Connect with us

Zestawienie

Najciekawsze filmy z lat 50. dostępne na Disney+

Jeśli lubicie amerykańskie filmy aktorskie z lat 50., koniecznie sprawdźcie, co ma do zaoferowania Disney+.

Published

on

Na fali mojego zachwytu platformą Disney+ postanowiłam przyjrzeć się filmom aktorskim wyprodukowanym przez The Walt Disney Company. Muszę przyznać, że lubię oglądać stare kino. Pisząc „stare”, mam w zasadzie na myśli wszystko od początku kinematografii aż do roku 2000. Uważam, że każda epoka ma swój niepowtarzalny urok i że warto poznawać filmy, o których nie słyszymy na co dzień.

Na pierwszy ogień mojego przeglądu poszły dzieła z lat 50. Nie ma wśród nich zbyt wielu wybitnych tytułów, a część trąci już myszką, jednak oglądanie ich przyniosło mi wiele frajdy. Filmy takie jak Wyspa skarbów czy Opowieść o Robin Hoodzie i jego wesołych kompanach mają swój specyficzny klimat. Kostiumy są śmieszne, aktorstwo przerysowane, a w scenach walki widać, że aktorzy mijali się o jakieś pół metra, ale i tak świetnie się na nich bawiłam. Może jeden z tych filmów spodoba się i wam.

Advertisement

„Wyspa skarbów” – reż. Byron Haskin (1950)

Kadr z filmu "Wyspa skarbów"

Wyspa skarbów to adaptacja powieści Roberta Louisa Stevensona. Młody chłopak Jim Hawkins (Bobby Driscoll) zostaje zabrany niebezpieczną na wyprawę w celu odnalezienia skarbu ukrytego przez kapitana Flinta. Nie wie, że na statku, którym płynie, znajduje się sporo piratów z dawnej załogo kapitana. Przewodzi im Długi John Silver (Robert Newton) udający kucharza i przyjaciela chłopca.

Muszę przyznać, że bardzo lubię ten film. Nie przeszkadza mi to, że na dzień dobry możemy poznać, kto jest czarnym charakterem, postsynchorony rozjeżdżają się z obrazem, a aktorstwo jest przeszarżowane. Na szczęście można w nim znaleźć też sporo plusów. Napięcie jest umiejętnie budowane, w emocje bohaterów można uwierzyć, a przygoda, która spotyka Jima, wciąga. Świetny film dla wszystkich miłośników piratów.

Advertisement

„Opowieść o Robin Hoodzie i jego wesołych kompanach” – reż. Ken Annakin (1952)

Kadr z filmu "Opowieść o Robin Hoodzie i jego wesołych kompanach" Wszyscy znacie tę historię. Młody Robin razem z piękną lady Marion, braciszkiem Tuckiem, Małym Johnem i kilkoma pokrzywdzonymi wieśniakami zaczyna wieść życie banity, aby chronić biedaków przed złym księciem Janem i posłusznym mu szeryfem.

Film jest zabawny i ma lekki, swobodny ton. Jest przy tym dosyć sztuczny, ale i tak przyjemnie się go ogląda. O ile oczywiście komuś nie przeszkadza pewne przerysowanie bohaterów, kostiumy niemające nic wspólnego z epoką oraz spacerowanie w getrach po lesie. Ja bawiłam się przednio.

„20 000 mil podmorskiej żeglugi” – reż. Richard Fleischer (1954)

Kiedy u schyłku XIX wieku po świecie zaczynają krążyć plotki o morskim potworze, amerykański okręt wojenny wyrusza na jego poszukiwania. Na jego pokładzie płyną profesor Pierre Arronax (Paul Lukas) z Muzeum Oceanografii w Paryżu wraz ze swoim lokajem Conseilem (Peter Lorre); mają oni zaprzeczyć lub potwierdzić, czy potwór istnieje. Polować na bestię ma harpunnik Ned Land (Kirk Douglas).

Advertisement

20 000 mil podmorskiej żeglugi to adaptacja powieści science fiction Juliusza Verne’a. Niestety nie czytałam książki, więc nie jestem w stanie powiedzieć, czy udana. Jednak jako film podoba mi się bardzo. Spodziewałam się poważnego filmu SF, ale tutaj nastrój jest dość lekki. Początek jest zabawny, a niedługo potem wchodzą śpiewający marynarze. Wraz z rozwojem fabuły klimat się jednak zmienia, pojawia się mrok, potęgowany przez nastrojową muzykę. Mimo że kilka scen z dzisiejszej perspektywy bardziej bawi, niż straszy, to momentami czułam dreszczyk grozy na plecach. 20 000 mil podmorskiej żeglugi zdecydowanie ma coś w sobie.

„Davy Crockett, król pogranicza” (1955) oraz „Davy Crockett i rzeczni piraci” (1956) – reż. Norman Foster

Kadr z filmu "Davy Crockett, król pogranicza".

Davy Crockett to postać bardzo znana w Ameryce. Żył naprawdę, a jego wyczyny urosły do rangi legendy, i jak w przypadku każdej legendy większość z nich jest zapewne grubo przesadzona. Nie zmienia to jednak faktu, że książki o jego przygodach były bardzo popularne. Nic zatem dziwnego, że kino często się o niego upominało; Disney również postanowił zekranizować przygody Davy’ego Crocketta.

Advertisement

Postanowiłam opisać te filmy razem, ponieważ są do siebie podobne i wyszły w podobnym czasie. Co ciekawe pierwszy film kończy się tak, że mógłby w zasadzie pojawić się później, po Rzecznych piratach, a nie przed nimi.

Bohater (grany przez Fessa Parkera) jest nieco zadufany w sobie, jednak nie ma sobie równych w walce. Potrafi powalić niedźwiedzia samym uśmiechem (!), a wespół z przyjacielem bez problemu pokona cały oddział Indian. Filmy rażą sztucznością, kicz wylewa się z ekranu, a walki są nierealistyczne, jeśli jednak kupicie taki klimat, to ogląda się je całkiem przyjemnie. Zwłaszcza że wśród tego całego śmiechu znajdą się też momenty poważne, skłaniające do refleksji.

Advertisement

„Żółte psisko” – reż. Robert Stevenson (1957)

Kadr z filmu "Żółte psisko".

Kolejna adaptacja powieści, tym razem Freda Gipsona. Opowiada historię rodziny Coats’ów żyjących w Teksasie pod koniec XIX wieku. Ojciec rodziny wyjeżdża, więc dwaj bracia, Travis (Tommy Kirk) i Arliss (Kevin Corcoran), wraz z matką muszą zająć się farmą. Pewnego dnia pojawia się u nich tytułowe żółte psisko.

Niedzielne kino familijne w starym stylu. Idealne do włączenia w telewizji po obiedzie. Początkowo ogląda się je bardzo przyjemnie, historia jest interesująca, relacje między braćmi prawdziwe. Wraz z rozwojem fabuły robi się jednak dramatyczniej, aż dochodzi do tragedii. Wspaniała historia o dojrzewaniu i odpowiedzialności.

Advertisement

„Darby O'Gill i krasnoludki” – reż. Robert Stevenson (1959)

Kadr z filmu „Darby O'Gill i krasnoludki”.

Darby O’Gill (Albert Sharpe) uważany jest w swojej miejscowości za zbzikowanego staruszka, ponieważ ciągle opowiada o tym, jak to kiedyś prawie zdobył garniec złota, ale został oszukany przez Briana, króla leprechaunów.

Jest to połączenie kina familijnego, musicalu i fantastyki, mamy tu jednak również elementy dramatu i kina grozy. Bawił mnie i wzruszał, a podczas scen z banshee nawet się przestraszyłam. Mimo pewnej przewidywalności ogląda się go przyjemnie, zwłaszcza że do dziś broni się aktorsko. Możemy tu zobaczyć młodego Seana Connery’ego, który nie był wtedy jeszcze zbyt znany.

Advertisement

 

–––

Advertisement

Znacie te filmy? Lubicie? A może polecicie mi coś, o czym nie napisałam?

Advertisement

Z wykształcenia kulturoznawca, a dokładniej filmoznawca. Zajmuje się redakcją, korektą i pisaniem recenzji. Uzależniona od literatury, filmu i gier planszowych. Kocha adaptacje filmowe, musicale i kamp. To, co aktualnie ogląda, zależy od nastroju, czasu i rodzaju wykonywanej pracy, ale seansu animacji Pixara i filmów o wampirach nigdy nie odmówi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *