Connect with us

Publicystyka filmowa

Ranking 5 NAJGORSZYCH ról JOHNNY’EGO DEPPA. Przebieranki to nie wszystko

W RANKINGU 5 NAJGORSZYCH RÓL JOHNNY’EGO DEPPA odkrywamy, jak przebrania mogą zniekształcić talent wielkiego aktora.

Published

on

Potwierdzono, że JOHNNY DEPP wyreżyseruje film. W obsadzie m.in. Al Pacino

Aktor najczęściej skrywa się przed nami za jakąś maską, którą nakłada na niego scenariusz. Czasem polega ona głównie na zmianie zachowania i charakteru, a czasem na całkowitej zmianie wyglądu, która niejednokrotnie tworzy nową osobowość. W tym drugim przypadku aktor musi uważać, żeby zbyt mocno nie zaufać charakteryzacji. Traci wtedy czujność. Zaczyna grać sztampowo, bo przecież wygląd załatwi wszystko. Johnny Depp często się przebiera, i chociaż jest dobrym aktorem ze wspaniałą karierą, czasem wpada w tę pułapkę maski. Tylko pozornie łatwo było wybrać pięć jego najgorszych ról.
Advertisement

Są wśród nich nie tylko surrealistyczne ekranowe przebrania, ale i filmy, w których reżyserzy nie wymagali od sławnego aktora wielkiego wysiłku.

Sweeney Todd, Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street (2007), reż. Tim Burton

Kilka elementów złożyło się na to, że rola Sweeney’ego Todda okazała się mało strawna. A wydawać by się mogło, że Tim Burton ma sposób na Deppa i potrafi wycisnąć z niego wszystko, co tylko można – zwłaszcza w scenerii, którą aktor lubi, czyli mrocznych, surrealistycznych przestrzeniach. W pewnym sensie w Demonicznym golibrodzie Burtonowi się to udało, a jednak wszystko, co Depp uzyskał, cała ta ciemność charakterologiczna prysła, gdy zaczął śpiewać, a raczej udawać, że śpiewa. Melorecytacja, którą uprawiał przez cały film, zbudowana na kompletnie nieskładnych liniach melodycznych, może doprowadzić do szału wrażliwe ucho.

Jest porównywalnie, a może nawet gorzej niż w La La Land – tam przynajmniej muzyka miała swój bardziej indywidualny sznyt. Przez tę formę musicalu Depp musiał starać się równoważyć Burtonowski surrealizm z operowymi zachowaniami przed kamerą. Stąd Sweeney, z natury (w scenariuszu) przerysowany jako postać, staje się groteskowy, bo wije się i śpiewa, udając niezbyt groźnego komedianta. Musical sprawił, że bohater przestał być autentyczny, nawet na ten swój hiperrealny sposób.

Advertisement
Szalony Kapelusznik, Alicja w Krainie Czarów (2010), reż. Tim Burton

Problem z Deppem i maskami występuje również i w tej produkcji Tima Burtona. Reżyser znów postawił na surrealizm, teatralny oniryzm oraz wizualizację dziecięcych fantazji.

Zrobił to oczywiście na swój autorski, wysmakowany sposób, nie uwzględniając jednak tego, że kręcił film na podstawie bardzo nierealistycznej książki. Lewis Caroll wzniósł się na prawdziwe wyżyny oniryzmu, oscylując wielokrotnie na granicy jego przyswajalności przez czytelnika. Burton wyszedł w wizualizacji filmowej poza te granice, czyniąc swój film miejscami tak formalnie odrealnionym i sztucznym, że w końcu stał się tworem bezemocjonalnym. Johnny Depp padł ofiarą tego podejścia. Przybrał maskę Szalonego Kapelusznika, a zapomniał o swojej aktorskiej osobowości, na którą tak wiele lat pracował. Mam takie wrażenie, że rzeczywistość, w którą wrzucił go Burton, odbiera mu dramatyczną osobowość.

Advertisement

Frank Tupelo, Turysta (2010), reż. Florian Henckel von Donnersmarck

Można powiedzieć, że Amerykanie tylko czyhają na jakiś dobry pomysł w kinie europejskim, żeby go po jakimś czasie zrimejkować. Czasem faktycznie im się udaje, czasem niestety nie. W przypadku Turysty w sumie wszystko jest znakomicie wykonane pod względem rzemiosła, a jednak całość nie wciąga. Sądzę, że to przez dwie główne role. Angelina Jolie dość mechanicznie udaje dwulicową, przez co trudno związać się z nią emocjonalnie. Ani się ją lubi, ani nienawidzi. Cała intryga więc okazuje się klapą, skoro nam widzom nie zależy. Z Deppem, co ciekawe, jest podobnie.

Nie wiem, kto kogo zaraził tym dystansem i bezpłciowością. Aktor wydaje się błądzić daleko myślami, jakby liczył, co sobie kupi za otrzymaną gażę. Odnoszę takie ogólne wrażenie, że Depp jako Frank Tupelo nie może do końca przejść tej klasycznej filmowej metamorfozy na zasadzie „od zera do bohatera”.

Advertisement
Mortdecai, Bezwstydny Mortdecai (2015), reż. David Koepp

Przebieranki to nie wszystko, a bycie ekscentrycznym nie wystarczy, żeby stworzyć komediową kreację. Gdy zakłada się maskę dziwności, nie można zapomnieć, kim się jest i co się kiedyś w aktorstwie osiągnęło. Bezwstydny Mortdecai jest dobrym przykładem owego postępującego upadku Deppa, który odcina kupony od niegdysiejszych ról.

Współcześnie zbyt mocno bazuje na dziwności i surrealizmie, a od siebie daje minimalnie, żeby tylko przejść do kolejnego filmu. Od strony widza czuje się to podejście. Powstaje więc dziwny twór – komedia, która nie jest w ogóle śmieszna, chociaż za wszelką cenę chce takową udawać. Depp wije się, skacze, szczerzy, robi miny. Im jednak mocniej się stara być pierwszoplanowym aktorem, tym bardziej wyprzedza go na przykład Paul Bettany. Poniżej, w Transcendencji, zobaczymy, że dla Deppa starcie z tym aktorem jest bolesną weryfikacją jego talentu.

Advertisement
Will Caster, Transcendencja (2014), reż. Wally Pfister

To, co niewątpliwie zostało dopracowane w Transcendencji, to zdjęcia oraz pomysł. Rozwinięcie historii w scenariuszu wydaje się natomiast o wiele słabsze, a im bardziej rozwija się fabuła, a produkcja zmierza ku końcowi, tym robi się bardziej przewidywalnie.

Miałem nadzieję, że Depp jako główny bohater będzie potrafił dać z siebie więcej, nawet gdy pierwszoplanowość jego kreacji nie przekłada się na fizyczną bytność na ekranie do samego końca filmu. Ujmując sprawę obiektywnie, rola Willa Castera nie należy do najwybitniejszych w porównaniu z wieloma innymi z portfolio aktora i wyraźnie ustępuje kreacjom Paula Bettany’ego i Cilliana Murphy’ego. Nie dano się Deppowi w Transcendencji odpowiednio rozwinąć. Podobnie zresztą i całemu filmowi. Transcendencja pozostała zbyt transcendentna, a powinna być transcendentalna w stosunku do gustów widzów.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *