Connect with us

Publicystyka filmowa

NARODOWCY, KLIMAKTERIUM i REJS PO WOŁDZE, czyli DOKUMENTY z 30. Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu

NARODOWCY, KLIMAKTERIUM i REJS PO WOŁDZE ukazują niezwykłe dokumenty 30. Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu, pełne emocji i refleksji.

Published

on

NARODOWCY, KLIMAKTERIUM i REJS PO WOŁDZE, czyli DOKUMENTY z 30. Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu

Jeden z najciekawszych polskich festiwali dokumentu i reportażu, Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu, dobiegł już końca. Znamy tytuły nagrodzone w konkursach na najlepszy dokument, a także reportaż radiowy i telewizyjny. Tegoroczna edycja była wyjątkowa nie tylko ze względu na to, że jubileuszowa (trzydziesta) – po raz pierwszy Festiwal odbył się też w całości online, jak wszystkie imprezy filmowe w ostatnim czasie. To wymuszone pandemią rozwiązanie zmieniło organizację i charakter całości, ale z drugiej strony umożliwiło uczestnictwo w wydarzeniach każdej osobie z dostępem do Internetu.

Advertisement

Jeśli tak jak ja nadal jesteście pod wrażeniem obejrzanych dokumentów albo przegapiliście to wydarzenie i zastanawiacie się, które produkcje powinniście nadrobić, to zapraszam do lektury poniższego tekstu, w którym zbieram swoje pofestiwalowe przemyślenia.

W tym roku dzięki uprzejmości organizatorów mogłam razem z Joanną Krygier i Matyldą Cianciarą oceniać filmy dokumentalne jako jury laureatek Konkursu Krytyk Pisze, czyli tzw. „jury młodych”. Do finału konkursów dokumentalnych zaklasyfikowano w sumie 25 tytułów. Poniżej przedstawiam listę tych nagrodzonych.

Advertisement

Wyniki konkursu filmów dokumentalnych na 30. Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu:

  • Nagroda Publiczności Obłoki śmierci. Bolimów 2015
  • Jury laureatek Konkursu Krytyk Pisze Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja 2020 – ex aequo Lekcja miłości i Oko Boga
  • Dyplom honorowy Zabawa w chowanego
  • Medal Fundacji Monumentum Iudaicum Lodzense dla Najlepszego Filmu o Tematyce Żydowskiej Szklane negatywy
  • Nagroda im.

    Aleksandra Kamińskiego za Przezwyciężanie Zagrożeń – ex aequo Blizny i Lekcja miłości

  • Nagroda Stowarzyszenia Filmowców Polskich – Zwyczajny kraj
  • Nagroda „Cierpliwe Oko” im. Kazimierza Karabasza od Narodowego Centrum Kultury ex aequo Gorzka miłość i Odmienne stany świadomości
  • Grand Prix Nagroda Miasta Łodzi i statuetka Białej Kobry Wieloryb z Lorino

Różnorodność wyborów i niewiele powtórzeń w werdyktach potwierdzają tylko to, o czym mógł się przekonać każdy widz tegorocznego konkursu filmów dokumentalnych: poziom nominowanych tytułów był naprawdę wysoki.

Nasze jurorskie obrady trwały długo: nie dlatego, że nie mogłyśmy dojść do porozumienia, ale dlatego, że właściwie o każdym z filmów miałyśmy coś do powiedzenia, każdy nas w jakiś sposób zaintrygował i zaciekawił. Chociaż trudno było ze sobą porównywać poszczególne produkcje (w konkursie obok pełnych metraży z porządnym budżetem znalazły się studenckie etiudy), to wszystkie razem dają świetny ogląd tego, jak wygląda najnowsze polskie kino dokumentalne. A prezentuje się ono bardzo dobrze i po raz kolejny ciśnie się na usta pytanie: czemu o dokumentach tak mało się mówi, czemu niewiele z nich doczekuje się szerokiej dystrybucji i nie spotyka z większym uznaniem? Uważam, że choćby ze względu na podejmowane tematy kino dokumentalne ma w sobie spory, acz z reguły niewykorzystywany potencjał zainteresowania sobą szerokiego grona odbiorców.

Zapraszam zatem na krótkie podsumowanie wszystkich 25 konkursowych filmów dokumentalnych z Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu. Jeśli któryś opis Was zaintryguje, a nie mieliście okazji obejrzeć danego filmu, to mam dobrą informację: wszystkie produkcje są dostępne na platformie DAFilms.pl.

Advertisement

Konkursowe filmy

Grand Prix Festiwalu, czyli Białą Kobrę, zasłużenie zdobył Wieloryb z Lorino Macieja Cuskego z przepięknymi zdjęciami Artura Sienickiego i Piotra Bernasia. Film przenosi nas na odległą Syberię, na mroźny Półwysep Czukocki, gdzie koegzystują Rosjanie, Inuici i Czukcze. Życie w miejscowości Lorino jest trudne, senne, pogrążone w apatii, w centrum nadal stoją pomniki Lenina, a w szkolnej klasie wisi portret Stalina.

Advertisement

Maciej Cuske nakręcił poetycki obraz degradacji i powolnego umierania: wytracanej przez lata kultury Czukczów oraz eksploatowanych zwierząt i środowiska. Reżyser tworzy paralelę między losem mieszkańców, zaklętym w braku perspektyw i biedzie, a tragiczną sytuacją hodowanych przez nich na futra lisów: zamkniętych, oderwanych od naturalnego środowiska, upokorzonych, nieobchodzących nikogo. Końcowa scena polowania na wieloryba jest mistrzowska: z jednej strony perfekcyjnie nakręcona i zmontowana, trzymająca w napięciu jak najlepsze kino akcji, z drugiej – przejmująco smutna. Oglądamy śmierć majestatycznego zwierzęcia, zredukowanego do roli mięsa, a przecież mamy jeszcze w pamięci przytoczoną w prologu filmu legendę Czukczów o świętości wielorybów i o tym, że kiedy człowiek zabił pierwszego z nich, wszystko zaczęło się psuć.

Dziś już w Lorino nikt nie myśli o starych mitach, każdy próbuje tylko przetrwać. W kontemplacyjnym, momentami wręcz mistycznym tempie kamera oprowadza nas po świecie wydziedziczonym z mitu i rdzennej kultury, zapomnianym, skazanym na zagładę. Piękny, choć surowy i nieunikający brutalności film, który skojarzył mi się m.in. z chińskim Jeziorem dzikich gęsi.

Advertisement

Ekologiczną refleksję niósł za sobą jeszcze jeden konkursowy dokument: Stolen Fish Małgorzaty Juszczak, dotykający trudnego problemu tzw. overfishingu, czyli nadmiernego wyławiania ryb z mórz i oceanów. Czym innym jest czytanie statystyk przybliżających nam ogromną skalę tego zjawiska, a czym innym przeniesienie się do Gambii, gdzie ludzie od pokoleń utrzymujący się z rybołówstwa nie są w stanie dłużej wyżyć z tego zajęcia, bo ich wybrzeże jest regularnie i niemal doszczętnie „czyszczone” z ryb przez frachtowce wielkich chińskich korporacji.

A jednak Stolen Fish, mimo przygnębiającej tematyki (obok overfishingu m.in. bieda i uchodźctwo), nie dołuje widza. Wypowiadający się Gambijczycy są pełni charyzmy, werwy, zostali z wyjątkowym wyczuciem „wyłowieni” z tłumu przez reżyserkę. To dokument pełen słońca, kolorów i energii (końcowa scena-teledysk, z kamerą sunącą za rybakami w rytm lokalnego hip-hopu, to istna perełka).

Advertisement
Stolen Fish

A jeśli o energii mowa: chyba nikt z tegorocznych bohaterów nie miał jej w sobie tyle, co 70-letnia pani Jola, która w jesieni swojego życia postanowiła zostawić męża-alkoholika znęcającego się nad nią przez całe małżeństwo i zawalczyć o siebie, marzenia i prawdziwą miłość. Nagrodzona przeze mnie, Matyldę i Asię Lekcja miłości w reżyserii Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei jest już dostępna w HBO Go – i fantastycznie, bo to film, który absolutnie każdy powinien obejrzeć. Cieszę się, że o tym dokumencie robi się coraz głośniej i że piękno pani Joli – kolorowej, wrażliwej, mądrej, nieustraszonej – może zachwycać i uczyć kolejnych widzów.

Lekcja nie tylko miłości, ale i podejścia do świata oraz do samorealizacji. Hasło „chcemy całego życia” przyświecało także kolejnemu filmowi o dojrzałej kobiecości, czyli Tygrysicom menopauzy Henryka Dederko. Realizacyjnie dokument pozostawia nieco do życzenia, ale przedstawiana historia jest samograjem, oglądamy bowiem kulisy powstania hitowego spektaklu Klimakterium według scenariusza Elżbiety Jodłowskiej. Spektakl przez lata bawił i oswajał z tematem menopauzy widownię w całym kraju, występowały w nim też dojrzalsze aktorki, dla których bardzo często brakuje ciekawych ról w kinie i teatrze.

Advertisement

Dzięki temu Tygrysicie menopauzy nie tylko naładowują widza optymizmem i dają mu odwagę do mierzenia się z własną śmiertelnością oraz ułomnościami ciała, ale stanowią też ciekawą propozycję dla kinomanów w ogóle, ponieważ na ekranie zobaczymy piękne w swej dojrzałej kobiecości aktorki, m.in. Krystynę Sienkiewicz i najcudowniejszego elfa polskiej sceny, głos Pszczółki Mai, czyli Ewę Złotowską.

Inaczej, bo bardziej melancholijnie i refleksyjnie, do tematu starzenia się podchodzi piękny dokument Jerzego Śladkowskiego Gorzka miłość, słusznie nagrodzony za wizualia. Historię rejsu wycieczkowego po Wołdze, na który wybiera się grupa samotnych mężczyzn i kobiet z nadzieją na odnalezienie drugiej połówki, ogląda się jak wciągającą fabułę. To wręcz niewiarygodne, że na jednym statku zgromadzono tak wiele barwnych osobowości, o ciekawych przemyśleniach, odmiennych życiorysach oraz wschodniej, emfatycznej ekspresji. Reżyser śledzi perypetie zarówno zawiązujących się, jak i już ugruntowanych relacji, np.

Advertisement

młodej pary pełnej niepewności co do swojej przyszłości. W ten sposób powstaje złożona i bogata opowieść o ludzkiej uczuciowości oraz przekrojowy portret współczesnej Rosji. Słodko-gorzka, bardzo „rosyjska” z ducha, kojarząca się z powieściami wschodnich mistrzów historia była jednym z moich ulubionych tytułów festiwalu.

Jeszcze bardziej w stronę zadumy i melancholii przesunęły się dwa inne tytuły podejmujące tematykę przemijania ludzi i miast: Dziecko Wilna Maxa Orlewicza oraz nagrodzone Oko Boga Igora Kaweckiego. Oba krótkie metraże sportretowały bardzo podobnych bohaterów: zafascynowanych miejscem, w którym żyją, i egzystujących na pograniczu fantazji i rzeczywistości. Obdarzony łagodnym uśmiechem i mądrymi oczami Andrzej, bohater filmu Maxa Orlewicza, jest zakochany w Wilnie, gdzie mieszka. Fascynuje go przeszłość i historia tego miasta.

Advertisement

Dziecko Wilna pozwala nam uczyć się od Andrzeja nieprzemijającego zachwytu nad światem, autentycznej dobroci i żywej wyobraźni. Wypełniająca kadry zaduma nad upływem czasu najpiękniej wybrzmiewa w scenie rozmowy ze starą Wilnianką, rozpamiętującą swoją młodość. Z kolei poetyckie, jakby nieco Schulzowskie z ducha Oko Boga, portretuje mikroświat starych, rozpadających się, częściowo już opuszczonych i przeznaczonych do rozbiórki kamienic na krakowskim Kazimierzu. Główny bohater, 25-letni Olaf, niepogodzony z nieuchronnym upadkiem miejsca, w którym spędził całe życie, zaczyna snuć fantazję o tym, że skwerek przed jego kamienicą to tytułowe oko Boga, centrum wszechświata.

Kruchość, odrealnienie, zawieszenie na granicy obłędu, wrażliwe spojrzenie na niezwykłego człowieka, sentymentalna podróż po upadającej dzielnicy: młody reżyser, Igor Kawecki, dał tym filmem świadectwo rodzącego się talentu. Podobnie trzymający się blisko głównego bohatera film to xABo. Ksiądz Boniecki Agnieszki Potoczek. Inspirujący, mądrościowy, wypełniony cennymi refleksjami i dający przyjemność z obcowania z błyskotliwym człowiekiem. Spotkanie z anielsko cierpliwym względem licznych obowiązków i zaczepiających go osób księdzem Bonieckim pokrzepia i pokazuje współczesne, mądre, głęboko przeżywane chrześcijaństwo.

Advertisement

Kino dokumentalne to także jedna z najlepszych okazji do poznawania obcych kultur bez wychodzenia z domu: świetny substytut podróżowania w aktualnej sytuacji. Na Festiwalu mogliśmy przenieść się na Sri Lankę za sprawą Blizn Agnieszki Zwiefki. Zbudowany z malowniczych kadrów, choć nieco przedłużony dokument pokazał oblicze tego kraju niedostępne turystom. Reżyserka przedstawia szerzej nieznaną historię ludu Tamil, który przegrał walkę o niepodległość; a robi to z perspektywy kobiet, które stanowiły trzon bojówek tzw. tamilskich tygrysów. Po wojnie wojowniczki zostały poddane licznych represjom, zamykano je w obozach.

Advertisement

Kamera zestawia ich okaleczone ciała i historie o młodości spędzonej na walce o niepodległość z kadrami przedstawiającymi radosne, piękne dziewczęta, które nie musiały dokonywać tak trudnych wyborów i składać swojej kobiecości na ołtarzu ojczyzny. Dokument stara się przedstawić historię tamilskich wojowniczek kompleksowo, oddając głos zarówno tym wspominającym wojnę jako najwspanialszy moment życia, jak i tym na siłę wcielonym do armii. Z kolei Syn ulicy, skrócona, festiwalowa wersja filmu Mohammeda Almughaniego, opowiada historię chłopca „bez papierów”, bez żadnych dokumentów potwierdzających jego istnienie.

Czternastolatek jest sierotą, palestyńskim uchodźcą w Libanie. Równolegle z obserwowaniem tego, jak opiekujące się nim kobiety starają się o wyrobienie dla niego dokumentów (nie brakuje tu ciekawych, obyczajowych scenek przybliżających obcą kulturę), widzimy to, jak w chłopcu narasta tłumiony gniew. Bohater jest produktem patriarchalnej kultury gwałtu – dosłownie (poczęto go na skutek gwałtu), jak i przenośnie: opiekunki traktuje jak służące, dość przemocowo obchodzi się też ze swoją pierwszą sympatią. Natomiast razem z panią Heleną, czyli bohaterką innego dokumentu, Jutro czeka nas długi dzień Pawła Wysoczańskiego, przenosimy się do ośrodka dla trędowatych w Indiach.

Advertisement

Postać Heleny Pyz, misjonarki i lekarki, wzbudza podziw swoją siłą, niezłomnością i bezinteresownością, stawianiem powinności względem podopiecznych ponad postępującą chorobą (kobieta porusza się na wózku), a same mechanizmy funkcjonowania placówki zostały przedstawione w bardzo interesujący sposób, ale wartość dokumentu obniżają nadmierna ckliwość i dosłowność środków.

Odmienne stany świadomości

Do takich poruszających, ukierunkowanych na wzruszenie widza dokumentów należy również Powiedz tak lub nie Pawła Hejbudzkiego. Film opowiada o przyjaźni i wzajemnym wspieraniu się dwójki matek, opiekujących się swoimi pogrążonymi w śpiączce synkami. Największą wartością produkcji jest intymność tego podwójnego portretu, zaangażowanie w przedstawianą historię, które udziela się widzowi; i chociaż całość trąca miejscami kinem obyczajowym, to gorzki finał przypomina nam o tym, że ten scenariusz napisało niestety życie. Spośród dokumentów „z przesłaniem” wyróżniły się Odmienne stany świadomości Piotra Stasika, nagrodzone ex aequo „Ciekawym Okiem”.

Reżyser z pomocą różnych środków formalnych odmalował skomplikowanie świata autystycznych dzieci. Najciekawsze jednak były te momenty, w których bohaterowie odpowiadali na pytania i opowiadali o różnych ważnych dla siebie sprawach. Dokument pokazuje, że autyzm miewa najróżniejsze postaci, stara się przedstawić szerokie spektrum wszystkich spektrów autyzmu. To ważny tytuł o dużym walorze edukacyjnym, informacyjnym i społecznym, zasługujący na powszechną dystrybucję. Osobiście drażniła mnie jednak szantażująca emocjonalnie, smutna muzyka: czy po raz kolejny musimy przedstawiać autyzm jako coś „za karę”, zasługującego na współczucie i politowanie? Podobne wątpliwości budziły we mnie też niektóre zbliżenia na zachowania i grymasy dzieci, znajdowało się to dla mnie na granicy niezdrowego voyeryzmu, odzierania bohaterów z ich intymności.

Advertisement

Temat dysfunkcji społecznych podjął też Maciej Jankowski w krótkim metrażu Zepsuta głowa – historii młodego więźnia, który dla swojej dziewczyny postanawia zawalczyć z nałogiem narkotykowym i przezwyciężyć dziecięce traumy wyniesione z patologicznego domu. Dokument jest jednak daleki od stereotypowej, optymistycznej opowieści o nawróconym kryminaliście. Pokazuje raczej, jak trudnym procesem jest resocjalizacja i jak wielkiej determinacji wymaga podjęcie terapii, kiedy mamy tytułową „zepsutą głowę”: wypraną przez dragi, wypełnioną złymi wzorcami i pesymistycznymi myślami.

Otwarte zakończenie pozostawia widza zaniepokojonego o dalsze losy głównego bohatera: swoją drogą, o bardzo intrygującej, często prezentowanej w zbliżeniach twarzy – zniszczonej, ale z ciepłymi oczami małego chłopca.

Advertisement

Zabawa w chowanego

W konkursowej puli znalazły się nie tylko dokumenty poruszające tematykę społeczną, ale i polityczną. Najbardziej znanym z politycznie zaangażowanych filmów tej edycji – i najbardziej znanym filmem w ogóle – była rzecz jasna Zabawa w chowanego braci Sekielskich, dokument o problemie pedofilii w kościele katolickim, o którym mogliście już kilka razy przeczytać na naszym portalu (swoje felietony poświęcili mu Odys Korczyński TU i Janek Brzozowski TU). Mocnym uderzeniem byli z pewnością Ostatni rycerze prawej strony Michała Edelmana. Twórca i jego brat Maciej (operator) przez pół roku towarzyszyli członkom łódzkiego ONR, by nakręcić ten materiał. Rzetelny, konkretny i nieprzekombinowany dokument młodego reżysera rejestruje działania i codzienność narodowców, starając się zachować maksymalną transparentność.

Myślę, że żaden z bohaterów nie poczuje się po seansie oszukany czy celowo przedstawiony w złym świetle, ponieważ Edelman pozwala im po prostu być, mówić, wygadać się. To widzom pozostawia wnioski do wyciągnięcia, a do największych zalet filmu należą brak tezy oraz szukanie w bohaterach banalnych, ludzkich, powszechnych cech, zamiast tak łatwego i publicystycznego dorysowywanie im gąb potworów. Obiektywizm nie oznacza jednak bezpłciowości i miałkości, ponieważ debiutant już teraz ma nosa rasowego dokumentalisty do wychwytywania intrygujących, niepokojących scen, do skupiania się na istotnych szczegółach; w jego obrazie niejednokrotnie mieszają się ze sobą groza i absurd, ja sama miałam ciary w scenie, w której dziewczyna jednego z narodowców z natchnieniem opowiada o tym, jak to zabrała członków ONR na Jasną Górę, gdzie zostali wyświęceni i odtąd w tej organizacji zamieszkał Bóg. W świetle ostatnich wydarzeń w kraju Ostatni rycerze prawej strony są być może najbardziej aktualną z konkursowych propozycji.

Festiwal przyniósł także wiele propozycji tego, w jaki sposób można kręcić interesujące filmy dokumentalne o sprawach minionych, czyli siłą rzeczy skazane na przytaczanie relacji świadków, archiwalne materiały oraz tzw. „gadające głowy” ekspertów. Najbardziej konwencjonalnym, jakby przeznaczonym prosto do telewizji dokumentem tego typu były Obłoki śmierci. Bolimów 1915 Ireneusza Skruczaja. Film w przystępny, momentami nieco sensacyjny sposób opowiedział historię powstania i rozwoju broni chemicznej, po raz pierwszy użytej przez Niemców właśnie w bitwie pod Bolimowem koło Warszawy.

Advertisement

Rekonstrukcja wydarzeń historycznych połączona z aranżowanymi scenkami i wypowiedziami ekspertów oraz narracją zza kadru dość nieoczekiwanie zdobyła nagrodę publiczności. Bardzo ciekawym seansem był dla mnie Syndrom zimowników Piotra Jaworskiego. Dokument w bardzo pomysłowy i miejscami dowcipny sposób przedstawił szerzej nieznaną historię eksperymentu psychologicznego, przeprowadzonego czterdzieści lat temu w polskiej stacji badawczej na Antarktydzie. Projekt dotyczył badania wytrzymałości psychicznej w warunkach ekstremalnego odosobnienia, a prowadził go ekscentryczny doktor psychologii, Jan Terelak.

Wnioski, do jakich doszedł, wykorzystało m.in. NASA. Syndrom zimowników to wzór tego, jak nadać tempo i charakter dokumentowi opartemu na relacjach świadków i archiwach – twórcy wykorzystali różnorodne techniki, od makiet i lalek po montaż skojarzeniowy.

Advertisement

Na Festiwalu nie zabrakło również dokumentów biograficznych, przedstawiających rozmaite życiorysy. Z tej grupy najbardziej przekonał mnie do siebie Guczo. Notatki z życia Marii Zmarz-Koczanowicz, przybliżający barwną sylwetkę Augusta Zamoyskiego: rzeźbiarza, kobieciarza, przyjaciela Witkacego. Tony Halik Marcina Borchardta, dokument niemal w całości oparty na archiwalnych nagraniach słynnego podróżnika, to również ciekawa propozycja, ale dość „brykowa”, skierowana raczej dla osób niezaznajomionych z dokonaniami Halika.

Advertisement

Z kolei Draugen Dagmary Drzazgi wygrzebał z niepamięci niezwykły życiorys Ślązaka, który został przymusowo zwerbowany do Wehrmachtu i wywieziony do Norwegii, gdzie spotkał miłość życia i zginął po zaangażowaniu się w walkę o wyzwolenie Norwegów. A jeśli miasto traktować jak bohatera, to dzięki Szklanym negatywom Jana Borowca mogliśmy poczuć namiastkę starego, żydowskiego Lublina, ożywionego dzięki tajemniczym fotografiom anonimowego, przedwojennego fotografa i wspomnieniom starych mieszkańców. Z pośród wszystkich tych dokumentów rekonstruujących minione wydarzenia największe wrażenie zrobił na mnie nagrodzony przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich Zwyczajny kraj Tomasza Wolskiego.

Przejmujący, mocny seans. Twórca zmontował swój film w całości z archiwalnych nagrań SB. Nie zrobił jednak tego, co zrobić byłoby najłatwiej: nie powybierał najbardziej drastycznych nagrań, nie starał się zaszokować widza. Zaczął łagodnie, od z pozoru bezsensownych, nieco barejowskich scenek. A to ktoś pyta przez telefon o polecany lek na hemoroidy, a to ktoś przechodzi przez ulicę: z takich kawałków reżyser montuje na naszych oczach dawną Polskę, groteskową i swojską zarazem. Ale w ten obraz stopniowo wlewa się groza, poczucie paranoi i wszechobecnej inwigilacji, świadectwa odzierania obywateli z intymności, cyniczne przesłuchania i wymuszone zeznania – aż do gorzkiej kulminacji w końcówce.

Advertisement

Na koniec chciałabym pochylić się nad tym, czego zawsze wypatruję na festiwalach: czyli na eksperymentach i młodych, ciekawych twórcach. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie „rejsowski” w klimacie Oddech Darii Kasperek. Reżyserka osadziła swój krótki metraż w rzeczywistości polskich blokowisk, z premedytacją kierując kamerę tam… gdzie nic się nie dzieje, i przysłuchując się rozmowom, które niczego nie wnoszą. Oglądamy więc np. panią spacerującą w kółko i starszych panów rozkładających na czynniki pierwsze to, ile mają lat i w jakim wieku umierali ich bliscy.

Powstał wypełniony subtelnie absurdalnym humorem, półgodzinny portret nudy. Jednak nie tej nudy dojmującej swoją beznadzieją, a raczej tej chwili słodkiego lenistwa, tytułowego „oddechu” w codziennej gonitwie, kiedy to mieszkańcy bloku mogą choć przez chwilę pocieszyć się spokojem, zatrzymać, nicnierobić. Na pewno będę wypatrywać kolejnych dokonań tej reżyserki. Z kolei seans Opus Magnum Filipa Bojarskiego pozostawił mnie jednocześnie zirytowaną i zaintrygowaną, zapewne według zamierzeń twórcy. Młody reżyser w bardzo autorskim, najpewniej też częściowo „ustawionym” dokumencie przedstawia historię prywatnego śledztwa w sprawie losów swojego ekscentrycznego krewnego, Wacława.

Advertisement

Od początku czuje z nim szczególną więź, ponieważ obaj są artystami, a Opus Magnum szybko zamienia się z opowieści o Wacławie w opowieść o Filipie Bojarskim, a także o sztuce i sensowności jej tworzenia. Reżyser testuje cierpliwość widza, eksponując własny narcyzm i neurotyzm (wzięte w nawias ironii i dowcipnie puentowane przez jego dziewczynę), nierzadko nas drażniąc i działając na nerwy. Ale subtelnie dotyka też innych kwestii, np. tego, jak ludzie zapominają o historii i jej uczestnikach, bo taki los spotyka Wacława, o którym próżno szukać pewnych informacji. Na tę dziurawość i wadliwość pamięci historycznej metaforycznie wskazuje wadliwość i dziurawość pamięci głównego bohatera, który zawsze zapomina zasłyszane opowieści, kawały, treść przeczytanych książek. Ciekawy koncept, chociaż ostatecznie młody twórca nie zrealizował w pełni potencjału własnego pomysłu. Wszystko jeszcze przed nim, w co mocno wierzę.

Do zobaczenia w przyszłym roku na kolejnej edycji Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu!

Advertisement

Publikuje w "KINIE", Filmwebie, serwisie Film w Szkole i (oczywiście) na film.org.pl. Edukatorka filmowa w Zespole Edukacji Ferment Kolektiv. Lauretka II nagrody w Konkursie im. Krzysztofa Mętraka dla młodych krytyków filmowych oraz zwyciężczyni konkursu Krytyk Pisze Festiwalu Kamera Akcja.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *