News
BLACK KNIGHT, seria idealna na SCI-FI binge w klimacie Mad Max: Na drodze gniewu
Black Knight wciąż pozostaje niepozorną i u nas praktycznie niezauważoną produkcją Netfliksa, która idealnie nadaj się na weekendowy binge.
Black Knight wciąż pozostaje niepozorną i u nas praktycznie niezauważoną produkcją Netfliksa, która idealnie nadaj się na weekendowy binge. Serial zadebiutował w szczytowym momencie boomu streamingowego na dystopijne historie sci-fi, kiedy każda platforma chciała zaoferować widzom kolejny przykład zniszczonej planety, o czym przypomina Collider. Unikalną propozycją Black Knight jest jednak ciekawa perspektywa, zgodnie z którą kierowcy dostawczaków zwani Rycerzami stają się najważniejszymi postaciami przyszłości.
W tej rzeczywistości po apokalipsie, Ziemia została spustoszona przez kometę, pozostawiając Półwysep Koreański pokryty toksycznym pyłem. Ludność jest podzielona na kasty, a tlen racjonowany. Rycerze to opancerzeni kurierzy dostarczający żywność i tlen, zapewniając jedyny sposób przetrwania w świecie, gdzie bojówki, złodziejskie gangi i pozbawione skrupułów korporacje czerpią zyski z wykorzystywania mieszkańców. W centrum znajduje się legendarny kurier 5-8, grany przez Kim Woo-bina, który mówi szeptem, wygląda jak z futurystycznej kampanii modowej i w jakiś sposób sprawia, że holowanie zbiorników z tlenem przez pustynię wydaje się najważniejszą rzeczą we wszechświecie.

W jednej chwili 5-8 przeprowadza gigantyczną ciężarówkę przez burze piaskowe, podczas gdy uzbrojeni rabusie atakują niczym żywcem wyjęci z Mad Max: Na drodze gniewu, a w następnej rozkłada na czynniki pierwsze to, jak nierówności majątkowe przetrwały nawet po upadku cywilizacji. Obywatele są podzieleni na sztywne klasy na podstawie kodów QR, podczas gdy uchodźcy żyją z resztek poza chronionymi dystryktami. Bogaci żyją jak kiedyś, pozostali walczą o powietrze.
Poza pościgami samochodowymi, Black Knight interesują mechanizmy, które decydują o tym, kto może przetrwać. Złoczyńcami są wyższe kasty, politycy i decydenci, nie zombie czy potwory. Na szczęście serial nigdy nie grzęźnie na tyle głęboko w tematach społecznych, żeby zapomnieć o rozrywce. Przy zaledwie sześciu odcinkach idealnie nadaje się na weekendowy binge oferując widowiskową mieszankę akcji i społecznej refleksji.

