Wywiad
„Kocham wszystkie odcienie emocji”. JAMIE BAMBER o serialu „Cannes Confidential” i miłości do francuskiego kina
„Cannes Confidential” już dziś dostępny na platformie Viaplay.
Już 28 lipca na platformie Viaplay na polskich widzów czekać będą dwa premierowe odcinki nakręconego w stolicy europejskiego kina serialu Cannes Confidential. W tym czerpiącym inspiracje z hitów pokroju Miami Vice czy Pan i Pani Smith kryminalnym romansie na pierwszym planie wystąpili Lucie Lucas oraz gwiazdor Battlestar Galactica i Kompanii braci Jamie Bamber. Szczególnie dla brytyjskiego aktora zasmakowanie Lazurowego Wybrzeża i kręcenie wspomnianej produkcji w miejscu, w którym narodziły się największe legendy francuskiego i międzynarodowego kina, było podróżą iście sentymentalną. O kulisach powstawania Cannes Confidential, ale i jego osobistej relacji z Francją, z Jamiem Bamberem porozmawiała Mary Kosiarz.
Mary Kosiarz: Kręcenie produkcji filmowych i telewizyjnych w Cannes – stolicy europejskiego kina – to niezwykła rzadkość. Jak wspominasz całe to doświadczenie na Lazurowym Wybrzeżu? Trudno było wam uzyskać pozwolenie na plan zdjęciowy?
Jamie Bamber: Masz rację – to rzeczywiście trudne, by uzyskać zgodę na kręcenie produkcji komercyjnych w Cannes. Na szczęście nasz producent Patrick Nebout pochodzi z Cannes i od zawsze miał dobre relacje z burmistrzem. Wynegocjował nam taką umowę, że nie tylko mogliśmy tam kręcić, ale mieliśmy też prawo używać nazwy Cannes, która jest zastrzeżona ze względu na słynny festiwal filmowy. To samo w sobie jest już dosyć nietypowe, żeby nazwa miasta była zastrzeżonym znakiem towarowym. Więc tak, musieliśmy uzyskać na to oficjalne pozwolenie. Jak trudno było zorganizować nam takie warunki? To już pytanie bezpośrednio do Patricka, który zajął się tym jeszcze zanim ja pojawiłem się na pokładzie.
Projekt od początku nosił nazwę Cannes Confidential i planowano nakręcić go bezpośrednio w Cannes. W międzyczasie pojawiło się jednak mnóstwo innych komplikacji związanych z produkcją i zdjęciami. Ale ogromną korzyścią i przyjemnością było to, że miasto nas przyjęło z otwartymi ramionami. Mogliśmy kręcić w Pałacu Festiwalowym, w hotelu Majestic i przez cały czas byliśmy na przepięknej Croisette. Wszystkie te lokalizacje były prawdziwe – i to one tak naprawdę pozostają gwiazdą tego serialu. Francja to część świata, którą osobiście bardzo dobrze znam. Teraz również jestem we Francji – dom mojej mamy znajduje się w miejscowości niedaleko Cannes, więc znam tę okolicę jak własną kieszeń. To była dla mnie czysta przyjemność, móc kręcić tutaj przez całe lato.
Mary Kosiarz: Część widzów mogła nie zdawać sobie sprawy z tego, że biegle mówisz po francusku, a Twoja relacja z Cannes jest przepełniona wspomnieniami z dzieciństwa. To właśnie dlatego zdecydowałeś się na udział w serialu?
Jamie Bamber: Zdecydowanie tak, miało to ogromne znaczenie. Wszystko zaczęło się od spotkania z Patrickiem. Odwiedziłem moją mamę latem, zaraz po covidowym lockdownie w 2020 roku. Zadzwonił do mnie wtedy mój przyjaciel z Marsylii – Jean-Michel Albert i powiedział mi, że zobaczył moje nazwisko wśród kandydatów do roli w serialu, którym zajmuje się jego kolega. Spytał mnie, czy chciałbym spotkać się z Patrickiem osobiście, opowiedział mi więcej o tym projekcie i poprosiłem go o przesłanie próbek scenariusza. Pokochałem je od samego początku. Już trzy dni później spotkaliśmy się z Patrickiem w Cannes i szerzej porozmawialiśmy o nadchodzącym serialu.
To była dla mnie miłość od pierwszego wejrzenia, bo naprawdę niewiele potrzeba, by przekonać mnie do przyjazdu do Francji. Kocham ten kraj, a możliwość opowiedzenia historii właśnie w tym regionie była świetną zabawą. Dodatkowym atutem było to, że Patrick inspirował się serialem Partnerzy z Rogerem Moore’em i Tonym Curtisem z późnych lat 70., który bardzo mi się spodobał. Uwielbiam tę relację „niedobranej pary” – przekomarzającego się duetu, który mimo wzajemnej niechęci zwyczajnie musi współpracować. Tutaj zmodyfikowaliśmy to na relację damsko-męską, co uznałem za jeszcze bardziej interesujące.
Cannes Confidential nie było jednak łatwą produkcją. Mieliśmy do pokonania naprawdę wiele przeszkód, w szczególności związanych z pandemią COVID-19. Ale ostatecznie nam się udało i zrealizowaliśmy znakomity projekt.
Mary Kosiarz: Sama niedawno odwiedziłam Cannes i muszę przyznać, że to absolutnie wyjątkowe miejsce. Co roku zapisuje się tam coraz barwniejsza historia kina. Kiedy jesteś tam na miejscu, czujesz, że do pracy napędza Cię duch ikonicznych postaci francuskiego kina? Może takich, które poprowadziły Cię na ścieżkę artystyczną?
Jamie Bamber: Och, z pewnością nie da się tego uniknąć. W Cannes kino jest obecne na każdym kroku. Niedawno byłem członkiem jury festiwalu CANNESERIES poświęconego wyłącznie produkcjom telewizyjnym, ale niemal wszędzie – w hotelach, na ulicach – można dostrzec zdjęcia gwiazd, które tam przebywały, ikoniczne schody z czerwonym dywanem… To wszystko tworzy absolutnie wyjątkową atmosferę, która zostaje w pamięci. Chociaż moją pierwotną inspiracją do zostania aktorem był głównie brytyjski szekspirowski teatr bardziej niż klasyki kina i telewizji. Ale większość mojej kariery przypadła jednak na pracę przed kamerą, dlatego tym bardziej jest to dla mnie niezwykłe miejsce.
Jedną z inspiracji do Cannes Confidential był słynny film Złodziej w hotelu z Carym Grantem w roli głównej, którego akcja rozgrywa się właśnie w Cannes. Pierwszy odcinek naszego serialu pierwotnie miał opowiadać o kradzieży rubinu – to wyraźne nawiązanie do motywu złodzieja biżuterii i włamywacza z tamtego filmu. W ramach przygotowań do roli obejrzałem go ponownie, podobnie jak pewne fragmenty The Persuaders. Tak więc powtórzę – będąc w Cannes, wprost nie da się uniknąć powrotu do klasyki kina, ale też nie docenić piękna tego miasta. Ja sam mieszkałem w Mougins, pięknej wiosce oddalonej jakieś pół godziny od miasta. Przeżyłem tam wspaniałe lato, odwiedziła mnie cała moja rodzina i spędziliśmy razem cudowny czas.
Mary Kosiarz: Porozmawiajmy trochę o tym czasie spędzonym na planie Cannes Confidential. To zwariowane połączenie telewizyjnej komedii, kryminału i romansu. Trochę jak Miami Vice w południowej Francji.
Jamie Bamber: Dokładnie tak!
Mary Kosiarz: Twoja postać – Harry King to tajemniczy oszust i flirciarz, który wskutek zbiegu okoliczności poznaje lokalną policjantkę i wspólnie zaczynają rozwiązywać kryminalne zagadki. Co więcej mógłbyś opowiedzieć o swojej postaci? Co przyciągnęło Cię do tego enigmatycznego bohatera?
Jamie Bamber: Zawsze fajnie odgrywa się postać, która ma w sobie pewną zagadkowość. Harry jest outsiderem – nikt nie wie, co dokładnie robi w Cannes, ale on wydaje się wiedzieć absolutnie wszystko o każdym mieszkańcu. W pewnym momencie wpada na lokalną policjantkę, która również doskonale zna tę okolicę, lecz prędko okazuje się, że mój bohater ma nawet lepsze kontakty niż ona. Od razu budzi więc jej podejrzenia. Ich znajomość zaczyna się od wypadku drogowego – dosłownie na siebie wpadają i wszystko odbywa się niezręcznie, a nawet nieco agresywnie. Ale Harry wydaje się mieć rozwiązanie na wszystko – natychmiast pojawia się na miejscu zbrodni, podejrzenia Camille automatycznie padają na niego.
Z czasem muszą odnaleźć się w tym wyjątkowo niedobranym duecie, pełnym wzajemnych podejrzeń. On ma informacje o niej. Ona pragnie poznać prawdę o jego tożsamości. Ojciec Camille siedzi w więzieniu za korupcję, a Harry dziwnym trafem zna szczegóły tej sprawy. Łączy ich relacja symbiotyczna – zwyczajnie potrzebują siebie nawzajem. Używają flirtu jako narzędzia do tego, aby zyskać coś dla siebie. Jest w tym oczywiście dużo humoru, ale dla mojego bohatera jest on w zasadzie maską, by trzymać ludzi na dystans. Doprowadza tym Camille do szału, lecz jednocześnie coś ich do siebie przyciąga.
Mary Kosiarz: Relacja Harry’ego i Camille oparta na motywie kochankowie-wrogowie ma całkiem sporo wspólnych elementów z filmem Pan i Pani Smith z Angeliną Jolie i Bradem Pittem.
Jamie Bamber: To był jeden z głównych powodów, dla których zdecydowałem się podjąć to wyzwanie. Chciałem nawiązać do starych screwballowych hollywoodzkich komedii – Rock Hudson i Doris Day, Cary Grant i jego ekranowe partnerki… Zawsze były to relacje oparte na przekomarzaniu, dialogi były dynamiczne, pełne spięć, ale i błyskotliwego humoru. Świetnie pracuje się nad takim materiałem – jest szybki, dowcipny, seksowny i zabawny. I to właśnie jest sedno Cannes Confidential. Mam nadzieję, że widzowie też to poczują. Ale tak jak wspomniałaś – jest tam też ten mroczniejszy, kryminalny element.
Nasi bohaterowie rozwiązują w końcu zagadki poważnych zbrodni, morderstw, którym trzeba poświęcić energię. A w samym środku tego wszystkiego powoli odkrywamy więcej o Harrym i o powodach jego przyjazdu do Cannes. W miarę rozwoju fabuły dowiadujemy się, że nie jest wyłącznie frywolnym dowcipnisiem, ale jego historia jest niezwykle osobista i poruszająca.
Mary Kosiarz: Kręciłeś filmy i seriale praktycznie na całym świecie – od Malezji po Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Chciałam zwrócić uwagę na dwujęzyczny, międzynarodowy aspekt pracy nad Cannes Confidential. Czy praca z dwujęzyczną ekipą w jakiś sposób zmieniła Twoje spojrzenie na proces tworzenia?
Jamie Bamber: Wydaje mi się, że pracowałem już wszędzie i w różnych językach – i bardzo to kocham. W głębi duszy jestem lingwistą. Uwielbiam inne kultury i sam proces ich odkrywania. Mówię po francusku całkiem dobrze, więc szczególnie bliskie są mi kraje europejskie, ale zawsze ciekawie i fascynująco jest pracować w nieco innej kulturze – jak na przykład w Malezji. To jest cudowne, bo pracujesz z lokalnymi ekipami, które cię przyjmują z otwartymi ramionami. Czujesz, że nie jesteś tylko gościem czy turystą, ale naprawdę częścią ich kultury na czas zdjęć. Czy to przez jedzenie, język, miejsca, które odwiedzasz, ludzi, których poznajesz, przyjaciół, których zdobywasz – to ogromny przywilej bycia aktorem i robienia tego, co robimy.
Ta konkretna produkcja była jednak dość skomplikowana, bo początkowo miała trzech producentów z różnych światów. Jeden był amerykański, drugi – początkowo – szwedzki, a potem dołączyła strona francuska. Każda z tych stron miała swoje wymagania. I szczerze mówiąc… ten serial powstał 2–3 lata temu. Nie jestem pewien, czy udało nam się znaleźć najlepsze rozwiązanie. Myślę, że dziś widzowie są bardzo otwarci i przyzwyczajeni do słuchania różnych języków w jednym serialu czy filmie. Ale ponieważ pierwotnie zamówiono serial anglojęzyczny, rozgrywający się na Riwierze… to przyjęto jako absolutną, niepodważalną zasadę, której musieliśmy się trzymać.
Ja z kolei od początku uważałem, że lepszym rozwiązaniem byłoby zrobienie serialu dwujęzycznego – po francusku i po angielsku – gdzie francuscy bohaterowie mówią między sobą we własnym języku. Uważam, że współczesna publiczność jest na to gotowa. Ale ponieważ mieliśmy trzech producentów, każdy z innymi wymaganiami, skończyło się na tym, że musieliśmy nakręcić serial w języku angielskim – mimo że zatrudniono do niego również francuskich aktorów. Lucy i Léa włożyły ogromny wysiłek w pracę w języku angielskim – były naprawdę niesamowite. Wiadomo, że nie jest to ich pierwszy język, więc to było dla nich bardzo trudne – szczególnie że to serial z dużą ilością dialogów.
Wszyscy jesteśmy z niego bardzo dumni i naprawdę się cieszyliśmy, mimo że było to wielkie wyzwanie. Ja byłem jedyną osobą na planie, dla której angielski był językiem ojczystym. Więc czułem się, jakbym miał jakąś supermoc. Mogłem improwizować, przepisywać sceny po swojemu. Robiłem to z wyprzedzeniem, żeby inni aktorzy również mogli pracować nad swoimi kwestiami. Mieliśmy cudownego francuskiego aktora – Pierre’a-Edouarda Bellancę, który był naszym językowym korepetytorem – świetnie mówił po angielsku i pomagał dziewczynom na planie. To było naprawdę duże wyzwanie. I myślę, że gdybym dziś miał kręcić ten serial, to zdecydowanie zrobiłbym go w dwóch językach.
Mary Kosiarz: Kiedy słucham twojego podejścia do języka francuskiego i tego wszystkiego wokół Cannes Confidential, myślę, że wiele osób nadal kojarzy Cię głównie z wcześniejszych ról – jak w Battlestar Galactica czy Law and Order UK, ale w ostatnich latach przeszedłeś trochę na stronę komedii. Czy to była twoja świadoma decyzja? Czy może przypadek, który spodobał Ci się na tyle, że teraz chcesz go rozwijać?
Jamie Bamber: Jak wszystko w mojej karierze – trochę przypadek, trochę otwartość na nowe kierunki. To się bardzo często łączy. I czerpię przyjemność z grania także tych lżejszych ról. Czuję, że są one bliższe mojej osobowości.
Nie szukam w życiu ciemnych stron – poszukuję raczej światła i lekkości. Lubię dowcipne dialogi, lubię postacie, które używają humoru. To naturalny instynkt ludzi – by żartem przejść przez dzień. A kiedy jest dobrze napisane – uwielbiam to grać. Więc tak, zrobiłem w ostatnim czasie trochę więcej rzeczy komediowych – i mam nadzieję, że uda mi się to utrzymać. Ale to nie znaczy, że w pewnym momencie postanowiłem: „Teraz będę grał tylko w komediach”.
Pamiętam, że lata temu byłem bardzo sfrustrowany tym, że scenariusze komediowe w ogóle do mnie nie trafiały. Może to też kwestia wieku – z czasem przestajesz grać romantycznych bohaterów czy głównych herosów i częściej dostajesz role czarnych charakterów albo postaci skrywających pewne sekrety. Ale ja naprawdę to lubię i chciałbym grać w komediach więcej.
Nie znaczy to jednak, że odrzuciłem dramat. To od niego zaczęło się moje aktorskie życie. Kocham wszystkie odcienie emocji. Jako aktor teatralny jestem zafascynowany tragedią – formą, która przetrwała z nami już ponad 2500 lat. W ostatnich latach świadomie zdecydowałem się mimo wszystko na pewną odskocznię.
Mary Kosiarz: Produkcje takie jak Cannes Confidential udowadniają, że sprawdzasz się w niej naprawdę świetnie. Ale poza tym w Polsce mamy ogromną społeczność fanów gatunku science fiction, a co za tym idzie, także i serialu Battlestar Galactica, w którym wystąpiłeś. Czy jest jakakolwiek szansa – choćby najmniejsza – że wrócisz kiedyś do takiej przygody?
Jamie Bamber: Bardzo bym tego chciał! Battlestar Galactica to było chyba najbardziej niezwykłe doświadczenie w mojej aktorskiej karierze. I szczerze mówiąc, trochę dziwne jest dla mnie to, że od tamtej pory prawie nie grałem w produkcjach science fiction. Nie dlatego, że tego nie chciałem – po prostu nie pojawiły się ku temu odpowiednie okazje. Poza tym, po Battlestar Galactica poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Kiedy porównujesz to z innym SF, które powstaje, trudno jest temu dorównać. Ale jestem otwarty na wszelkie nowe możliwości. Jeśli ktoś ma świetny scenariusz science fiction – bardzo chętnie go rozważę. Z przyjemnością wróciłbym do tego świata.
Mary Kosiarz: Jestem pewna, że polscy fani pokochają Harry’ego z Cannes Confidential równie mocno jak Apolla z Battlestar Galactica. Na zakończenie – co Twoim zdaniem najbardziej przyciągnie polskich widzów do Twojej najnowszej produkcji?
Jamie Bamber: Myślę, że przede wszystkim jest to thriller – w centrum jest w końcu historia kobiety, która próbuje dowiedzieć się, kto naprawdę wsadził jej ojca do więzienia. Powoli odkrywamy, czy mój bohater Harry ma z tym coś wspólnego. Poza tym mamy klasyczne „will-they-won’t-they” – czyli relację, która rozwija się mimo podejrzliwości i nieufności. Ich rozmowy to wręcz słowne sparingi – jak mały bokserski pojedynek. Do tego dochodzi inna relacja – znajomość Camille i jej koleżanki z pracy. Tam też pojawia się subtelne napięcie, więc mamy tu coś w rodzaju miłosnego trójkąta. Każdy odcinek to też nowa sprawa kryminalna.
A serial jest po prostu przepiękny wizualnie. Philip Lozano jako operator i nasz reżyser Camille Delamarre – inspirowali się klasycznymi serialami, takimi jak Miami Vice, używając elektrycznych błękitów, różów – tych wszystkich kolorów, którymi Cannes nas oczarowuje. Więc – czy to latem, czy zimą – jeśli ktoś chce wybrać się na wakacje, nie wstając z własnej kanapy, ten serial to świetny wybór. Powinien być po prostu przyjemną rozrywką.
Mary Kosiarz: Trzymam kciuki za premierę! Dziękuję Ci, Jamie.
