Connect with us

Publicystyka filmowa

IN COLD BLOOD

Gdy powstawało „Z zimną krwią”, między Capote’em a Smithem z racji podobnych, traumatycznych przeżyć z dzieciństwa (związanych z osobą matki) zawiązała się pewna nić porozumienia, może nawet zarys przyjaźni – interesownej dla obydwu stron. Capote bez mrugnięcia okiem wykorzystywał słabość, jaką miał do niego Perry

Published

on

IN COLD BLOOD

Gdy powstawało „Z zimną krwią”, między Capote’em a Smithem z racji podobnych, traumatycznych przeżyć z dzieciństwa (związanych z osobą matki) zawiązała się pewna nić porozumienia, może nawet zarys przyjaźni – interesownej dla obydwu stron. Capote bez mrugnięcia okiem wykorzystywał słabość, jaką miał do niego Perry

CZĘŚĆ I
Morderstwo, 1959

Zamordowana rodzina Clutterów

Zdarzyło się to w niewielkim miasteczku Holcomb w stanie Kansas, jednej z tych miejscowości, w której każdy zna każdego, a kolejne dni upływają w poczuciu błogiego bezpieczeństwa. Ta trwająca latami cisza w efekcie sprowadziła burzę. Burzę z czterema błyskawicami, które niespodziewanie pozbawiły życia cztery osoby.

Advertisement

To tamtej nocy, z 15 na 16 listopada roku 1959, nocy podobnej do innych jak kropla wody do kropli wody, nieznani sprawcy wpisali Holcomb na listę słynnych miejsc równie słynnych zbrodni. To tamtej nocy zamożna i szanowana rodzina Państwa Clutterów została wymordowana strzałami z dubeltówki kaliber 12. Taka lokalna, mała hekatomba, jak się miało wkrótce okazać – bez celu i motywu. Zakurzony przydomek „Krwawiące Kansas”, nadany temu stanowi w dziewiętnastym wieku, nabrał nowego znaczenia (*). Dla lokalnej społeczności było to wydarzenie bez precedensu. Sąsiedzi, przyjaciele i wszyscy, którzy znali Clutterów tylko ze słyszenia, nie mogli wyjść z szoku.

Stan przerażenia przemieszany z bezsilnością ogarnął mieszkańców Holcomb, w którym do tej pory, poza corocznymi zbiorami, naprawdę niewiele się działo. Każdy mieszkaniec tego małego kansaskiego miasteczka mógł być na miejscu wymordowanej rodziny. Przez wiele dni po krwawych wydarzeniach kobiety i dzieci nie mogły spokojnie spać, a ojcowie, mężowie i bracia stali przez całe noce w oknach, czekając, aż mordercy zapukają także do ich drzwi. Sąsiad zaczął podejrzewać sąsiada. Blady strach osnuł Holcomb jak mgła Londyn. Zabójstwo rodziny Clutterów okazało się tym bardziej przerażające, że z domu zrabowano jedynie nieco ponad 40 dolarów i stare radio.

Advertisement

I tym bardziej zagadkowe, że Pan Clutter, znaleziony w piwnicy z poderżniętym gardłem i rozsadzoną z dubeltówki głową, ułożony był na derce, wyraźnie podłożonej tam przez sprawcę (sprawców), by, jak się wkrótce okaże, nie leżał na gołym, zimnym betonie. Perry Smith powie o Panu Clutterze:

Uważałem go za bardzo miłego człowieka. Łagodnego. Myślałem tak do chwili, kiedy poderżnąłem mu gardło. (**).

Advertisement

(*) Przed wojną secesyjną terytorium stanu było polem zmagań zwolenników i przeciwników niewolnictwa.
Liczne napady i inne akty przemocy sprawiły, że ówczesne gazety nazywały ten region Krwawiącym Kansas – za portalem www.stany.com.pl.
(**) Cytat pochodzi z „Z zimną krwią”, wydanie z roku 2001, w przekładzie Krzysztofa Filipa Rudolfa.

CZĘŚĆ II
Truman Capote, ur. 30 września 1924

Pisać zaczął w wieku ośmiu lat. W wieku lat szesnastu uważał się już za w pełni ukształtowanego pisarza. Był ekscentrykiem, homoseksualistą (podobno został nim po tym, jak zdradziła go kobieta), zarozumialcem i egoistą – kolejność dowolna.

Advertisement

Mistrzem słowa pisanego i mówionego. Jak stwierdził w wywiadzie udzielonym Lawrence’owi Grobelowi: Przez całe życie wiedziałem, że jestem w stanie wziąć garść słów, rzucić je w powietrze, a one opadną dokładnie tak, jak potrzeba (…) Jestem Paganinim semantyki (*).

Był skrzeczącą (z racji swojego wysokiego głosu) wisienką na szczycie towarzyskiej śmietanki Nowego Jorku. Żartował, opowiadał, bawił, obrażał, wykorzystywał, intrygował, irytował. Łatwo zjednywał sobie tak przyjaciół, jak i wrogów. Nazywany był złośliwym karłem, nerwowym dzieckiem i zrzędliwą staruszką. Choć świat zachwycił się filmową adaptacją jego opowiadania Śniadanie u Tiffany’ego, Capote nie wahał się skrytykować zarówno filmu, jak i Blake’a Edwardsa i Audrey Hepburn.

Advertisement

Widzowie pokochali jej Holly Golightly, jednak Truman w osamotnieniu i z determinacją twierdził, że wolałby w tej roli Marilyn Monroe. Capote zresztą znał Marilyn Monroe. Znał też Johna Hustona i Humphreya Bogarta, a zapytany o Meryl Streep, bez ogródek odpowiadał, że jest paskudna i nie ma talentu. Inteligencja szła u niego w parze z rozbrajającą szczerością. Znajomościom z najwyższej półki towarzyszyły relacje (wywiady/rozmowy) z przestępcami, mordercami, skazańcami czekającymi w celach śmierci na wykonanie wyroków. W roku 1959 Truman Capote pracował w redakcji NEW YORKERA. To właśnie dla tej gazety miał napisać artykuł na temat poczwórnego zabójstwa w Holcomb.

Jednak po przyjeździe na miejsce zbrodni, uznany już autor wielu opowiadań i książek („Harfa traw”, „Inne głosy, inne ściany”) szybko zauważył, że ma do czynienia z nietuzinkową i niecodzienną zbrodnią. Tak zrodził się pomysł napisania powieści opartej na prawdziwych wydarzeniach. Truman Capote pracował nad nią 6 lat. Przeprowadził setki wywiadów z mieszkańcami i stróżami prawa z Holcomb. Zbieranie materiałów ułatwiła mu niezwykła umiejętność zapamiętywania 95% każdej rozmowy. Nie było zresztą mowy o używaniu dyktafonu; nikt nie uzewnętrzniłby się przed maszyną do rejestrowania rozmów tak jak przed – bądź co bądź – wzbudzającym zaufanie i sympatię „małym gnomem.

Advertisement

Słynny pisarz poznał też i wydobył informacje od morderców z Holcomb: Perry’ego Smitha i Dicka Hickocka – co było dla powstania książki kluczowe. O tym etapie życia Trumana Capote traktuje film Capote z roku 2005 i Infamous z roku 2006.

(*) „Truman Capote. Rozmowy”, Lawrence Grobel.

Advertisement

CZĘŚĆ III
Książka „Z zimną krwią”, 1965

Gdy powstawało „Z zimną krwią”, między Capote’em a Smithem z racji podobnych, traumatycznych przeżyć z dzieciństwa (związanych z osobą matki) zawiązała się pewna nić porozumienia, może nawet zarys przyjaźni – interesownej dla obydwu stron. Capote bez mrugnięcia okiem wykorzystywał słabość, jaką miał do niego Perry. Truman wiedział, jak ważni są dla niego ci dwaj, jakie sekrety niosą w sobie, które czekają, by je odkryć; nie bez powodu nazywał swoich znajomych morderców kurami znoszącymi złote jaja.

Hickock i Smith z kolei doskonale wiedzieli, że Capote pisze o nich książkę, która – w ich osądzie – będzie wybielać, a przynajmniej usprawiedliwiać ich czyn, da im szansę opowiedzenia własnej, tragicznej historii. Zgodzili się nawet na udział w sesji zdjęciowej z Trumanem, gdzie mogli zaprezentować swoje tatuaże (*). Wspólne zdjęcia Smitha i Capote, wykonane przez słynnego fotografika mody Dicka Avedona, to rzecz niecodzienna. Przedstawiają mordercę czworga ludzi pozującego wraz z Trumanem Capote, który wkrótce unieśmiertelni go na stronach swojej powieści. Unieśmiertelni też siebie, wszak „Z zimną krwią” okaże się jego najdoskonalszą książką. Nazywana będzie arcydziełem („LIFE„), najlepszym dokumentem na temat zbrodni w USA („New York Review of Books”) i matką nowego gatunku: literatury faktu.

Advertisement

Capote przez wiele lat organizował Smithowi i Hickockowi adwokatów i apelacje. Pomagał im do chwili, gdy Perry Smith opowiedział dokładnie przebieg wydarzeń krwawej nocy, kiedy to wraz z Hickockiem wtargnęli do domu Państwa Clutterów. Perry otworzył się przed Trumanem całkowicie, zaufał mu, więc gdy dowiedział się, jak ma brzmieć tytuł powieści, poczuł się przez Capote’a oszukany. Truman miał już materiał potrzebny do napisania najważniejszego rozdziału książki – szczegółowego opisu zbrodni:

Powiedziałem do Dicka, żeby oświetlił go latarką, dokładnie. I wymierzyłem strzelbę. Cały pokój eksplodował. Zrobiło się niebiesko. Jeden wielki błysk. Chryste, nie rozumiem, dlaczego w promieniu dwudziestu mil nie usłyszeli tego strzału (…) Hickock szukający pustej łuski; szybko, szybko, głowa Kenyona w krążku światła, zduszone błagania i znów Hickock, macający podłogę w poszukiwaniu łuski, pokój Nancy, Nancy nasłuchującej stukotu butów na drewnianych schodach, skrzypienie stopni, kroki są coraz bliżej, oczy Nancy, Nancy obserwującej światło latarki, poszukujące celu. .. (**)

Advertisement

Truman Capote przestał kontaktować się ze Smithem i Hickockiem. Czekał już tylko na ich egzekucję (był zdecydowanym przeciwnikiem kary śmierci), by móc napisać zakończenie. Gdy skazani na powieszenie mordercy zaczęli na własną rękę wnosić apelacje, Capote popadł w depresję. Jak przyznał po latach, gdyby wtedy wiedział, jak wiele zdrowia, energii i czasu będzie kosztować go napisanie „Z zimną krwią”, nigdy nie zabrałby się za tworzenie tej książki. Wreszcie literackie arcydzieło ujrzało światło dzienne. Smith i Hickock dawno już nie żyli i nie dane im było przeczytać choćby jednej strony powieści, której byli głównymi bohaterami.

Sam Truman nie pojawia się w książce pod żadną postacią, choć był nie tylko obserwatorem zdarzeń mających miejsce po zabójstwie Clutterów, lecz także ich uczestnikiem – twórcą i tworzywem. To przecież jemu i tylko jemu Perry Smith dokładnie zrelacjonował wydarzenia listopadowej nocy. Książkowy Perry opowiada to samo, ale już policjantom, i nie w więziennej celi, a podczas przewozu w radiowozie. I choć „Z zimną krwią” to powieść faktu, w każdym calu oparta na autentycznych wydarzeniach, Trumana Capote nie widzimy nawet podczas egzekucji, choć był jedną z osób na nią zaproszonych. Oto krótki fragment książki opisujący chwile przed wykonaniem wyroku:

Advertisement

– Idzie Smith.
– O kurde, nie wiedziałem, że to taki knut.
– Rzeczywiście, mały. Ale tarantula też jest mała.
Wszedłszy do magazynu, Smith rozpoznał swojego starego wroga, Deweya (jeden z policjantów biorących udział w dochodzeniu – przyp. autor), przestał żuć trzymany w ustach kawałek gumy Doublemint, wykrzywił usta w uśmiechu, po czym złośliwie i zawadiacko mrugnął do Deweya. (**)

Capote słowem nie zająknął się w książce o tym, że on sam był ostatnią osobą, z którą tuż przed egzekucją pożegnał się Perry Smith.

Advertisement

„Z zimną krwią” to analiza zbrodni. Odwieczny problem ludzkości: walka dobra ze złem – jak głosi napis na polskim wydaniu książki. Truman Capote nie feruje wyroków. Nie mówi, że to, to i to spowodowało, że Smith z zimną krwią poderżnął gardło Herbowi Clutterowi, a później jemu i całej rodzinie przestrzelił dubeltówką głowy. Nie odpowiada na pytanie „dlaczego”, nawet go nie zadaje, przyznając na łamach książki prawo wypowiedzi każdemu, nawet – a może przede wszystkim – swoim głównym bohaterom, mordercom:

Oni (Clutterowie) nigdy mnie nie skrzywdzili. Tak jak inni. Jak inni przez całe życie.
Może po prostu Clutterowie musieli za to zapłacić. (**)

Advertisement

(fragment zeznania Perry’ego Smitha)

Nie ocenia też, czy to dobrze czy źle, że dokonane zostaną dwa kolejne morderstwa, tym razem w majestacie prawa. I ta bezstronność w ocenie zbrodni i kary jest chyba największą siłą książki. Capote nie zajmuje stanowiska w sprawie. Przedstawia jedynie wydarzenia, tak jak miały miejsce, relacjonuje, choć z literackim zacięciem i niebywałym słownym rozmachem, jak przystało na prekursora perfekcyjnie skonstruowanej, usłanej detalem powieści faktu. Autor dokonuje psychologicznej wiwisekcji Smitha, wyciąga na światło dzienne i bierze pod lupę jego najskrytsze tajemnice, marzenia, wspomnienia, być może w nich doszukując się przyczyn takiego a nie innego obrotu spraw. Oto krótki fragment traumatycznych wspomnień Perry’ego z okresu dzieciństwa:

Advertisement

Obudziła mnie. Miała latarkę i zaczęła mnie nią bić. Biła i biła. A jak latarka jej zgasła, to biła mnie po ciemku (…) pojawiła się papuga, przybyła gdy spał (Smith) „większa od Jezusa i żółta jak słonecznik”, anioł wojownik, który oślepił zakonnice swym dziobem, wyjadł im oczy i zabił je, „błagające o litość”, a potem uniósł go (Smitha) łagodnie w powietrze, otulił i zaniósł na skrzydłach aż do „raju”. (**)

Dzięki tak piekielnej drobiazgowości czyta się „Z zimną krwią” z zainteresowaniem, jakiego nie powstydziłyby się wyssane z palca, najbardziej niesamowite kryminały czy thrillery. Tu jednak życie samo pisało gotowy, obfitujący w zwroty akcji scenariusz; gdyby policja aresztowała Smitha i Hickocka 5 minut wcześniej, ci nie odebraliby w Las Vegas paczki, w której były obciążające ich przedmioty, m.in. buty, których ślady pozostawili na miejscu zbrodni. I choć noc morderstwa opisana jest z prawdziwym pietyzmem, autorowi daleko jest do apoteozy zbrodni, która ostatnimi laty stała się plagą pop-kultury.

Advertisement

Truman Capote rysuje przed nami panoramę kontrastujących ze sobą dróg życiowych i pokazuje eksplozję, gdy się ze sobą niespodziewanie zderzą. Z jednej strony przedstawia bogatą, żyjącą prozą dnia codziennego rodzinę Clutterów, z drugiej dwóch recydywistów, kryminalistów, złodziei, psychopatycznych tępaków – wszak, mając na koncie poczwórne morderstwo, kradną jeszcze ze sklepu gumę do żucia. Co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że Hickock miał IQ na poziomie 130.

Wiadomo, że morderca zawsze wraca na miejsce zbrodni, ale chyba tylko Perry Smith i Dick Hickock zrobili to kradzionym samochodem, zostawiając po sobie wystawiane bez pokrycia czeki, niczym ślady butów na świeżym śniegu. Capote pokazuje nie tylko intelektualną pustkę swoich bohaterów (choć pozbawiony wykształcenia Smith próbował uchodzić za człowieka oczytanego i inteligentnego), ich zdeprawowanie i wyrachowanie. Obszernie opisuje wydarzenia, jakie mają miejsce w drodze Smitha i Hickocka do Meksyku i z powrotem – tworząc swoistą „powieść drogi”, gdzie mordercy chwilami jawią się jako postaci tragiczne, których los jest z góry przesądzony, wszak sami, rozmawiając między sobą, nie wierzą, że to, co zrobili, może im ujść na sucho. ..

Advertisement

Znalazło się jednak w tej ponurej powieści miejsce na moment wyciszenia, magicznej chwili bez udziału przemocy i zła, gdy Smith i Hickock na trasie zaprzyjaźniają się z młodym chłopcem i jego dziadkiem, zbierając razem z nimi butelki leżące przy drodze – później podzielą się zarobkiem na pół, bez zabijania kogokolwiek. I to nic, że nieco wcześniej Smith i Hickock byli o krok od zamordowania przypadkowego kierowcy, który zabrał ich na stopa. Wspólne zbieranie butelek jest jak mały promień słońca na wiecznie zachmurzonym niebie ich marnej egzystencji. Wnikliwość, z jaką Capote odmalowuje przed czytelnikiem przeszłość bohaterów: wypadek samochodowy Hickocka, po którym pozostał mu lekki paraliż twarzy, wypadek motocyklowy Smitha, po którym ten miał problemy z połamanymi, połatanymi jak u monstrum Frankensteina nogami, relacje morderców z bliskimi, i to, z jaką łatwością żongluje dziesiątkami pobocznych wydarzeń i postaci, można porównać tylko do genialnie rozbudowanego świata Tolkiena we „Władcy pierścieni.

Nie tylko bowiem główni bohaterowie-mordercy interesują Capote’a, choć bez wątpienia to im poświęca najwięcej miejsca. Drugi plan zaludniony jest gęsto mieszkańcami Holcomb, policjantami, wreszcie członkami rodzin morderców, a każda z tych postaci wnosi do powieści nowe informacje, wątki, to biorące morderców w obronę, to ich piętnujące.

Advertisement

„Z zimną krwią” uznawana jest za najlepszą powieść napisaną w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie jest to ostatnia ukończona przez Trumana Capote powieść. Następną książką miały być „Modlitwy wysłuchane” (film Infamous rozpoczyna się i kończy ujęciem rozpoczętego rękopisu), w której Capote obnażać miał próżność i pustkę nowojorskich elit świata kultury. Gdyby ta książka ukazała się w całości (fragmenty publikował New Yorker), prawdopodobnie Capote do końca życia byłby ciągany po sądach przez swoich dawnych znajomych i przyjaciół, których w „Modlitwach wysłuchanych” miał bezlitośnie skrytykować. Nie zdążył. Umarł 25 sierpnia 1984 roku na skutek powikłań spowodowanych chorobą alkoholową.

Jest jeden i jedyny Truman Capote.
Nie było nikogo takiego przede mną i nie będzie po mnie.

Truman Capote

Advertisement
CZĘŚĆ IV
Książka „Pieśń kata”, 1979

„Z zimną krwią” opublikowana została w roku 1965. Nowatorska powieść dokumentalna, wielowątkowa, perfekcyjna od strony formalnej rekonstrukcja zbrodni znalazła wielu naśladowców. Nikt jednak nigdy nie zbliżył się poziomem do dzieła Capote’a. W roku 1979 ukazała się opasła powieść Normana Mailera „Pieśń kata” (***), oparta na faktach historia Gary’ego Gilmore’a, który po popełnieniu podwójnego morderstwa (m.in. na pracowniku stacji benzynowej – co w artystycznej otoczce pokazał Matthew Barney w Cremasterze 2 1999r.

) przez długi czas walczył z władzami o… wykonanie na nim kary śmierci. Sądowi proponował nawet, że zwróci pieniądze za kule, którymi mają go rozstrzelać. Miał być pierwszym od ośmiu lat skazańcem w USA, na którym zostanie wykonana kara śmierci. W „Pieśni kata” Norman Mailer przedstawił Gilmore’a jako mordercę, ale też jako człowieka potrafiącego kochać, współczuć, żałować. Truman Capote zapytany, co sądzi o tej książce, stwierdził w swoim stylu (nawiązując oczywiście do własnej pracy nad „Z zimną krwią”): Wszystkie te procesy, odwołania, niekończące się wertowanie dokumentów, do którego byłem zmuszony – jakieś osiem tysięcy stron samych zapisków – oraz znajomość z tymi dwoma chłopcami, którzy popełnili tę zbrodnię.

Advertisement

Wszystko. Ja to przeżywałem dzień po dniu. Dlatego właśnie tak nisko cenię „Pieśń kata” Normana Mailera. Dla mnie to żadna książka. Nie przeżywał tego z dnia na dzień, nie znał stanu Utah, nie znał Gary’ego Gilmore’a, nigdy nawet nie spotkał Gary’ego Gilmore’a, nie przewertował samodzielnie ani stroniczki materiałów – dwie inne osoby zrobiły to za niego. On po prostu przepisał gotową historię (…). Ja pisałem „Z zimną krwią” przez sześć lat i nie tylko poznałem ludzi, o których pisałem, lecz poznałem ich lepiej niż kogokolwiek innego.

Norman Mailer ripostował:

Advertisement

Truman jest bardzo obrażony o „Pieśń kata”. Uważa, że powinienem udać się do niego z pielgrzymką, paść na kolana i powiedzieć: O, wielki Kardynale Capote, czy dostanę twe błogosławieństwo? Czy zezwolisz mi napisać książkę o zabójcy? Nie zrobiłem tego. Zaczął wówczas rozpowiadać, że nie oddałem należnej czci „Z zimną krwią”. No cóż, wydaje mi się, że ta książka jest tak sławna, że nie potrzebuje wyrazów uznania. (****)

(*) Capote wiele lat później, w wywiadzie udzielonym Grobelowi stwierdzi, iż z jego obserwacji wynika,
że 80% seryjnych morderców posiada tatuaż.
(**) Cytaty pochodzą z „Z zimną krwią”, wydanie z roku 2001, w przekładzie Krzysztofa Filipa Rudolfa.
(***) Książka Mailera miała 1000 stron, „Z zimną krwią” 340-490 (zależnie od wydania).
(***) W roku 1982 powstał film telewizyjny z Tommy’m Lee Jonesem w roli Gary’ego Gillmore’a.
(***) W roku 2006 pokazała go nasza TVP1.
(****) Fragment wywiadu pochodzi z książki „Truman Capote. Rozmowy” Lawrence’a Grobela.

Advertisement

CZĘŚĆ V
Film „Z zimną krwią”, 1967

Film Richarda Brooksa jest wierną adaptacją książki Capote’a. Jest w nim jedynie kilka drobnych odstępstw od oryginału (o których nieco niżej). Z zimną krwią to ponure, posępne dzieło, zbliżone w formie do filmów noir. Jest tu tajemnica, mroczna atmosfera, gra światłocieni i, co najważniejsze, film jest czarno-biały. Jest też dzielny detektyw Alvin Dewey (John Forsythe) i „gangsterzy”, czyli Perry Smith (Robert Blake) i Dick Hickock (Scott Wilson). Do pełnoprawnego noir brakuje tylko Humphreya Bogarta i romansu w tle.

Brooks w znakomity sposób korzysta z filmowych środków wyrazu. Na początku mamy do czynienia z ciekawą prezentacją głównej postaci. Noc, zbliża się autobus. W środku mała dziewczynka podchodzi do siedzącego w cieniu mężczyzny z nogami przerzuconymi przez siedzenie. Pierwsze, co pokazuje kamera, to wyłaniające się z ciemności charakterystyczne podeszwy jego butów. Podeszwy, które za kilkadziesiąt dni staną się głównym dowodem w sprawie morderstwa rodziny Clutterów. Podeszwy, które na miejscu zbrodni zostawią jedyny w swoim rodzaju krwawy trop. A już po chwili mamy do czynienia z pomysłowym sposobem montażu: gdy Pan Clutter nachyla się nad zlewem, by umyć twarz, następuje cięcie i znad zlewu podnosi głowę Perry, patrząc w lustro.

Advertisement

Nancy Clutter podnosi słuchawkę dzwoniącego telefonu – cięcie – i do słuchawki mówi Perry, oczywiście rozmawiając z kimś innym. Gdy Perry ma się przedstawić, mamy kolejne cięcie i nazwisko „Perry Smith” wymawia już Dick, w innym miejscu i do kogo innego. Taki sposób montażu wyraźnie sygnalizuje widzom, że losy wszystkich postaci są już ze sobą związane. I jest tylko kwestią czasu, żeby zacisnęły się na supeł. Tempo Z zimną krwią jest dość powolne, chwilami wręcz nostalgiczne i ospałe (film trwa aż 130 minut). Niespiesznie snutą opowieść przerywa minimalistycznie pokazana scena aresztowania, gdy do samochodu Perry’ego i Dicka nagle podjeżdża radiowóz i kamera robi szybki ruch w prawą stronę, cięcie i już widać otwierające się kraty celi.

Podobnie dynamicznie zmontowano egzekucję Perry’ego i scenę morderstwa rodziny Clutterów. Zbliżenia kamery, szybkie najazdy, dym z lufy w snopie światła latarki, wzmagająca dramaturgię muzyka przypominająca wojskowe werble, Perry sunący po schodach montowany na przemian z Nancy czekającą na swoje przeznaczenie. Kamera ustawiona na podłodze, nieruchomo obserwująca szarżę Perry’ego. Błysk wystrzału w pokoju matki… groza i w końcu światło latarki na twarzy Nancy błagającej o litość.

Advertisement

W budowaniu opowieści olbrzymi udział ma muzyka: gitara, perkusja, skrzypce, trąbka, kontrabas, fortepian (podczas podróży skradzionym autem), chwilami brzmiąca jak w kryminale pokroju Bullitta. W sekwencji zbierania butelek niemal wesoła, optymistyczna, wygrywana po części na… butelkach właśnie. Najczęściej jednak muzyka regularnie zmienia natężenie i głośność, niczym rosnące i opadające napięcie, podtrzymując w widzu niepewność i obawę co do intencji i działań głównych bohaterów. Emocjonalna sinusoida.

Z filmu dowiadujemy się większości najważniejszych (znanych z książki) faktów dotyczących dwóch przestępców. Że Perry odznaczony został Brązową Gwiazdą na wojnie w Korei, że owładnięty jest infantylną obsesją szukania skarbu Corteza, że ponoć kiedyś zabił Murzyna łańcuchem od roweru – ot, tak, bez powodu, i o tym, że jest urodzonym mordercą – jak nazywa go Dick. Perry Smith w wykonaniu Roberta Blake’a to człowiek zagubiony, okaleczony przez wypadek motocyklowy, pragnący zdobyć wykształcenie, obsesyjnie aspirujący do miana inteligentnego. Robert Blake nie szarżuje, jego gra jest wyciszona, można wręcz powiedzieć – subtelna.

Advertisement

W odróżnieniu od Scotta Wilsona w roli Dicka – wiecznie uśmiechniętego cwaniaka, narwańca, podczas przesłuchania reagującego wybuchem złości na pytanie, czy znał ludzi o nazwisku Clutter. W swoistym kontrapunkcie stoi Perry; kiedy dowiaduje się, że policja wie o nim, o zabójstwie, ogarnia go spokój i opanowanie, prosi tylko o aspirynę na palący ból w nogach.

W filmie, jak i w książce, najważniejszą, najmocniejszą, najbardziej dramatyczną częścią jest noc morderstwa. Ukazana tu jako samospełniające się proroctwo. Proroctwem jest plan, samospełnieniem – niemożność i niechęć do odwrotu, wszak trzeba by wracać setki kilometrów z pustymi rękoma. Jednakże bandyci jakby nie do końca wiedzieli, co chcą zrobić; skoro planowali wszystkich zabić, po co bawią się w wiązanie i kneblowanie całej rodziny? Dlaczego Perry nie pozwolił Dickowi zgwałcić Nancy, skoro i tak miała wkrótce zginąć? Czyżby to wybiórcze stosowanie kodeksu moralnego, jakiś zbrodniczy savoir-vivre? Nie gwałć kogoś, kogo za chwilę masz zabić? Przewrotne: „nie baw się jedzeniem”? Mimo narastającej grozy wszystko w domu Clutterów odbywa się w niebywałym spokoju.

Advertisement

Pan Clutter i jego rodzina są przekonani, że padli jedynie ofiarami zwykłego napadu rabunkowego. Stąd ich opanowanie, wręcz ufność w brak złych intencji u dwóch nocnych przybyszów. Herbert Clutter prosi ich jedynie o ostrożność podczas wiązania żony: Jeżeli jej tak zrobicie, wpadnie w panikę. Natomiast Pani Clutter zwraca uwagę Perry’emu, aby nie dopuścił, żeby jego kolega zrobił coś złego Nancy. Brak podniesionych głosów, brak paniki, szoku, zdawać by się mogło, że Perry i Dick w tej atmosferze wyciszenia i łagodności ze strony ofiar, połączonej z absolutnym poddaniem, po prostu odejdą, z pieniędzmi czy bez.

Ten koncert podskórnie ukrytej grozy i czającej się do skoku śmierci aktorzy odgrywają znakomicie. Przy minimum środków wyrazu, bez wielkiego przedstawienia, wrzasku, wściekłości czy przerażenia w stylu: Jesteśmy ofiarami, boimy się!; A my jesteśmy złymi mordercami, bójcie się! – zespół aktorski tworzy między postaciami niezwykle subtelną i – co oczywiste – krótkotrwałą więź. Nić porozumienia, którą za kilka minut przerwą wystrzały z dubeltówki kaliber 12.

Advertisement

Film, wiernie trzymając się literackiego oryginału, nie daje pełnej odpowiedzi na pytanie: „dlaczego”. Jedynie w sądzie padają słowa, że tamtej nocy, w tamtym domu, Perry i Dick wytworzyli coś w rodzaju trzeciej osobowości, która dokonała morderstwa – o czym nie wspomina książka Trumana Capote. Jest jeszcze jedna istotna zmiana. W filmie, patrząc na Pana Cluttera, Perry ma wizję własnego ojca celującego doń z dubeltówki. W tej właśnie chwili Perry podrzyna Panu Clutterowi gardło i ze spuszczoną ze smyczy agresją, podjudzoną wybuchem nienawiści do wszystkiego, co żyje, zabija całą rodzinę Clutterów.

Krwawy czyn Perry’ego Smitha i Dicka Hickocka nie zostaje jednak w pełni wytłumaczony – i dobrze, wszak amerykańscy filmowcy lubują się w łopatologii i było duże ryzyko, że i tu zechcą wyjaśnić wszystko do najdrobniejszego szczegółu. Zamiast tego film składa się z dwuznaczności w zachowaniu obydwu morderców, ich pewności co do zamiaru popełnienia zbrodni, połączonej z niezwykłą łagodnością dla przyszłych ofiar. Za chwilę rodzina Clutterów zostanie zabita. Perry Smith i Dick Hickock zmierzają do piwnicy. Perry stoi w pokoju Nancy, gdzie przed chwilą Dick chciał ją zgwałcić. Przykrywa Nancy kołdrą.

Advertisement

Odwraca się do kamery i mówi: Gardzę ludźmi, którzy nie potrafią się opanować. Zostaje tu zasygnalizowany wątek zazdrości z homoseksualnym podtekstem – Perry nie pozwala Dickowi na gwałt, bo być może sam jest w nim zakochany. Ten sam Perry za kilka minut dokona rzezi rodziny Clutterów, stawiając kropkę nad „i” zbrodni, która wkrótce stanie się jedną z najsłynniejszych w Stanach Zjednoczonych. Rodzina Clutterów i ich mordercy wejdą do historii kryminalistyki, literatury i filmu.

Ciekawostki (źródło: IMDb)

Advertisement
  • Z zimną krwią nakręcono w prawdziwym domu Państwa Clutterów, w osiem lat po tragicznych wydarzeniach. W jednym z ujęć widać też prawdziwego konia Nancy Clutter.
  • Na jednym z plakatów promujących film umieszczono dwie pary oczu. Należą one do Perry’ego Smitha i Dicka Hickocka.
  • W filmie, podobnie jak w książce, nie pojawia się Truman Capote. Jedynie w celi Andy’ego (młody człowiek siedzący w celi obok Perry’ego i Dicka, który wymordował własną rodzinę – postać szerzej opisana w książce) wisi wycinek z magazynu LIFE z Trumanem Capote na okładce.
  • Początkowo do ról Perry’ego i Dicka chciano pozyskać Paula Newmana i Steve’a McQueena, jednak zajęci byli pracą na planach filmów Cool Hand Luke i Bullitt.
  • Z zimną krwią otrzymało cztery nominacje do Oscara w kategoriach: Najlepsze zdjęcia – Conrad L. Hall, Najlepsza reżyseria – Richard Brooks, Najlepsza muzyka – Quincy Jones i Najlepszy scenariusz adaptowany – Richard Brooks.
  • U naczelnika więzienia na ścianie wisi obraz z wizerunkiem Jezusa autorstwa Perry’ego Smitha.

Robert Blake (filmowy morderca Perry Smith i niesamowity Mystery Man z Zagubionej autostrady) został kilka lat temu oskarżony o zamordowanie żony, Bonnie Lee Bakley. Poniżej zdjęcie z wywiadu, jakiego zza krat udzielił Blake znanej dziennikarce, Barbarze Walters, której wywiadu udzielał m.in. Saddam Hussein.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Advertisement

Od chwili obejrzenia "Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia "Akirę”, "Drive”, "Ucieczkę z Nowego Jorku", "Północ, północny zachód", i niedocenioną "Nienawistną ósemkę”). Wielbiciel Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Autor książki "Frankenstein 100 lat w kinie". Założyciel, i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE. Od 2016 roku zawodowo zajmuje się fotografią reportażową.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *