Connect with us

Wywiad

Katarzyna Gałązka o filmie „13 dni do wakacji” i aktorstwie. „Cenię sobie różnorodność” [WYWIAD]

„13 dni do wakacji” home invasion w polskim wydaniu.

Published

on

Katarzyna Gałązka o filmie „13 dni do wakacji” i aktorstwie. „Cenię sobie różnorodność” [WYWIAD]

Od 8 sierpnia w kinach można oglądać film 13 dni do wakacji home invasion w polskim wydaniu. Główną rolę zagrała w nim Katarzyna Gałązka, która w rozmowie z Film.org.pl opowiedziała zarówno o filmie i swojej roli, jak i podejściu do aktorstwa jako zawodu. Jakie ma plany i marzenia? Jakie różnice dostrzega między pracą nad filmem i w teatrze? Odpowiedzi poznacie poniżej.

Advertisement

Łukasz Budnik: Jak twoje samopoczucie po premierze filmu?

Katarzyna Gałązka: Dobrze! Film zbiera dobre opinie, więc jestem podekscytowana.

Advertisement

Czy na tym etapie stresują Cię premiery nowych filmów?

13 dni do wakacji to dopiero moja druga premiera filmowa, więc nie wiem, jaka jest reguła, ale tym razem nie byłam zestresowana – może dlatego, że z uwagi na inne zobowiązania zawodowe nie mogłam być obecna na projekcji. Przed premierą Supersióstr cała się trzęsłam.

Advertisement

13 dni do wakacji i Supersiostry to filmy gatunkowe. Celowo rozwijasz karierę w tym kierunku?

To przypadek. Chciałabym mieć aż taki wpływ na swoją karierę, żeby działo się to świadomie, ale na polskim rynku to niemożliwe. Z niecierpliwością czekam na propozycje artystyczne.

Advertisement

Jak buduje się postać w filmie takim jak 13 dni do wakacji? Czy zagłębiałaś się w wydarzenia z przeszłości, które stanowiły inspirację scenariusza?

Głównie inspirowałam się amerykańskimi horrorami. Mieliśmy do obejrzenia kilka tytułów, m.in. Halloween i Krzyk. Duże wrażenie zrobiła na mnie scena z Jenną Ortegą w jednej z części Krzyku, gdzie przeraźliwie i długo krzyczy. Postanowiłam, że użyję takiego środka wyrazu w jednej ze scen. To był dla mnie punkt wyjścia – wiedziałam, że tak silnego akcentu można użyć tylko raz, i wokół tego budowałam inne reakcje. Chciałam, żeby były różne i adekwatne do stanu psychicznego mojej bohaterki w danym momencie filmu.

Advertisement

Twoja bohaterka z biegiem fabuły coraz bardziej pogrąża się w otchłań szoku i strachu. Czy wpływało to na Ciebie prywatnie?

Moja postać nie zaczęła „wchodzić we mnie” na tyle, by towarzyszyć mi po zejściu z planu, ale po najmocniejszych scenach miałam potrzebę odreagowania. Trudna była np. ta, w której byłam związana i zakneblowana. Niby wiedziałam, że jestem bezpieczna, a jednak czułam dyskomfort.

Advertisement

Jak w takich scenach pracowało Ci się z reżyserem Bartoszem M. Kowalskim?

Bardzo dobrze. Bartek dawał nam dużą wolność w kreowaniu postaci i był otwarty na nasze propozycje. Wiedziałam, że spodobało mu się to, co pokazałam na castingu, gdzie dostałam szereg najcięższych zadań do zagrania. Moje reakcje i emocje były wtedy bardzo intensywne i miałam poczucie, że tego właśnie się ode mnie oczekuje. Przedyskutowałam z Bartkiem motyw krzyku i wspólnie zdecydowaliśmy, w którym momencie go użyć. Zawsze dawał nam przestrzeń, żeby zrobić przerwę i odpocząć. Dzięki luźnej atmosferze wszystko szło sprawnie.

Advertisement

Czy grając tak wystraszoną postać, można przy okazji popracować nad własnymi lękami?

Dla mnie granie nie jest formą terapii. Jestem daleka od wprowadzania prywatnych doświadczeń do swojej pracy – uważam, że to może być niebezpieczne.

Advertisement

A czy prywatnie obawiasz się wpływu technologii na nasze życie? To w końcu ważny element filmu.

A kto teraz nie obawia się AI? Najczęściej myślę o tym w kontekście tego, czy sztuczna inteligencja nie zabierze mi pracy. W filmie będzie pewnie trudniej, ale sądzę, że za chwilę okaże się, iż do tworzenia audiobooków nie jestem wcale potrzebna… Nie mam jednak szczególnie silnego lęku – nasz film pokazuje, że za technologią zawsze stoi człowiek i to jego najbardziej należy się obawiać.

Advertisement

Czego więc obawiasz się na co dzień?

Mam sporo fatalistycznych myśli, że będę uczestniczyć w wypadku albo że ktoś mnie napadnie. Zawsze gdy wsiadam do taksówki, wysyłam bliskim swoją lokalizację.

Advertisement

Wróćmy do filmu – sceny kręciliście w autentycznym domu w Konstancinie. Jak wyglądała praca w takiej zamkniętej przestrzeni? Czy dom faktycznie dysponował tak zaawansowaną technologią?

Najciekawsze było to, że wszystko kręciliśmy w nocy. Plan zaczynał się o 16:00, a kończył około 4:00. Na prawie miesiąc trzeba się było przestawić na zupełnie inny tryb. Jeśli chodzi o technologię – oryginalnie w domu nie było np. takich rolet czy tabletu, więc na pewno nie był aż tak zaawansowany jak w filmie.

Advertisement

Przejdźmy do bohaterek, w które się wcielasz. Czy zawsze bronisz swoich postaci, nawet gdy mają wady? Paulina z 13 dni do wakacji to pozytywna bohaterka, ale nie jest nieskazitelna.

Tak, zawsze szukam ich motywacji – inaczej trudno byłoby mi wiarygodnie je przedstawić. Poza tym jeszcze nie grałam postaci do szpiku złych, więc nie wiem, jak zachowałabym się w takiej sytuacji.

Advertisement

Chciałabyś zagrać taką czarną postać?

Jasne! To na pewno spore wyzwanie! Teraz gram ciekawą postać w Na Wspólnej, która ma w sobie ciemną stronę. Serdecznie wszystkich zapraszam do śledzenia losów Kaliny.

Advertisement

W międzyczasie aktywnie chodzisz na castingi?

Tak, i wysyłam self-tape’y. Zauważyłam, że rok temu zaczął się dla mnie nowy etap – do tej pory wcielałam się w role nastolatek, a teraz moje warunki się zmieniły i reżyserzy castingów nie widzą już we mnie tak młodych osób. Cieszę się z tego, bo sama czułam zgrzyt, gdy dostawałam takie zadania. Jednocześnie widzę, że nie jestem jeszcze na etapie ról 30+, więc znajduję się gdzieś „pomiędzy”. Na szczęście teraz pracuję na planie dwóch produkcji serialowych.

Advertisement

Czy widzisz różnicę między pracą na planie filmu i serialu?

Różnica jest odczuwalna, jeśli różni się budżet. Jeśli budżet jest podobny, to praca również się nie różni.

Advertisement

A jak porównasz pracę w filmie do pracy w teatrze?

To zupełnie inne doświadczenie. W teatrze gram dopiero od niedawna – po szkole aktorskiej nie miałam takiej okazji, ale rok temu dostałam propozycję roli w spektaklu Boeing Boeing w Teatrze Capitol. Na scenie gramy na żywo, nie ma dubli, od razu widzimy reakcje widzów. To bardzo satysfakcjonujące. W przypadku filmu i serialu na efekty trzeba długo czekać, co bywa frustrujące, ale z drugiej strony na dłużej mogę się zagłębić w postać i historię.

Advertisement

W teatrze grasz tu i teraz, a czy oglądając się na ekranie miesiące po zakończeniu zdjęć, zdarza ci się myśleć, że zrobiłabyś coś inaczej albo że od tego czasu się rozwinęłaś?

Zawsze tak mam. Kiedy pierwszy raz oglądałam 13 dni do wakacji, siłą rzeczy zwracałam uwagę na to, co mogłabym zrobić inaczej. Niestety człowiek najpierw widzi to, co mu się nie podoba. Staram się jednak traktować to jak naukę i wyciągać wnioski. Wiem, że w danym momencie gram najlepiej, jak potrafię.

Advertisement

A jak oceniłaś scenę krzyku, która była dla Ciebie tak wymagająca?

Oglądając ją, czułam duży dyskomfort. Jeśli widzowie reagują podobnie – to znaczy, że udało się osiągnąć dobry efekt.

Advertisement

W 13 dniach do wakacji ojca twojej bohaterki gra Cezary Pazura, choć nie widzimy jego twarzy. Skąd decyzja, by nie pokazywać go na ekranie?

Takie było założenie od początku. Bartek chciał zaznaczyć figurę nieobecnego rodzica, a przy okazji puścić oczko do widza.

Advertisement

Czy są inni aktorzy starszego pokolenia, z którymi nie miałaś jeszcze okazji pracować, a byłoby to Twoim marzeniem?

Całe mnóstwo! Pierwsze nazwiska, które przychodzą mi do głowy, to Łukasz Simlat, Leszek Lichota czy pani Aleksandra Konieczna. Wspaniale byłoby też zagrać z Marcinem Dorocińskim.

Advertisement

Praca z bardziej doświadczonymi aktorami jest dla Ciebie stresująca czy traktujesz to jako okazję do nauki?

Jedno i drugie. Współpraca z doświadczonymi aktorami jest specyficzna. Miałam okazję grać np. z Mają Ostaszewską i Arkiem Jakubikiem przy okazji Klangoru. To zawsze były wspaniałe spotkania z otwartymi, życzliwymi ludźmi. Mimo wszystko czuję stres – chcę dobrze wypaść, a to w tej pracy bywa blokujące.

Advertisement

Czy ktoś kiedyś udzielił Ci rady, która towarzyszy Ci do dziś?

Może nie jednej konkretnej, ale Piotr Adamczyk, z którym pracowałam na planie Lepszej połowy, zawsze był otwarty, żeby mi coś podpowiedzieć – np. w kwestii rytmu sceny czy ustawiania się w konkretnych pozycjach.

Advertisement

Oglądając filmy, w których nie grasz, potrafisz podejść do tego na chłodno czy analizujesz role i realizację?

Zawsze analizuję – nie umiem po prostu oglądać historii. Zastanawiam się nad poszczególnymi ujęciami, nad tym, jak zostały zrobione.

Advertisement

Miałaś okazję zagrać już w kilku gatunkach – horrorze, komedii i filmie superbohaterskim. Do którego z nich chciałabyś wrócić?

Do komedii – tworzenie tego gatunku daje ogromną okazję do nauki i zdobywania nowych umiejętności. Sporo wyniosłam z pracy nad Algorytmem miłości. Nie jest to łatwe, ale właśnie dlatego bardzo satysfakcjonujące.

Advertisement

A może są inne gatunki, w których chciałabyś wystąpić?

Na ten moment chciałabym dać odpocząć gatunkom i popracować w innych rejestrach – np. w kinie psychologicznym.

Advertisement

Czy masz plany, żeby spróbować swoich sił także poza Polską?

To moje marzenie, choć wiem, że nie jest to łatwe. Kilka miesięcy temu zintensyfikowałam działania i zaczęłam wysyłać próbki do agencji w Anglii. Cały czas mam to z tyłu głowy i będę się starać. Na pewno łatwiej jest, gdy film, w którym zagrasz, zrobi karierę na świecie – tego życzę 13 dniom.

Advertisement

Wcześniej wspominałaś o kinie artystycznym – czy docelowo to właśnie w takiej produkcji chciałabyś wystąpić?

W tym zawodzie cenię sobie różnorodność i nie chciałabym się zamykać na żadną opcję. To, że mogę sprawdzać się w różnych gatunkach, jest ekscytujące. Ale faktycznie chciałabym spróbować swoich sił w kinie artystycznym i pokazać coś subtelniejszego.

Advertisement

Czy są konkretni twórcy, z którymi chciałabyś współpracować?

Myślę, że z Pawłem Pawlikowskim – jego filmy mają w sobie poetyckość, której chciałabym w sobie poszukać.

Advertisement

W przyszłości zobaczymy Cię w filmie Król dopalaczy. Możesz powiedzieć o nim coś więcej?

To film, który kręciliśmy cztery lata temu. Jest inspirowany prawdziwymi historiami i opowiada o chłopaku, który stworzył biznes oparty na handlu dopalaczami. Gram tam niewielką rolę, która pierwotnie miała być epizodem, ale reżyserowi spodobała się na tyle, że specjalnie dla mnie napisał kolejne sceny. Bardzo się z tego cieszę.

Advertisement

Życzę powodzenia i trzymam kciuki za kolejne projekty!

zdjęcie główne: Cezary Stolecki

Advertisement

Elblążanin. Docenia zarówno kino nieme, jak i współczesne blockbustery oparte na komiksach. Kocha trylogię "Before" Richarda Linklatera. Syci się nostalgią, lubi fotografować. Prywatnie mąż i ojciec, który z niemałą przyjemnością wprowadza swojego syna w świat popkultury.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *