Connect with us

Publicystyka filmowa

PIEKŁO NA PLANIE. Filmowe pary, które nie znosiły się prywatnie

W filmie „PIEKŁO NA PLANIE” odkryj sekrety ekranowych par, które w życiu prywatnym nie znosiły się. Zaskakujące historie zza kulis!

Published

on

Głębokie spojrzenia. Płytkie oddechy. Chemia rozsadzająca otoczenie, drżące ręce delikatnie muskające skórę, dłoń wpleciona we włosy, wreszcie zwarty uścisk i namiętny pocałunek, na widok którego uginają się kolana wszystkich dookoła. „Kocham cię”, mówi ona, a on odpowiada tym samym. Koniec sceny. „Cięcie”, krzyczy reżyser, a para aktorów ekranową chemię przeobraża w antypatię, którą darzy się nawzajem w rzeczywistości.

Advertisement

To wcale nierzadki przypadek, by wzbudzająca westchnienia żeńskiej części widowni, śmiech wielbicieli sytuacyjnej komedii czy podziw miłośników charyzmatycznych duetów para nie lubiła się prywatnie. Na ekranie z reguły tego nie widać, wobec czego należy się oprzeć na relacjach z planu i wypowiedziach samych zainteresowanych. Poniżej lista dziesięciu filmowych par, które podczas pracy nad filmem sympatią darzyły się tylko w obiektywie kamery.

MARILYN MONROE I LAURENCE OLIVIER – Książę i aktoreczka (1957)

Cóż za duet! Na planie Księcia i aktoreczki oboje spotkali się z własnych zawodowych pobudek, jako że ona chciała pracować z aktorską legendą, a on potrzebował filmu, który stanie się przebojem. Niestety, współpraca okazała się dość katastrofalna. Marilyn szukała głębi w każdej kolejnej scenie, podczas gdy Olivier wszystko omawiał powierzchownie. On miał wszystko wymierzone od linijki, ona, wiecznie spóźniona, wstrzymywała produkcję. Nazywała go „panie sir”, podczas gdy on śmiertelnie ją obraził stwierdzeniem, by dała sobie spokój z aktorstwem i po prostu próbowała, będąc seksowną.

Advertisement

Sam film, koniec końców, krytyków nie zachwycił. Olivier jeszcze wiele lat później żalił się na pracę z Monroe, a meandry ich waśni obejrzeć można w filmowym wycinku życia aktorki, Mój tydzień z Marilyn.

MARILYN MONROE I TONY CURTIS – Pół żartem, pół serio (1959)

Przygód słynnej blondynki ciąg dalszy.

Advertisement

Móc powiedzieć, jak to jest całować się z Marilyn Monroe, dla wielu ówczesnych, ale i dzisiejszych mężczyzn byłoby zapewne spełnieniem marzeń i okazją do długiego wywodu na temat wspaniałości tego aktu. Najwyraźniej nie dla Tony’ego Curtisa, który stwierdził, że to jak całować się z Hitlerem. Nie miejsce wnikać, skąd aktor mógł pozwolić sobie na takie porównanie, nawet jeśli użył go żartobliwie. Skupmy się na fakcie, iż jego awersja do ikonicznej seksbomby uzasadnienie miała oczywiście w zachowaniu Monroe na planie – konkretnie w gwiazdorzeniu, ciągłym żądaniu dubli i małym skupieniu na roli (Laurence Oliver znał już ten ból).

Nie pomógł też zapewne fakt, iż ekranowa para spotykała się ze sobą prywatnie jeszcze przed produkcją rzeczonego klasyka. „Gram w filmie z Marilyn Monroe, to moja była, całuje jak Hitler”. Cóż za podsumowanie!

Advertisement

MERYL STREEP I DUSTIN HOFFMAN – Sprawa Kramerów (1979)

Kramer kontra Kramer, Streep kontra Hoffman. Cóż, w tym przypadku romansu jest akurat mało. Trudno powiedzieć, aby aktorskie metody Hoffmana były szczególnie przyjemne dla jego ekranowej partnerki. Żeby wywołać u niej naturalne reakcje i wzmocnić poczucie filmowego konfliktu, uciekał się do tak mało wyrafinowanych metod jak uderzenie Streep w twarz czy ciągłe przypominanie jej o śmierci jej partnera, Johna Cazale, zmarłego zaledwie miesiąc przed rozpoczęciem produkcji filmu. Dręczył ją również na inne sposoby. Wszystko po to, aby jak najlepiej oddała na ekranie słabość i poczucie beznadziei.

Po latach żałował swojego zachowania, tłumacząc się ówczesnym rozwodem i imprezami z narkotykami (świetne wytłumaczenie, od razu lepiej). Sama Streep całkiem nieźle udźwignęła terror kolegi z planu, bo niedługo potem dźwigała już coś innego – swojego pierwszego Oscara.

Advertisement

DEBRA WINGER I RICHARD GERE – Oficer i dżentelmen (1982)

Dla Debry Winger praca na planie wyżej wymienionego filmu była trudnym czasem. Po pierwsze, Richard Gere, którego przyrównała do ceglanego muru i z którym starała się mieć w przerwach między zdjęciami jak najmniej do czynienia (zresztą z wzajemnością). Słowem, po prostu nie przebywała w tym samym otoczeniu co on. Po drugie, reżyser, Taylor Hackford. Twórcę aktorka przyrównała do zwierzęcia i domyślać się możemy, co miała na myśli. Usposobienie reżysera najwyraźniej nie przeszkadzało jednak Helen Mirren, która wyszła za niego czternaście lat później. Debrze Winger pozostaje współczuć.

JENNIFER GREY I PATRICK SWAYZE – Dirty Dancing (1987)

Nie tylko dla hipsterów. Najbardziej KULTOWE FILMY ostatniej dekady

Czuję pomiędzy nami magię”, śpiewał Eric Carmen w ilustrującej jedną ze scen filmu piosence Hungry Eyes. Magii nie czuli za to Swayze i Grey, między którymi dochodziło do częstych spięć na planie. Aktor zrzucał winę na swoją ekranową partnerkę, krytykując ją za nadmierne wygłupianie się, co w rezultacie zmuszało ekipę do powtarzania wielu ujęć. Rzekomo Grey była też bardzo emocjonalna i ciężko znosiła krytykę, przelewając z jej powodu wiele łez. Można się zastanawiać, czy Swayze nie miał ochoty puścić partnerki w słynnej scenie finałowego tańca, w każdym razie waśnie pary skończyły się po zakończeniu produkcji, kiedy ich stosunki nabrały dużo bardziej przyjacielskiego wymiaru.

Advertisement

SHARON STONE I WILLIAM BALDWIN – Sliver (1993)

Biedny Baldwin nie miał na planie lekko, bowiem padł ofiarą antypatii partnerującej mu Sharon Stone. Całkiem dużej, dodajmy, bo gwiazda Nagiego instynktu ośmieszała go na planie i, wedle relacji ekipy, odbierała mu męskość swoimi komentarzami. Nawet scena pocałunku okazała się dla Baldwina koszmarem, bo Stone, z pewnością nieprzypadkowo, ugryzła go w język. Tak mocno, że przez kilka dni miał problem z mówieniem (subtelne jak taran, nie ma co). Wielką ulgą musiał być dla niego ostatni dzień zdjęciowy.

JULIA ROBERTS I NICK NOLTE – Kocham kłopoty (1994)

O ile tacy Swayze i Grey po prostu byli sobą poirytowani, o tyle Roberts i Nolte zwyczajnie nie mogli się zdzierżyć – do tego stopnia, że ponoć kręcili swoje sceny osobno. Aktorka nazywała partnera obrzydliwym, on z kolei w formie truizmu zakomunikował, że Roberts nie jest miłą osobą. Echa tej relacji ciągnęły się jeszcze długi czas po zakończeniu produkcji filmu, bo aż piętnaście lat później aktorka parodiowała wybuchowy charakter Noltego w programie Davida Lettermana. Idealni kandydaci do romantycznego filmu.

Advertisement

CLAIRE DANES I LEONARDO DICAPRIO – Romeo i Julia (1996)

Powstanie serial na podstawie ZAMIECI Neala Stephensona. Gratka dla miłośników CYBERPUNKU!

Choć teraz DiCaprio to poważny aktywista i laureat Oscara, na którym zależało połowie Internetu, w wieku dwudziestu dwóch lat w głowie miał dużo bardziej pstro. Zachwycona tym faktem nie była Claire Danes, która swojemu Romeo zarzucała niedojrzałość z powodu jego ciągłych wygłupów i żartów robionych ekipie. DiCaprio z kolei uważał swoją szesnastoletnią koleżankę za sztywniaczkę. Dwa sprzeczne bieguny odpychały się od siebie na tyle, że gdy nie trzeba było, to nie rozmawiały.

Aktorzy mieli szansę spotkać się ponownie przy okazji produkcji filmu J. Edgar, Danes odrzuciła jednak rolę sekretarki tytułowej postaci na rzecz występu w Homeland. Jeśli choć w jakimś stopniu zrobiła to ze względu na złe wspomnienia z pracy z DiCaprio, to można powiedzieć, że jego żarty sprzed lat wyszły jej na dobre.

Advertisement

TERI HATCHER I PIERCE BROSNAN – Jutro nie umiera nigdy (1997)

007 był oczywiście wielkim dżentelmenem, czego nie można powiedzieć o Brosnanie – tego do szewskiej pasji doprowadzała jego ekranowa partnerka. Ciągłe spóźnienia i niepilnowanie terminów sprowokowały w końcu aktora do powiedzenia jej kilku niemiłych słów (wspominając film Mamma Mia, ośmielę się rzec, że to nie było takie najgorsze – wszak mógł jej coś zaśpiewać). Głupia musiała być mina Brosnana, gdy okazało się, że poranne spóźnienia wynikły nie z lenistwa aktorki, lecz z powodu mdłości wywołanych ciążą.

RACHEL MCADAMS I RYAN GOSLING – Pamiętnik (2004)

Teraźniejsza sympatia Doktora Strange’a i uosobienie ratunku dla jazzu wsławili się swego czasu słynną sceną pocałunku w deszczu w Pamiętniku, na bazie powieści Nicholasa Sparksa. Bohaterowie filmu spędzali życie na rozstawaniu się i schodzeniu, tymczasem portretująca ich para aktorów kręcenie filmu spędzała na krzyczeniu na siebie i kłótniach. Reżyser, Nick Cassavetes, wspominał swego czasu, jak to Gosling prosił go, aby kwestie McAdams czytała spoza kamery inna osoba, bo z ekranową partnerką wytrzymać nie mógł. Koniec końców zacisnęli zęby, film ukończyli, a po zejściu z planu zostali parą (hę?!). Kto się czubi, ten się lubi, prawda? Po dziś dzień zresztą, choć parą już nie są.

Advertisement

Cóż powiedzieć? Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której trzeba udawać, że bezwarunkowo kocha się swoją znienawidzoną koleżankę z pracy, ale – nadchodzi truizm – to przecież ryzyko zawodu aktora. To ciekawe, jak szczelną maskę trzeba założyć, by wywołać pozytywne uczucia widzów, jednocześnie gasząc własne – negatywne. Efekty tego są różne, chemia widoczna bardziej lub mniej, ale nie można odmówić, że podobne przekazy z planu to pikanteria sama w sobie.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Elblążanin. Docenia zarówno kino nieme, jak i współczesne blockbustery oparte na komiksach. Kocha trylogię "Before" Richarda Linklatera. Syci się nostalgią, lubi fotografować. Prywatnie mąż i ojciec, który z niemałą przyjemnością wprowadza swojego syna w świat popkultury.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *