Biografie ludzi filmu

CLIVE BARKER. Na haku talentu

Autor: Tomasz Bot
opublikowano

Dziś urodziny obchodzi Clive Barker. W tort tego kameleona popkultury wbijamy 65 gwoździ wdzięczności za lata strachu i przypominamy naszym czytelnikom, z jakim fenomenem twórczym mamy tu do czynienia. Stephen King o bohaterze niniejszego tekstu: „Widziałem przyszłość horroru. To Clive Barker”. Te dwa zdania powtarzano przez długi czas do znudzenia, przywołując nazwisko młodego twórcy, stały się one także wabikiem nawołującym z okładek jego książek. Można powiedzieć, że otwarcie artykułu o Barkerze w ten sposób to pójście na łatwiznę, z drugiej strony nie należy zapominać, że  to właśnie na fali  Kingowskiego entuzjazmu mało znany twórca stał się światową gwiazdą mrocznej literatury. Czy tylko horroru? Oddajmy głos innemu smakoszowi popkultury, Quentinowi Tarantino, który także zwrócił uwagę na naszego bohatera: „Nazwać Clive’a Barkera autorem horrorów to jak napisać o Beatlesach, że byli garażowym zespołem. Jako twórca Barker nie boi się sięgać do najgłębszych otchłani ludzkiego umysłu. Jest artystą w pełnym znaczeniu tego słowa, współczesnym mistrzem wyobraźni”. Trudno się z tym nie zgodzić. Barker nie tylko stworzył  wiele klasycznych już pozycji horroru, ale próbował też swoich sił w dark fantasy, powieściach obyczajowych i historiach dla dzieci. Nie tylko pisał, ale także reżyserował. To on dał światu Wysłannika piekieł (najpierw w formie krótkiej powieści, a potem kanonicznego już filmu). To on – tym razem tylko jako autor opowiadania – wykreował postać Candymana. Nakręcił też kilka mniej znanych filmów, które nie zrobiły furory, ale badały gatunkową pojemność horroru. Parę razy próbował sił jako producent.

Barker pozostaje w ścisłej relacji z kinem; jeśli nawet nie reżyseruje i nie produkuje, to dostarcza pomysłów. Wciąż powstają filmy oparte na jego prozie. Anglik pojawia się w epizodach u zaprzyjaźnionych reżyserów. Jest także malarzem, co nie powinno dziwić wnikliwych znawców jego powieści. Od lat wystawia swoje niepokojące prace w galeriach świata. Poszukajcie jego dzieł w internecie – ten ogromny bestiariusz potrafi uderzyć do głowy.

Barker ilustruje swoje książki. Rysuje komiksy. Pomaga przy tworzeniu gier komputerowych. Rzeźbi – jego seria Tortured Souls była wielkim sukcesem komercyjnym. Miał reżyserować Obcego 3, ale utracił zainteresowanie projektem już na etapie pisania scenariusza. Otarł się o realizację Mumii. Kumpel Davida Cronenberga. Fan cygar. Jest gejem (coming out zaliczył w latach 90.), co pozwoliło mu empirycznie zagłębić się w temat odmienności, odrzucenia i sfery nieobjętej społeczną aprobatą. Z pewnością znajduje to odbicie w jego sztuce. Mrocznej. Ciężkiej. Pełnej bólu. Dalekiej od łatwego optymizmu, ale niepozbawionej chropawego piękna. Oto Clive Barker i jego niepokojąca sztuka – ze szczególnym uwzględnieniem projektów filmowych.

Nasz bohater urodził się 5 października 1952 roku w Liverpoolu – mieście ponurym, silnie zindustrializowanym i dochodzącym do siebie po wojnie. Syn malarki i dyrektora personalnego. Uczęszczał do tej samej szkoły, co John Lennon. Pierwszą sztukę napisał, kiedy miał 11 lat. Potem tworzył regularnie, rozwijając jednocześnie swoją pasję do literatury niesamowitej, H. P. Lovecrafta czy Arthura Machena. Studiował filozofię i literaturę angielską. Zachwycał się zarówno kinem noir, jak i Federico Fellinim. W wieku 21 lat wyjechał do Londynu, gdzie zaczęła się jego przygoda z teatrem. Barker pisał mroczne, pełne ciężkiego erotyzmu sztuki i nie odnosił wielkich sukcesów, ale to tam poznał Douga Bradleya (przyszłego Pinheada) i Pete’a Atkinsa (przyszłego współtwórcę serii Wysłannik piekieł). Utrzymywał się z ilustrowania magazynów pornograficznych; zaczął też podejmować reżyserskie wprawki.

Salome – krótkometrażówka (niecałe 20 minut) z udziałem Bradleya – daje nam przedsmak jego talentu. Film jest czarno-biały, mroczny i poetycki. Tajemnicza muzyka służąca za tło tajemniczych zdarzeń tworzy pretensjonalny, ale klimatyczny ukłon w stronę awangardy. Forbidden – kolejny obraz zrealizowany z grupą przyjaciół zapaleńców – to już ponad pół godziny w świecie niezwykłej wyobraźni Barkera. Znów niewiele da się powiedzieć o fabule tego dzieła, niemniej pojawiają się tu wątki zapowiadające Wysłannika piekieł. Jakie? Choćby odarcie człowieka ze skóry i prezentacja jego „odsłoniętej” postaci. Poza tym rzecz epatuje efektem negatywu, przez co staje się jeszcze cięższa w odbiorze. Cóż, Barker dość szybko pokazał światu, że nie interesuje go to, co gładkie i łatwo przyswajalne. W 1984 roku wydał pierwszy tom opowiadań Księgi krwi, opatrzony wprowadzeniem Ramseya Campbella, uznanego twórcy horrorów. Młody pisarz nie patyczkował się – wystawił zupełnie przeciętnych bohaterów na działanie zła i kazał im za to srogo płacić. Brak w tych historiach ludzi o silnym kręgosłupie moralnym; postaci kierują się impulsami – nierzadko o charakterze seksualnym. To świat łatwego upadku i okrutnych kar. Brutalne, wyzute z sentymentalizmu Księgi krwi okazały się lekturą dosadną i pełną siły. Dotykały do żywego. Łamały tabu. Łączyły charakterystyczny dla kina noir fatalizm z punkowym etosem mówienia wprost o tym, co w naszym świecie złe i zepsute. A do tego były napisane bardzo plastycznym językiem, znacznie głębiej infekującym nasze zwoje mózgowe niż wyziewy Guya N. Smitha czy Grahama Mastertona, którzy produkowali literacki ekwiwalent płatków śniadaniowych. Odtąd seria pojawiała się na rynku regularnie, zmieniając oblicze literackiego horroru. Młody twórca zdobył rekomendację Kinga, a jego twórczość zyskała miano przełomowej w swym gatunku. Barker został lepiej przyjęty w Stanach Zjednoczonych niż w rodzinnej Anglii, co po jakimś czasie skłoniło go do tego, by opuścić kraj. Swą pozycję młodego gniewnego w świecie grozy umocnił powieściami Potępieńcza gra i Powrót z piekła. Został mianowany mistrzem splatterpunku – najbardziej ekstremalnej odmiany horroru, znoszącej wszelkie tabu i pławiącej się w sadyzmie – ale szybko wymknął się z tej szufladki. 

Ostatnio dodane