Ranking

SZYBKA PIĄTKA #105. Najgorsze serie filmowe

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Pisaliśmy już o tych seriach filmowych, które uważamy za najlepsze. Dla równowagi nową odsłonę cyklu poświęcimy tym markom, które uważamy za fatalne i męczące, nawet jeśli bardzo popularne wśród widzów. Oto nasze wybory. 

Filip Pęziński

  1. Transformers – są oczywiście serie filmowe gorsze, bo filmy Michaela Baya ratuje od kompletnej katastrofy chociażby strona wizualna, ale nie ma bardziej mnie irytującej. Uważam (a świetny Bumblebee udowodnił, że mam rację!), że ta marka ma bardzo duży potencjał na lekkie, geekowskie blockbustery. Tymczasem reżyser rozciągał metraże, dwoił się w głupotach scenariusza, wypełniał je koszmarnymi gagami i seksizmem. Bleh.
  2. 50 twarzy Greya – filmowy erotyk o wyuzdanych fetyszach? Koniecznie skupmy się na telenowelowych dramatach wyciętych z papieru bohaterów z zerową charyzmą seksualną.
  3. Dzikie żądze – znów erotycznie (chociaż na tym polu przynajmniej w pierwszej części udanie!) i znów scenariusz, który równie dobrze mógł być pretekstem, ale w przypadku Dzikich żądz wolał być pulpową bzdurą. Kolejne sequele opowiadają tę samą historię, zmieniając jedynie imiona bohaterów i dobierając do głównych ról kolejne aktorki o urodzie nastolatek.
  4. Zmierzch – nie bije się leżącego, a wszystko, co złe już o Zmierzchu napisano i powiedziano, ale to co najgorsze w tej serii, to fakt, że kazała nam uwierzyć, że Kristen Stewart i Robert Pattinson to okropne aktorskie drewna.
  5. Straszny film – nigdy nie rozumiałem jak pastiszowy przecież niezwykle Krzyk można uczynić podstawą… parodii. Trudno, żeby wyszło, ale twórcy nawet się nie starali.

Jakub Piwoński

  1. Terminator ­– Mój największy osobisty ból na mapie wszystkich filmowych serii. Kiedy Cameron próbował urozmaicić własną historię, wszystko działało, jak należy. Kiedy z kolei prawa do tytułu poszły dalej, zaczęło się robić niedorzecznie. Trzecia część to nieśmieszny żart, czwarta to artystyczna porażka, piąta to gigantyczne nieporozumienie. I co gorsza nic nie wskazuje, że szósta ten trend odwróci.
  2. Szczęki – Na Boga, ile razy można molestować widza perspektywą spotkania z krwiożerczą rybą? Spielberg wspiął się na wyżyny thrillera, a chciwi producenci zrobili z tego biznes. Dla mnie zawsze istniała przede wszystkim część pierwsza, po której de facto powinno zapaść w temacie milczenie.
  3. Akademia policyjna – Za dzieciaka może i było to dla mnie śmieszne. Ale nie dziś. Im dalej w las, tym głupiej. Dalsze części (których wszystkich było siedem) nie przystają do energii i świeżości części pierwszych. Reboot? Pewnie by się przydał, ale szczerze wątpię, by dziś dało się zachęcić twórców i publiczność, aby wspólnym chórem naigrawali się z policjantów.
  4. Zmierzch – Pierwszy Zmierzch jeszcze jakoś mieści mi się w głowie. Ciekawe to zjawisko filmowe, warte doświadczenia tego, jak w miłosnym splocie nastolatka związała się z wampirem. Gdyby ten melodramat zakończył się na jednym filmie, potrafiłbym tą historię nawet polubić. Ale to pompowanie balonika kolejnymi częściami zupełnie do mnie nie przemówiło. Szacunek jednak do Pattinsona za to, że udało mu się wydostać z szuflady emo-wampira.
  5. Paranormal Activity ­– Horror to wdzięczny produkt do naciągnięcia jak guma. Gdy jest tani i przyniesie zyski, pokusa stworzenia kontynuacji jest silna. Poszli za nią twórcy Paranormal Activity, według mnie jednego z najlepszych horrorów XXI wieku, którego imię nadszarpnięte zostało wyjątkowo niepotrzebnymi kontynuacjami.

BONUS: Egzorcysta – I tu znowu, istnieje tylko część pierwsza, wszystko co poza nią zasługuje wedle mnie na miejsce w śmietniku historii.

Tomasz Raczkowski

  1. Szybcy i wściekli  – rozumiem, że kultowe początki, rozumiem rozwijanie serii w blockbusterowe widowisko akcji z dużą porcją wybuchów i pościgów. Ale ile można? „Szybcy” dotyczy chyba producentów taśmowo zamawiających i wypuszczających kolejne przegięte produkcje. Nawet śmierć głównego aktora nie zastopowała tego pędu i nie wygląda na to, żeby po kolejnych obsadowych dodatkach miała się ona skończyć.
  2. Vega Cinematic Universe – no powiedzcie mi, że Pitbulle, Kobiety mafii, Botoks i nadchodząca Polityka nie układają się w serię filmową. Nawet, jeśli nie są one „oficjalnie” powiązane w cykl, to jest to w zasadzie wciąż ten sam film, do tego ciężkostrawny, pełen bezsensownych bluzgów, chaotycznego opowiadania i ekranizacji anegdotycznych dowcipów. Niestety popyt rodzi podaż, wiec pewnie do VCU dopisywać będziemy kolejne szroty.
  3. Transformers – Mistrz Wybuchów, Michael Bay odnalazł swoją artystyczną przystań w cyklu o kosmicznych robotach. Szkoda, że jest to przystań tak okropna jak Transformers. Ekranizowanie scenariuszy zabaw siedmiolatka nie jest dobrym pomysłem nawet w przypadku kina dla dzieci. Z kolei powielanie tego pomysłu i ciągnięcie serii wbrew wszystkim jest godne podziwu z jednej, a sprzeciwu z drugiej strony.
  4. Rekinado – fajne to było raz, jako absurdalny horror klasy Z, może jeszcze raz potem z podkręceniem głupoty. Ale filmów o morderczym tornadzie rekinów jest już 6. Ani pomysł taki odkrywczy, ani wykonanie takie dobre. Jeśli bawią was latające rekiny, to raz wystarczy. A potem i tak przestaną.
  5. Piła – pierwsza Piła wybitnym filmem nie była, jednak miała przynajmniej ciekawy pomysł i pomimo niskobudżetowego wykonania była pod pewnymi względami całkiem niezłym horrorem. Kolejne odcinki miały też ciekawy pomysł na rozwijanie ikonicznego antagonisty, co czyniło tę serię nawet interesującą. Tyle, że każdy kolejny odcinek to jeszcze więcej pornografii przemocy kręconej według tego samego, ohydno-perwersyjnego schematu, pod którym utopiłaby się nawet najlepsza fabuła.

Ostatnio dodane