Connect with us

Publicystyka filmowa

UKRYTY WYMIAR, horror SCI-FI, który po prostu musisz obejrzeć

O Event Horizon (u nas jako Ukryty wymiar) pisaliśmy już wielokrotnie, ale nie sposób nie przypomnieć o tym jednym z najbardziej niedocenianych horrorów lat 90.

Published

on

UKRYTY WYMIAR, horror SCI-FI, który po prostu musisz obejrzeć

O Event Horizon (u nas jako Ukryty wymiar) pisaliśmy już wielokrotnie, ale nie sposób nie przypomnieć o tym jednym z najbardziej niedocenianych horrorów lat 90., a który po latach zyskał status kultowego klasyka. Szkoda tylko, że przy tak smutnej okazji jak śmierć Sama Neilla.

Advertisement

Event Horizon Paula W.S. Andersona, film będący połączeniem science fiction i horroru, doczekał się po latach uznania, na które słusznie zasługiwał. Brytyjski reżyser, świeżo po sukcesie Mortal Kombat, postanowił stworzyć coś mroczniejszego, ale i bardziej dojrzałego. Efektem było dzieło inspirowane Obcym Ridleya Scotta i brutalnymi horrorami Clive’a Barkera – film, który straumatyzował całe pokolenie widzów. Dziś, prawie trzy dekady po premierze, produkcja czeka na odkrycie przez nowych fanów.

Fabuła Event Horizon zabiera widzów do 2047 roku, gdy zaginiony siedem lat wcześniej statek kosmiczny pojawia się nagle i znikąd. Niewielka załoga ratunkowa z Laurence’em Fishburne’em na czele wyrusza na misję odzyskania statku, towarzysząc naukowcowi dr. Weirowi w wykonaniu Sama Neilla. Szokującym zwrotem akcji okazuje się, że… nie napiszemy co – obejrzyjcie film, bo warto.

Advertisement

Marketing sugerujący przygodę w stylu Star Treka okazał się więcej niż zwodniczy, co po premierze przyczyniło się niestety do kasowej porażki filmu. Widzowie spodziewający się kosmicznej eksploracji otrzymali coś bliższego Hellraiserowi w kosmosie, niż kosmiczno-oenzetowskiemu biadolenieu Star Treka, co wywołało negatywne reakcje krytyków i publiczności.

Prawdziwa siła Ukryty wymiar ujawnia się w drugiej połowie, gdy film zamienia się w piekielny rollercoaster. Członkowie załogi padają ofiarą bestialskich wizji: jeden doświadcza dekompresji pokazanej w przerażających szczegółach, inni przeżywają swój rodzaj piekła. Najsłynniejsza sekwencja prezentuje los poprzedniej załogi w szybko montowanym nagraniu, którego treści możecie się domyślić. Wstępna wersja trwała ponad 130 minut. Niestety, jak podaje Entertainment Weekly, dodatkowy materiał uważa się za utracony lub zniszczony, co przez lata rozczarowywało fanów domagających się nieocenzurowanej wersji reżyserskiej.

Advertisement

Tajną bronią filmu okazał się Sam Neill, który świeżo po roli Alana Granta w Parku Jurajskim zdecydował się na znacznie mroczniejszą kreację. Aktor genialnie wykorzystał swój naturalny urok, by przejść transformację od sympatycznego naukowca-nerda do demonicznej istoty. Ta pamiętna rola pokazała zupełnie inną twarz zmarłego aktora. Dzięki gotyckiej scenografii, bezkompromisowemu podejściu do makabry i wybitnej grze aktorskiej, Event Horizon pozostaje wciąż przerażającym i godnym ponownego obejrzenia horrorem.

Adrian Szczypiński pisał u nas tak: Udział znakomitego Sama Neilla przypomina z kolei jego kreację w rewelacyjnym horrorze Johna Carpentera W paszczy szaleństwa (1994), gdzie normalny z początku John Trent powoli i konsekwentnie zostaje wessany w szalony świat pisarza horrorów Suttera Cane’a. […] Atrakcyjne teorie fizyczne, osnute precyzyjnie dawkowanym koszmarem, z którego jego uczestnicy nie mogą się obudzić, to w rękach przytomnych twórców idealny materiał na niezawodny straszak, niekoniecznie kosmiczny. A dla Paula Andersona była to okazja do zrobienia swego najlepszego filmu i jednego z lepszych w historii SF.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *