Connect with us

Publicystyka filmowa

PIRACI – BLACK SAILS. Przygoda w czterech rozdziałach

W trakcie oglądania trzeciego sezonu już wiadomo, że to jeden z najlepszych seriali w historii telewizji.

Published

on

PIRACI – BLACK SAILS. Przygoda w czterech rozdziałach

Zbiór czterech recenzji dotyczących poszczególnych sezonów serialu Piraci (oryg. Black Sails), zrealizowanego dla telewizji Starz w latach 2013–17.

Advertisement

Rozdział 1: Urca de Lima 

Po obejrzeniu pierwszej serii Wikingów doszedłem do wniosku, że brakuje jeszcze dobrego serialu o piratach. Tak więc Piraci są jak spełnienie marzeń dla miłośników filmów o morzach i okrętach. Dwóm pasjonatom tej tematyki udało się sprzedać telewizji Starz pomysł polegający na połączeniu losów autentycznych postaci (Anne Bonny, Jack Rackham, Charles Vane) z postaciami zaczerpniętymi z Wyspy skarbów Roberta Louisa Stevensona (kapitan Flint, John Silver, Billy Bones).

Advertisement

Czarne żagle powiewają u wybrzeży Indii Zachodnich, na wyspie New Providence w archipelagu Bahamów. To tutaj rozgrywają się dramaty i konflikty z udziałem pełnych wad bohaterów: morderców, złodziei, dziwek, zdradzieckich piratów, nieuczciwych handlarzy i kombinatorów.

W każdej porządnej produkcji przygodowej musi być jakiś cel, do którego dążą bohaterowie. W Piratach tym celem jest hiszpański okręt Urca de Lima, wypełniony ponoć takimi skarbami, o jakich wielu ludziom się nawet nie śniło. O takich skarbach krążą legendy i każdy, kto zna się na żeglowaniu, chciałby dowiedzieć się, ile w tych legendach prawdy. Urca de Lima to autentyczny okręt hiszpańskiej floty – w 1715 roku zatonął niedaleko Florydy. Akcja serialu rozpoczyna się właśnie w tym roku, zaś bohaterowie szukają wszelkich sposobów, by się wzbogacić. W przeciwieństwie jednak do konkurencyjnego serialu o wikingach bohaterowie dość długo ociągają się z wyprawą na pełne morze.

Advertisement

W pierwszym sezonie więcej uwagi poświęcono życiu na lądzie. Możemy więc zaobserwować, jak przebiegał handel, jak załatwiano sobie wpływy, jak dorabiano się bogactwa. Nie gardzono żadną formą zarobku, przejmowano okręty i burdele, bo jedno i drugie zapewniało godziwy zysk.

Odcinek pilotowy (wyreżyserowany przez Neila Marshalla) jest bardzo obiecujący, rozpoczyna się od abordażu, kończy krwawym pojedynkiem na szable. Kto oczekuje efektownej i dynamicznej przygodówki, może jednak po kilku odcinkach stracić zainteresowanie, gdy okaże się, że intryga w serialu bazuje na dialogach, a nie mnożeniu atrakcji. Jednakże atrakcji nie brakuje, a najważniejsze to przemoc i seks, czyli to, co istniało od zarania dziejów i nigdy nie straciło swoich wyznawców. Ekran nie ocieka krwią jak w Spartakusie, innym dziecku telewizji Starz. Dominuje kolor czarny, a nie czerwony, co zresztą słusznie sugerują tytuł i plakat.

Advertisement

Piraci to serial niesamowicie mroczny i posępny, nad bohaterami wiszą czarne chmury, które nie wróżą niczego dobrego. Nie ma tu klątwy, jaka dotknęła załogę Czarnej Perły z filmu Piraci z Karaibów, ale i tak wyczuwa się fatum, które nie pozwoli bohaterom zdobyć tego, czego pragną.

Rezygnacja z licznych scen akcji umożliwiła scenarzystom wprowadzenie sporej liczby intrygujących postaci, które stopniowo ujawniają swoje mocne i słabe strony charakteru. Do najsympatyczniejszych bohaterów należą Billy Bones (Tom Hopper) i Gates (Mark Ryan) – interesujący jest w ich przypadku konflikt lojalności i sumienia. Pierwszoplanowym bohaterem jest kapitan Flint (Toby Stephens), zuchwały pirat, nielojalny wobec swoich ludzi – jest przebiegłym i kłamliwym sukinsynem, opętanym myślą o zdobywaniu skarbów. Posiada cechy dobrego przywódcy, który zawsze wie, czego chce, ale jego makiaweliczny stosunek do ludzi przysparza mu wielu wrogów.

Advertisement

Nie brakuje w serialu bardzo wyrazistych postaci kobiecych. Najważniejsza jest Eleanor Guthrie (Hannah New), zbuntowana córka bogatego angielskiego przemytnika i handlarza. Wygląd bladolicej niewiasty staje w sprzeczności z jej twardym, nieposkromionym charakterem.

Aktorstwo nie budzi zastrzeżeń, choć niektóre postacie mogą wydawać się niezbyt wiarygodne (John Silver i Eleanor Guthrie). Kapitan Flint jest za to świetnie skonstruowaną postacią – totalnie nieprzewidywalną, nacechowaną hipokryzją. Wymaga posłuszeństwa od swojej załogi, sam będąc jednak istotą chytrą i fałszywą. Idealny pirat po prostu. Wśród kobiet moją faworytką jest Anne Bonny (Clara Paget) – co ciekawe, to jedyna kobieta z czołówki, która się nie rozbiera. Jej niezgrabne ruchy i postawa wyrażająca gotowość do ataku znaczą tyle, że ta kobieta zręcznie ukrywa swoje słabości, nie pozwoli się tknąć i wie, jak przetrwać w tym zdemoralizowanym społeczeństwie.

Advertisement

Serial, którego współproducentem jest Michael Bay, realizowany jest w Kapsztadzie (RPA), jednym z ważniejszych portów morskich nad Atlantykiem. Wizualnie jest to dzieło przemyślane i nastrojowe. Znakomita jest czołówka, bez żadnych udziwnionych animacji, przepełniona wyrafinowaną ornamentyką, łącząca styl rokoko, gotycką architekturę i barokowe rzeźby, zilustrowana nastrojową muzyką Beara McCreary’ego.

Fabularnie jest to produkcja zwarta i niegłupia, choć nie brakuje w niej chybionych pomysłów. Na przykład w finale odcinka siódmego jeden z piratów, Charles Vane, traci zupełnie wiarygodność. Ale za to w kolejnym epizodzie, będącym finałem sezonu, scenarzyści rehabilitują się, prowadząc bohaterów we właściwym, ale niepozbawionym zaskakujących zwrotów kierunku. W pomyśle Steinberga i Levine’a tkwił ogromny potencjał i połowicznie został on wykorzystany – być może dopiero kolejny sezon wyjaśni wątpliwości, jakie widzowie mają po obejrzeniu pierwszej serii. Z pewnością mogło być lepiej, ale i tak serial prezentuje wysoki, ponadprzeciętny poziom. Nie jest to bezmyślna rozrywka pełna niekończących się bijatyk, ale produkcja cechująca się mądrym spojrzeniem na osiemnastowiecznych piratów.

Advertisement

Rozdział 2: Sekret kapitana Flinta

Wrażenia po obejrzeniu drugiej serii Piratów to aperitif rozmaitych emocji, od zażenowania i irytacji po akceptację i zachwyt. Gdybym pisał ten tekst po siedmiu odcinkach, to ocena byłaby miażdżąca, jednak ostatnie trzy epizody są fenomenalne, sprawiły, że odzyskałem nadzieję na to, że może być z tego naprawdę dobry serial. Gdy doda się jeszcze informację o tym, że w trzecim sezonie wystąpi Ray Stevenson w roli Czarnobrodego, to już wiadomo, że nie należy jeszcze skreślać tej produkcji.

Advertisement

Bo tu jeszcze może się sporo wydarzyć. To, co już się wydarzyło, budziło sprzeczne reakcje, bo tematyka piracka sugerowała widowisko przygodowe i te oczekiwania nie zostały spełnione. Za dużo tu paplaniny, za mało akcji charakterystycznych dla tego typu kina. Jest to więc serial dla cierpliwych. Osoby, które dotrwają do końca, otrzymają niespodziankę.

Przenieśmy się zatem ponownie do Nassau na wyspie New Providence. Kiedyś panowało tu prawo i porządek, ale w początkach osiemnastego wieku wyspa została opanowana przez morskich rabusiów, którzy zaczęli tu prowadzić swoje interesy. Benjamin Hornigold, Ned Low, Charles Vane, Jack Rackham i Anne Bonny – to są postacie autentyczne, które pojawiają się w drugim sezonie Piratów. Niestety, nie wszyscy otrzymali tyle czasu ekranowego, na ile zasłużyli. Szkoda szczególnie Neda Lowa, bo jest to postać z potencjałem, dobrze obsadzona – pełnokrwisty pirat, który mógłby wiele namieszać. Wprawdzie Hornigold też ma potencjał, ale on pewnie będzie miał dużą rolę w kolejnym sezonie, gdyż Czarnobrody działał w jego ekipie.

Advertisement

Pomiędzy karty historii dotyczące złotej ery piractwa wciśnięto także zaginione kartki powieści Roberta Louisa Stevensona Wyspa skarbów (w 1924 powstał książkowy prequel Złoto z Porto Bello A.D. Howdena Smitha, ale nie stał się on podstawą scenariusza serialu). Możemy zaobserwować relacje i konflikty na linii James–John Silver–Billy Bones. Znając pierwowzór literacki, domyślamy się, że Billy nie mógł zginąć w poprzedniej serii, Silver wkrótce straci nogę, a Flint ukryje zrabowane skarby. W sezonie drugim wątek ze skarbem schodzi na dalszy plan. Z początku niezbyt mi się to podobało, bo zamiast konkretnych pirackich akcji dużo było wodolejstwa i numerów rodem z tanich romansów.

Wprowadzono dwa trójkąty miłosne, które hamowały akcję, powodowały rozczarowanie i prowokowały do zadania pytań w stylu: „do czego ta farsa zmierza?. Jednak w ósmym odcinku dało się zauważyć poprawę, choć była to tylko cisza przed burzą. Motyw z pisaniem dziennika przez lady Abigail Ashe nie okazał się zapchajdziurą, lecz bardzo ciekawym pomysłem. A to był dopiero wstęp do kapitalnego finału.

Advertisement

Kto by pomyślał, że Flint może okazać się postacią hamletowską i wewnętrznie skomplikowaną? Poznajemy go w retrospekcjach jako Jamesa McGraw, porucznika królewskiej marynarki. Dzięki tym flashbackom kapitan piratów stał się bliższy widzom, emocjonalnie rozchwiany, daleki od rasowych piratów, złodziei i morderców, których dążenia i motywy są jasno sprecyzowane. Zaczynamy lepiej rozumieć jego relacje z Mirandą Barlow i poznajemy powody, dla których zdecydował się stanąć po niewłaściwej stronie. Czy istnieje w ogóle właściwa strona? Przecież wielu piratów (tak zwanych korsarzy) działało na zlecenie monarchy.

James Flint jest postacią fikcyjną, ale to i tak najbardziej realistyczny bohater tego serialu. Odtwórca tej roli, Toby Stephens, ani przez moment nie traci wiarygodności, na każdym kroku widać jego rozdarcie, konflikt dwóch osobowości: bezwzględnego herszta piratów i rozmarzonego oficera. Walczą w nim dwie postawy: pragnienie spokoju i chęć zemsty.

Advertisement

Nie da się jednak pisać o tym serialu w samych superlatywach. Nawet świetne ostatnie odcinki nie zatrą złych wrażeń, jakie towarzyszą przez długi czas wypełniony zbędną erotyką, dyrdymałami i prozaicznymi wątkami. Osiemnaście odcinków (czyli dwa sezony) wystarczyło scenarzystom do wykreowania właściwie tylko jednej postaci. Bo tylko Flint jest tu człowiekiem z krwi i kości, którego skonstruowano w sposób niebanalny, zdumiewający i racjonalny. Pozostałymi bohaterami scenarzyści nie zaprzątali sobie głowy, więc i niewiele można powiedzieć na ich temat. Po pierwszej serii można było próbować odczytać charaktery postaci, ale drugi rozdział pokazał, że zmarnowano potencjał. Niektórzy wprawdzie mają przebłyski, na przykład John Silver i Miranda Barlow, reszta to karykatury, nie zaś prawdziwi ludzie. Trudno przejąć się ich losami.

Piraci tylko poniekąd są serialem historycznym. Wypływa z niego kilka niezaprzeczalnych faktów, na przykład taki, iż dwie pierwsze dekady osiemnastego stulecia były w istocie złotą epoką piractwa morskiego, natomiast Nassau na Bahamach było bazą wypadową bukanierów różnej maści. W serialu dowolnie miesza się prawdę z fikcją literacką, swobodnie traktuje się fakty, daty i historyczne postacie. Scenarzyści nie bawią się w nauczycieli historii, co nie musi być wielką wadą, lecz w tym przypadku nią jest. Rzecz w tym, że lekcja historii byłaby ciekawsza od intryg wymyślonych na potrzeby serialu.

Advertisement

Jako alternatywę można obejrzeć inny produkt telewizyjny – Herb piratów (Crossbones, 2014) z siwobrodym Malkovichem w roli Czarnobrodego. Nie wspominam o nim dlatego, że jest lepszy, przeciwnie – jest wydumany i infantylny. Grany przez Malkovicha komodor Teach wygłasza celną uwagę: „Brylant nawet ze skazą jest cenniejszy niż gładka bryłka węgla, chyba że skaza spowoduje pęknięcie”. W intrydze Piratów nie ma pęknięć – ten nieoszlifowany brylant mimo skaz trzyma się całkiem nieźle.

Rozdział 3: Bitwa o Nassau

Advertisement

To przykład serialu, którego nie należy zbyt wcześnie skreślać, mimo iż nie wszystko jest w nim takie jak oczekiwano. Twórcy tej produkcji mają kilka asów w rękawie i dysponują nimi bardzo oszczędnie. Dla osób, które zachowały cierpliwość i nie opuściły przedwcześnie tego okrętu, przygotowano miłe niespodzianki. Trzecia odsłona przygód kapitana Flinta nie ma właściwie słabych stron. Od pierwszego do ostatniego odcinka – pełen zachwyt. W związku z powyższym bitwę morską pomiędzy Piratami i Wikingami wygrywają w tym roku ci pierwsi, bo najeźdźcy z Północy nieoczekiwanie tracą impet, podnosząc się na równe nogi dopiero w finale sezonu. Piraci z niezbyt imponującego przeciwnika zmienili się w potęgę zdolną wygrywać z najlepszymi.

Nic tak nie łączy ludzi jak wspólny wróg. Piraci o gwałtownych i buntowniczych charakterach jednoczą się dzięki jednemu przeciwnikowi – Anglii – w walce o wspólne dobro. Jest nim jednak nie zrabowany skarb (on jest tylko środkiem do celu), ale port Nassau na Bahamach. Wyspy stanowiły źródło konfliktu pomiędzy Anglią, Francją i Hiszpanią, ale gdy wielkie mocarstwa przestały interesować się archipelagiem jedna z wysp, New Providence, stała się schronieniem dla piratów, bukanierów i korsarzy. Scenariusz trzeciego sezonu nawiązuje do przełomowej dla Bahamów bitwy z 1718 roku, kiedy to okręty brytyjskiego gubernatora Woodesa Rogersa zaatakowały piracką bazę w Nassau.

Advertisement

Oglądając poprzedni sezon, miałem wrażenie, że scenarzyści przyłożyli się solidnie tylko do wykreowania postaci kapitana Flinta, resztę charakterów kreśląc niedbale i bez polotu. Albo byłem w błędzie, albo w trzecim sezonie postacie drugoplanowe nagle ożyły i wzbudzają równie wielkie emocje. Dotyczy to przede wszystkim Johna Silvera i Charlesa Vane’a. To już zupełnie inne typy ludzkie niż na początku. I co ważne, wydają się bardziej wiarygodni niż dawniej. To nie są stereotypowi bohaterowie z książek, komiksów i filmów. To ludzie, z którymi można sympatyzować, mimo ich licznych wad.

Ich oponentem jest kolonialna potęga, która w celu poszerzenia strefy wpływów dokonała ludobójstwa na wysoką skalę. Dlatego piraci ze swoim stylem bycia i kodeksem postępowania jawią się jak bohaterowie, którzy przecież nie marzą o podbijaniu świata. Walczą tylko o dogodne miejsce do życia.

Advertisement

Inna sprawa jest z postaciami kobiecymi. Nie irytują wprawdzie, ale wciąż nie przekonują odbiorcy. Sposób potraktowania Eleanor Guthrie jest jednak dosyć ciekawy. Kobieta pełni tu właściwie rolę doradcy, nie robi w zasadzie niczego wielkiego, a jednak piraci uważają ją za groźnego przeciwnika. Tak jak Anglia pod pozorami cywilizacji ukrywa barbarzyństwo, tak również Eleonor pod atrakcyjną i delikatną sylwetką chowa swoją drapieżność. Mimo wszystko jest to postać wykazująca ludzkie odruchy. Nieco łaskawszym okiem można na nią spojrzeć pod koniec sezonu, gdy powróci sprawa śmierci jej ojca, która jak się okazuje – wywarła na nią ogromny wpływ i znacząco odmieniła jej relacje z Charlesem Vanem.

Scenariusz jest znakomicie rozpisany, a motywy z poprzednich sezonów doskonale się zazębiają. Mnóstwo jest zaskakujących zwrotów akcji, a kilka scen na długo zagości w mojej pamięci: polowanie na rekiny, pojedynek między Teachem i Flintem, budowanie relacji ze zbiegłymi niewolnikami, atak piratów na dyliżans (scena akcji nakręcona jak mastershot), finałowa bitwa na lądzie i na morzu. Zasadzki, podstępy, potyczki, eskapady – naprawdę trudno się nudzić. Zapowiadany występ Raya Stevensona w roli Czarnobrodego wydawał się czymś, co może poprawić jakość produkcji, ale okazał się tylko kroplą w morzu zalet.

Advertisement

Stevenson nie wybija się przed szereg. Jest częścią świetnego zespołu i postacią, która pokaże pazura dopiero w kolejnej serii. Na razie tylko spogląda badawczym wzrokiem – jak kapitan okrętu krążący wokół lądu, by się upewnić, czy jest bezpiecznie.

Co nas czeka w następnym sezonie? Trudno przewidzieć. Twórcy na pewno nas niejednokrotnie zaskoczą. Mam nadzieję, że tendencja zwyżkowa utrzyma się jak najdłużej. Realizatorzy perfekcyjnie mieszają patenty z różnych źródeł – z historycznych ksiąg, wojennych poradników, przygodowych powieści, ekscytujących pragnień o dalekich podróżach, egzotycznych krainach i fantastycznych skarbach. Ograniczenie do minimum scen miłosnych wyszło zdecydowanie na korzyść. Pewnym zgrzytem może być sposób wypowiadania się bohaterów – zamiast krótkich urywanych kwestii elokwentne i wnikliwe dysputy.

Advertisement

Jednak nie razi to tak bardzo, jak w poprzednich odsłonach, bo tym razem postawiono na większy rozmach. Coraz więcej statystów, lokalizacji, a co za tym idzie, coraz więcej przygód czynią tę produkcję atrakcyjniejszą dla widza i sprawiają, że rysy na tym diamencie nie obniżają jego wartości. Oby więcej takich skarbów oferowała telewizja!

Rozdział 4: Silver & Gold

Advertisement

Wreszcie musiał nadejść ten moment, gdy kończy się pewna ekscytująca przygoda. Ten koniec został bardzo rozważnie przemyślany – od początku mówiło się o czterech sezonach. Dłużej tej historii twórcy nie zamierzają ciągnąć, lecz nie wykluczone, że sukces serialu przyczyni się do powstania innych produkcji o piratach. Tak jak sukces Wikingów dał zielone światło na realizację Upadku królestwa (od 2015) według Wojen wikingów Bernarda Cornwella. Temat morskich wojaży i podbojów to materiał na szereg fascynujących opowieści, w których znajdzie się miejsce na multum interesujących motywów. Walka o władzę i wpływy, zdrada ideałów lub poświęcenie dla idei, trudne decyzje i ich brutalne konsekwencje. Takie tematy nigdy się nie zdezaktualizują, pozostaną wieczne.

Gdy Anglicy toczyli walki z Hiszpanami, potrzebowali pomocy korsarzy. Po zakończeniu wojny stali się już taką potęgą, że nie potrzebowali dawnych sojuszników. Przeciwnie, zamierzali ich zniszczyć. Piraci w tej walce byli bez szans. Nie oznacza to jednak, że zło zostanie w końcu wytępione z Nassau. To miasto za czasów piratów rozwijało się, kwitł handel i gospodarka. Aż do czasu, gdy Anglicy postanowili to zmienić. Ich kraj to zło wcielone, największa potęga kolonialna, która nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel. W naturę przedstawicieli tego kraju wpisana jest hipokryzja – mogą rabować, gwałcić i zabijać, co nie przeszkadza im w osądzaniu i karaniu piratów za to, że rabują, gwałcą i zabijają.

Advertisement

Mimo iż piraci w tym serialu noszą angielskie nazwiska, nie mają ojczyzny. Ich baza to położona na Bahamach wyspa New Providence ze stolicą w Nassau (dawniej Charles Town). Nic dziwnego, że chcieli walczyć o tę ostatnią przystań, miejsce, z którym są bardzo mocno związani. Nie można wiecznie podróżować po oceanach, trzeba mieć swoje gniazdo, aby po trudach podróży odpocząć, wyleczyć rany, zabawić się. W serialu takie sentymenty są obecne, na twarzach tych ludzi maluje się tęsknota za tym, co utracili. Pojawia się iskierka nadziei, lecz coraz dobitniej wyraża się świadomość przegranej. Nad czarnymi żaglami pojawiają się czarne chmury – widmo nieuchronnego końca jest coraz bliżej.

Piraci to jednak prequel do Wyspy skarbów Roberta Louisa Stevensona, a więc to tylko koniec pewnego rozdziału, a nie koniec historii. Historia będzie toczyć się dalej, póki będą ludzie na tyle ciekawi i wyraziści, by o nich pamiętać. Bo to, co nazywamy historią i uczymy się jej w szkole, to opowieści o ludziach, których życie było barwne, obfitujące w przygody. Opowieści, w które wierzymy lub nie. Po upływie czasu przestaje mieć znaczenie, co było prawdą, a co zostało dopowiedziane przez poetów i gawędziarzy. Dla jednych gubernator Woodes Rogers będzie bohaterem, dla innych to właśnie piraci będą tymi, którzy zasłużyli na szacunek, lecz ich zdradzono i oszukano.

Advertisement

Dawno już skończyły się czasy klasycznych filmów płaszcza i szpady, w których licznym perypetiom towarzyszyły krótkie i nierzadko zabawne kwestie. W serialu telewizji Starz dominują długie konwersacje. Gdy rozmówca kończy zdanie, widz już zapomina, jaki był początek rozmowy. Niektóre sceny wyglądają zresztą nie jak rozmowy, ale jak monologi, gdyż w przeciwieństwie do dyskusji polityków nikt tu nikomu nie przerywa, czekając cierpliwie na puentę. Takie hamletowskie sceny rażą tym bardziej, gdy aktorski warsztat okazuje się mierny. Jessica Parker Kennedy (Max) wypowiada swoje kwestie w sposób syntetyczny, jak cyborg.

Mężczyźni bardziej przekonująco wypadli w tej historii, niektórym wystarczyło tylko groźne spojrzenie. Przykładem może być Israel Hands (David Wilmot), nowa postać w tym uniwersum. Postać autentyczna, której losy złączono tu z fikcyjnym Johnem Silverem, w rzeczywistości pływała u boku Edwarda Teacha, w którego wcielił się Ray Stevenson. Pisząc o poprzednim sezonie, miałem nadzieję, że słynny Czarnobrody zostanie lepiej wykorzystany przez scenarzystów. Niestety, autorzy mieli inne plany związane z tym bohaterem. Zasugerowali się przekazami, według których Teach, w odróżnieniu od większości słynnych piratów, nie był okrutnikiem. Zaprezentowali go więc jak ofiarę, a nie złoczyńcę. Wiadomo, że nie dożył późnej starości, ale jego koniec w tym serialu jest z pewnością zaskakujący dla widza.

Advertisement

Najlepiej wypadł Luke Arnold w roli Długiego Johna Silvera i tak pewnie miało być. Głównym motywem jest właśnie ewolucja tej postaci. W trakcie jednej z ciekawszych konwersacji Silver mówi do Flinta, że zanim go poznał, jego życie nie miało znaczenia. Opowiedział wtedy jakąś historię z przeszłości, ale nie była ona prawdziwa. Nie zmyślił jej dlatego, aby kogoś oszukać, lecz dlatego, by nadać swojemu życiu jakiś sens. Dopiero gdy trafił na piracki okręt, zaczęła się kształtować jego historia, dopiero wtedy mógł złapać wiatr w żagle i ruszyć ku swojemu przeznaczeniu.

Wszystko, co było przedtem, nie miało już znaczenia. Poznał nowych przyjaciół, na czele z kapitanem Flintem. Poznał także miłość swojego życia. Plusem serialu jest to, że wątki miłosne (John i Madi, Woodes i Eleanor) przedstawiono bez sentymentów, z dużą dozą wiarygodności. Należy podkreślić, że sceny seksu ograniczono do niezbędnego minimum.

Advertisement

Nie udało się utrzymać tendencji zwyżkowej, to znaczy nie udało się przebić trzeciego sezonu, który od pierwszego do ostatniego odcinka stanowił zwartą, kapitalnie opowiedzianą historię. Seria finałowa ma swoje mocne strony. Karaibska przygoda wpłynęła na niektóre charaktery bardzo pozytywnie. John Silver i kapitan Flint z każdym kolejnym sezonem stawali się bliżsi widzom, wzbudzali coraz większą sympatię. Inaczej niż na przykład Billy Bones, którego morskie fale wyrzuciły na ciemną stronę, czyniąc go inspiratorem chaosu i anarchii. Są też takie postacie, na które dopiero czeka przygoda, na przykład Mary Read, pojawiająca się w ostatnim odcinku.

Po cichu liczę na spin off z udziałem Mary Read i Anne Bonny, choćby dlatego, że druga z wymienionych postaci, występująca w serialu od samego początku, nie została w pełni wykorzystana przez scenarzystów.

Advertisement

Myślę, że finał zaskoczy nawet tych, którzy znają powieść Stevensona. Atutem finałowego odcinka jest jego dwuznaczność. Zwykle podczas pisania ostatniego epizodu autorzy starają się jasno i logicznie zamknąć wszystkie wątki, by widz był w pełni usatysfakcjonowany. Jonathan E. Steinberg i Robert Levine, czyli osoby odpowiedzialne za cały serial, postawili na ambiwalentność, sugerując, że może istnieć drugie dno. Dało to odpowiedni efekt, gdyż spowodowało szereg dyskusji wśród fanów serialu. Między Piratami a książką Stevensona pozostała luka, którą widz sam może wypełnić. Potem pozostaje już tylko czekanie na serialową adaptację Wyspy skarbów.

Jako całość jest to bez wątpienia udana produkcja. Będzie się ją wspominać jako jeden z najlepszych seriali o piratach. Właściwie to niewiele w historii telewizji jest dobrych produkcji o tej tematyce. Przypominam sobie tylko atrakcyjne włoskie miniseriale: Sandokan (1976) Sergia Sollimy oraz Szpiedzy i piraci (Caraibi, 1999) Lamberta Bavy. Ale ze względu na niewielką liczbę odcinków można je traktować jak rozbudowane filmy. Piraci to produkcja innego rodzaju, poza tym powstała w czasach, gdy rocznie powstaje multum kapitalnych seriali, a mimo to nie pozostaje w tyle, stanowiąc godną konkurencję dla najlepszych.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Z wykształcenia inżynier po Politechnice Lubelskiej. Założyciel bloga Panorama Kina (panorama-kina.blogspot.com), gdzie stara się popularyzować stare, zapomniane kino. Miłośnik czarnych kryminałów, westernów, dramatów historycznych i samurajskich, gotyckich horrorów oraz włoskiego i francuskiego kina gatunkowego. Od 2016 „poławiacz filmowych pereł” dla film.org.pl. Współpracuje z ekipą TBTS (theblogthatscreamed.pl) i Savage Sinema (savagesinema.pl). Dawniej pisał dla magazynów internetowych Magivanga (magivanga.com) i Kinomisja (pulpzine.pl). Współtworzył fundamenty pod Westernową Bazę Danych (westerny.herokuapp.com). Współautor książek: „1000 filmów, które tworzą historię kina” (2020), „Europejskie kino gatunków” - tom 4 i 5 (2023-2025) oraz „100 najlepszych westernów wszech czasów” (2026).

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *