Artykuł

CHARLES MANSON i jego ZBRODNIE. Fakty, które musisz poznać przed PEWNEGO RAZU… W HOLLYWOOD

Autor: Katarzyna Kebernik
opublikowano

Jeśli prawdą jest, że jego największym życiowym marzeniem była sława, to niestety – życzenie się spełniło. Jeśli w którymś z najniższych kręgów piekła ma wgląd w wydarzenia na Ziemi, to niestety – pewnie zaśmiewa się teraz w głos. Charles Manson to postać, o której popkultura nie potrafi zapomnieć. W sierpniu 2019 roku zobaczymy aż dwie głośne produkcje, które powrócą do sprawy morderstw sprzed pół wieku: drugi sezon Mindhuntera oraz Pewnego razu… w Hollywood. W obu tytułach Mansona zagra Damon Herriman. O ile jednak serial Netflixa z pewnością rzetelnie przedstawi fakty, to trudno powiedzieć, jak całą historię potraktuje Tarantino. Zanim zapoznamy się z szaloną wizją reżysera, warto odpowiedzieć sobie na pytanie: kim naprawdę był Charles Manson i dlaczego do dzisiaj pozostaje jednym z najbardziej znienawidzonych zbrodniarzy Ameryki?

Portret potwora

Podobno kiedy miał 2 czy 3 latka, jego mama próbowała sprzedać go za piwo przypadkowo spotkanemu mężczyźnie. Facet zgodził się, myśląc, że to żart, ale kiedy kobieta niespodziewanie ulotniła się z baru, zostawiając mu małego Charliego, sytuacja przestała być tak zabawna. Manson raz twierdził, że mężczyzna pomógł mu odnaleźć matkę; innym razem utrzymywał, że szukał jej na własną rękę, włócząc się przez kilka dni po mieście. Obojętnie, czy ta historia jest prawdziwa czy nie – a założyciel sekty Rodzina bardzo lubił koloryzować – jedna sprawa nie ulega wątpliwości. Manson naprawdę miał ciężkie dzieciństwo, co oczywiście nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla jego późniejszych poczynań.

Damon Herriman jako Charles Manson w serialu Mindhunter

Urodził się 12 listopada 1934 roku jako nieślubne dziecko 16-letniej Kathleen Maddox i przypadkowego, niepłacącego alimentów ojca. Manson twierdził, że jego matka była prostytutką, co nigdy nie zostało potwierdzone. Prawdą jest, że po nieudanym napadzie wylądowała za kratkami, a Charliem zajmowali się głęboko wierzący, surowi dziadkowie. Manson był krnąbrnym dzieckiem, odmawiał chodzenia do szkoły, kradł i już w wieku 9 lat wylądował w poprawczaku. Przejawiał tak buntowniczą postawę względem edukacji, że nigdy nie ukończył podstawówki. Przewinął się przez szereg instytucji wychowawczych, w których – według jego słów – był bity i gwałcony przez innych młodocianych przestępców, traktujących małego i chudego Charliego jak popychadło (Manson mierzył zaledwie 157 cm). Niechciany i pełen gniewu, wielokrotnie uciekał zarówno z domu, jak i z kolejnych poprawczaków. Jako dorosły utrzymywał się przede wszystkim z sutenerstwa. Od starszych alfonsów uczył się werbowania kobiet, żerowania na kompleksach, uzależniania od siebie – dość powiedzieć, że tych samych technik używał później przy wciąganiu ludzi do swojej sekty.

Większość dorosłego życia Manson spędził w więzieniu. Siedział za sutenerstwo, kradzież samochodu, podwędzanie drobnych rzeczy ze sklepu. Stopniowo narastały w nim poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, a także nienawiść do społeczeństwa i systemu. W więzieniu nauczył się jednak wielu rzeczy, które niestety okazały się mu przydatne, m.in. udoskonalił swoje zdolności manipulacyjne, poznał zasady rządzące hierarchiczną grupą. Kolega z celi pokazał mu, jak się gra na gitarze; i tak Manson odkrył w sobie ogromną pasję do muzyki. Pomimo braku szczególnego talentu wierzył, że uda mu się zrobić wielką karierę i spełnić swoje największe marzenie, czyli zostać gwiazdą. Jak wiemy, to nie muzyka stała się powodem jego sławy, ale dzięki grze na gitarze i pisanym przez siebie piosenkom docierał do młodych, naiwnych hippisek. Wiele z jego wyznawczyń przyznawało, że zakochało się w nim, ponieważ „tak pięknie śpiewał”. Odkąd w 1967 roku jako 33-latek Manson opuścił mury więzienia po odsiedzeniu siedmioletniego wyroku za sutenerstwo, bezskutecznie próbował rozkręcić muzyczną karierę. Nie udało się – mimo uporu, pewności siebie, znajomości z perkusistą The Beach Boys, stręczenia swoich dziewczyn facetom z branży – co tylko wzmogło jego frustrację i paranoidalne myśli typu: „cały świat jest zły i nastawiony przeciwko mnie”.

tarantino

Damon Herriman jako Charles Manson w Pewnego razu… w Hollywood

Przede wszystkim jednak po wyjściu z więzienia zaczął kreować się na guru i gromadzić wokół siebie ludzi na tyle samotnych, zaćpanych lub naiwnych, by chcieli za nim podążać. Mniej więcej dwudziestoosoba banda wędrowała po różnych zakątkach Kalifornii, aż w końcu, w 1968 roku, Manson razem ze swoimi wyznawcami zamieszkał na położonym pod Los Angeles ranczu Spahn, gdzie kiedyś kręcono m.in. Bonanzę. To tam ostatecznie osiadła Rodzina (The Family). Choć sekta ta stała się symbolem hippisowskiej degrengolady i upadku epoki dzieci kwiatów, to sam Manson nie miał o dziwo lewicowych poglądów. Był typowym gościem z Południa, niedouczonym i nienawidzącym czarnych, który postanowił wykorzystać modę na tajemne ugrupowania do własnych celów, czyli do wygodnego życia kosztem grupy naiwniaków oraz do karmienia swojej manii wielkości. Komuny powstawały w tamtych latach masowo, a Manson po prostu wyczuł koniunkturę. Kobiety – bo to w nich się specjalizował – oddawały mu wszystkie swoje oszczędności, pogrążały się w długach. Manson nauczał swoich wyznawców m.in. tego, że w piosence Beatlesów Helter Skelter zawarta jest przepowiednia końca świata, mającego polegać na tym, że czarni zaczną mordować białych. Oczywiście przeżyją tylko ci, którzy będą się trzymać blisko niego; przeczekają apokalipsę pod ziemią, a po wszystkim przejmą władzę nad światem.

Mimo bycia analfabetą (!) Manson miał całkiem wysokie IQ, według psychologów był też typowym psychopatą – posiadał więc wszystko, co potrzebne, by manipulować ludźmi. Wywiady z Mansonem, które można obejrzeć na YouTubie, ukazują przećpanego mężczyznę o intensywnym spojrzeniu i ze swastyką między brwiami, często gubiącego tok wypowiedzi i bełkocącego kawałki w stylu: „jestem przerażoną piętnastoletnią dziewczyną, która właśnie uciekła z domu”. Widzę w nim starego degenerata, rzucającego pretensjonalnymi, pseudonatchnionymi tekstami, ale nie mogę odmówić mu charyzmy i żaru. Jestem w stanie uwierzyć, że jego demoniczny urok mógł mocno zadziałać na osoby słabe, pogubione, nieposiadające silnych wzorców, wykolejone. Na takich ludziach żerował, kierując się wypracowaną jeszcze za sutenerskich czasów zasadą, by na prostytutki wybierać dziewczyny z deficytem inteligencji, samooceny lub zdrowej relacji z ojcem. Tak też traktował swoich wyznawców: jak dziwki.

Ostatnio dodane