Publicystyka filmowa
ZAPOMNIANE filmy SENSACYJNE lat 2000
XXI wiek przyniósł wiele zmian zarówno w kinie akcji, jak i kinie sensacyjnym.
Tekst pierwotnie opublikowany 31.05.2023
XXI wiek przyniósł wiele zmian zarówno w kinie akcji, jak i kinie sensacyjnym. Znacznie ulepszono wszelkiego rodzaju strzelaniny dzięki efektom cyfrowym – oczywiście nie we wszystkich przypadkach. Kolosalne znaczenie zawsze ma przecież budżet. Co do treści, ten rodzaj kina, zwykle trzymający się z daleka od ideologicznych dyskusji, stał się bardziej zaangażowany w przemiany społeczne. Celowo rozgraniczam kino sensacyjne od kina akcji, bo to zestawienie dotyczy tego drugiego. Film sensacyjny nie jest tak przepełniony akcją w postaci walk, pościgów i wybuchów jak typowy akcyjniak, w którym strzelaniny służą wyłącznie rozrywce i dominują nad treścią.
Poniższe 10 pozycji zapewnia wystarczająco emocjonującą rozrywkę, mimo że mieści się raczej w gatunku sensacyjnym niż w typowym kinie akcji. No może wyjątek zrobiłbym dla Na własną rękę i Tylko strzelaj. Za rzadko jednak się te tytuły wspomina.
„Na własną rękę”, 2002, reż. Andrew Davis
Arnold Schwarzenegger sprawdzał się zawsze w kinie typu „sam przeciw wszystkim złym”. Był jednak znany z tego typu produkcji najbardziej w latach 80. Potem jego gwiazda przygasła, a widzowie jakby przestali od niego oczekiwać, że wyjdzie z pudełek z napisami „Predator”, „Terminator” i „Commando”. Wyszedł z nich wiele razy, chociażby w Prawdziwych kłamstwach, ale to były jeszcze lata 90.
W XXI wieku również nie odpuścił, ale jego role w Na własną rękę czy np. w Sabotażu pozostały właściwie niezauważone. Co to jest 13 czy 16 tysięcy ocen, jak Terminator ma ich 250 tysięcy, a taki Gliniarz w przedszkolu ponad 40 tysięcy. Tak naprawdę przecież Na własną rękę aż tak jakościowo się od wszystkich tu wymienionych tytułów nie różni. To solidne kino z przesłaniem, z trudnym psychologicznie bohaterem, którego dobrze zagrał Schwarzenegger – o dziwo przy swoich zdolnościach aktorskich. W XXI wieku widać, że się jako aktor dobrze oszlifował.
„Absolon”, 2003, David Barto
Mówi się, że to uparte trzymanie się Christophera Lamberta kolejnych odsłon serii Nieśmiertelny doprowadziło jego karierę do kompletnej destrukcji. Dzisiaj Lambert jest najbardziej kojarzony z kultowych hitów, ale i filmów klasy B, dystrybuowanych na DVD, lecz nieobecnych w kinach. Absolon to właśnie jedna z takich produkcji, co nie oznacza, że jest filmem nieinteresującym i szkoda na niego czasu. Fabuła jest połączeniem kina sensacyjnego z elementami science fiction.
Sam zaś Lambert sprawdza się jako główny bohater. Szkoda, że przyszłość ludzkości wygląda jak współczesność. I tu bym upatrywał przyczyny, dla której produkcja została właściwie zapomniana. Gdyby twórcy stworzyli jakiś charakterystyczny świat, może zapisaliby się w świadomości widza, który uznałby, że warto go pamiętać.
„Rollerball”, 2002, reż. John McTiernan
Mówi się, że to zupełna klapa, chociaż zapewne ktoś może się na niego skusić tylko dlatego, że reżyserem jest John McTiernan. Rollerball szklaną pułapką jednak nie jest. To luźny remake starej i w niektórych kręgach zainteresowanych gatunkiem SF kultowej produkcji w reżyserii Normana Jewisona z Jamesem Caanem w roli głównej. Przyznajmy jednak uczciwie, że poprzednia wersja z 1975 roku hitem nie była. Głosy krytyki pochodzą może bardziej z zawiedzionych oczekiwań z powodu tak wysoko zawieszonej poprzeczki przez Szklaną pułapkę McTiernana.
Jego fani zapewne spodziewali się kolejnego hitu, a tu dość standardowy film sensacyjny z dyskretnymi elementami science fiction i obsadą wypełnioną mniej znanymi aktorami, no może prócz Jeana Reno. Nie mam zamiaru jednak nikomu odradzać seansu, a wręcz przeciwnie. Jeśli szukacie filmu sensacyjnego związanego ze sportem, to Rollerball was nie zawiedzie.
„Podwójna tożsamość”, 2007, reż. John Herzfeld
Po raz kolejny w historii polskich tłumaczeń tytułów filmów ktoś nie zrozumiał idei zawartej w fabule i postanowił zastosować łopatologiczną „tytulaturę”. Przez co już na starcie film stracił siłę przebicia. A przecież można było zostawić Życie i śmierć Bobby’ego Z. Jak to wciągająco brzmi. Gdyby Podwójna tożsamość uzyskała wcześniej o wiele większy rozgłos, dzisiaj, kiedy Paul Walker już nie żyje, mogłaby być dziełem traktowanym przez widzów niezwykle sentymentalnie.
A tak jest kolejnym mało znanym filmem sensacyjnym, który może ktoś obejrzy, jeśli na niego trafi, pewnie z ciekawości, że grają w nim takie gwiazdy jak Walker, Laurence Fishburne i Olivia Wilde.
„15 minut”, 2001, reż. John Herzfeld
13 tysięcy ocen dla tak ciekawej produkcji, to dowód na to, że coś ewidentnie się nie powiodło. Zawiodła albo promocja, albo film został niezrozumiany, a przy tym był zbyt mało kontrowersyjny, żeby wzbudzić jakiekolwiek, nawet negatywne, emocje, albo powstał w czasie, gdy widz nie bardzo miał do czego odnieść rolę kamery w fabule. Dzisiaj już wiemy, że taka relacja jest – kręci się wszystko i wszędzie telefonami, nawet wydarzenia będące potem jedynym dowodem w sprawie popełnienia przestępstwa. Co ciekawe, robią to sami przestępcy. Znakomita i mało znana rola Roberta De Niro, o wiele lepsza i sugestywniejsza niż ta w Roninie.
„Wspólnicy z przypadku”, 2009, reż. Brian King
Oryginalny tytuł to Night Train – o wiele lepiej oddający fabułę i klimat produkcji. Może gdyby pod taką nazwą był znany w Polsce, miałby znacznie więcej ocen niż te marne 3000 na Filmweb. Reżyser i scenarzysta w jednym: Brian King inspirował się klasycznym kryminałem, stylistyką noir, komedią w stylu Pół żartem, pół serio, akcją rodem z Uciekającego pociągu, a może i thrillerem psychologicznym w stylu Hanekego.
Dużo tu więc elementów, które miały stworzyć niepowtarzalną całość, co być może utrudniło widzom odbiór i zrozumienie intrygi. A może dokładniej, nie zrozumienie, bo ona aż tak skomplikowana nie jest, lecz uznanie jej za interesującą, wciągającą, tworzącą klimat tajemnicy. Niemniej tytuł warty poznania.
„Terrorysta”, 2001, reż. Albert Pyun
Odnoszę wrażenie, że krytycy i fani kina sensacyjnego trochę wstydzą się mówić i pisać o Stevenie Seagalu ze względu na to, kim się dzisiaj stał, czemu sympatyzuje i jak się zachowuje publicznie. Faktycznie, zmarnował swoją gwiazdę różnymi dziwnymi posunięciami, w tym tymi związanymi z polityką. Stał się maskotką totalitaryzmu i putynizmu, a przecież hołdował wartościom zawartym w aikido. Zbyt płytko jak widać. Jest wiele kultowych filmów, w których zagrał, ale jeszcze więcej gniotów, które zdominowały jego karierę w XXI wieku Terrorysta to wyjątek.
Seagal pojawił się tu w towarzystwie Dennisa Hoppera i Toma Sizemore’a, czyli w świetnym towarzystwie. Sam zaś film to naprawdę dobry scenariusz, a nie zwykłe kino akcji, w którym masowo łamie się kości. Fani Seagala mogą jednak uznać, że jest on tu zbyt wycofany, za spokojny.
„Liczą się tylko Frankliny”, 2002, reż. Kevin Bray
Czarna komedia sensacyjna, klasyfikowana czasem jako film akcji, co jest jednak przesadą ze względu na bieg fabuły i sposób ukazania głównych bohaterów. Liczą się tylko Frankliny może być dla Europejczyka trudna w recepcji, gdyż zebrało się w niej kilka elementów, do których w naszej kulturze aż tak nie przywykliśmy; chociaż zdarzały się w historii premier i dystrybucji filmów na naszym rynku wyjątki. A więc główni bohaterowie to Afroamerykanie, na dodatek biorący udział w produkcji naszpikowanej scenami sensacyjnymi, zagranymi nieco z przymrużeniem oka, nie wszyscy również lubią styl zachowania przed kamerą Ice-T, nie mówiąc już o jego muzycznej działalności.
Film ma poza tym liczne braki techniczne, zwłaszcza w zakresie zdjęć, ale za to fabularnie – jeśli ktoś nie żywi uprzedzeń – można się na nim znakomicie bawić. Niestety, polskiemu widzowi jest raczej nieznany.
„Tylko strzelaj”, 2007, reż. Michael Davis
Wydaje mi się, że spora część widzów – jeśli już trafi na ten film – ma z nim problem, gdyż nie potrafi zobaczyć w nim czegoś więcej niż kina sensacyjnego, a może i akcyjniaka, który aż tak po brzegi wypełniony scenami walki nie jest. A to go jednak zbliża do gatunku mocnej sensacji, w której o wiele więcej miejsca pozostaje na treść. To coś więcej, co zawiera się w Tylko strzelaj, nazwać można prześmiewczością, pastiszem, komedią, w stosunku do wszystkiego, co można zobaczyć w kinie sensacyjnym, i właśnie tego widzowie jakoś nie widzą. Dlatego produkcja jest nieraz źle oceniana, jeśli już przyjdzie do oceniania. A treść? Naprawdę może zadziwić, bo obiektem, który chroni główny bohater, jest nowo narodzone dziecko. Czy to przeszkadza, czy zachęca?
„Zemsta”, 2009, reż. Johnnie To
Wiele lat po tym filmie Mads Mikkelsen zagrał w tytule Polar. Jestem ciekawy, czy twórcy Polara nie inspirowali się stylistyką Zemsty. Polar zbyt wysoko oceniony nie został. Ten rodzaj kina eksploatacji nie przypada Polakom do gustu. Z Zemstą jest jeszcze gorzej. Swoją opinię na Filmwebie wyraziło zaledwie 741 ocen.
To tak, jakby filmu właściwie nikt nie obejrzał, nikt go nie znał, nikt nie miał zamiaru poznać. A więc Zemsta ocieka kolorami, światłocieniem, dramatyzmem, komiksowością, niespieszną akcją, która nagle przyspiesza jak bugatti veyron. Zemsta to współczesny western z bohaterami, którzy wszyscy są źli, lecz części z nich będziemy kibicować, jakby byli dobrzy. To wyjątkowo poetyckie kino o zabijaniu, o szukaniu zemsty w bardzo nierealnym świecie. Tak, w tym zestawieniu Zemsta jest najmniej realistycznym kinem sensacyjnym.
