Publicystyka filmowa
BOJACK HORSEMAN. Ukryte żarty i odniesienia, które PRZEGAPILIŚCIE
BOJACK HORSEMAN to unikalny serial, łączący humor z depresją, który odkrywa tajemnice relacji międzyludzkich w barwnym Hollywoo.
BoJack Horseman, serial, który zakończył się zaledwie miesiąc temu, już teraz zyskał miano współczesnego klasyka. Rzesza fanów, jaką przysporzył sobie głośny netfliksowy serial, doczekała się zakończenia przygód depresyjnego antropomorficznego konia, który od 2014 roku u wielu wywoływał na przemian śmiech, wzruszenie oraz stany depresyjne. Słoneczne, barwne Hollywoo zamieszkałe przez ludzi oraz antropomorficzne zwierzęta stało się jednym z najbardziej unikatowym serialowym uniwersum.
I choć odcinki BoJacka Horsemana są już policzone, pomysły Raphaela Boba-Waksberga, twórcy serialu, nie kończą się w tym miejscu. Nakładem wydawnictwa Insignis światło dzienne ujrzała książka o wdzięcznym tytule Ktoś, kto będzie cię kochał w całej twej nędznej glorii. Zbiór 18 opowiadań, w których debiutujący na literackim polu Bob-Waksberg z podobną do bojackowego dowcipną, melancholijną błyskotliwością bierze pod lupę współczesny słodko-gorzki świat związków oraz relacji międzyludzkich. Ojciec BoJacka potrafi z zadziwiającą przenikliwością, empatią ale i prostotą wypowiedzi opowiadać o chyba najbardziej skomplikowanej rzeczy na świecie – uczuciach rodzących się między ludźmi.
W jego krótszych bądź dłuższych opowiadaniach można łatwo dojrzeć swoje odbicie – autor pisze w końcu o czymś, co każdy z nas doświadczył. O trudnych próbach nawiązania przyjaźni, o zaufaniu i strachu przed odrzuceniem, o bolesnym przeczuciu rozpadu, o pustce, którą pozostawia po sobie drugi człowiek. Ktoś, kto będzie cię kochał w całej twej nędznej glorii to obiecujący debiut osoby, która potrafi z żonglerską zręcznością opowiadać o tym, co najtrudniejsze do opisania.
Ale obok gęstych, egzystencjalnych rozmyślań Bob-Waksberg zaserwował widzom BoJacka Horsemana także tysiąc powodów do śmiechu. Liczne easter eggi, żarty i odniesienia stały się znakiem rozpoznawczym serialu. W ogromnej mierze to właśnie na specyficznym humorze opiera się wyjątkowość netfliksowej animacji. Oto zaledwie kilka najciekawszych oraz najbardziej pamiętnych serialowych odniesień, bez których BoJack Horseman nie byłby BoJackiem Horsemanem.
Uwaga! Niektóre odniesienia wiążą się ze spoilerami!
ZAGADKA BASENU
Z każdej serialowej sceny wylewają się mniej lub bardziej widoczne easter eggi. Zabawa w ich poszukiwanie zaczyna się już od pierwszych sekund każdego odcinka. Czołówka, choć od pierwszego sezonu niezmienna, co jakiś czas zaskakuje nowymi, świeżymi nawiązaniami. Z sezonu na sezon zmieniają się jej niektóre istotne elementy, w sprytny sposób nawiązujące do obecnych wydarzeń z serialu. Czołówka pełni zatem funkcję skrótowego podsumowania sezonów. W jej tle przewijają się co ważniejsi bohaterowie, dają o sobie znać co ważniejsze wątki i wydarzenia, które rzutują na fabułę sezonu.
Bardziej spostrzegawczy widzowie zauważą również skrzętnie poukrywane elementy nawiązujące do poszczególnych odcinków. Największa zmiana w wyglądzie openingu następuje w finałowym 6 sezonie. W pierwszym jego odcinku czołówka nie pojawia się w ogóle, co już zapowiada zmianę. W następnych zaś jest ona zaprezentowana w zupełnie innym wydaniu, przypominającym najbardziej traumatyczne wydarzenia z życia BoJacka. Jeden element pozostaje jednak stały i niezmienny. BoJack wpadający z balkonu do basenu, w którym tonie, wpatrując się na Diane i Mr. Peanutbuttera. Być może to wcale nie przypadek, jak się okazuje, może to być istotny element dla całego serialu.
Kwestia ta zostaje rozwiązana w przedostatnim odcinku szóstego sezonu, odcinku Widok z drogi w dół. Odcinku najbardziej niepokojącym i mrożącym krew w żyłach. Dwudziestominutowy epizod jest groteskowy w swej makabryczności, mający na celu wzbudzić u widza podejrzenia, że akcja odcinka rozgrywa się po śmierci BoJacka. Bohater, rozmawiając ze swoimi zmarłymi bliskimi dowiaduje się w końcu, jaki spotkał go koniec. Utopił się w basenie swojej niedawnej posiadłości. Byłoby to całkiem zabawne w swym tragizmie rozwiązanie, zważając na fakt, że od pierwszego odcinka pierwszego sezonu w czołówce przewija się motyw BoJacka wpadającego i tonącego w swoim basenie.
Dałoby to nam do zrozumienia, że zakończenie historii BoJacka znane nam już było od pierwszych minut serialu, choć nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Jak wiadomo, twórcy byli jednak nieco bardziej łaskawi dla tytułowego bohatera.
O POPKULTURZE ŻARTÓW KILKA
Choć żartów słownych w BoJacku Horsemanie nie brakuje, to strona wizualna jest największym polem do humorystycznych popisów twórców. Każdy pojedynczy kadr to arena, na której stykają się ze sobą wizualne gagi i easter eggi. Niekiedy nie sposób zapoznać się z nimi bez uprzedniego spauzowania odcinka. Ulubionym tematem do żartów są humorystyczne nawiązywania do szerokiej popkultury. Zabawnie poprzekręcane tytuły książek (Wielki Catsby) bądź filmów (Uncle Chuck z Robertem de Niro), obok których bohaterowie przechodzą jak gdyby nigdy nic, nieświadomi żartu.
Parodiom nie umykają także gwiazdy muzyczne. Hollyhock ma w pokoju powieszone plakaty Quacka DeMarco czy Cockatoo Twins. Rodzina Sugermanów w 1944 roku słucha zaś płyty z przebojamholi Jimmy’ego Dorsala, nie Dorsey’a. Słynne są również liczne nawiązania do wydarzeń z show biznesu. Wielokrotnie bohaterowie serialu w żartach nawiązują do akcji takich jak #metoo czy ogólnej dyskryminacji kobiet w świecie przemysłu filmowego. Świetnym tego przykładem jest soczysty żart wymierzony w Hollywood z 10 odcinka 3 sezonu. Po tym, jak Todd oraz Peanutbutter w wyniku fatalnej pomyłki gubią listę oscarowych nominacji, postanawiają sami ją wymyśleć. Po tym jak Todd przyznaje się, że żadnego z nominowanych filmów nie widział, Peanutbutter uspokaja: “Todd, inni też nie. Nie tak się rozdaje nagrody”. Wyniki ich debaty około filmowej widać na tablicy. Najlepszy aktor: przekreśleni “czarni”. Brany pod uwagę jest za to Bread Poot. Za to w kategorii najlepszego reżysera przewidziane są same kobiety. W kategorii najlepszy scenariusz: Sexy robot (chodzi o Ex Machinę?).
Jako że BoJack Horseman to serial, który w dużej mierze skupia się na karierze przebrzmiałej telewizyjnej gwiazdy, zajrzenie w głąb filmowego półświatka barwnego Hollywoo, nie mogło obejść się bez licznych nawiązań do świata filmu. I nie chodzi tutaj tylko o zabawne przerysowania znanych plakatów filmowych, takich jak w biurze Lenny’ego Turteltauba. Twórcy serialu nie ograniczają się jedynie do prostych nawiązań – w serialu osobiście występują gwiazdy filmowe oraz telewizyjne. Niekiedy ich występ przybiera formę dowcipnego cameo, ale są również przypadki, kiedy postaci wsiąkają w fabułę, stając się pełnoprawnymi bohaterami serialu.
Gościnne występy w serialu zaliczyły takie gwiazdy jak Daniel Radliffe, Naomi Watts, Paul McCartney, Vincent D’Onofrio, z których wszyscy użyczyli głosu swoim animowanym odpowiednikom. W serialu pojawiła się również amerykańska aktorka Jessica Biel, która przewijała się jako druga była żona Peanutbuttera. To ona odpowiada za zbiorową histerię uwięzionych pod ziemią gości uroczystości charytatywnej Peanutbuttera z 7 odcinka 4 sezonu. Uwięziona pod ziemią z resztą przerażonych gości ustanawia kult boga ognia. Pierwszą ofiarą krwawego bóstwa zostaje niewinny Zach Braff, którego Biel podpala w rytualnej ofierze. Ciało aktora zostaje wówczas zjedzone przez głodujących imprezowiczów.
Jednak najbardziej interesującą postacią serialu, przeniesioną na ekran z prawdziwego życia, jest epizodyczna aktorka Margo Martindale. Bez wątpienia najbardziej demoniczna postać serii. Twórcy przerobili łagodną amerykańską aktorkę na pozbawioną moralności i skrupułów kryminalistkę, która, choć była oczywiście tylko epizodyczną aktorką serialu, pojawiała się zawsze, gdy trzeba było narobić odpowiedniego szumu czy napsocić w fabule serialu. Początkowo była to niepozorna znajoma od czarnej roboty na usługach BoJacka. Gdy jednak uciekła z więzienia, rozpoczęła się jej tajemnicza tułaczka, która nadała jej tytuł najbardziej poszukiwanej osoby w kraju.
Postać Margo Martindale jest jedną z najzabawniejszych inside joke’ów animowanego serialu. Choć bohaterka zniknęła gdy w sezonie 3 słuch o niej zaginął, informacji o niej można było uzyskać śledząc paski informacyjne programu prowadzonego przez niezastąpionego Toma Jumbo-Grumbo. Martindale po raz ostatni pojawiła się w siódmym odcinku trzeciego sezonu, Jak pozbyć się prasy, aby poinformować BoJacka, że zabiera jego łódź „Escape From L.A.”, by uciec przed policją oraz od nominacji do nagrody Craiga Noela z Koła Krytyków Teatralnych na wody międzynarodowe. Po 75 dniach żeglugi na otwartych wodach epizodyczna aktorka zderza się ze statkiem towarowym przewożącym makarony i rozbija na morzu.
Od tamtej pory jej los jest nieznany. W pierwszym odcinku czwartego sezonu na pasku informacyjnym wiadomości Toma Jumbo-Gumbo pojawia się wzmianka o uciekinierce. Prezenter oraz jego ekipa telewizyjna podejrzewają, że Martindale jest martwa. Jak się później szczęśliwie okazuje, Margo rozbiła się na wyspie, spędzając cały 4 i 5 sezon w zakonie z wyczyszczoną pamięcią.
Jednak jeśli chodzi o wizualne gagi i żarty, mistrzostwo osiągnięto w słynnym odcinku 3 sezonu Fish out of water (BoJack lubi pływać). Odcinek ten różni się znacząco od reszty. Jest prawie całkowicie niemym odcinkiem, który, prócz tego, że bazuje na przezabawnie absurdalnym rozwiązaniu, opiera się przede wszystkim na żartach wplecionych w warstwę wizualną. Twórcy przechodzą samych siebie jeśli chodzi o zabawną kreację świata przedstawionego. Ośmiornica-celebryta rozdająca autografy przy pomocy swojego własnego atramentu. Sardynki zaprezentowane jako korpo-szczury, ściskające się wszędzie jak w konserwie.
Ogólne spojrzenie na podwodny świat jako na barwną, ekscentryczną Japonię z jej dziwnymi telewizyjnymi reklamami. Dodatkowo dochodzą zabawne gagi związane z barierą językową, w którą BoJack niejednokrotnie boleśnie uderza. Odcinek ten to prawdziwy popis humorystycznych umiejętności twórców serialu.
KOŃ JAK MALOWANY
Jednym z najbardziej charakterystycznych wizualnych żartów serialu stały się BoJackowe reprodukcje słynnych dzieł sztuki. W każdym sezonie znaleźć można przynajmniej kilka zabawnych obrazów przemalowanych przez ilustratorkę Lisę Hanawalt na bojackową modłę. Sama rezydencja BoJacka, czy to w retrospekcjach, czy w czasie rzeczywistym, jest niczym galeria sztuki. W kolekcji antropomorficznego konia można znaleźć komicznie zdeformowane dzieła Andy’ego Warhola, Henriego Matisse’a, Keitha Haringa, Franza Marca, Davida Hockney’a, Pabla Picasso czy Alexa Katza.
Istne muzeum sztuki nowoczesnej. Co ciekawe, niekiedy występujące w tle obrazy wydają się w ciekawy sposób korespondować z wydarzeniami danej sceny bądź z postaciami obecnymi w kadrze. Przykładowo w scenie retrospekcyjnej, kiedy BoJack siedząc w swoim domu i oglądając telewizję dowiaduje się, że jego przyjaciel Herb Kazzaz jest gejem, w tle majaczą trzy charakterystyczne malunki Keitha Haringa. Amerykańskiego artysty ulicznego, którego prace często poruszały ważne tematy polityczne oraz społeczne, w szczególności homoseksualizmu i zagrożenia AIDS.
Zastanawiający wydaje się również obraz z gabinetu BoJacka. Portret artysty Davida Hockneya wywołuje nastrój wyobcowania i przygnębienia. Jak twierdził sam artysta, namalował ten obraz w ciężkim okresie swojego życia, kiedy po trudnym rozstaniu izolował się od świata. Niewykluczone, że jest to odniesienie do stanu BoJacka, który alienację i egzystencjalne poczucie beznadziei opracował do perfekcji. Innym przykładem nieprzypadkowego doboru dzieła sztuki do sceny jest fragment odcinka rozgrywającego się w domu Sarah Lynn. Bohaterka nad łóżkiem ma powieszony obraz prerafaelickiego artysty Johna Everetta Millaisa “Ofelia”.
Co ciekawe, tytułowa Ofelia ma na płótnie twarz serialowej postaci. Może to oznaczać, że podobnie jak bohaterka dramatu Szekspira, tak i Sarah jest ofiarą swojej autodestrukcyjnej natury, popadając w ciągły cug alkoholowo-narkotykowy. Co więcej, ta sama postać ma nad kominkiem w salonie powieszone płótno uderzająco podobne do „Astonished bubbles of ecstasy Marca Chagalla. Obraz ten, jak twierdzi przyjaciółka BoJacka, jest zrobiony z LSD. Porównanie jest w tym przypadku całkiem trafne. Obrazy Chagalla są równie fantasmagoryczne i oniryczne co wizje po kwasie. W innych przypadkach zabawa ze sztuką podyktowana zostaje niczym innym jak dowcipną grą słów. Wiszący w salonie BoJacka obraz Franza Katza „The Green Cap” przedstawia kota w czepku zamiast kobietę, jak to jest w oryginale. A Katz w języku niemieckim to rzecz jasna kot.
TYLKO DLA WTAJEMNICZONYCH
Nawiązania do szeroko pojętej kultury i sztuki to nie jedyna pożywka dla bojackowego humoru. Niezwykle istotnym elementem serialu są także nawiązania między poszczególnymi odcinkami oraz sezonami. Żarty, które zrozumieć mogą jedynie uważni widzowie znający fabułę serialu. Przykładem takiego żartu jest nikomu nieznana Erica, która nie dość, że pojawia się na wszystkich mniej lub bardziej głośnych imprezach w Los Angeles, to na dodatek przewija się przez wszystkie sezony serialu.
Kim jest Erica – tego nie wiemy i już raczej nigdy się nie dowiemy. Wiadomo, że jest to przyjaciółka Peanutbuttera, którą ten spotyka na każdej możliwej serialowej imprezie, przywołując głośnym i ochoczym zawołaniem, takim jak “Erica, co ty robisz z dziecięcą trumienką w rękach?” lub “Erica, no proszę, wreszcie masz właściwą liczbę uszu”. Pech jednak chce, że Erica nigdy nie pojawia się w obrębie kadru, tak więc jej osoba pozostaje nierozwikłaną tajemnicą. Innym przykładem jest epizodyczna bohaterka, blondwłosa stażystka pracująca na planach filmowych. W pierwszym odcinku 2 sezonu kobieta przewraca się o niepilnowane przez nikogo kable, wylewając sobie wrzącą kawę na twarz. W późniejszych odcinkach i sezonach ta sama bohaterka przewija się na drugim planie. Jeden element jest jednak wyjątkowo ważny – ma przeszczepioną skórę twarzy, co jest najpewniej pamiątką po pechowym wydarzeniu z kablem (za który w pewnej mierze odpowiedzialna jest Diane, co także jest absurdalnie zabawne).
Innym powtarzalnym żartem jest rozkoszna nieumiejętność Peanutbuttera do zamawiania tematycznych imprezowych ozdób. Za każdym razem, kiedy labrador organizuje jakieś przyjęcie, obecny na nim musi być plakat z określonym tematem. Niezmiennie jednak towarzyszyć mu musi pewien zabawny błąd. “Happy Birthday Diane And Use a Pretty Font”, “Congrats Diane and Mr. Peanut Butter / Peanut Butter is One Word.”, “Congrats Diane and Mr.
Peanut Butter / Peanut Butter is One Word Don’t write one word”, “Hooray for Woodchuck. And if he doesn’t win write so sory woodchuck”. Apogeum żartu zostaje osiągnięte w drugim odcinku 5 sezonu na parapetówce Peanutbuttera.
Jednak najbardziej kultowym żartem wewnątrz serialu jest przewijające się w tle Hollywoo. Żart z Hollywoo ciągnie cię od 6 odcinka pierwszego sezonu serialu, aby w ostatnim odcinku ostatniego sezonu zamknąć ten easter egg piękną, równie humorystyczną klamrą. Wszystko zaczęło się w rzecz jasna absurdalny sposób. W odcinku zatytułowanym D-uża sprawa BoJack dowiaduje się, że będąc pijanym zeszłej nocy ukradł ze zbocza góry literkę D ze słynnego napisu Hollywood. Jako że było to spowodowane niejasnymi uczuciami, jakie BoJack czuł do Diane, wina za ten uczynek przeszła na Mr.
Peanutbuttera, który przekręcił występek w romantyczne wyznanie. Jak się później okazało, łatwiej było zmienić nazwę dzielnicy miasta Los Angeles niż przywrócić na swoje dawne miejsce spółgłoskę D. Tak więc od połowy pierwszego sezonu serialu aż do jego zakończenia nie figuruje już nazwa Hollywood, a Hollywoo, co podkreślają nawet sami bohaterowie serialu w codziennych rozmowach. Popularny program śniadaniowy zmienia swój tytuł z Morning Time Hollywood na Morning Time Hollywoo. Twórcy powracają do żartu w iście sentymentalnym stylu w finałowym odcinku serialu. Peanutbutter ponownie zwołuje konferencję prasową, aby uroczyście odsłonić literę, którą postanawia po czasie zwrócić na zbocze góry Lee. W efekcie zwykłego, typowego dla Peanutbuttera nieporozumienia na miejsce wraca nie litera D, a B. Nie jak dobrze, a bardzo dobrze. Możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuścić, że opuszczając świat BoJacka opuszczamy już nie Hollywoo, a Hollywoob.
Jednak jeden z najciekawszych easter eggów serialu nie ma na celu jedynie rozśmieszyć czy humorystycznie urozmaicić sezon. Mowa tu o grze zapoczątkowanej w pierwszym odcinku drugiego sezonu. W odcinku zatytułowanym Nowa kanapa BoJack zmienia całkowicie nastawienie do świata. Nowo zakupiona kanapa ma symbolizować nowo narodzonego w blasku beztroski BoJacka, który od teraz patrzy na świat przez różowe okulary. Nowe optymistyczne podejście bohatera do świata wpływa jednak znacząco na jego aktorskie umiejętności. BoJack, grając Secretariata w nowej produkcji pod batutą Kelsey, nie potrafi wypowiedzieć kwestii “What are you doing here?” z wymaganym przygnębieniem i smutkiem, ponieważ przy każdej próbie tryska optymizmem.
Jak się okazuje, zdanie to będzie hasłem spajającym ze sobą wszystkie odcinki sezonu. W kolejnych odcinkach BoJack wymawia tę samą kwestię z niewymuszoną naturalnością w wielu różnych kontekstach, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Na pogrzebie Herba, po przejechaniu jelenia w lesie czy podczas kłótni z Wandą. Nie tylko z ust BoJacka pada owa kwestia, to samo pytanie zadają bohaterowie między innymi Charlotte czy jej córka Penny. Kwestia ta nie jest jednak przypadkowa. Niesie ze sobą pewien ciężar znaczeniowy, który zachęca do faktycznych rozważań i poszukiwań odpowiedzi na to pytanie. Rozbrzmiewa w końcu z podwójną siłą w najistotniejszym momencie sezonu, kiedy na usta ciśnie się pytanie “Co ty tutaj robisz, BoJack, w Nowym Meksyku?”. Zdanie, z wypowiedzeniem którego BoJack nie mógł sobie poradzić w pierwszym odcinku, zostaje motywem przewodnim aż do końca drugiego sezonu.
Fakt, że żarty twórców BoJacka Horsemana zachęcają widzów do wzmożonej uwagi sprawia, że humor serialu staje się jeszcze bardziej błyskotliwy oraz inteligentny. Liczne easter eggi i odniesienia są nie tylko po to, by wzmocnić stronę humorystyczną, wywołać u widza śmiech. Są integralnym budulcem świata przedstawionego BoJacka Horsemana. Świata tak osobliwego i absurdalnego, ale i nie pozbawionego krytyki schowanej pod warstwą ironii, że jest wręcz nie do podrobienia. Serial Raphaela Bob-Waksberga można bez zająknięcia nazwać genialnym połączeniem poważnego, angażującego dramatu z absurdalnie zabawną komedią.
