Wywiad
ZAJRZYJ ZA KULISY PORNOBIZNESU. Wywiad z Tobym Heigh (część 2)
ZAJRZYJ ZA KULISY PORNOBIZNESU, gdzie Toby Heigh odkrywa sekrety produkcji i dystrybucji w świecie twardej pornografii. Fascynująca podróż!
W latach 2002-2009 Toby Heigh pracował dla jednego z największych producentów i dystrybutorów pornografii w Europie, który jako pierwszy dostał licencję na sprzedaż twardej pornografii w Wielkiej Brytanii. W trakcie swojej kariery zajmował się organizacją produkcji i dystrybucji zarówno pornografii głównego nurtu, jak i filmów dla fetyszystów. Dla film.org.pl opowiada o kulisach swojej pracy. Część pierwszą wywiadu można znaleźć tutaj.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tekście zostały wykonane przez Jo Broughton, która fotografowała puste scenografie zbudowane na potrzeby filmów pornograficznych po kolejnych dniach swojej pracy.
Grzegorz Fortuna: Skończyłeś pracę w momencie, w którym pornografia była już na dwa kliknięcia. Jak bardzo to zmieniło rynek płyt i kaset?
Toby Heigh: Skasowało masę firm. Ci, którzy nie byli na to przygotowani, musieli się zwijać. Ci, którzy mieli tyle oleju w głowie, żeby przerzucić się na zabawki erotyczne, jakoś przetrwali. Ale to był cios, walnięcie siekierą w sam środek stołu. Z naszej perspektywy cały proces trwał sekundę.
Czyli w okolicach 2007/2008 roku wszystkie firmy zajmujące się tradycyjną dystrybucją zakładały na gwałt serwisy internetowe?
Tak. Myśmy się za późno obudzili z pomysłem na serwis w Internecie. Zrobiliśmy stronę, ale było już za późno. Nasz pierwszy portal był w całości napisany w HTML-u ręcznie, więc żeby dodać jakieś produkty to była katorga. A serwis kosztował tak wielkie pieniądze, że to się w głowie nie mieściło.
Kto wtedy miał kasę i pomysł, żeby to rozkręcić, dziś ma majątek, a wiele firm poszło w zapomnienie. I działo się to BARDZO szybko, zamykaliśmy filie niemal od razu. Zostało mi pudło filmów z Brianą Banks i Jenną Jameson, więc przez dłuższy czas miałem ten sam prezent dla wszystkich znajomych na urodziny.
Proces był bardzo brutalny, nie było czasu przejściowego. Jak już wszedł Internet, to z solidnym jebnięciem.
Czyli przeobrażenia w pornografii są dużo szybsze i bardziej gwałtowne niż w zwykłej dystrybucji filmowej?
Tak. Dziś nowinką jest na przykład VR. Kiedy ja pomyślałem sobie, że fajnie by było, gdyby pornografia się za to zabrała, to PornHub już miał zakładkę o nazwie „VR”. Mało tego, rozwiązali to tak dobrze, że mogę sobie streamować film na okulary bez żadnego problemu. I oni sprawią, że ta technologia będzie tania. To nie gry czy inne nowinki doprowadzą do tego, że ta technologia będzie tania, tylko właśnie pornografia.
To ciekawe, bo w latach osiemdziesiątych to właśnie pornole doprowadziły ponoć do tego, że VHS wygrał z Betamaxem. Czy zgodziłbyś się za tym, że pornografia decyduje o kształcie rynku audiowizualnego?
Nie rozmawia się o tym, że pornografia rzeczywiście jest motorem napędowym technologii. Pokutuje takie przekonanie, że ludzie, którzy pracują w branży porno, to skończone głupki. Tymczasem poznałem masę zajebiście kumatych biznesmenów, od których nauczyłem się więcej o robieniu biznesu, niż pracując w „normalnej” firmie. W pornografii zawsze trzeba było być o krok do przodu. Właściwie to dzięki tej branży nauczyłem się pracować i myśleć. To jest niesamowite, bo nie napiszę tego przecież w CV, ale taka jest prawda. Dla Private to był priorytet przez wiele lat, żeby zawsze być przed konkurencją. To przecież oni wprowadzili porno do mainstreamu. Na pewno w komentarzach znajdzie się ktoś, kto się z tym wszystkim nie zgodzi, ale nic nie poradzę na to, że tak było.
Moja pierwsza rozmowa o pracę wyglądała tak, że byłem na imprezie w Londynie. Moja dziewczyna pracowała wtedy w branży jako księgowa. Podszedł do mnie jakiś koleś i spytał, czy lubię pornosy. Odparłem, że jeśli zaraz zaproponuje, że wsadzi mi w kiblu palec w tyłek, to nie, nie lubię. A on na to, że nie o to chodzi, że szuka kogoś, kto by im ogarniał magazyn, a słyszał, że chwilowo nie mam roboty. Nie czułem dzięki temu, że idę do korpo. Tyrałem tam potem jak osioł, ale mieliśmy też masę luzu. To było takie trochę korpo, ale na koleżeńskich zasadach.
No dobra, a skąd się bierze moda na nowe gatunki?
Z głów ludzi, którzy pracują w pornobiznesie. Jeśli wymyśliliśmy sobie, że zrobimy film – to był akurat Uranus Experiment – w którym będzie scena wytrysku w stanie nieważkości, to to był niby tylko kretyński pomysł moich kolegów, ale takie pomysły często wprowadzano w życie. Jeszcze przed erą Internetu ta firma zarabiała tyle pieniędzy, że nie trzeba było się zastanawiać, trzeba było kręcić filmy.
Czyli sytuacja była trochę paradoksalna? Z jednej strony możesz sprzedać najdziwniejszy pomysł, z drugiej – musisz myśleć o krok do przodu.
Tak. Weźmy sukces Głębokiego gardła. Przecież to jest kretyński film – opowiada o kobiecie, która ma łechtaczkę w gardle. Ale trafił na odpowiednie czasy – wystarczyło, że ktoś miał kamerę i był po studiach filmowych, a mógł zarobić kupę kasy na pornolach. Takie Private miało natomiast już konkretną strategię – może realizowaliśmy głupie pomysły, ale były to pomysły dobrze przegadane. Nie chodziło tylko o zrobienie czegoś głupiego, ale o zastanowienie się, czy jak zrobimy coś głupiego, to czy to się sprzeda.
Skoro to Private wprowadziło profesjonalizm, to czy filmy z lat osiemdziesiątych – na przykład popularne w Polsce pornole z Teresą Orlovsky – uważasz na prowizorkę?
W skali niemieckiej to nie była prowizorka, ale dopiero Private wprowadziło coś takiego, że masz tylko zrobione dziewczyny, umięśnionych kolesi, seks na wielkim, wynajętym jachcie itd. Jak by ci to powiedzieć… Private wprowadziło jakość, dzięki której ludzie spoza branży porno zaczęli otwarcie rozmawiać o pornografii. Dzięki temu erotyczny świat wszedł do mainstreamu. Popatrz na Sashę Grey – mnie zawsze będzie śmieszyło to, że ona jest teraz uznawana za myślicielkę, bo napisała książkę i zagrała u Soderbergha. Ale ona jest gwiazdą, mimo że pochodzi z branży porno. Ludzie o niej normalnie rozmawiają.
Ok, muszę ci zadać to pytanie – jak wyglądają castingi do filmów porno?
To było bardzo proste, przynajmniej na rynku brytyjskim. Myśmy znali te dziewczyny. Co prawda bywało też tak, że ktoś nam wysyłał jakąś propozycję. Raz jakiś pan oferował, że on i jego żona zagrają w filmie porno – ona miałaby siedzieć na fotelu i palić papierosa, wynajęta para uprawiałaby seks, a autor listu wcielałby się w rolę producenta i jeszcze dostawał za to pieniądze. Ale to była oczywiście absurdalna propozycja.
Mieliśmy swoje dziewczyny, które zatrudnialiśmy do filmów, mieliśmy też bazę danych aktorek. Wiedzieliśmy, co potrafią zrobić, na co się zgodzą, a na co nie. Bardzo często zarzutem względem pornografii jest to, że tam jest przemoc, że dziewczyny są do czegoś zmuszane. Ja nigdy nie zmusiłem dziewczyny nawet do tego, żeby przyszła punktualnie do roboty. Podpisywaliśmy kontrakt, w którym było jasno napisane, co dana aktorka ma zrobić przed kamerą. Nie było tak, że ktoś jej niechcący wsadził penisa w tyłek piętnaście razy z rzędu.
Wszystko zasadza się na wcześniejszej umowie. Gdybym ci teraz sprzedał liścia w pysk, to byśmy się pokłócili, ale gdybyś powiedział, żeby ci przywalić, to mógłbym ci jebnąć. Jeśli się na coś umówimy, to to jest ok – i w firmie było tak samo.
Bo częsty zarzut wobec pornografii brzmi tak – że bierzecie osiemnastolatki, które podpisują umowy bez czytania, a które potem mają traumę związaną z tym, co się wydarzyło na planie.
Poważna firma by sobie na coś takiego nie pozwoliła. To jest przemoc i tak się nie robi.
Pamiętam casting do tej serii, w której to dziewczyny wybierały partnerów. Przyszedł koleś, robię z nim typowy wywiad przed kamerą. W pewnym momencie mówię mu, że jeśli chce grać w pornosach, to niech się teraz rozbierze i niech mu stanie. Koleś zrobił wielkie oczy i mówi: „Ale jak to?! Ja mam żonę i dzieci!”. Odpowiadam, że mnie to nie obchodzi, bo przyszedł przecież na casting do filmu porno, i mówię mu: „Jak pan sobie to wyobraża? Jeśli teraz nie potrafi pan osiągnąć erekcji, to jak pan to zrobi na planie w otoczeniu całej ekipy filmowej?”. Stwierdził wtedy, że on się tego nie spodziewał, ale słyszał, że jest dobra stawka, więc przyszedł na casting, nie myśląc zupełnie o tym, z czym to się wiąże.
Gość prawie się rozpłakał, a potem przeszedł do kontrataku i stwierdził, że powinien dostać dniówkę, bo zmarnował swój czas. Skończyło się na tym, że dostał funta dwadzieścia na bilet i solidnego kopa w dupę.
Jeśli chodzi o profesjonalne castingi, to większość dziewczyn w Private była z Węgier, Czech, Słowacji itd. Jeździliśmy tam i na castingach dobieraliśmy sobie dziewczyny. Zresztą masz te filmy, które są niby filmami z castingów. To wyglądało w sumie podobnie. Zresztą z tym się wiąże śmieszna historia – był taki koleś, który miał się zajmować dziewczynami przychodzącymi na przesłuchania i okazało się, że wykorzystywał tę sytuację do swoich celów. Wpadł, jak na nagraniach z seksem oralnym zauważyliśmy, że zawsze ręka z tym samym zegarkiem podaje pindola. Koleś dostał solidną reprymendę, powiedzieliśmy mu, że jeśli przychodzi do pracy, żeby sobie poruchać, to nie u nas.
Zasadniczo jeśli pracujesz w tej branży, to wiesz, kogo potrzebujesz do filmu. Ja wiem na przykład, że potrzebuję dziewczynę z dużym sztucznym biustem albo brunetkę. W pornograficznym mainstreamie to było wszystko bardzo poukładane – szukasz osoby, która jest w stanie zrobić konkretną rzecz i tę osobę po prostu zatrudniasz.
Problem pojawiał się tylko przy filmach bardziej specyficznych. Mieliśmy taki pomysł, żeby zrobić pornoparodię Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków – miało być siedmiu karłów i jedna otyła czarnoskóra kobieta. Ale pojawił się problem, gdzie szukać karłów do filmów porno. Ktoś mi w końcu podrzucił link do agencji, która reprezentowała takich aktorów. Okazało się, że to w większości starzy kolesie, a 95% z nich grało, kurwa, Ewoki w Gwiezdnych wojnach!
Film ostatecznie nie powstał. Ja znałem tylko jedną karlicę, Brigitte The Midget, ale ona była kompletnie szalona, nie dało się z nią współpracować. Tak to jest w tym biznesie, że im coś jest bardziej niespotykane, tym trudniej to zrobić, ale potem taki film można sprzedawać drożej niż zwykły. Teraz jest trochę prościej, ale kiedyś było tak, że jeśli wymyśliłeś sobie coś bardzo skomplikowanego, to miałeś problem, żeby znaleźć do tego aktorów.
No dobra, ale media usilnie przekonują, że życie gwiazd porno, szczególnie tych młodych, to płacz, narkotyki i zgrzytanie zębów. Jakiś czas temu pojawił się film Netflixa, Hot Girls Wanted, o nastolatkach, które wchodzą do branży za pośrednictwem serwisu ogłoszeniowego i odkrywają, że praca w porno to nie tylko 800 dolarów dziennie, ale też różnego rodzaju nieprzyjemne konsekwencje. Czy to rzeczywiście jest wyniszczająca robota, która często wiąże się z zerwaniem więzi rodzinnych i uzależnieniami, czy większość tych dziewczyn wraca po prostu po pracy do domów i idzie z chłopakiem do kina?
Nie można być normalnym, jeśli decydujesz się na taką pracę, Wydaje mi się, że pornografia rzeczywiście jest dla tych osób szkodliwa. Jeśli jesteś dziewiętnastoletnią dziewczyną, to zwykle mądrości masz tyle, co przeciętna dziewiętnastoletnia dziewczyna, czyli niewiele. Jeśli jesteś inteligentną dziewiętnastolatką, to przede wszystkim nie jesteś w pornografii. Może to zabrzmi niezbyt dobrze, ale większość aktorek i aktorów, których poznałem, to nie byli tytani intelektu. Nie dziwiło mnie, jeśli wpadali w narkotyki i dziwne towarzystwo.
W przypadku Private mówimy o bardzo profesjonalnej wytwórni. Ale jeśli trafiałeś do jakiejś małej firmy, na jakiegoś zwyrodnialca czy kokainistę, to nie było już tak przyjemnie. Opowiadałem ci zresztą o dziewczynie, która straciła ciążę i wpadła w głęboką depresję. Zgadzam się, że pornografia zmienia życie na gorsze. Sam jestem trochę wypaczony przez pornografię, jeśli chodzi o moje postrzeganie seksu. Widziałem takie rzeczy, że nic mnie już nie zaskoczy. To zmienia psychikę, nie da się po tym wrócić do domu, do chłopaka i na pytanie „jak było w pracy” odpowiadać „no spoko, ale boli mnie pupa”. Trzeba sobie nie radzić w życiu, żeby w bardzo młodym wieku wybrać pornografię.
Inna sprawa, że w trakcie mojej pracy nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś kogoś do czegoś zmuszał, żeby ktoś komuś dawał narkotyki czy stosował jakąś przemoc.
Chodziło mi nie tyle o przymuszanie do narkotyków, co o to, że one bywają skutkiem depresji, niskiej samooceny związanej z pracą w tym biznesie itd.
To się zdarza, jasne. Wiesz, przysłowie „z kim przestajesz, takim się stajesz” jest jak najbardziej prawdziwe. Jeżeli jesteś młody, masz bardzo podatny umysł, to to się raczej źle skończy dla ciebie. Jak masz 19 lat, to wydaje ci się, że wiesz wszystko, a potem życie bardzo szybko to weryfikuje. Inna sprawa, że jeśli trafisz na pojebanego szefa w korporacji, który będzie uprawiał regularny mobbing, to może się to dla ciebie skończyć dokładnie tak samo.
W pornografii trzeba się liczyć z tym, że jeśli nie oddzielisz grubą kreską życia zawodowego od prywatnego, to prędzej czy później się na tym przejedziesz. Ta branża mimo wszystko przyciąga psychopatów, przyciąga ludzi, którzy chcą się dorobić, przyciąga też osoby, które myślą „a, porucham sobie, nikt mnie przecież nie znajdzie”. Oczywiście, że znajdzie.
Miałem taką sytuację, jak już pracowałem w Internecie. Kupiliśmy zdjęcia stockowe modelki erotycznej i opublikowaliśmy je. Dostałem potem maila od dziewczyny, która groziła nam sądem i mówiła, że ktoś dokleił jej głowę do nagiego ciała innej kobiety. Porozmawiałem z nią sobie na spokojnie i okazało się, że to była jednak ona, że przez jakiś czas mieszkała w Anglii, a zdjęcia były błędem młodości. Ostatecznie zgodziłem się je usunąć. Ci młodzi ludzie często nie zdają sobie sprawy z długofalowych konsekwencji swoich działań.
Jak wyglądają stawki w branży porno?
Teraz? Nie mam pojęcia. Ale zasada jest taka, że dziewczyny zarabiają więcej niż chłopcy. W moich czasach dla dziewczyn to było około 500-600 funtów za dzień zdjęciowy, a dla facetów 200-300 funtów.
Pamiętam, że w pewnym momencie wyszła śmieszna sprawa – okazało się, że większość facetów grających w filmach gejowskich to tak naprawdę osoby heteroseksualne. Był nawet artykuł w Internecie o kolesiu, który grał w filmach gejowskich i prosił swoją dziewczynę, żeby go nauczyła, jak dobrze robić loda. Chodziło o to, że w filmach gejowskich więcej zarabiał. Zresztą zasada była taka, że im bardziej jesteś elastyczny moralnie i im więcej zrobisz, tym wyższą stawkę dostajesz.
Kto pracuje na planie poza aktorami?
Dokładnie te same osoby, które pracują na planie zwykłego filmu – z tą różnicą, że scenariusz to zwykle (szczególnie w przypadku filmów typu gonzo) po prostu rozpiska kolejności pozycji, więc masz wstęp, seks oralny, potem od tyłu, cowgirl itd. No ale scenariusz to mocne słowo w tym kontekście. Zasadniczo jeśli aktorzy dobrze się dogadują na planie, to się im po prostu nie przerywa, ale jeśli nie wiedzą, co robić, to dobrze jest mieć taką rozpiskę.
Zadałem mojej ówczesnej szefowej pytanie, skąd ona właściwie wie, że dany film porno jest dobry. Spytała mnie, czy miałem kiedyś nieudany seks. Odpowiedziałem, że tak, a ona wtedy pyta, czy chciałbym to oglądać na ekranie. To zabrzmi pewnie śmiesznie, ale między aktorami porno jakaś chemia też musi być – to widać, jak im jest dobrze w łóżku.
Mieliśmy na przykład taką aktorkę, która była wcześniej modelką i miss jakiegoś państwa, chyba Bułgarii. Jest przepiękna, no po prostu śliczna, ale podczas seksu zachowuje się jak drewniana lalka. Nigdy nie widziałem tak znudzonego wyrazu twarzy.
A ile trwał wasz przeciętny film?
Zazwyczaj w ramach jednego DVD łączyliśmy cztery sceny trwające po 35-40 minut. Każda scena była na płycie osobnym rozdziałem i jeśli to była na przykład składanka Gorące nastolatki 15, to w każdej z nich miałeś inną nastolatkę.
Rozumiem, że każda scena to jeden dzień zdjęciowy?
Zależy. Jeśli wszystko się dobrze układało, to w trakcie jednego dnia dawało się przygotować nawet kilka godzin materiału, który potem można było pociąć i wykorzystywać w innych składankach. Czasami bardziej opłacało się kupić jakiś materiał niż go kręcić. Jeśli mieliśmy serię, na przykład Killer Pussy, które przedstawiało mainstreamowy, klasyczny seks, to w ramach tej serii mogliśmy sprzedawać zupełnie różne materiały kupione z różnych źródeł.
Były zresztą firmy oferujące taką „surówkę”, z której można było później robić składanki. Dostawaliśmy też zresztą zapytania od ludzi – ktoś pisał, że nakręcił tyle i tyle materiału, i pytał, czy nie chcielibyśmy tego kupić. Tak zresztą poznaliśmy jednego reżysera, który robił bardzo fajne rzeczy, i nakręciliśmy z nim parę filmów. Różnie to bywało, ale akurat Private zwykle było też stać na kręcenie pełnych metraży – ileś dziewczyn jechało na plan, ileś występowało, były dekoracje itd.
Czyli najprostszy podział w branży porno byłby na te wysokobudżetowe filmy z budżetem i fabułą i składanki, o których mówiłeś?
Dokładnie, przy czym te składanki obracały się zwykle wokół jakiegoś tematu. Jeśli w tytule było słowo „anal”, to nie było trudno zgadnąć, co można będzie znaleźć w materiałach na płycie. Jeśli składanka miała tytuł Big Bazookas, to wiadomo było, że dziewczyn z naturalnym biustem w niej nie znajdziesz. Proste i logiczne.
Jeśli robiliśmy dużą produkcję, to oczywiście pakowaliśmy w to kupę pieniędzy. Jak kupowaliśmy jakąś „surówkę”, to ona była oczywiście relatywnie tania, bo nie musieliśmy płacić reżyserowi, operatorowi itd. Coś jak w bankach zdjęć i tego typu bazach.
Taki stock?
O, dobre określenie – stockowe materiały wideo.
A jak reklamowaliście te duże produkcje?
Zazwyczaj robiliśmy bardzo przemyślane kampanie – plakaty, standy reklamowe rozstawiane w sex shopach itd. Dokładnie jak w wypożyczalniach kaset wideo. Każdy niby trochę obśmieje takie produkcje jak porno wersja Gwiezdnych wojen czy porno o Kleopatrze, ale potem duża część osób te filmy obejrzy.
Ciekawi mnie jeszcze jedna kwestia – ile trwa kariera przeciętnej aktorki porno? Często mówi się o tym, że po kilku latach nikt ich nie chce zatrudniać.
To zależy. Jeżeli to jest dziewczyna na kontrakt, przypisana do jednej wytwórni, to w roku może zrobić kilkadziesiąt filmów. Ale jeśli jest freelancerką, w dodatku obrotną, i jest na nią wzięcie, to może nakręcić nawet 100-200 filmów rocznie.
Czyli wytwórnie podpisywały z aktorkami i aktorami licencje na wyłączność?
Często tak. Pamiętaj, że jeśli dziewczyna zrobi się sławna, to firma może się pochwalić, że z nią pracuje. Często w kontrakcie jest klauzula, że dana aktorka nie może występować u konkurencji, trochę jak w Hollywood lat pięćdziesiątych. Z drugiej strony są oczywiście freelancerzy, ale jeśli chcesz być sławny, powinieneś sobie załatwić kontrakt z jedną wytwórnią.
No dobra, ale na planie filmu hollywoodzkiego raczej nie dostaniesz kiły. Jak przemysł radzi sobie z chorobami wenerycznymi? I czy mieliście sytuację, że ktoś coś złapał?
Mnie się ogólnie nigdy nie podobało to, że w filmach nie używa się prezerwatyw.
W Kalifornii przeforsowano ostatnio nawet prawo, które zabrania kręcić filmy porno bez gumek.
To prawda. AIDS to nie jest zabawa. Niby wszyscy badają się co miesiąc, ale wyniki można sfałszować, a nikt tego potem nie sprawdzi. Osobiście wiem o jednej sytuacji z epidemią, ale nie pamiętam dokładnie, o jaką chorobę chodziło. W każdym razie w biurze mojego znajomego zawisła na ścianie wielka tablica korkowa, która wyglądała trochę jak z serialu detektywistycznego – z przyklejonym zdjęciem głównego podejrzanego i listą osób, z którymi podejrzany uprawiał ostatnio seks. Produkcję ostatecznie zamknięto na rok, a jeden z aktorów stracił oko z powodu choroby.
Nie trzeba być wielkim myślicielem, żeby wiedzieć, że seks bez zabezpieczeń z wieloma partnerami to rzecz niebezpieczna. W filmach, które myśmy produkowali, bezpieczeństwo zawsze było priorytetem, bo nie można narażać pracowników na choroby.
Czyli kręciliście tylko filmy z prezerwatywami?
Nie, ale mieliśmy bardzo ścisły nadzór nad tym, kto się bada, jak się bada, czy nie oszukuje itd. Uważam, że niedopilnowanie tego byłoby po prostu złe wobec ludzi, z którymi się pracuje.
Przejdźmy do nieco lżejszego tematu – jaki był najdziwniejszy film, jaki nakręciliście?
Był taki film, do którego prawa kupiliśmy, nazywał się Fucking Unbelievable.
Brzmi dobrze!
Tylko z tytułu. Była tam na przykład scena seksu z hermafrodytą, scena seksu z karlicą itd., ale była też scena seksu z dziewięćdziesięciodwuletnią kobietą. Najgorsze było jednak to, że w dodatkach do filmu znalazła się scena, w której ta kobieta już po seksie siedzi na łóżku i zaczyna płakać, po czym mówi, że to był jej pierwszy raz od 1942 roku, kiedy kochała się ze swoim mężem na dzień przed tym, jak on poszedł na wojnę.
Nie wiem, dlaczego wytwórnia zostawiła tę scenę, ale wtedy chyba po raz pierwszy zobaczyłem aspekt ludzki w filmie. To była kompletna amatorka, wydawała się mówić w stu procentach szczerze. Wyobraź sobie zresztą, że ostatni raz uprawiałeś seks 70 lat temu i że to jedyne wspomnienie łączące cię z mężem, który nigdy nie wrócił z wojny. Było to strasznie smutne, ale też w jakiś sposób przewrotne, że dopiero występ w porąbanym filmie porno pozwolił jej przypomnieć sobie to uczucie.
Fajnym dziwnym filmem był natomiast Uranus Experiment, ten z wytryskiem w stanie nieważkości. Fabuła była idiotyczna – kosmonauci amerykańscy i rosyjscy spotykają się na orbicie, dochodzi do wielkiego połączenia ciał i nagle widzisz, jak przed kamerą leci Blob Zabójca z czyjegoś nasienia.
Z dziwnych rzeczy to widziałem okładki japońskich filmów, na których małe żywe węgorzyki wychodziły z pochwy czy z odbytu kobiety. Ale japońskie porno to materiał na osobny wywiad, przy którym należałoby wypić co najmniej trzy czwarte dobrej wódki. O tym się na trzeźwo nie da rozmawiać.
A jak wygląda świat porno w Polsce? Czy to w ogóle istnieje?
Istnieje. Już lata temu wiedziałem, że funkcjonują takie wytwórnie jak Pink Press, ale nigdy z nimi nie współpracowałem. Mieliśmy jedną próbę kontaktu, ale ci państwo okazali się tak nieprofesjonalni, że ostatecznie do niczego nie doszło. Chociaż powiem szczerze, że chętnie przybiłbym piątkę osobom odpowiedzialnym za serię Podrywacze – to było zabawne, bazowało na nieudolnym seksie wydziaranych kolesi w skarpetkach z niezbyt lotnymi dziewczynami. Ta seria była głupia, bazowała na takim polskim dowcipie, że chłopak spotyka dziewczynę w lesie na grzybach albo uprawia z nią seks w maluchu (naprawdę szacun za tę scenę!), ale weszła do kultury masowej, dużo się o niej mówiło. Jak się słyszało kwestie typu „niezły maślaczek mi się trafił”, to można było się popłakać ze śmiechu. Widziałem kilka innych polskich produkcji, ale nigdy nie leżały w kręgu moich zainteresowań.
Dzisiaj mamy modę na „romantyczne” filmy porno – z naturalnymi dziewczynami, seksem prawdziwych par itd. Myślisz, że to nowa droga dla branży czy raczej chwilowy trend?
Uważam, że to chwilowa moda. Wiesz, to jest fajne, są ładne zdjęcia, ładne dziewczyny, ale to dla mnie tylko kolejna nisza „eleganckiej” pornografii. Podoba mi się natomiast, że okładki nie są siermiężne, a tytuły nie brzmią jak hasła z okładek chamskiego porno (do końca życia zostanie mi w głowie tytuł jakiegoś tandetnego niemieckiego pornola: Doppelanal in Spermakanal). Z drugiej strony – podawałem ci przykłady wyników badań, które kiedyś uzyskaliśmy, choć nikt z nas się takich rezultatów nie spodziewał. Mogę mówić, co myślę, ale potem się okaże, że moja teoria weźmie w łeb.
Ok, ale sam mówiłeś, że cheerleaderka z Japonii to tylko fantazja, a u sąsiadki czy koleżanki ze studiów masz jednak jakieś szanse. A te filmy przecież bazują właśnie na tym aspekcie prawdopodobieństwa zrealizowania jakieś fantazji.
Racja, zresztą te filmy nieco rozbijają to stygmatyzujące przekonanie, że jak oglądasz pornografię, to musisz być nienormalny. Pokazują poniekąd piękno seksu, widać namiętność między aktorami. Ale nie chciałbym prorokować, czy ta nisza będzie w przyszłości bardziej istotna, bo się znowu pomylę.
No dobra, to ostatnie pytanie – dlaczego przestałeś pracować w tym biznesie?
Nie przestałem pracować w pornografii od razu. Jak wróciłem do Polski, pracowałem w dziale z erotyką dużej firmy internetowej. Dopiero później przestałem się tym zajmować.
Mój rozwój zawodowy zawsze był mocno związany z technologią. Wyszedłem z pornografii, ale zostałem przy technologii. Do dzisiaj obserwuję, jak pornografia wykorzystuje nowinki technologiczne, bo wiem, że mogę się z tego czegoś nauczyć. Ale porno nigdy mnie nie zaczęło obrzydzać, nigdy mnie nie znudziło. Po mnie to spływa. Mogę słuchać dźwięków rypania się przez dziesięć godzin dziennie, chociaż jest to oczywiście męczące.
Ale czy praca w pornografii wpłynęła na moje życie intymne? Pewnie głupio to zabrzmi, ale parę rzeczy z filmów podłapałem. Jestem w takim wieku, że dopiero od kilku lat wiem, co to jest seks. Jak jesteś młodym chłopakiem, to jesteś zdziwiony, że w ogóle masz seks.
Mam masę przyjaciół, którzy ciągle pracują w tej branży, nie uważam, że pornografia zryła mi banię. Chociaż przyznam szczerze, że jak raz sobie podliczyłem, że w ciągu roku obejrzałem około 1200 filmów porno, to trochę mnie zmroziło. Gdybym przeczytał 1200 książek, na pewno byłoby dla mnie lepiej.
Wielkie dzięki za rozmowę!
Dzięki!
