Analizy filmowe

400 BATÓW. Dzieciństwo artysty

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

„Sfilmowałem tylko to, co zdarza się albo może się zdarzyć i w innych rodzinach. Pokazałem normalnego nastolatka, który chodzi na wagary, podrabia podpis rodziców, podkrada im pieniądze, kłamie… I pomimo przykrości, jaką sprawiło mi wydrukowanie przez niektóre gazety różnych głupstw, absolutnie nie żałuję, że zrobiłem ten film. Wiedziałem, że przysporzy on wam wielu zmartwień, ale jest mi to obojętne: od śmierci Bazina nie mam już rodziców”1 – w taki, wyjątkowo gorzki, sposób François Truffaut rozpoczął list do ojca, napisany jeszcze przed francuską premierą 400 batów, pod koniec maja 1959 roku. Napięte relacje z rodzicami rozsypały się już zupełnie po tym, jak film trafił na duże ekrany. „Rodzina matki wyklęła wręcz François. Jeszcze po latach, podczas pogrzebu matki w sierpniu 1968 roku, nikt się do niego nie odezwał. Matka reżysera do końca życia nie zobaczyła swoich dwu wnuczek”2. Co takiego przedstawił Truffaut w 400 batach? Co tak zbulwersowało krewnych francuskiego reżysera?

Najprostsza, a zarazem właściwa odpowiedź brzmi – prawda. Truffaut oparł scenariusz swojego debiutu w ogromnej większości na autentycznych wydarzeniach z własnej biografii. Wieczne kłótnie w domu, bezustanne napięcie pomiędzy bohaterem a jego matką, kopiowanie Balzaca, ucieczki na ulicę Paryża, wagary z przyjacielem, wypady do kina za pieniądze otrzymane na jedzenie, wreszcie kradzież maszyny do pisania i zesłanie do centrum wychowania dla nieletnich przestępców – to wszystko, a także wiele innych szczegółów, reżyser zaczerpnął z własnego dzieciństwa, kondensując je do siedmiu dni akcji oraz miejscami lekko modyfikując na potrzeby scenariusza i powiązanej z nim dramaturgii filmowej3. Przekształceniu uległy też, rzecz jasna, imiona i nazwiska – sam Truffaut ukrył się pod maską Antoine’a Doinela, którego nazwisko zapożyczył najprawdopodobniej od bliskiej współpracowniczki Jeana Renoira4. Swoich rodziców zaś z Rolanda i Janine przechrzcił na Juliena i Gilberte, zmieniając jednocześnie ich zainteresowania z turystyki górskiej na rajdy samochodowe (wiecznie poszukujący przewodnika Michelina ojciec) i urodę (przeglądająca się co chwilę w lustrze matka). Nie zmienił za to ich nastawienia względem dziecka, podsumowanego przez Truffauta w cytowanym na wstępie liście w takich oto słowach: „Mama nienawidziła mnie tak bardzo, że wydawało mi się przez pewien czas, iż to ona nie jest moją prawdziwą matką. Nie, rzeczywiście nie byłem dzieckiem maltretowanym; po prostu nie byłem traktowany w ogóle. Czułem się niekochany i – odkąd zamieszkałem z wami – zbyteczny”5.

(...) Antoine poprzez ingerencję w obrazek nieświadomie „mści się” na kobiecości.

Już po tym krótkim fragmencie listu zauważyć można, jak ważna dla młodego François była relacja z matką. Miała ona, rzecz jasna, swoje przełożenie na kształt 400 batów. Tadeusz Lubelski, powołując się na badania Anne Gillain, stwierdza nawet, że to właśnie matka „stanowi ukrytą sprężynę całego łańcucha zdarzeń, prowadzącego stopniowo do coraz większego osamotnienia i izolacji bohatera”6. Bezustanne tarapaty7 Antoine’a zaczynają się już w pierwszej scenie filmu, rozgrywającej się w szkole, do której uczęszcza bohater. Po klasie wędruje obrazek przedstawiający roznegliżowaną kobietę – klasyczną pin-up girl. Chłopcy rzucają okiem, śmieją się pod nosem i podają zdjęcie dalej. W końcu fotografia trafia do rąk Antoine’a, który jako jedyny zatrzymuje obrazek na dłużej. Zaczyna dorysowywać kobiecie na fotografii wąsy, ale w trakcie wykonywania czynności zostaje przyłapany przez nauczyciela i ukarany. Niewinna, całkiem zabawna scena. Lubelski i Gillain interpretują ją jednak w zaskakujący, wyjątkowo interesujący sposób – zdaniem badaczy Antoine poprzez ingerencję w obrazek nieświadomie „mści się” na kobiecości. Kobiecości, której jedyną przedstawicielką w życiu Antoine’a jest jego matką – symbolicznie bohater „mści się” więc w ten sposób na niej, tym samym narażając się na karę ze strony purytańskiego społeczeństwa, którego przedstawicielem jest nadzwyczaj surowy nauczyciel francuskiego.

1T. Lubelski, Nowa Fala 60 lat później. O pewnej przygodzie kina francuskiego, Kraków 2017, s. 116.

2T. Lubelski, op.cit., s. 116.

3Za przykład niech posłuży kradzież maszyny – w rzeczywistości zakończona powodzeniem. Małemu Truffautowi udało się sprzedać urządzenie znajomemu, starszemu o kilka lat kinofilowi, za 4 tysiące franków (T. Lubelski, op. cit., s. 112-113).

4Truffaut komentuje tę sprawę w następujący sposób: „Skąd wziąłem nazwisko Antoine’a Doinela? Szczerze, bardzo długo uważałem, że je po prostu wymyśliłem. Aż do dnia, w którym ktoś zauważył, że pożyczyłem je sobie od sekretarki Jeana Renoira, czyli Ginette Doynel!” (F. Truffaut, Qui est Antoine Doinel? [w:] Le plaisir des yeux, tłum. Marta Gosik, Paryż 2008, s. 25).

5T. Lubelski, op.cit., s. 117.

6T. Lubelski, op.cit., s. 121.

7Zdaniem Lubelskiego tak właśnie (Bezustanne tarapaty) powinien brzmieć polski przekład tytuł debiutu Truffauta. O oficjalnym tłumaczeniu badacz wyraża się jednoznacznie negatywnie, pisząc, że tytuł przetłumaczono na język polski „najfatalniej, jak tylko to było możliwe” (T. Lubelski, op. cit., s. 132).

Ostatnio dodane