search
REKLAMA
Ranking

NAJLEPSZE SCENY 2021 roku

Które pojedyncze sceny 2021 roku zachwyciły nas najbardziej?

REDAKCJA

8 stycznia 2022

REKLAMA

Rok 2021 obfitował w udane filmy, a te z kolei zachwycały nas pojedynczymi scenami. Które z nich podobały nam się najbardziej? Zapraszamy do zapoznania się z naszymi typami!

Łukasz Budnik

1. Ostatniej nocy w Soho – taniec – wszystkie sekwencje osadzone w latach 60. zachwycają inscenizacją, kolorami i muzyką, ale szczególnie wybija się taniec postaci Anyi Taylor-Joy i Matta Smitha. Jak to jest wyreżyserowane, jak nakręcone, jak zmontowane, jak zagrane! Efekt „wow” gwarantowany.

2. Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera – Flash cofa czas – trudno uwierzyć, że w 2017 roku włodarze Warner Bros. postanowili się pozbyć sceny, która dziś uznawana jest przez wielu za najlepszy moment wersji Snydera. Cofanie czasu przez Flasha to moment bardzo emocjonalny, widowiskowy, okraszony świetną muzyką i robiący dużo dobrego dla tej postaci, tak skrzywdzonej w wersji kinowej.

3. Spider-Man: Bez drogi do domu – wspólne ruszenie do walki – nie chcę spoilerować, ale to jedna z tych scen, które dają tak olbrzymie pokłady satysfakcji i radości, że jako widz cieszysz się jak dziecko. Będę wracać do niej wielokrotnie.

4. Nie czas umierać – Paloma i Bond na Kubie – od czasu potyczek w Casino Royale żadna sekwencja akcji w Bondach z Danielem Craigiem nie dała mi tyle frajdy, co jego (zbyt) krótka współpraca z Palomą graną przez fenomenalną Anę de Armas. Ekscytująca, energiczna, świetnie poprowadzona scena.

5. Malcolm i Marie Marie i nóż – pokaz talentu Zendayi i scena, którą jako monodram można by było oglądać nawet w oderwaniu od reszty filmu. Świetnie napisany fragment, który dodatkowo kończy się drobnym plot twistem i zostaje znakomicie spuentowany.

Filip Pęziński

1. Matrix Zmartwychwstania – Bugs rzuca się w ramiona Morfeusza – czwarta (piąta, jeśli policzymy Animatriksa) odsłona serii stanowi istną grę z widzem. Szczera nostalgia wciąż ścinana jest przez kpinę z tejże. Zanim jednak na dobre zrozumiemy zamysł Lany Wachowski, oglądamy znakomity prolog filmu, w którym bohater grany przez Yahyę Abdula-Mateena II przedstawia się Bugs (Jessica Henwick) jako Morfeusz i mówi, że jego zadaniem jest odnalezienie Neo. Dziewczyna natychmiast rzuca się w ramiona mężczyzny i mocno go przytula. Bugs to my, fani Matriksa.

2.Spider-Man: Bez drogi do domu – pierwsze spotkanie – nie chcę spoilerować, ale kto wie, ten wie, kto spotyka się w tym filmie. A to spotkanie przepiękne, pełne emocji i wzajemnego zrozumienia. Niepospieszne nagrodzenie fanów przed przejściem w wir akcji.

3. Eternals – Ikarus i Słońce – znów nie chciałbym zdradzać ważnych aspektów filmu, więc powiem tylko, że wizualna finezja filmu Chloé Zhao osiąga szczyt, kiedy bohater grany przez Richarda Maddena spotyka na swojej drodze płonącą gwiazdę Układu Słonecznego.

4. Diuna – „To dopiero początek” – kiedy po ponad dwóch godzinach tej niesamowitej przygody grana przez Zendayę Chani odwraca się do głównego bohatera i mówi mu, że to dopiero początek, wiemy, że obietnicę składa nie tylko Paulowi, ale też widzom. Druga część Diuny zapowiada się niesamowicie.

5. Malcolm i Marie – Malcolm tłumaczy Marie, że nie jest wyjątkowa – jedna z najmocniejszych i najboleśniejszych scen filmu, ale przy tym absolutny aktorski popis Johna Davida Washingtona i Zendayi. To pierwszy moment w filmie, kiedy opadają wszystkie maski.

Tomasz Ludward

1. Titane  scena otwierająca – zamknięte w jednym niekończącym się ujęciu, wyuzdane i pełne erotyzmu otwarcie Titane stara przygotować nas na ten osobliwy, miejscami odrażający seans. Kto widział film, ten wie, że w tym przypadku dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, które to zresztą sama Alexia serwuje sobie i innym. Ale początek – majstersztyk.

2. Spencer ucieczka z Sandringham – Pablo Lorraine uwalnia zagubioną księżną spod jarzma Windsorów, odsyłając ją do Londynu. Diana rusza w trasę w towarzystwie swoich synów, zapuszczając w radiu symboliczne All I Need Is a Miracle grupy Mike and the Mechanics. To rzadki moment, kiedy bohaterka pozostaje w pełni sobą.

3. Wszystkie nasze strachy – droga krzyżowa w centrum stolicy – Daniel Rycharski niosący krzyż przez centrum Warszawy to jedna z najmocniejszych scen rodzimego kina w ubiegłym roku. Droga krzyżowa pomiędzy rondem De Gaulle’a i placem Trzech Krzyży może trącić patetycznością, ale to ona wydaje się najbardziej wymownym i najodważniejszym gestem, na jaki decyduje się Rycharski w tej historii.

4. Ostatniej nocy w Soho – scena tańca – jeśli jakaś scena ma przenieść nas w swingujące lata 60. na Wyspach, to będzie to ta iskrząca od barw i oszałamiającej charakteryzacji z najnowszego filmu Edgara Wrighta. Dołóżmy do tego imponującą obsadę (Anya Taylor-Joy, Matt Smith i Thomasin McKenzie) i dostajemy taneczną sekwencję, od której trudno oderwać oczy.

5. Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun – pościg za porywaczem – pośród sprawdzonej gamy środków, jakie serwuje nam swoich filmach Wes Anderson, warto wyróżnić pościgi. Jednego z nich nie brakuje w The French Dispatch, kiedy to reżyser pociąga animowaną kreską, by ukazać szaleńczą i obowiązkowo absurdalną pogoń policji za porywaczem. Zabawny ukłon w stronę dawnych francuskich kryminałów.

Tomasz Raczkowski

1. Diuna – rozmowa Jessiki z Matką Wielebną – w widowisku Denisa Villeneuve’a było wiele zamaszystych i spektakularnych scen, jednak żadna nie zrobiła na mnie wrażenia takiego jak rozmowa Lady Jessiki z Matką Wielebną w strugach deszczu. To w tym momencie poczułem, że świat Herberta został ożywiony – że to, co widzę na ekranie, jest organiczne, namacalne, chropowate. Że to nie wymuskany teatrzyk w kostiumach, ale pełnokrwista kreacja świata, z odpowiednim ciężarem i precyzyjnie zagrana.

2. Titane – spazmy równoległe – w filmie Julii Ducournau jest co najmniej kilka zapadających w pamięć scen. Tą, która została we mnie najdłużej (w kontekście filmu może dość niefortunne określenie…), jest mający miejsce pod koniec filmu montaż równoległy spazmów Alexy/Adriena wywołanych przez rosnący w niej/nim płód oraz heroinowego strzału Vincenta. W tym momencie towarzyszymy obojgu już na tyle długo, by czuć przeżywane przez nich dramaty i emocjonalną stawkę poszczególnych połówek sceny, napięcie (i ich, i nasze) sięga zenitu. A to wszystko skąpane w neonowych światłach i przy akompaniamencie syntezatorowo przekształconej sarabandy Haendela.

3. Cząstki kobiety poród – film Kornela Mundruczó jest autoadaptacją spektaklu wystawianego w 2019 roku w TR Warszawa. W wariancie scenicznym trzęsieniem ziemi jest zainscenizowana na modłę filmową sekwencja otwarcia, po której następuje już klasycznie teatralny przebieg główny. W filmie Mundruczó zachował tę dynamikę, otwierając swój dość gładko prowadzony dramat obyczajowy bardzo intymną, duszną i naturalistyczną sceną porodu głównej bohaterki. Pomimo że znałem wersję teatralną, w wariancie filmowym zrobiła ona na mnie równie silne wrażenie, a suspens sytuacji trzymał na krawędzi fotela, mimo że dobrze wiedziałem, co się stanie. Węgier zawsze potrafił robić wybitne sceny, które wybijają się ponad sam film, i taką sceną jest otwarcie Cząstek kobiety.

4. Zielony Rycerzprzybycie Zielonego Rycerza – film Davida Lowery’ego to w zasadzie ciąg mniej lub bardziej zachwycających wizualnie scen. Tą, która jednak się dla mnie wyróżnia, jest kluczowa sekwencja przybycia na ucztę Króla Artura tytułowego gościa. Poprzedzone rytualną podbudową wejście Zielonego Rycerza jest po mistrzowsku zaaranżowane – niesamowita obecność przybysza przecina marazm sytuacji, a Lowery świetnie gra dynamiką poszczególnych wątków i zapętla fabułę. A do tego Zielonym Rycerzem jest Ralph Ineson, którego głos dopełnia magii.

5. Niefortunny numerek lub szalone porno – marsz przez miasto – w kategorii wspaniałych scen niespektakularnych to chyba mój tegoroczny numer jeden. W najnowszym filmie Radu Judego po ostrym pornowprowadzeniu i dialogowym zawiązaniu dramaturgii – a przed groteskową kulminacją – następuje wybitna sekwencja, w której główna bohaterka idzie przez Bukareszt. Idzie, a kamera obserwuje ją z oddali, chwytając przy tym wielkomiejski zgiełk i kotłowaninę dookoła protagonistki. Rytm wyznacza marsz kobiety, a wokół niego Jude tworzy panoramę współczesnej stolicy Rumunii w czasach pandemii. Film mógłbym obejrzeć jeszcze raz tylko dla tej sekwencji.

Krzysztof Nowak

1. Zielony Rycerz –Co by było, gdyby…” – kiedy Gawain przybywa na miejsce ponownego spotkania z Zielonym Rycerzem, w przypływie wątpliwości wyobraża sobie, co by się stało, gdyby uciekł przed toporem i wrócił do Królestwa z kłamstwem na ustach. Ta rozegrana bez linijki dialogu blisko 10-minutowa scena stanowi nie tylko popis narracji wizualnej, ale i autonomiczną historię upadku i zatracenia, stopniowo przepełniającą nas uczuciem niepokoju. Świetne zakończenie świetnego filmu.

2. Wcielenie – ucieczka z aresztu – czyli moment, w którym mieszanka najróżniejszych horrorowych elementów zamienia się w obłędnie nakręcone… kino akcji. Zabójca odsłania swoje prawdziwe oblicze – co, warto zaznaczyć, samo w sobie jest zaskakujące – po czym dokonuje krwawej rzezi na współwięźniach, a po przeniesieniu się do innego pomieszczenia także policjantach. Bezwstydnie rozrywkowa, zapadająca w pamięć sekwencja.

3. The Suicide Squad – masakra w obozie rebeliantów – obserwowanie, jak zawodowi zabójcy prześcigają się w metodach mordowania kolejnych przeciwników, już samo w sobie stanowi zajmujący spektakl przemocy, ale prawdziwą wisienką na torcie staje się dopiero puenta tej sceny. Gdy przekonani o słuszności swoich działaniach (anty)bohaterowie zaglądają do wnętrza namiotu, a tam… no właśnie. Przykład zmyślnie napisanej pod końcowy gag sceny, która zarazem służy rozwojowi fabuły.

4. Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni miłosne starcie – pomysł na to, żeby pierwsze spotkanie Xu Wenwu i Ying Li rozegrać w formie pojedynku, był strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu sekwencja stanowi nie tylko pięknie nakręconą, zachwycającą kolorami scenę akcji, ale i poprowadzone równolegle do niej narodziny romantycznego uczucia między bohaterami. Dwuznaczne uśmiechy, skupione na sobie spojrzenia, delikatne – a przypominam, że mówimy o walce – zetknięcia, a na zakończenie ciekawość, która odwodzi antagonistę od pierwotnego planu i pozwala mu po raz pierwszy zaznać normalnego życia.

5. Na rauszu – końcowy taniec – choreografia, którą prezentuje nam Mads Mikkelsen pod koniec filmu, ma w kontekście całości katartyczne znaczenie. Po serii bolesnych upadków bohaterowie wreszcie mogą poczuć radość, kiedy grupa wdzięcznych studentów zaprasza ich do zabawy. Pozytywne emocje protagonisty znajdują ujście i daje się on ponieść tańcowi, a kamera nie odstępuje go na krok, przyglądając się energicznym ruchom aktora. What a life!

REDAKCJA

REDAKCJA

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA