search
REKLAMA
Recenzje

SPENCER. Świetna Kristen Stewart jako KSIĘŻNA DIANA

„Spencer”, jak sam tytuł sugeruje, jest opowieścią przede wszystkim o poszukiwaniu własnej tożsamości.

Michalina Peruga

7 listopada 2021

REKLAMA

Zamiłowanie Pabla Larraína do tragicznych życiorysów kobiet-ikon – znanych, powszechnie lubianych i nieszczęśliwych – po raz kolejny zmaterializowało się pod postacią filmu. Po tragicznej historii Jackie Kennedy zekranizowanej w 2016 roku postanowił zająć się „królową ludzkich serc”, księżną Dianą, postacią tak przemieloną przez popkulturę, że wydawałoby się, że już nic nowego nie można o jej życiu powiedzieć. A jednak.

Larraín bardzo słusznie zdecydował się nie poruszać całego życiorysu księżnej Diany (nikt nie chciałby przecież konkurować ze świetnym The Crown). Podobnie jak Oliver Hirschbiegel i Stephen Jeffreys, reżyser i scenarzysta średnio udanej Diany z 2013 roku z Naomi Watts w roli głównej, Pablo Larraín i scenarzysta Steven Knight (Peaky Blinders, Locke) ukazują na ekranie króciutki, ale przełomowy epizod z życia Diany – trzy świąteczne dni w grudniu 1991 roku.

Chociaż małżeństwo Diany (Kristen Stewart) i Karola (Jack Farthing) było już wówczas w rozsypce, a relacje księżnej z rodziną Windsorów bardzo napięte, święta spędziła w Sandringham House, jednej z prywatnych rezydencji rodziny królewskiej. Kamera śledzi trzydniowe święta Diany mijające pod znakiem wojskowego rygoru i bezkompromisowej dworskiej etykiety. Po przybyciu do pałacu każdy członek rodziny musi się zważyć, a wyjątków nie ma dla nikogo, nawet dla chorującej na bulimię księżnej. Rytm dnia wyznaczany jest przez kolejne posiłki i nowe kreacje, bowiem na każdą część dnia dla Diany wybrano już konkretny strój. Kobieta na każdym kroku spotyka się z kontrolą, którą na polecenie królowej i Karola sprawuje służba uosabiana przez jednakowo ubrane pokojówki i garderobiane oraz byłego wojskowego o srogim, nieprzeniknionym wyrazie twarzy (Timothy Spall). Uporczywe pukanie do drzwi i ciągłe ponaglanie na kolejny z wielu posiłków, zaszywanie zasłon, aby żaden fotoreporter nie mógł przypadkiem sfotografować przebierającej się księżnej, to codzienność Diany. Co gorsza – romans jej męża ma się świetnie, a w świątecznym prezencie dostaje ona te same perły, które otrzymała jego kochanka. Zdrada, brak prywatności, poczucie osaczenia i bycia nieustannie osądzaną skutkują kompulsywnym objadaniem się, częstymi wymiotami i samookaleczaniem.

To postać księżnej i jej stopniowo pogarszający się podczas trzydniowych świąt z Windsorami stan psychiczny są w centrum zainteresowania Larraína. Częste zbliżenia na twarz Kristen Stewart i rozmyte tło, przez które w czasie pierwszej kolacji nie widzimy nawet innych członków rodziny, intensyfikują emocje i wzmagają poczucie osamotnienia bohaterki. Ten zabieg pogłębia także mroczny, niepokojący i paranoiczny klimat filmu, który dzięki świetnej jazzowej muzyce Johnny’ego Greenwooda chwilami ogląda się jak thriller, swego rodzaju mroczną baśń. Mgliste otoczenie Sandringham House i znajdujący się nieopodal rozpadający się, zabity dechami dom Diany z dzieciństwa właściwsze byłyby zdecydowanie filmowi grozy niż dramatowi biograficznemu. Nie brakuje zresztą w filmie Larraína bardzo mocnych scen, w czasie których Diana zmaga się z paranoicznymi wizjami. Paralelą dla losów księżnej jest tutaj historia Anny Boleyn (Amy Manson) – kochanki, a potem żony Henryka VIII, zgładzonej przez niego, aby mógł cieszyć się następną.

Sama Stewart doskonale odnajduje się w przyjętej przez Larraína konwencji. Jej dotychczasowa aktorska maniera, która wielu mogła irytować, zaskakująco rozmywa się w świetnym występie w roli Diany. Dzięki charakteryzacji i świetnym kostiumom w stylu lat 90. Stewart nie tylko wygląda jak księżna, ale także chodzi i mówi jak ona. Lekko pochylona głowa, delikatny głos, nieśmiały uśmiech i łagodne spojrzenie zarezerwowane dla świata za drzwiami jej apartamentu, w którym niegdyś mieszkała królowa Wiktoria, zmieniają się w zasznurowane, drgające z wściekłości usta i pełne bólu spojrzenie wilgotnych od płaczu oczu. Księżna soczyście przeklina, wpada w szał, tnie się sekatorem, tańczy, beztrosko bawi z synami – Diana w kreacji Stewart i koncepcji Larraína jest ludzka, wielowymiarowa, odarta z legendy wspaniałej Lady Di.

Larraín opowiada znaną wszystkim historię w zupełnie nowy sposób. Unikając typowego biopicu, snuje raczej mroczną historię o pogubionej kobiecie, która próbuje poskładać siebie i swoje życie na nowo. Dzięki nadaniu tej znanej historii cech kina gatunkowego film zyskuje jednocześnie uniwersalny wymiar, a Spencer, jak sam tytuł sugeruje, jest opowieścią przede wszystkim o poszukiwaniu własnej tożsamości, stawaniu się sobą poprzez porzucenie trudnej przyszłości i zaakceptowanie jej zarazem, symbolizowane nie tylko przez powrót do panieńskiego nazwiska.

Michalina Peruga

Michalina Peruga

Filmoznawczyni, historyczka sztuki i miłośniczka współczesnego kina grozy i klasycznego kina hollywoodzkiego, w szczególności filmu noir i twórczości Alfreda Hitchcocka. W kinie uwielbia mieszanie gatunków, przełamywanie schematów oraz uważne przyglądanie się bohaterom.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA