Connect with us

Publicystyka filmowa

TOP 10 akcji w serii MISSION: IMPOSSIBLE, czyli NAJLEPSZY kaskader wśród AKTORÓW

Odkryj NAJLEPSZY kaskader wśród AKTORÓW w serii MISSION: IMPOSSIBLE. Zobacz, jak Tom Cruise zaskakuje w spektakularnych akcjach!

Published

on

TOP 10 akcji w serii MISSION: IMPOSSIBLE, czyli NAJLEPSZY kaskader wśród AKTORÓW

Bardzo lubię serię Mission: Impossible. Każdy film z franczyzy sygnowanej nazwiskiem Toma Cruise’a okazywał się co najmniej dobry (oprócz co najmniej kiepskiego M:I II), i każdy z reżyserów (Ty nie, Johnie Woo, gołębie to za mało) spisywał się na medal, odciskając na M:I pieczęć własnego stylu. Co ciekawe, aż do realizacji szóstej części, żaden z reżyserów nie zagościł na fotelu podpisanym Director, na dłużej niż jeden raz. Dopiero Christopher McQuarrie, z którym Cruise w 2008 roku zrobił bardzo dobrą Walkirię, a w 2012 całkiem w porządku choć tyłka nie urywającego Jacka Reachera, zostać miał przy widowiskowym cyklu na dłużej.

Advertisement

Ma już na koncie reżyserię Rogue Nation, najwyżej ocenianego w dotychczasowej historii franczyzy Fallout (brawo, brawo!), a w planach części 7 i 8, o na razie nieznanych tytułach. Seria M:I to obok przygód Bonda, najdłużej realizowany cykl filmów szpiegowsko-sensacyjnych. O ile jednak twarze 007 zmieniają się już niemal jak w kalejdoskopie (choć Craig tanio skóry nie chce sprzedać, wciąż przekładając premierę pożegnalnej odsłony), tak agenta Ethana Hunta, począwszy od roku 1996 niezmiennie gra Tom Cruise. Tymczasem następcy ani nie widać, ani nie idzie sobie w roli Hunta kogokolwiek innego wyobrazić. Przyznacie sami, że tego uśmiechu nie da się podrobić.

Plotkowano i owszem przez chwilę, że na następcę agenta Ethana kreowany jest Jeremy Renner, ale gdy po udanym występie w Ghost Protocol nie sprawdził się w międzyczasie jako dziedzic Bourne’a, umniejszono jego rolę w kolejnej odsłonie M:I (Rogue Nation), a do obsady Fallout już w ogóle go nie zaproszono (no dobra, podobno sam nie mógł, bo kończył akurat zdjęcia do Avengers: Końca gry i mu się kalendarze pogryzły).

Advertisement

Blisko 60-letni były ostatni samuraj pozostaje więc nie tylko twarzą, filarem i koniem pociągowym całej franczyzy, ale też wciąż samodzielnie wykonuje większość numerów kaskaderskich, spinając projekt pod nazwą M:I klamrą swoją kreatywności, zaangażowania i ekranowego magnetyzmu. Wracając do kaskaderki, bo ona będzie w niniejszym zestawieniu odgrywać kluczową rolę, nie chodzi tu o jakiś tam udział własny w filmowej bójce, czy ot banalny przeskok z auta na auto. Cruise bierze na klatę kaskaderkę ciężkiego kalibru, osobiście wykonując wymagające i karkołomne ewolucje na lądzie i w powietrzu.

Do tego wciąż podnosi sobie poprzeczkę i przekracza kolejne granice; następna część po prostu musi zawędrować z akcją co najmniej w kosmos. Na potrzeby zdjęć podwodnych w Rogue Nation, dzielny aktor nauczył się wstrzymywać powietrze (a nawet wiarygodnie tonąć) na kilka minut tak skutecznie, że, jak sam powiedział w jednym z wywiadów, czasami zapominał o oddychaniu podczas mówienia. Z kolei dla ujęć za sterami w Fallout, opanował pilotaż śmigłowca Airbus H135, aby sekwencja była wściekle wiarygodna i nie wymagała uciekania się do CGI (znając Toma, dał się pewnie nawet wyturlać we wraku śmigłowca staczającym się ze zbocza góry).

Advertisement

Były ukochany Nicole Kidman w rekordowym tempie zdobył licencję pilota śmigłowca, a następnie udał się na kurs w szkole lotów helikopterami Airbusa, aby doszlifować lotniczy warsztat, i samodzielnie wykonać karkołomne ewolucje za sterami śmigłowca.

Wszystko po to, aby kolejny film z przedrostkiem M:I mógł widzów czymś zapierającym dech w piersiach zaskoczyć. I wciąż zaskakuje, a wręcz im dalej w serię, tym sekwencji akcji jest więcej (co idzie w parze, i dobrze, z coraz mniejszą ilością CGI), w czym absolutnie przoduje Fallout. To zresztą na planie tej właśnie odsłony, podczas kręconej na mastershocie sekwencji pieszego pościgu, Tom Cruise przydzwonił całym impetem w rant budynku, po zbyt średnio udanym skoku.

Advertisement

Ujęcie stękającego z bólu aktora-kaskadera, utykającego na skutek skręconej kostki, weszło ostatecznie do filmu, doprawione zresztą szczyptą humoru. Wciąż brakuje w cyklu jakiejkolwiek akcji na wodzie; prawdopodobnie zobaczymy w końcu coś takiego w części siódmej, o czym świadczą zdjęcia z planu, z Cruise’em i ekipą na łódkach w Wenecji. Oczywiście wszystkie popisy amerykańskiej supergwiazdy, to nie poziom takiego Jackiego Chana, króla kaskaderki i kontuzji, ale jak na standardy hollywoodzkie, gdzie aktorzy mają wręcz zabronione ryzykowanie własnym zdrowiem, Maverick daje wciąż prawdziwy popis odwagi, brawury i oddania filmowej sprawie.

I, co istotne, choć sekwencje akcji w M:I mają niewiele wspólnego z realizmem czy zdrowym rozsądkiem, w żadnym wypadku nie są idiotycznie przesadzone, na czym bazuje inna seria, o cztery lat młodsza, ze słowami fast i furious w tytule.

Advertisement

Jeśli policzyć czas od powstania pierwszego filmu, do zapowiadanych premier M:I 7 (2022) i M:I 8 (2023), Cruise bije odtwórców roli Bonda na głowę, bo będzie wcielał się w rolę Hunta przez długie 27 lat, wciąż prezentując fantastyczną sprawność fizyczną i energię godną człowieka dwa razy młodszego. Stosunkowo dobrze trzyma się też obsada, powtarzająca się w mniejszym lub większym składzie w kolejnych częściach. Ving Rhames zagrał Luthera we wszystkich dotychczasowych odsłonach (choć w Ghost Protocol jedynie przez chwilkę), i zobaczymy go też w częściach 7 i 8.

Simon Pegg czyli Benji towarzyszy Huntowi od roku 2006, od odsłony J.J. Abramsa (uwielbiam jego dwa Star Treki!). Na dłużej w cyklu zagościła także urocza Michelle Monaghan grająca Julię (byłą) żonę Ethana Hunta, choć poza trójką były to występy raczej epizodyczne.

Advertisement

Wracając jeszcze na chwilę do sequela w reżyserii Johna Woo (bo muszę się nad nim trochę poznęcać), zdecydowanie odstającego jakością od pozostałych odsłon; ten film jest dziś tak samo ciężkostrawny, jak w dniu premiery. Jest topornie nakręcony i siermiężnie zmontowany, może się też pochwalić najsłabszym czarnym charakterem w historii franczyzy. Zepsuto w nim nawet taką nie do zepsucia rzecz, jak muzyczny motyw przewodni, dodając do niego jakieś mocne gitarowe riffy.

Uwierzcie mi, próbowałem wyłuskać jakąś scenę akcji z dwójki, która nadawałaby się do niniejszego zestawienia, no ale nie da się. Nawet znak firmowy twórcy świetnego Face/Off, czyli scena z gołębiami, tutaj wyszła jak jakaś autoparodia. W pamięci zapisują się ciepło jedynie ujęcia Cruise’a na motorze pędzącego przez ogień, wiszącego seksownie na skraju urwiska, oraz zbliżenie kamery na nóż i oko gwiazdora, które od kontaktu fizycznego dzielą milimetry. Pomijając spore potknięcie w postaci M:I II, i dość chłodno przyjętą odsłonę nr III w reżyserii J.J. Abramsa (osobiście moją ulubioną), franczyza M:I począwszy od czwartej części, kiedy to obrała konkretny kierunek, wykuła na dobre własny styl i tożsamość, oraz, co najistotniejsze, zbiera coraz wyższe oceny.

Advertisement

Najwyżej notowany w serwisie IMDb jest aktualnie Fallout, przy okazji najbardziej dochodowy film serii, zamykający ostatecznie wątek żony Ethana Hunta, mający swoje korzenie w części trzeciej.

Cechą wspólną wszystkich odsłon MI, są oczywiście nowoczesne gadżety szpiegowskie, ultrarealistyczne maski używane przez bohaterów (nadużywane w części drugiej, a genialnie wykorzystane w Fallout), bieganie Toma Cruise’a (jak wiadomo, musi pobiegać w niemal każdym swoim filmie), przyjemny humor, często powiązany z nie tak działającym sprzętem, lub zaskoczeniem gabarytami, tudzież umiejętnościami przeciwnika. Niemal też w każdej odsłonie Ehtan Hunt jest oskarżany o, lub wrabiany w zdradę, albo rozwiązywana jest cała agencja IMF; że też chce mu się urabiać po łokcie dla tak niestabilnego pracodawcy.

Advertisement

No i last but not least, a w zasadzie najważniejsze w tym wszystkim, czyli niemożliwe sceny akcji, w których wszystko jest abstrakcyjnie skomplikowane, awykonalne, i zagrożone ryzykiem śmierci albo jeszcze gorzej. Sukces zawsze wisi na jednym włosku, Cruise doznaje różnych kontuzji, przeważnie kostki, a Ethan Hunt zawsze kończy poobijany, ranny, zmęczony, spocony i umorusany bardziej niż Bruce Willis w Szklanych pułapkach. Simon Pegg, ekranowy kolega z planu, podsumował pracę z gwiazdorem-kaskaderem mniej więcej takimi słowami: Codzienna praca z nim to ogromny stres, ponieważ nie wiesz, czy zobaczysz go jutro.

10. ODBICIE AGENTKI LINDSEY FARRIS (Mission: Impossible III)

Sekwencja odbicia wychowanki Ethana z rąk porywaczy, jest tak naładowana napięciem i emocjami, że można by obdarować nimi kilka pomniejszych scen akcji. Czego tu nie ma! Są wielkie karabiny na statywach, sterowane dżojstikiem przez Luthera, i jest mięsista wymiana ognia z siłami przeciwnika. Warto docenić Ethana z karabinem maszynowym w łapie, bo w filmach z serii bardzo rzadko sięga po broń.

Advertisement

Akcję ratunkową wieńczy spektakularny pościg śmigłowcowy ze slalomem między ogromnymi łopatami turbin wiatrowych, stworzona przy użyciu CGI oraz tradycyjnych miniaturowych modeli śmigłowców. Ale to nie wszystko, wszak byłoby za prosto; to są wszak filmy o misjach niemożliwych, a nie łatwych i przyjemnych. Żeby więc napięcie sięgnęło zenitu, Hunt na pokładzie śmigłowca musi jedną ręką ratować partnerkę przed wypadnięciem z kabiny, a drugą próbować pomóc swojej podopiecznej, w której głowie tyka miniaturowa bomba zegarowa. Cała ta sekwencja, zakończona bezgłośnym wybuchem w głowie i uderzeniem śmigłowca porywaczy w łopatę wiatraka, nie pozwala widzom złapać oddechu, stanowiąc jednocześnie znakomitą podbudowę dramaturgiczną pod finał, gdzie w głowie Ethana zagości identyczny, śmiercionośny ładunek.

9. BÓJKA W ŁAZIENCE (Mission: Impossible – Fallout)

Jedyna w zestawieniu TOP 10 sekwencja mordobicia, ale za to jaka! Przede wszystkim zaskakuje w niej element humorystyczny, gdy Cruise i Cavill niespodziewanie natrafiają na opór ze strony filigranowej budowy przeciwnika, który spuszcza im solidny łomot. Dostajemy tu świetny, pełen energii pokaz brutalnej walki na pięści i nogi, połączony z demolką łazienki niezgorszą od tej z True Lies, i nie zawsze na zasadach fair play, wszak przeciwnik pada na glebę dopiero po solidnym plaśnięciu laptopem w twarz.

Advertisement

Miło patrzy się na walczącego Cruise’a, ale całą sekwencję, która powstawała przez kilka tygodni (choć planowo miała zająć cztery dni), kradnie dla siebie fantastyczny, potężnie zbudowany Henry Cavill z wąsem, kozacko przeładowujący swoje pięści zanim ruszy na przeciwnika, co zresztą aktor zaimprowizował na planie. W ogóle przyszły Wiedźmin, urokiem osobistym i humorem podkradał Cruise’owi większość scen, dopóki nie poznaliśmy jego faktycznej tożsamości. Szkoda, że aktor nie został w serii na dłużej, tylko okazał się czarnym charakterem, od którego to momentu jego występ był już raczej szablonowy (choć jego miny podczas akcji w śmigłowcu wymiatają), jakby zabrakło pomysłu na jakąś większą iskrę, czy oryginalność w wykonaniu bad guya z takim potencjałem.

I taka ciekawostka, Henry Cavill przyszedł na świat w roku 1983, czyli wówczas gdy jego przyszły ekranowy partner Tom Cruise, paradował już w samych gaciach i koszuli na planie filmu Ryzykowny interes. Na ekranie w ogóle nie widać, że panów dzieli aż 21 lat. Może to przez te wąsy Supermana?

Advertisement

8. BARDZO CICHE MIEJSCE (Mission: Impossible)

Przez wiele lat wizytówką serii Mission: Impossible pozostawał Tom Cruise zwisający z sufitu, w najcichszej sekwencji kina akcji, jaką widział, a raczej słyszał (tzn. nie słyszał) świat. Brian De Palma, który niejednokrotnie udowodnił, że jak nikt inny potrafi podkręcać emocje (vide scena na schodach z Nietykalnych), dał widzom zapierające dech włamanie do siedziby CIA, gdzie czujniki reagują nie tylko na zmianę nacisku na podłoże, ale i na każdy, nawet najmniejszy szmer.

Cruise wisi więc na linkach trzymanych przez spoconego Jeana Reno (do którego nocą tupta… szczur), walcząc o złapanie kropli potu, która nie może dotknąć podłogi. Aktor musiał balansem ciała utrzymywać się na linkach w idealnej równowadze, a do perfekcyjnego wyważenia użyto ponoć monet wsadzonych w buty Agenta Toma. Nerwy widzów wystawione są tu na prawdziwą próbę, szczególnie gdy do pomieszczenia wraca pracownik CIA, a Jean Reno upuszcza wielki nóż, który za chwilę, uderzając o podłoże, z pewnością uruchomi wszystkie alarmy… Ta jedna sekwencja trzyma bardziej na krawędzi fotela, niż cały film Ciche miejsce, także oparty na działaniu bohaterów w absolutnej ciszy. A przynajmniej mnie trzyma.

Advertisement

7. POŚCIG ZA ILSĄ FAUST (Mission: Impossible – Rogue Nation)

Uwielbiam tę długą sekwencję pościgową, podobnie jak w przypadku bijatyki w łazience z Fallout, za subtelny humor wpleciony w szaloną pogoń motocyklową za BMW M3. Za kółkiem siedzi nieco jeszcze skołowany zatrzymaniem akcji serca i wywrotką na masce, Ethan Hunt. Obok niego wydygany Benji, za nimi jak zwykle niecelni strzelcy na motorach, a przed nimi uciekająca z tajnymi danymi Ilsa Faust, też motorem.

Kamera wywija esy floresy, podczepiona to do przedniego, to do tylnego zderzaka BMW, ale ujęcia i ciągłość akcji jest czytelna, nie to co w poszarpanym jak przez wściekłego psa, prologu z Quantum of Solace. Mamy tu kręcenie autem o 360 stopni w wąskiej uliczce, i obracanie nim o jakieś kilka tysięcy stopni, podczas przesadzonego, ale widowiskowego koziołkowania BMW z widocznym CGI, ale co tam. Gwiazdor osobiście siedział za kierownicą BMW i wykonał większość widowiskowych numerów, no może poza koziołkowaniem.

Advertisement

Emocje jeszcze na zdążą opaść, a Cruise już wskakuje na ścigacz BMW S1000RR (filmu wcale nie sponsorowały literki B, M i W) i kontynuuje pościg szybkim jednośladem. A tu dostajemy ujęcia dosłownie zrywające czapki z głów, bo widzimy Toma śmigającego motorem na pełnej prędkości (bez kasku, mandat!), omijającego pojazdy nadjeżdżające z przeciwka zgrabniej niż Trinity w Martrixie z Klucznikiem na plecach. I pal go sześć, że to li tylko sprytne i niewidoczne dla oka (przynajmniej mojego, a ja już mam starczowzroczność) połączenie rzeczywistych ujęć z aktorem pędzącym na ścigaczu, z magią CGI, skoro wygląda to prostu fenomenalnie.

Aktor podobno od dzieciństwa uwielbia motocykle, a swoją pasję przekłada na ekran; wszyscy pamiętamy kultowy wyścig ze startującym z lotniska F-14 z Top Gun. W M:I na ścigaczu, a nawet obok w butach, Tom jeździł już w części drugiej, a będzie też jeździł w kolejnej odsłonie, czyli Fallout, gdzie widowiskowością jazdy po zatłoczonym centrum Paryża przebije nawet opisane tutaj popisy.

Advertisement

6. UCIECZKA Z AKVARIUM (Mission: Impossible)

Spektakularna ucieczka przed wielką falą wody wylewającą się z wysadzonego w powietrze akwarium w restauracji Akvarium, to pierwsza w całej serii duża scena akcji (przebicia Emilio Esteveza jakimś złomem nie liczę). Jak tu zostało wszystko pięknie zagrane i nakręcone pod względem budowania napięcia! Ten tekst Cruise’a Jeszcze mnie nie widziałeś wkurzonego (chyba stąd Liam Neeson pobierał nauki do swojego I will find you, and I will kill you), to ugniatanie gumy w dłoni i rzut tą miniaturową bombą w szybę akwarium z ważącą kilka ton zawartością, do tego kapitalna muzyczna podbudowa Danny’ego Elfmana.

No i w punkt wykorzystane slow motion, gdy Cruise samodzielnie wykonuje swój pierwszy wielki numer, czyli ucieczkę przed gigantyczną falą i homarami z akwarium. A wszystko to nakręcone za pierwszym podejściem, bo przy tak rozbudowanej i demolowanej dekoracji nie było mowy o dublu. Pierwotnie przymierzano się do zastąpienia Toma kaskaderem, jednak próby wypadały kiepsko, bo było widać, że to nie Tom, więc gwiazdor, mimo zagrożenia utonięciem, zdecydował się wykonać ten numer samodzielnie. Przytulna knajpka, w której na głowy klientów od czasu do czasu może wylać się trochę wody, faktycznie nie istnieje.

Advertisement

Scena została nakręcona w dwóch różnych lokacjach. Wybuch zbiornika i skok Hunta przez okno restauracji zostały nakręcone w Paramount Studios, natomiast fragment sceny, w której biegnie przez plac, a za nim wielkim strumieniem leje się woda, zrealizowano na praskim rynku Starego Miasta.

5. ODBICIE OWENA DAVIANA (Mission: Impossible III)

Film w reżyserii J.J. Abramsa (kinowy debiut i od razu 150 milionów dolarów budżetu do ogarnięcia!), najmniej dochodowa spośród dotychczasowych sześciu odsłon, i przyjęta przez widzów bez większego entuzjazmu, to… moja ulubiona odsłona całej serii. Składa się na to kilka czynników, do których na pewno należy znakomita strona techniczna filmu, zdjęcia, montaż, dynamika, i żywa, bardzo nasycona kolorystyka.

Advertisement

Emocjonalnie ta, moim zdaniem mocno niedoceniona odsłona, także stoi na niezwykle wysokim poziomie, bo Ethan Hunt walczy tu nie o ocalenie świata czy kraju, a o swoją ukochaną, a skalą mikro zagrożenia, jako widz zawsze przejmuję się bardziej, niż skalą makro. Wiecie, takie Wysadzimy cały świat, macie 10 minut, buahahahaha! nie rusza mnie tak, jak Zabiję twoją kobietę, masz 10 sekund... Ale co jest w filmie twórcy LOST najlepsze, to aura niesamowitości i niedopowiedzeń (do końca nie dowiadujemy się, czym była Królicza łapka, ani nie widzimy momentu jej wykradania – fenomenalne zagranie scenarzystów) i zła z piekła rodem czającego się na naszego agenta – czyli ogólnie rzecz biorąc mroczne i tajemnicze klimaty znane z przełomowego serialu pomysłu Abramsa.

Wysokiej klasy dramatyczna strona filmu to również duża zasługa nieodżałowanego Philipa Seymoura Hoffmana, którego kreacja do dziś pozostaje dla mnie najbardziej niepokojącym i złowrogim bad guyem w cyklu M:I, choć w finale Davian zostaje niestety sprowadzony do roli sztandarowego czarnego charakteru, gadającego duperele i machającego pistoletem oraz odnóżami, bijąc Ethana po całym ciele. Ale w pierwszej połowie filmu Hoffman rozwala system stoickim spokojem i równie spokojnie wypowiadanymi w kierunku Ethana groźbami karalnymi.

Advertisement

Kwintesencją wszystkiego o czym właśnie napisałem, jest dla mnie akcja na moście, kiedy to nie wiadomo skąd nadlatują nagle rakiety, pojawia się jak spod ziemi śmigłowiec z uzbrojonymi bandziorami, wokół krąży śmiercionośny dron, a Ethan próbujący robić cokolwiek, skacze odważnie przez wyrwę w moście i kończy odrzucony siłą eksplozji, wpadając z impetem na stojące obok auto. Zdezorientowani agenci mogą tylko biernie przyglądać się, jak ta świetnie przygotowana akcja doprowadza do odbicia Daviana, który żegna się z Ethanem patrząc mu prosto w oczy wzrokiem tak przenikliwym, jakby chciał mu przypomnieć o złożonej niedawno przerażającej obietnicy zabicia żony agenta na jego oczach.

4. TGV (Mission: Impossible)

Szczególne miejsce w moim kinomańskim serduchu, pewnie po części dlatego, że film Briana De Palmy oglądałem w kinie, od lat zajmuje finał części pierwszej, czyli niezapomniana, szalona przejażdżka Toma Cruise’a na dachu TGV, mknącego niby 300 kilometrów na godzinę. Biorąc pod uwagę konkretną prędkość pojazdu, do dziś pozostaje to bez dwóch zdań najbardziej spektakularnie wyglądająca i najbardziej dynamiczna akcja w wykonaniu Ethana Hunta, a w szczególności niemal cyrkowa przewrotka Toma na wagonie, z wykorzystaniem pędu powietrza.

Advertisement

Przejażdżka na TGV posiada elektryzujące tempo, dodatkowo zilustrowane niemniej żwawą ilustracją Danny’ego Elfmana. Efekty specjalne pomimo blisko trzech dekad na karku nie zestarzały się, a eksplozja śmigłowca w tunelu połączona z wrzutem Cruise’a na tylną szybę TGV, choć całość jest oczywiście tak naciągana, że wręcz kreskówkowa, robi nawet dziś fantastyczne wrażenie. Sekwencja powstała poprzez połączenie ujęć CGI autorstwa Industrial Light & Magic, zdjęć zrealizowanych z aktorami w studio, i ujęć zrealizowanych na dachu pociągu TGV ciągniętego przez tradycyjną lokomotywę (aby można było sfilmować lecący za składem śmigłowiec).

Zdjęcia powstawały na linii Glasgow South Western Line w Szkocji z użyciem normalnych brytyjskich pociągów, oraz we wnętrzach Pinewood Studios, gdzie zbudowano w skali 1:1 model TGV do zdjęć na bluescreenie; pęd powietrza mający symulować ogromną prędkość, deformujący twarz (i uszy) Cruise’a, został stworzony za pomocą maszyny generującej wiatr w symulatorach dla skoczków spadochronowych. TGV to pociąg elektryczny zasilany liniami napowietrznymi, jednakże w trakcie całej sceny nie widać żadnych linii energetycznych, które na potrzeby filmu, a zwłaszcza ujęć śmigłowca lecącego za pociągiem, zostały usunięte cyfrowo. Realizacja całej sekwencji zajęła ekipie filmowej sześć tygodni, dokładnie tyle, ile mnie zajmuje pisanie takich dużych zestawień, jak to.

Advertisement

3. BENJI, OPEN THE DOOR! (Mission: Impossible – Rogue Nation)

Długo przed premierą Rogue Nation głośno było o scenie startu Airbusa A400M z Tomem Cruise’em uczepionym zamkniętych drzwi. Idąc do kina na piątą część Mission: Impossible, nastawiałem się przez to na emocje, które w finale rozpalą mnie do czerwoności. Ku mojemu zdziwieniu, ów start transportowca miał miejsce już w prologu, co nieco w moich oczach osłabiło moc oddziaływania tej spektakularnej sceny, która nie wieńczyła żadnego ważnego wątku fabularnego.

Nie zmienia to jednak faktu, że ujęcie z kamery przymocowanej do skrzydła A400M, filmującej Cruise’a i odrywający się od pasa samolot, w szybkim tempie oddalający się od ziemi, to jedna z najlepszych rzeczy w długiej historii serii. Szkoda jedynie, że po tym trzęsieniu ziemi nie było szans, żeby w dalszej części filmu coś równie mocno wbiło mnie w fotel, i za to mam odrobinę pretensji do filmowców. TAKA scena, powinna być głównym daniem, a nie przystawką, koniec kropka. Tom Cruise był oczywiście przymocowany do kadłuba Airbusa linkami, usuniętymi potem w postprodukcji, ale osobiście wykonał ten niesamowity numer kaskaderski.

Advertisement

Aby można było filmować aktora z otwartymi oczami, Cruise musiał nosić specjalne soczewki zakrywające całą widoczną powierzchnię oka, inaczej pęd powietrza, podmuch z wirników startującego samolotu, a nie daj boże jakaś mucha, zmusiłyby go do zamknięcia patrzydeł. Wykonano aż osiem dubli, żeby nakręcony na jednym ujęciu start samolotu z trzymającym się go Cruise’em, wypadł tak, jak go zaplanowano, czyli perfekcyjnie.

2. Skok HALO (Mission: Impossible – Fallout)

HALO Jump (High Altitude – Low Opening) to – za Wikipedią – skok z wysokości 25 tysięcy stóp (7 kilometrów) polegający na otwarciu spadochronu na niewielkiej wysokości. Obiekt zrzucany przelatuje szybko przez strefę rażenia, a w bezpiecznej odległości od ziemi (odpowiednio nisko), jego pęd jest wyhamowywany otwarciem spadochronu. Przygotowania do skoku HALO w prologu szóstej odsłony M:I trwały okrągły rok.

Advertisement

Aktorzy w tym czasie ćwiczyli choreografię na ziemi, wykorzystując do tego specjalistyczne turbiny wiatrowe do szkolenia skoczków, nad którymi mogli się swobodnie unosić. Aby stworzyć hełm godny agenta IMF, zespół modelarzy najpierw próbował użyć twardej żywicy, ale nie była ona wystarczająco mocna, więc hełmy wzmocniono miedzią, a następnie pomalowano na czarno. Niestandardowe nakrycia głowy, które noszą Hunt i Walker, miały wbudowane diody LED wokół twarzy, aby aktorzy byli widoczni. Żarówki musiały być pokryte silikonem, aby nie było ryzyka zapalenia tlenu w przypadku przepalenia się żarówki.

Zanim ekipa weszła na pokład C17 Globemastera, z którego rampy załadunkowej (w sumie to chyba załadunkowo-wyładunkowej) mieli skakać ekranowi agenci, aktorzy wraz z kamerzystami wykonali dziesiątki skoków ćwiczebnych z awionetki.

Advertisement

Dopiero gdy wszystko było dopięte na ostatni guzik, zabrano się za skoki z wojskowego transportowca. Jako że scena miała zostać nagrana równo o zachodzie słońca – dla nadania klimatu, ekipa miała dziennie dosłownie kilka minut na nakręcenie ujęć, po czym dnia następnego wszystko zaczynano od nowa. Dzięki temu powstała unikatowa sekwencja skoku nakręcona w powietrzu, z prawdziwymi aktorami, bodaj najbardziej realistyczna tego typu scena w historii kina.

Kluczowym ujęciem jest tu skok z rampy Cruise’a, przed którym wyskoczył operator z kamerą zamontowaną na głowie, to znaczy nie bezpośrednio, tylko na kasku. Najpierw kamera filmowała Cruise’a w planie ogólnym, po czym ten zbliżał się do niej na bardzo bliską odległość, i po chwili kontynuował opadanie, podczas którego miał ratować rażonego piorunem Walkera. Całość wieńczy dość twarde, ale w sumie udane lądowanie. Aby sfilmować skok, kaskader Craig O’Brien użył kamery RED Weapon z obiektywem IMAX (nigdy wcześniej nie używanym podczas swobodnego spadania). O’Brien musiał ustawiać ostrość ciężkiego aparatu bez patrzenia przez wizjer.

Advertisement

Stworzono w tym celu specjalne urządzenie, które robiło ping… a tak na serio automatycznie dostosowywało ostrość, obliczając odległość przebytą, gdy O’Brien oddalał się od obiektu – ni cholery z tego nie rozumiem, ale dokładnie tak było napisane w internecie. Tę niesamowita sekwencję nakręcono w Emiratach Arabskich, bo tylko tamtejsze wojsko wyraziło zgodę i chęć współpracy przy filmowym skoku z wysokości siedmiu kilometrów. Centrum Paryża (miejsce lądowania) zostało nałożone na zdjęcia skoku cyfrowo, z wykorzystaniem wcześniej nakręconych dronem ujęć.

1. BURJ KHALIFA (Mission: Impossible – Ghost Protocol)

Aż trudno uwierzyć, że stalowe cojones Toma Cruise’a, bo takowe musiał posiadać by dać się wywiesić za okno najwyższego na świecie budynku (823 metry), nie pociągnęły go w dół. Wśród wielu przyprawiających o gęsią skórkę scen akcji w cyklu M:I, podczas oglądania tej jednej dopadło mnie to paniczne uczucie związane z wizją upadku z dużej wysokości. O ile jeszcze można jako tako opanować emocjonalność gdy patrzymy na Ethana wspinającego się za pomocą przyssywających, przysysywa… klejących się do szyb rękawic, tak szybko zostajemy wyrwani z naszej lichej strefy komfortu, bo jedna z nich odmawia posłuszeństwa.

Advertisement

Nerwy skutecznie łechce moment wycinania szyby i udana ufff, próba dostania się przez dziurę w oknie do serwerowni. Późniejszy widowiskowy skok Cruise’a na przewodzie gaśniczym, gdy kamera podąża za jego plecami, to także samodzielny numer aktora. Podobnie zresztą jak bieganie po ścianie drapacza chmur (choć akurat ten budynek to już chyba drapie atmosferę). Gdy w końcu partnerom Hunta udaje się go wciągnąć do środka budynku po średnio udanym skoku, wszyscy oddychają z ulgą, widzowie również. Mimo że Tom Cruise, co zrozumiałe, asekurowany był linkami bezpieczeństwa, usuwanymi następnie w procesie postprodukcji, a nad wszystkim czuwali zawodowi wspinacze, kaskaderzy, architekci, inżynierzy, łosie, kuny i jenoty… słynnemu aktorowi należy się ogromny szacun za to, że podejmuje się tak wymagających wyzwań, a w dodatku aktor wykonuje je tak bardzo bez spiny, jakby sprawiało mu to wielką frajdę i przychodziło bez większego wysiłku.

Ten luz dokumentuje słynne zdjęcie Cruise’a siedzącego boso, i uśmiechniętego od ucha do ucha, na samym szczycie Burj Khalifa. Twardziel jakich w Hollywood mało, obecnie najbardziej charyzmatyczny aktor jaki stąpa naszej planecie, zasługujący bez dwóch zdań na każdego dolara, zarobionego na występach w serii M:I, której począwszy od części trzeciej jest także producentem. Reżyserią filmu zajmował się Brad Bird, dla którego był to debiut w kinowym filmie aktorskim.

Advertisement

Wcześniej Bird wyreżyserował m.in. Stalowego giganta oraz Iniemamocnych, dlatego doskonale czuł niebanalne kino akcji, mimo że na razie robił je tylko w postaci animacji. Cała sekwencja filmowana była po części ze śmigłowców, a w większości z kamer wystawianych za okna na specjalnych wysięgnikach. Ekipa, zmagająca się z silnymi na tej wysokości wiatrami, i konstrukcją budynku rozgrzewaną przez promienie słoneczne, musiała zdobyć niezbędne pozwolenia na wiercenie otworów w konstrukcji Burj Khalifa, oraz na demontowanie okien. Zapierająca dech w piersiach scena realizowana była na wysokości 500 metrów, i nakręcona została kamerami IMAX. Był to jednocześnie pierwszy film z serii, wyświetlany w kinach IMAX.

Advertisement

Od chwili obejrzenia "Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia "Akirę”, "Drive”, "Ucieczkę z Nowego Jorku", "Północ, północny zachód", i niedocenioną "Nienawistną ósemkę”). Wielbiciel Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Autor książki "Frankenstein 100 lat w kinie". Założyciel, i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE. Od 2016 roku zawodowo zajmuje się fotografią reportażową.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *