Publicystyka filmowa
8 szokujących spraw kryminalnych godnych ekranizacji
Odkryj fascynujący świat autentycznych zbrodni w „8 SZOKUJĄCYCH SPRAWACH KRYMINALNYCH GODNYCH EKRANIZACJI” – intrygujące historie, które zszokują każdego!
Tajemnicze, intrygujące, niewyjaśnione, czasem znak czasów i symbol epoki, czasem tak dziwaczne, że rodzą setki mniej czy bardziej prawdopodobnych teorii. Dają do myślenia albo po prostu szokują. Autentyczne sprawy kryminalne, które z powodzeniem mogłyby zainspirować scenariusz filmowy. Kolejność przypadkowa.
Eva Coo. Kobieta bardzo samodzielna
Nazywano ją „divą z celi śmierci”. Urodzona w Kanadzie jako Eva Curry w 1894 roku, miała nosa do interesów, żyłkę przedsiębiorcy i stosunkowo niewiele skrupułów. Niezależna i obrotna, z powodzeniem kierowała własnym biznesem, zapewniając utrzymanie zarówno sobie, jak i kilkanaściorgu pracownikom, w większości kobietom. Płaciła nawet za ich ubezpieczenie zdrowotne – zależało jej na „czystym” interesie. Wszyscy ją znali i ona znała wszystkich.
Gośćmi jej przybytku, dostarczającego rozrywek cielesnych i procentowych, byli politycy i policjanci. Słowem, radziła sobie świetnie. Ba, myślała też perspektywicznie. Nic nie trwa wiecznie – rozumowała Eva, do spółki z całkowicie podzielającą ten punkt widzenia przyjaciółką, Marthą Clift – a rozsądna kobieta, pozbawiona męskiego opiekuna, musi mieć wzgląd na to, co ją spotka na stare lata. Eva zatem systematycznie nakłaniała swoich pracowników do wykupywania polis na życie, wspierając ich hojnie przy płaceniu składek.

Jeden z nielicznych zachowanych portretów Evy Coo
Dbała tylko o to, by być beneficjentką każdej z nich. W końcu, w 1934 roku, doszła do wniosku, że czas z tego skorzystać. Harry „Gimpy” Wright, drobny pijaczek i podopieczny Evy, stał się pierwszą ofiarą. I wszystko poszłoby gładko – koroner uznał śmierć Gimpy’ego za wypadek – gdyby Eva nie dała się ponieść niecierpliwości.
Nim nieszczęśnik na dobre ostygł w grobie, już domagała się wypłacenia pieniędzy z polisy. To wydało się na tyle podejrzane, że śledczy postanowili przyjrzeć się sprawie jeszcze raz. Dokonano ekshumacji, a obie kobiety zostały sprowadzone na przesłuchanie bezpośrednio na cmentarz, co przeszło do historii jako jedno z najbardziej groteskowych przesłuchań w historii kryminologii. Podczas gdy jeden z detektywów prowadzał aresztantki po terenie, kilku pozostałych przenosiło rozkładające się szczątki i podrzucało na trasie. Kobiety, co chwila natykając się na zwłoki, niemal doznały załamania nerwowego i trudno się im dziwić. Marthę skazano na dwadzieścia lat, Evę – na śmierć.
Goodbye, darlings” – tak brzmiały ostatnie słowa Evy, nim stała się trzecią, po Annie Antonio i Ruth Snyder, kobietą straconą w XX wieku na krześle elektrycznym w Sing Sing. Do końca nie potrafiła pojąć, dlaczego nikt z dawnych przyjaciół nie odwiedza jej w więzieniu…
Skylar Neese. Psychopatia na Twitterze
2012 rok, Zachodnia Wirginia. Trzy nieodłączne przyjaciółki, Skylar Neese, Rachel Shoaf i Shelia Eddy. Tysiące wpisów na portalach społecznościowych, pełne uśmiechów selfies, nieustające deklaracje wzajemnej lojalności i miłości, jak to wśród nastolatek bywa. Wszystkie piękne, utalentowane, popularne. Królowe szkolnej społeczności. Śmietanka śmietanki.
W nocy 6 lipca 2012 roku Skylar zaginęła bez wieści. Wymknęła się cichcem przez okno sypialni i dosłownie rozpłynęła w powietrzu. Przemysłowa kamera zarejestrowała, jak wsiada do ciemnozielonego sedana. Czyżby poznała kogoś niebezpiecznego przez sieć? Naiwnie zaufała nieznajomemu? Zrozpaczeni rodzice, jednak Rachel i Shelia oczywiście są na miejscu, pocieszają, koją. Rodzina Skylar traktuje je niemal jak przybrane córki, przecież znają się od zawsze.

Skylar Neese
Mija pół roku i Rachel w końcu pęka. Wpada w nieopanowaną histerię, matka dzwoni na pogotowie, w tle słychać obłąkańczy krzyk. To nie nieznajomy odebrał życie Skylar, tylko jej dwie najlepsze przyjaciółki. Wywabiły ją z domu, wywiozły do lasu, policzyły chórem do trzech i zaatakowały. Ponad pięćdziesiąt ciosów nożem. Pogrzebać ciała się nie udało, więc ją tam zostawiły. Skylar powtarzała tylko „dlaczego?”.
Pytanie do dzisiaj pozostaje bez odpowiedzi, chociaż pojawiły się oczywiście plotki. Rzekomo Rachel i Shelia mogły mieć romans, rzekomo Skylar chciała to upublicznić. Rzekomo. A w ogóle to przestały ją po prostu lubić. Zrobiła się taka irytująca. Chciały to tylko w miarę szybko załatwić, żeby zdążyć przez letnim obozem kościelnym.
Shelia Eddy była uzależniona od mediów społecznościowych, w szczególności od Twittera. Jej profil i wpisy nadal są dostępne i od ich lektury robi się słabo, ponieważ rzadko zdarza się okazja obserwowania z tak bliska aktywności psychopaty czystej wody. Wiadomość o śmierci Skylar komentuje co prawda obłudnym wpisem pełnym żalu (zawsze będę o tobie myśleć, najdroższa przyjaciółko), za to jeśli przedrzeć się przez te kilometry tekstu, odsiewając wszystkie zachwyty nad Nicki Minaj, Słodkimi kłamstewkami i narzekanie na alergię, można znaleźć:
W samym dniu morderstwa natomiast cieszyła się, że ma przed sobą maraton z Prawem i bezprawiem w telewizji.
Do jakiego stopnia trzeba się czuć bezkarnym królem świata, żeby puścić coś takiego?
Rachel i Shelia od 2013 roku siedzą w więzieniu. Na pomysł, by wyrazić skruchę, jak dotąd jeszcze nie wpadły.
Alice Crimmins. Skazana za zmysłowość
Uczciwie rzecz biorąc, pojawiły się dwa nędzne filmy na motywach sprawy Alice Crimmins, żaden jednak nie pokusił się o bliższe zobrazowanie fenomenu psychologiczno-socjologicznego, którego ofiarą padła zarówno ona, jak i jej zamordowane dzieci. Missy i Eddie stracili życie w lipcu 1965 roku. Już ponad pół wieku ludzie spekulują na temat tej tragedii i na temat Alice. Była winna? Nie była winna? Zabiła swoje dzieci czy nie? Opinia publiczna pod koniec lat sześćdziesiątych była zgodna: tak, zrobiła to. Czy istniały niepodważalne dowody? Niezbite fakty dowodzące winy? Zeznania wiarygodnych świadków?

Alice Crimmins z mężem w drodze do sądu
Oczywiście, że istniały, a brzmiały następująco:
Alice Crimmins lubiła seks.
Nie była wierna mężowi.
Kąpała się w basenie nago. I to w towarzystwie.
Kupowała mrożonki na obiady.
Malowała się. Mocno.
Nosiła krótkie spódniczki. Szpilki. Farbowała włosy na rudo.
Innymi słowy, Alice Crimmins była zdolna absolutnie do wszystkiego.
Medialna nagonka nie zostawiła suchej nitki na kobiecie, która była wyzwolona seksualnie i przyznawała się głośno do swoich cielesnych pragnień na długo przed tym, nim stało się to modne. Gdzieś w tym całym niesmacznym cyrku kompletnie zapomniano, że dwójka kilkuletnich dzieci została brutalnie zamordowana. Sąd nad makijażem Alice Crimmins okazał się zdecydowanie bardziej interesujący, tymczasem prawdy o śmierci Missy i Eddiego nie znamy do dziś.
Smiley Face Killer. Może tak, a może nie?
Znakomity materiał na thriller psychologiczny albo film neo-noir. Smiley Face Killer to robocza teoria ukuta przez dwóch emerytowanych nowojorskich detektywów, Kevina Gannona i Anthony’ego Duarte. Zakłada ona, że na zachodzie Stanów działa niezidentyfikowany seryjny zabójca, mordujący młodych mężczyzn w okolicach zbiorników wodnych i zostawiający w pobliżu podpis w postaci graffiti z uśmiechniętą buźką (coś jak Red John z Mentalisty).
Wszystkie ofiary, a detektywi doliczyli się ich czterdziestu pięciu w jedenastu stanach, to byli wysportowani, atrakcyjni, popularni studenci. Jedną z rzekomych ofiar tegoż zabójcy miałby być Brian Schaffer, student medycyny z Ohio, który rozpłynął się w powietrzu w samym środku zatłoczonego klubu. Jego ciała dotąd nie znaleziono. Jak udało mu się opuścić klub poza okiem kamer – nie wiadomo. Teoria ma niewielu zwolenników, przez większość jednostek odpowiedzialnych za prowadzenie lokalnego śledztwa została przyjęta, łagodnie mówiąc, sceptycznie. Tym większy jest jej filmowy potencjał.
Amanda Todd. Zaszczuta przez internet
Piętnastoletnia Kanadyjka, doprowadzona do ostateczności przez prześladowanie w internecie, które niestety nie skończyło się nawet po jej samobójczej śmierci.
Jako trzynastolatka Amanda Todd padła ofiarą tak zwanego cappingu (skrót od screen capturing), specyficznej praktyki stosowanej przez internetowych pedofilów – dała się namówić nieznajomemu na obnażenie piersi przed kamerą. Tak zaczął się jej dramat, bowiem prześladowca zagroził, że upubliczni zdjęcie, jeżeli Amanda nie zrobi przed nim pełnego show. W pewnym momencie faktycznie założył fałszywy profil na Facebooku, umieszczając wiadome zdjęcie jako profilowe i wysyłając zaproszenia do wszystkich z listy znajomych dziewczynki. Dręczona przez depresję, ataki paniki i nerwicę Amanda próbowała popełnić samobójstwo, pijąc wybielacz.

Amanda Todd w spokojniejszych czasach
Cudem uratowana, po powrocie znalazła w wyszukiwarce dziesiątki kpiących memów wyszydzających jej próbę samobójczą. Pojawiają się zresztą do dzisiaj. Trzykrotnie rodzina Toddów się przeprowadzała, trzykrotnie Amanda zmieniała szkołę i trzykrotnie przeszłość znów ją dopadała. We wrześniu 2012 roku nagrała przejmujący, dziewięciominutowy filmik, w którym za pośrednictwem hasłowych karteczek podzieliła się swoją historią, skarżąc na dojmującą samotność i brak chociażby jednej życzliwej duszy.
Miesiąc później już nie żyła. Wedle stanu na luty 2017 film miał już dwanaście milionów odsłon. Po sprawie Amandy Todd trwają debaty nad zmianami w kanadyjskim prawie, które pozwoliłyby skuteczniej walczyć z cyberbullyingiem i cappingiem.
Tymczasem nienawistne memy pojawiają się nadal. Niektórzy umieszczają je nawet na stronie poświęconej pamięci Amandy Todd…
Kris Kremers i Lisanne Froon. Dziwne światła w Panamie
Dwie holenderskie studentki, Kris Kremers i Lisanne Froon, wybrały się na pieszą wycieczkę z plecakiem po Panamie. Zaginęły bez wieści w kwietniu 2014 roku, ich ciała znaleziono kilka miesięcy później. Przyczyny śmierci nie udało się ustalić. Seria tajemniczych zdjęć znalezionych na telefonach dziewczyn i w pamięci aparatu fotograficznego szybko zaowocowała powstaniem kilku teorii spiskowych, niektórych fantastycznych, innych nieco bardziej prawdopodobnych. Okazało się, że Kris i Lisanne próbowały bez powodzenia niemal dziewięćdziesięciokrotnie (!) skontaktować się z policją.
Seria ponad dziewięćdziesięciu zdjęć robi dosyć ponure wrażenie. Na niektórych kompletnie nic nie widać, na innych widnieją tajemnicze światła i błyski, widać też tył głowy Kris, która wydaje się być ranna. Zdaniem śledczych uwięzione w wąwozie dziewczęta mogły próbować oświetlać sobie drogę fleszem albo próbować zwrócić na siebie uwagę ekipy poszukiwawczej (światła!).

Jedno z ostatnich zdjęć Kris i Lisanne przed zaginięciem
Nieprzygotowane do wspinaczki, bez zapasu pożywienia, wody, odzieży na zmianę, bez kompasu i latarki, prawdopodobnie zmarły z wycieńczenia. Jednak… Czemu zawędrowały tak daleko? Przeszły przez pięć wąwozów i przekroczyły trzy rzeki! Czemu niektóre kości noszą ślady wybielania, ale nie mają żadnych uszkodzeń wskazujących na cięcie czy ćwiartowanie? Czemu na miejscu obok zwłok znaleziono schludnie złożone spodenki Kris? Czemu dziewczyny nie próbowały kontaktować się z rodzicami, nagrać wiadomości, oznaczyć szlaku, którym szły? Czy ktoś im towarzyszył? Czy ktoś je zamordował? Czemu szczątków było tak mało?
Odłamana w kostce stopa Lisanne nadal tkwiła w bucie, był to pierwszy ślad, na jaki natrafiono w sąsiedztwie plecaka zlokalizowanego przez miejscową kobietę. Nieco dalej na skale leżały równo ułożone wspomniane spodenki i drugi but. Czy dziewczyny zaatakował jakiś drapieżnik? A może istnieje bardziej oryginalne wyjaśnienie sprawy, zahaczające o cywilizację pozaziemską (bo znowu, te światła…)? W którymś momencie wspinaczki obie turystki zdjęły biustonosze i włożyły do plecaka. Analizującym sprawę internautom natychmiast skojarzyło się to z brakującym gorsetem Irmy Leopold w Pikniku pod Wiszącą Skałą.
Tak czy siak, mógłby z tego powstać hipnotyzujący horror.
Tamám Shud. Szpieg bez imienia
Jedna z bardziej fascynujących nierozwiązanych spraw w historii Australii. Dotyczy niezidentyfikowanego mężczyzny, który został znaleziony martwy w 1948 roku na plaży w Somerton. W kieszeni miał skrawek papieru z napisem tamám shud, co w języku perskim oznacza „zakończony”, wyrwany z XII-wiecznego zbioru wierszy Rubajjaty Omara Chajjama.
Sprawa pozostaje żywa do dzisiaj, a mężczyzny nigdy nie udało się zidentyfikować. Wyobraźnię opinii publicznej rozpalały skojarzenia z tajnym kodem szpiegowskim, plotki o niewykrywalnej truciźnie, tajemnicza, odnaleziona na dworcu walizka i spekulacje, że mężczyzna mógł parać się szpiegostwem. Próby ustalenia jego tożsamości nadal trwają. Ciekawym elementem w sprawie jest też jej rzekome powiązanie ze śmiercią George’a Marshalla, który w czerwcu 1945 roku został znaleziony martwy w Sydney z otwartym egzemplarzem wspomnianych już Rubajjatów na piersi. Władze uznały, że George popełnił samobójstwo, wypijając truciznę. Jego brat, David Marshall, dziesięć lat później został pierwszym sekretarzem generalnym Singapuru.
Holly Bobo. Tajemnica porzuconego wiadra
Jeżeli wrzucicie w wyszukiwarkę hasło „co u licha było w tym wiadrze?!”, natychmiast traficie w wynikach na nazwisko Holly Bobo. Jest coś niesamowicie smutnego w tym, że dramat zamordowanej dwudziestolatki sprowadził się do gorączkowych rozważań, co takiego mogło znajdować się w wiadrze, że myśliwy, który je znalazł, omal nie doznał załamania, a policja nie chce tej zawartości ujawnić.

Holly Bobo
Studentka pielęgniarstwa z Tennessee była ostatni raz widziana przez brata i okoliczności jej zaginięcia są co najmniej dziwaczne. O siódmej trzydzieści 0 rano sąsiadka usłyszała krzyk. Zamiast narobić rabanu i dzwonić na policję, połączyła się z Karen Bobo. Karen, pracująca na poranną zmianę, była już wówczas poza domem i mogła się skontaktować ze swoimi dziećmi – Holly i Clintem – tylko telefonicznie.
Wykręca zatem numer domowy, odbiera syn, Clint. Clint mówi, że Holly znajduje się w garażu w towarzystwie swojego chłopaka, Drew. Klęczą twarzami do siebie (!), a Holly jest zdenerwowana. „To nie Drew!” – krzyczy Karen. – „Bierz strzelbę i go zabij!”.
Mam zabić Drew?” – dziwuje się Clint, który najwyraźniej dosyć wolno myśli. Wygląda zatem na zewnątrz i widzi, że Holly idzie w kierunku lasu w towarzystwie ubranego po wojskowemu mężczyzny. I znowu, zamiast alarmować policję, dzwoni do matki…
We wrześniu 2014 roku myśliwy znajduje w lesie wspomniane już wiadro. Odwraca je i doznaje szoku. Niedługo później natyka się na szczątki, zidentyfikowane potem jako należące do Holly. W związku ze sprawą aresztowano w sumie pięciu mężczyzn. Wszyscy twierdzą, że są niewinni („jestem narkomanem i złodziejem, ale nie zabójcą!” – mówi dumnie jeden z nich). Nikt nic nie wie, szopka medialna trwa, szopka sądowa trwa, proces rusza lada chwila… więc pewnie niedługo się dowiemy, co w istocie w tym wiadrze było.
korekta: Kornelia Farynowska
