search
REKLAMA
Ranking

Filmy i seriale, których NIE BYLIŚMY W STANIE obejrzeć do końca

Które filmy i seriale nas pokonały?

REDAKCJA

7 sierpnia 2022

REKLAMA

Czasem dobre chęci nie wystarczą, by obejrzeć film lub serial od początku do końca. Także my mamy przykłady tytułów, których nie byliśmy w stanie zobaczyć do końca i woleliśmy po prostu odpuścić. Poniżej nasze typy. Zachęcamy do przedstawiania swoich.

Filip Pęziński

1. Men – zacznę od kontrowersyjnego wyboru, bo od najnowszego dzieła uznanego przecież Alexa Garlanda. Niestety, po pół godziny seansu doszedłem do wniosku, że absolutnie nic mnie w tym filmie nie ciekawi, a że wiedziałem, że negatywnie oceniło go kilka osób, które znam, uznałem, że nie ma co się męczyć.

2. Gangster Squad. Pogromcy mafii – jeden z naprawdę niewielu przypadków filmów, na których przysnąłem. Kiedy się obudziłem, dotarło do mnie, że niewiele pamiętam z minionej właśnie pierwszej połowy filmu i nigdy już do seansu nie wróciłem.

3. The OA – z serialem zacząłem zapoznawać się, wiedząc, że w drugim sezonie pojawi się moja ulubiona aktorka, Zendaya. Niestety, po kilku odcinkach byłem tak zmęczony tym netfliksowskim formatem, że zrozumiałem, że nie dam rady dotoczyć się do sezonu drugiego.

4. Inhumans – negatywne opinie o tym serialu są wręcz legendarne i w tym przypadku w pełni zasłużone. Chociaż potrafię strawić naprawdę kiepskie produkcje superbohaterskie, to w tym przypadku nie udało mi się dotrzeć nawet do trzeciego odcinka.

5. Gotham – dokładnie wiem, ile Gotham obejrzałem. Jeden odcinek i 1/4 drugiego. Wtedy właśnie nacisnąłem klawisz pauzy i wyłączyłem tę kuriozalną wizję Batmana. A postać kocham od wczesnego dzieciństwa, więc odpowiedź na pytanie, jak słaby jest to serial, jest chyba oczywista.

Łukasz Budnik

1. Sexify – szanuję, że w rodzimym serialu wzięto na tapet temat seksu, ale jedyne, co towarzyszyło mi podczas seansu, to uczucie irytacji. Doceniam role aktorek występujących w rolach głównych, ale decyzje kreatywne (m.in. powtarzający się jakieś czterysta razy na odcinek motyw muzyczny zmiksowany z dialogami) sprawiły, że męczyłem się potwornie i w połowie sezonu po prostu odpuściłem.

2. Wiedźmin (sezon 2) – pierwszy sezon obejrzałem z przyjemnością i – na przekór wielu głosom krytyki – podobało mi się rozpisanie akcji na kilka linii czasowych. Z kolei kontynuacja po prostu mnie nużyła. Wątek Geralta i Ciri, ciekawy w pierwszym odcinku, potem stanął w miejscu, z kolei losy Yennefer były zwyczajnie nieangażujące. Na ten moment moja przygoda z serialem Netfliksa skończyła się w połowie drugiego sezonu.

3. Invincible – po serial sięgnąłem zachęcony sympatią do The Boys i rekomendacjami. Niestety, coś nie zagrało, bo po kilku odcinkach stwierdziłem, że losy głównego bohatera kompletnie mnie nie angażują, a odcinki wyjątkowo się dłużą. Być może dam jeszcze szansę, ale na ten moment pas.

4. Boski chillout – lubię komedie z udziałem Setha Rogena. Żaden to lotny humor, ale potrafią mnie zrelaksować i wciągnąć absurdem. Boski chillout nie ma jednak tego “czegoś” – zupełnie mnie nie bawił, a niedostatków w komedii nie nadrabiał też intrygą. Odpuściłem.

5. Trzynaście powodów – na fali popularności pierwszego sezonu postanowiłem sam przekonać się, jaki poziom reprezentuje serial Netfliksa. Obejrzałem pierwszy sezon, choć kilka ostatnich odcinków tylko z poczucia obowiązku, bo główna bohaterka była tak irytująca, że kompletnie nie potrafiłem się z nią utożsamić czy współczuć.

Jakub Piwoński

1. The Room – pamiętam, że oglądałem ten film podczas redakcyjnego zjazdu. Puściliśmy to sobie dla rozrywki. Nie zdołałem usiedzieć. Wyszedłem z salki projekcyjnej w trakcie oglądania. Nazwijcie mnie sztywniakiem, albo kimś, kto nie umie przymrużyć oka na ewidentne głupoty. Pogodzę się z tym. The Room oglądać się według mnie po prostu nie dało. Nie moje poczucie humoru. Szansa, że wrócę do tej produkcji – równa zeru.

2. Barbarzyńcyz początku byłem bardzo zaciekawiony tą produkcją, bo liczyłem na wejście w te klimaty historii, które zawsze wydawały mi się fascynujące. Nie wiedziałem, czy bliższe to będzie Gladiatorowi, czy serialowi Spartakus, ale prawdę powiedziawszy, nie wyczułem w tej produkcji ni krzty polotu, ni jednej, ni drugiej produkcji. Siermiężność i kicz zraziły mnie do niej już po obejrzeniu raptem dwóch odcinków. Szansa, że wrócę do tej produkcji – raczej marna.

3. Blood of Zeus – mitologia grecka i starożytność to klimaty, obok których zwykle trudno mi przejść obojętnie. Pomysł na ten serial wydał mi się intrygujący. Natomiast jego wykonanie było dla mnie barierą nie do przeskoczenia. Odrzuciła mnie stylistyka i nadmierna “krzykliwość”, silenie się na oryginalność. Wolałbym coś, tworzonego bardziej “po bożemu” biorąc pod uwagę jego tematykę. Serial wyłączyłem po pierwszym odcinku. Szansa, że wrócę do tej produkcji – bardzo mała.

4. Może pora z tym skończyćbardzo rzadko zdarza mi się, że zaczętych filmów nie kończę. Przerwanie seansu zdarzyło mi się może raptem kilka razy. Może pora z tym skończyć to przykład filmu, który miał posłużyć mi i żonie do tego, aby mile spędzić wieczór. Nie twierdzę, że nie ma on w sobie czegoś intrygującego, ale po pierwszych kilkunastu minutach zdecydowaliśmy wybrać z listy do odtwarzania coś innego, z tego względu, że zaczęty film okazał się dla nas stylistycznie i narracyjnie nie do przełknięcia. Szansa, że wrócę do tej produkcji – mała, choć nie wykluczam takiej możliwości.

5. Star Trek – kto by pomyślał, że taki fan SF jak ja, nigdy nie obejrzał do końca oryginalnego Star Treka? No niestety, rozczaruję was, ale moja lista wstydu z gatunku SF jest dłuższa, nie jestem w stanie znać wszystkiego. Oryginalny serial z oryginalną ekipą, ze Spockiem i Kirkiem na czele, skończyłem na pierwszym sezonie (czego nie mogę powiedzieć o pełnometrażowych filmach Star Trek, które widziałem wszystkie). Przyjemnie się to oglądało, ale realizacyjnie ten serial tak mocno odstaje od współczesnych trendów, że momentami byłem znużony. Niektóre przygody budzą dziś uśmiech politowania, zamiast fascynację. Szansa, że wrócę do tej produkcji – dość duża, zwłaszcza, że chciałbym kiedyś napisać artykuł o najlepszych odcinkach z tego uniwersum.

Agnieszka Stasiowska

1. Schody – jedna z nowszych propozycji HBO miała wszelkie szanse na sukces. Znakomita obsada (Colin Firth, Toni Collette), ciekawa historia. Niestety, ta ostatnia została okrutnie rozwleczona po scenariuszu, a fakt, że HBO swoim zwyczajem sączył po jednym odcinku, nie pomógł sprawie. Zaczęłam i po jakimś czasie zapomniałam, że oglądałam. Czasami, kiedy zauważę ten kafelek na liście “oglądaj dalej” przypominam sobie o tej produkcji, ale nie czuję chęci, żeby do niej wrócić.

2. Loki – duże rozczarowanie. Loki w wykonaniu Toma Hiddlestona to jedna z moich ulubionych postaci ekranowych. Zabawny, lekki, uroczo podstępny. I tak też było przez pierwsze trzy odcinki serialu, na który z ciekawością czekałam. A potem do akcji wkroczyła Sophia diMartino jako nadęty Wariant z misją i wszystko, kolokwialnie mówiąc, się rypło. Bywa, że nachodzi mnie myśl, żeby wrócić i sprawdzić, jak to się potoczyło, ale na szczęście szybko umyka.

3. Obsesja Eve – kolejny serial, o którym słyszałam same dobre opinie. Co prawda nie przepadam za Sandrą Oh, która nie potrafiła siebie do mnie przekonać w Pani dziekan, ale postanowiłam spróbować. Niestety, nadziałam się po raz kolejny na dziwaczną manierę tej aktorki, uzupełnioną o całkowicie bezbarwną i pretensjonalną kreację Jodie Comer. Po trzech odcinkach odpuściłam.

4. Osierocony Brooklyn – rzadko zdarza mi się po prostu wyłączyć film, stwierdzając, że szkoda na niego czasu. Osierocony Brooklyn to właśnie jeden z tych przypadków. Norton bardzo skupił się na zespole Tourette’a swojej postaci, podobno przedstawił go genialnie – tego nie oceniam, bo nie znam tej choroby aż tak dobrze. Mam jednak wrażenie, że poza tym wszystko inne umknęło jego uwadze. Intryga była przeciętna, bohaterowie dwuwymiarowi. U mnie nie chwyciło.

5. Dom Gucci – był taki czas, kiedy film Ridleya Scotta był dla mnie gwarancją dobrej rozrywki. Niestety jego Dom Gucci to nudnawy snuj, wbrew tytułowi zresztą wcale nie historia domu mody, ale małżeństwa Maurizia i Patrizii, czyli bardzo skromnego jej wycinka. Niewątpliwie najbardziej skandalicznego, ale mnie akurat najmniej interesującego. Wytrzymałam ponad godzinę, współczując Adamowi Driverowi i jako aktorowi, i jako postaci, po czym definitywnie zakończyłam seans.

REDAKCJA

REDAKCJA

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA