewnym momencie widzimy samego reżysera, bełkoczącego, prawie nieprzytomnego. Chory obraz chorej Ameryki, w której na próżno szukać osławionego American Dream. Drażni Korine zmysły, zniekształca, zohydza ten świat…
6. HUMAN TRAFFIC (1999)
czyli zwykli ludzie w niezwykłych czasach
Narkotyki: kwasy, speed, marihuana, kokaina
Zaczyna się weekend – mówi główny bohater, Jip. – Jedyne co się teraz liczy to kluby, dragi, puby i imprezy. Na najbliższe czterdzieści osiem godzin odrywamy się od świata. Poszybujemy w kosmos dalej niż zrobił to Neil Armstrong. Dziś wieczór wszystko się może zdarzyć. To może być nasza najlepsza noc w życiu… 48 godzin z życia piątki przyjaciół. Tu życie, prawdziwe życie, zaczyna się w weekend, po dłużącym się tygodniu pracy, nauki bądź bezczynności. Spotykają się w piątek. Zaczynają od piwa w pubie, potem palą jointy, zarzucają extasy, tańczą na parkiecie przy muzyce najlepszych brytyjskich DJ-ów, potem impreza domowa, jedna kreska, druga kreska, dwa dni mijają.
Czasami pełne banalnych rozterek, czasami bezproblemowe. Z pewnością dalekie od moralizatorstwa, ot zwykłe zabawy młodych Europejczyków, które mogą szokować, zaskakiwać, choć tak naprawdę to niczym ich upojne noce w brytyjskich klubach nie różnią się od tych spędzanych w miastach polskich. Bo i w kraju nad Wisłą pojawiło się na przełomie wieków zjawisko clubbingu, do popularyzacji którego przyczyniła się z pewnością (zła/dobra, jak kto woli) sława filmu Justina Kerrigana.
5. DRUGSTORE COWBOY (1989)
czyli leki z apteki
Narkotyki: morfina, amfetamina, metadon
Matt Dillon wespół z Kelly Lynch to para młodych ludzi uzależnionych od heroiny. Wędrują po Zachodnim Wybrzeżu rabując apteki w poszukiwaniu leków, które będą w stanie zaspokoić ich narkotyczny głód. Na swej drodze spotykają dwójkę junkies czyli ćpunów takich samych jak oni, ludzi przegranych, często cierpiących z powodu niewoli, w jaką popadli. Gus van Sant („Gerry”, „Moje własne Idaho”) sportretował narkomanów w sposób dowcipny (ten film to niemalże komedia), ale jednocześnie osadził bohaterów w brutalnym, bardzo prawdziwym świecie, w którym wszelkie nadzieje okazują się złudne, optymizm okazuje się mrzonką, czymś nieistniejącym, szczególnie gdy brakuje jakichkolwiek „wspomagaczy”.
Do „Drugstore Cowboy” przylgnęła etykietka „kultowy”. Zasadnie czy nie, z pewnością obraz Van Santa wyrósł na gruzach złamanego tabu dotyczącego narkotyków przedstawiając bez upiększeń, za to z humorem, problem narkomanii.
4. TRAINSPOTTING (1996)
czyli życie aż do śmierci
Narkotyki: heroina
„Wyobraź sobie najwspanialszy orgazm, pomnóż przez tysiąc, a jeszcze będzie mało” – mówi główny bohater, Renton, wbijając sobie w żyłę igłę i wpuszczając powoli w swe ciało heroinę. Obraz życia grupki zbuntowanych młodych ludzi z przedmieść Edynburga: uwielbiają filmy, piłkę nożną, weekendowe imprezy; pogardzają pracą, rodziną, zajebistym telewizorem, odtwarzaczami kompaktów, ubezpieczeniami, garniturami i kredytem stale oprocentowanym. Powiedzmy, że kontestują rzeczywistość, tak jak ich ojcowie z „Easy Ridera”. Danny Boyle sięgnął po powieść Irvine Welsha by pokazać zgubne skutki sięgania po narkotyki.
Zrobił to przewrotnie, bo pokazał, że przecież narkotyki są przyjemne. Skoro więc są, to po co kłamać, że nie są? Sponiewierają człowieka, doprowadzą do granicy szaleństwa, zaprowadzą do grobu, nie ma jednak co oszukiwać, że nie są przyjemniejsze od orgazmu. Nie jest jednak film Boyle’a poważnym dramatem społecznym. Zawiera w sobie i realizm i surrealizm, komizm łączy się z smutkiem, narkotyczne wizje z ciekawym portretem młodzieży brytyjskiej przełomu lat 80. i 90. Z pewnością jest też „Trainspotting” jednym z najważniejszych filmów brytyjskich pod koniec XX wieku. RECENZJA
3. NAGI LUNCH (1991)
czyli limburger flamboyant w moczu diabetyka i sromowej wydzielinie kokoty
Narkotyki: wszystkie rodzaje psychotropów
To nie jest film dla wszystkich. To ohydny, surrealistyczny obraz będący adaptacją powieści Williama Borroughsa. David Cronenberg, twórca co najmniej skandalizujący (późniejsze „Crash”), dogłębnie badający ciemne zaułki dusz ludzkich, zmieszał powieściowe wątki z biografią człowieka, który obok Timothy’ego Leary i Jacka Kerouaca był chodzącą ikoną kontrkultury lat 60. (tak zwani beatnicy). Borroughs swą książkę popełnił w 1959 roku będąc w środku trwającego kilkanaście lat uzależnienia od heroiny i innych tzw. twardych narkotyków („Nie lubię psychodelików” mawiał, co znaczyć mogło, że lekkie dragi są niegodne twardego, męskiego życia).
Trudno powiedzieć, o czym mówi Borroughs, a co sfilmował Cronenberg. Widzimy z pewnością fikcyjny świat Interzone, stworzony w przepełnionym heroiną i trutką na karaluchy umyśle podrzędnego pisarza i specjalisty od dezynsekcji w jednej osobie (w tej roli Peter ‚Robocop’ Weller). Interzone to zniekształcony obraz rzeczywistości, w której mówiąca odbytnica, kopulująca maszyna do pisania i wielkie, mięsożerne stonogi brazylijskie są narkotycznym koszmarem, od którego uzależniony główny bohater stara się uciec. „Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone” czyli wszystko jest fikcją, ćpuńską halucynacją, rzeczywistość nie istnieje.
„Nagi lunch” to obraz niezmiernie… dziwny, odrealniony, hipnotyczny, przerażający. O inspiracjach Davida Cronenberga
2. LAS VEGAS PARANO / Fear and Loathing in Las Vegas (1998)
czyli Co my robimy w krainie nietoperzy?
Narkotyk: LSD, marihuana, kokaina i wszystko, co się znajdzie.
1971. W roku tym rozpadł się zespół The Beatles, wojna w Wietnamie trwała w najlepsze, minął festiwal w Woodstock, minęli bezpowrotnie także ludzie nadający kształt ówczesnemu stylowi życia. Janis Joplin, Jimi Hendrix, Jim Morrison zmarli z przedawkowania narkotyków. Pewien dziennikarz postanowił napisać komentarz do zmieniającej się rzeczywistości i popełnił powieść „Fear and Loathing in Las Vegas”. Był to ekscentryczny zapis podróży samego autora czyli Harry’ego S. Thompsona i jego przyjaciela Oscara Zeta-Acosta, uznanego prawnika. W filmie w ich role wcielają się Johnny Depp i Benicio del Toro, którzy, podobnie jak książkowi bohaterowie, wybierają się do miasta, które nigdy nie zasypia – Las Vegas – w celu zarejestrowania wydarzeń towarzyszących popularnemu wyścigowi Mint 400.
Wędrówka niesamowita, bo z wszelkimi rodzajami narkotyków, z którymi człowiek może się na swej życiowej drodze spotkać. Mieliśmy dwie torby trawy, 75 tabletek Meskaliny, 5 znaczków LSD, pół solniczki kokainy i całą galaktykę przymulaczy i rozśmieszaczy, a także litr Tequilli, litr rumu, skrzynkę piwa, pół litra surowego eteru i dwa tuziny amelu. Nie potrzebowaliśmy wszystkiego, ale jak człowiek zacznie już zbierać dragi nie może się opamiętać. Terry Gilliam, autor „12 małp”, „Brazil”, „Fisher Kinga”, stworzył film kompletnie surrealistyczny, składający się wyłącznie z szalonych narkotykowych odjazdów. I w ten tylko sposób należy „Las Vegas Parano” odbierać – ekranizację odurzeń kwasami i pięcioma łykami eteru.
1.REQUIEM DLA SNU / Requiem for a Dream (2000)
czyli opowieść o ludziach, którzy skaczą z samolotu i nagle – pomiędzy niebem a ziemią – uświadamiają sobie, że nie mają spadochronów
Narkotyki: kokaina, amfetamina, heroina
Film bardzo brutalny, bo nie tylko o narkotykowych uzależnieniach. Wpatrzeni w telewizję, wciągnięci w sieć, wpatrujący się w liche, błyskotliwe obrazki uzależniamy się od wyobrażeń tego, jak życie powinno wyglądać, w jaki sposób ma działać ciało i umysł. Narkotyki to świetne remedium na różne problemy – są znakomitym plastrem na duszę, leczą ciało z niemocy. Skutki uboczne? Oczywiście obecne, ale można je zepchnąć na bok kolejną dawką speeda, kolejną chmurą w płucach, kolejnym zastrzykiem – można tak żyć, czyż nie? Darren Aronofsky opowiada historię kilku ludzi, którzy zostali zniewoleni narkotykami, ale reżyser nie zrzuca winy wyłącznie na używki.
Byłoby to nazbyt infantylne, bo z pewnością autor „Pi” stroni od antynarkotykowej propagandy. W jednym z wywiadów powiedział: „Requiem dla snu nie jest filmem o narkotykach. To analiza zjawiska uzależnienia. Chciałem pokazać, że nie ma różnicy między nałogowym piciem kawy, braniem narkotyków, opychaniem się słodyczami i oglądaniem telewizji. Te nałogi są takie same. Osoba, która postanowiła, że nie będzie palić męczy się tak samo jak ktoś kto próbuje schudnąć.” W poszukiwaniu szczęścia kompletnie zapominamy o innych, a nawet o sobie – niszczymy własne wnętrze, własne życie.
Aktorzy zaproszeni na plan filmowy (przejmujące role Ellen Burstyn, Jareda Leto, Damona Wayansa, Jennifer Connely) zagrali za najniższe z możliwych stawek, odseparowali się od wszystkich i uczestniczyli przez miesiąc w próbach z tekstem powieści Huberta Selby’ego, którego książka stała się podstawą scenariusza Aronofskiego. W tym czasie reżyser intensywnie pracował nad koncepcją artystyczną filmu. Szczególnie ważne w „Requiem…” są wizje, które nawiedzają bohaterów pod wpływem amfetaminy, marihuany czy heroiny. Koszmar narkotykowego głodu przeplata się z niebiańskim spokojem tuż po zażyciu browna.
Film Darrena jest niewątpliwie duszący, nieprzyjemny. Niemniej – genialny. W swoim gatunku klasyk i najlepsza lekcja, jaką może dać nauczyciel swoim uczniom, gdyby chciał pokazać, czym jest uzależnienie – co jest tak fascynującego w narkotykach oraz co jest w nich tak okropnego.
Bonus! Śmieszno-straszna scena z Wilka z Wall Street.
Dzieci, pamiętajcie! Narkotyki są złe!
